poniedziałek, 20 października 2014

The experience cz 182

Hej! Trochę się naczekaliście na tą część, a przecież obiecałam, że będzie niedługo. Niestety życie bywa przewrotne. Ta część miała ukazać się w czwartek, ale w środę spontanicznie wyszłam z znajomymi na piwo od razu po zajęciach, wróciłam późno i niestety nie zdążyłam przygotować posta. W czwartek poszłam na urodziny koleżanki, a w piątek od razu po zajęciach pojechałam do domu, gdzie padł internet i bazowałam jedynie na tym w telefonie. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ponieważ czuję się okropnie, że tydzień musieliście czekać na posta. Chciałabym Wam to wynagrodzić długością tej części. Także, miłego czytania i do usłyszenia w komentarzach!  

Następnego dnia obudziłam się dosyć późno i szczerze powiedziawszy byłam zdziwiona, że nikt mnie nie obudził, chociażby na obiad, ale chyba moi bliscy uznali, że powinnam była odespać zarwaną noc. Jak już wstałam to zrobiłam sobie kanapki i siedziałam w swoim pokoju starając się uczyć. Wychodziło mi to może przez pierwsze dwie godziny a później już miałam dosyć. Stwierdziłam, że po prostu byłam nad ambitna. W przerwie od nauki wzięłam prysznic i zrozumiałam, że bardzo potrzebowałam porozmawiać z Kamilem. Po przemyśleniu swojego wczorajszego zachowania w drodze powrotnej, doszłam do wniosku, że mógł poczuć się urażony i stwierdzić, że zrobił coś nie tak, a przecież tak nie było.
Ubrałam się więc w dresy i postanowiłam przebiec się do niego. Gdy zeszłam do kuchni napotkałam tatę, który był zaskoczony moim wyglądem.
- A ty gdzie się wybierasz? - spojrzał na mnie znacząco kiedy zakładałam adidasy.
- Do Kamila, muszę z nim porozmawiać – nie podnosiłam wzroku na niego, tylko dalej wykonywałam swoją czynność. Nie chciałam marnować czasu na jakeś wyjaśnienia i tłumaczenia zaistniałej sytuacji.
- W tym stroju?
- Mam ochotę pobiegać – Kamil pokazał mi, że bieganie to nawet fajna sprawa a mnie trochę ruchu by się przydało, więc postanowiłam, że postaram zakochać się w tym sporcie.
- Ale jest już ciemno i nie za ciepło – tato jak zwykle był nadopiekuńczy, ale byłam już do tego przyzwyczajona.
- Rozgrzeję się biegnąc, a miasto jest dobrze oświetlone. Nie martw się tak o mnie – dałam mu buziaka w policzek i tyle mnie było. Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam biec w kierunku domu chłopaka. Nie powiem, że było lekko i że nieustannie biegłam, bo tak nie było, co chwilę musiałam robić przerwę, a mojego biegu nie można było nazwać biegiem, tylko wolnym truchtem. No, ale wszystko było dobrze do momentu w którym nie zaczął padać deszcz, a do domu Kamila pozostało mi jakieś dwadzieścia minut drogi. Co najgorsze, to nawet nie miałam przy sobie pieniędzy na taksówkę czy nawet na autobus. Na początku schroniłam się na przystanku autobusowym, ale deszcz w ogóle nie przestawał padać, więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko wziąć się w garść i dalej biec. Na szczęście jakoś w miarę szybko udało mi się dotrzeć na miejsce, co nie zmieniło faktu, że byłam mokra i to doszczętnie. Zdzwoniłam domofonem w odpowiedni numer i od razu usłyszałam głos Kamila.
- Tak? - chyba nikogo się nie spodziewał a ja wtedy pomyślałam, co by było gdyby nie było go w domu? Padłabym chyba ze wściekłości.
- Cześć tu Gosia, wpuścisz mnie? - chciałam jak najszybciej znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu i czymś się rozgrzać, bo już czułam, że zimno mną przesiąkało.
- Gosia? Jasne, wchodź – chłopak pospiesznie otworzył drzwi a ja poszłam na drugie piętro gdzie znajdowało się jego mieszkanie. Kamil już czekał na mnie na klatce schodowej – Matko, dziewczyno, co ci się stało? – był przerażony moim widokiem, a ja zrozumiałam, że musiałam wyglądać jak ofiara losu.
- Co się głupio pytasz? Nie widzisz, że deszcz pada? -  z poważną miną żartowałam z niego, omijając go i nawet nie czekając na zaproszenie, weszłam do środka.
- Widzę, ale czemu biegasz w taką pogodę? - Kamil starał zrozumieć się tą całą sytuację, ale to naprawdę nie musiało dziać się w tamtym momencie.
- Nie zadawaj głupich pytań tylko daj mi coś suchego bo zaraz zaleję ci całą podłogę – wskazałam na swoje mokre ubranie, z którego aż kapała woda. Chłopak tylko się zaśmiał i wszedł do pokoju, po chwili podając mi coś suchego. Od razu weszłam do łazienki by zdjąć z siebie moje ubrania. Ogrzałam się ręcznikiem i zdałam sobie sprawę, że nawet bieliznę miałam mokrą. Przysięgłam sobie, że już nigdy, ale to przenigdy nie będę biegać, nawet gdy będzie świeciło słońce. Ten sport był beznadziejny. Pospiesznie założyłam koszulkę, którą dał mi chłopak, była trochę za duża, ale nie tak jak te od Bartka, które spokojnie mogły robić za sukienki. Dostałam też spodnie, które maksymalnie przyciągnęłam gumką, by czasem nie spadły mi z tyłka i nie ukazały mojej pozbawionej bielizny pupy. Włosy zawinęłam w ręcznik i wyszłam z łazienki.
- Masz herbatę – chłopak podał mi kubek z gorącym napojem a ja usiadłam na ziemi przy grzejniku by się dodatkowo  ogrzać. Kamil podał mi jeszcze skarpetki i dodatkowo przykrył mnie kocem. - Możesz usiąść na łóżku, też będzie ci ciepło.
- Lubię siedzieć na ziemi – lekko uśmiechnęłam się do chłopaka i wzięłam łyk herbaty. On siedział naprzeciwko mnie i w ogóle nie spuszczał ze mnie wzroku. - Czemu mi się tak przyglądasz?
- Przybiegłaś tutaj dla mnie? - niepewnie zadał mi to pytanie. Nadal miał spokojny i troskliwy głos a ja chyba czułam do czego zmierzał.
- Do ciebie, chciałam porozmawiać – od momentu w którym wybiegłam z domu, wiedziałam, że będzie czekała nas naprawdę szczera rozmowa. Znał mnie już trochę, bo niecałe dwa miesiące, a nadal nic o mnie nie wiedział, a to na dłuższą metę było już uciążliwe.
- Spokojnie, najpierw się rozgrzej. Zrobić ci coś do jedzenia? - chłopak prawie już wstał z kanapy i chciał udać się do kuchni, ale w tym samym momencie załapałam go za dłoń, czym go zatrzymałam.
- Nie, proszę zostań – nie chciałam przedłużać tej chwili, bo tylko coraz bardziej się stresowałam. Kamil posłuchał moich słów i z powrotem usiadł naprzeciwko mnie. Puściłam jego dłoń i ponownie przeniosłam ją na kubek z herbatą. - Nie wiem od czego zacząć...  – wzięłam głęboko powietrze w płuca i postanowiłam wziąć się w garść - Pamiętasz jak na samym początku prosiłam cię, byś nie pytał o moją przeszłość? - chłopak skinął głową na znak, że doskonale to pamiętał – No właśnie… Poznałeś Marcina, ale jeszcze niecały rok temu…- zrobiłam dłuższą pauzę, nie będąc w stanie dokończyć tego zdania na jednym tchu -  miałam jeszcze drugiego brata, Maćka. Byłam z nim naprawdę mocno związana, czułam jakbyśmy mówili w tych samych językach, a nasze serca…. To był najsilniejszy rodzaj miłości, jaki kiedykolwiek doznałam. Czułam, jakbyśmy byli bliźniakami a tak naprawdę był rok starszy ode mnie. Tam gdzie byłam ja, był i on i odwrotnie. Beze mnie nie było jego. Taki pakiet, jak ktoś chciał wziąć mnie, to od razu musiał brać Maćka. Nie było dnia abyśmy się nie widzieli, każde wakacje spędzaliśmy razem, każdy wyjazd, wyjście gdziekolwiek…. Może to nie było zdrowe, ale to byliśmy my. Jak wyobrażałam sobie miłość jaką obdarzyłeś Kacpra, to właśnie myślałam o takiej, która łączyła mnie z Maćkiem. – lekko uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Cały czas swój wzrok wbijałam w kubek z ciepłym napojem. Czułam jakąś wewnętrzną obawę przed spojrzeniem w oczy Kamila. – To on zabierał mnie do kina, na gokarty… Maciek miał wypadek…. Przez kilka dni leżał w szpitalu i umierał na moich oczach, trzymałam go za rękę, słuchałam ostatniego oddechu…. tego jak się ze mną żegnał wiedząc, że nic nie mogę zrobić.  Jak dziś pamiętam te smutne oczy, tembr głosu i najgorsza jest ta świadomość, że już nigdy go nie usłyszę. Chciałam umrzeć…. – to wspomnienie było najboleśniejsze, poradzenie sobie z tym wracającym widokiem było jedną z najtrudniejszych walk w życiu, jakie stoczyłam - Wtedy był przy mnie Bartek, to on pomógł mi się z tego podnieść. Całe życie podporządkowałam jemu, lukę jaką pozostawił Maciek próbowałam zapełniać Bartkiem. W międzyczasie byłam w szpitalu, a przez kłótnie z rodzicami wyprowadziłam się z domu, przez dwa miesiące mieszkałam u dziadków. Kiedy po licznych kłótniach z Bartkiem stwierdziliśmy, że zrobimy sobie przerwę, dowiedziałam się, że rodzice pozostają w separacji. Przed tym naszym wypadkiem, widziałam się z Bartkiem, powiedział mi wtedy, że spał z inną. Rozumiesz? Kiedy ja walczyłam o niego, prosiłam by wrócił, żebrałam o miłość to on był z inną… To było kolejne piekło… Mama odeszła do innego faceta, moja przyjaciółka podstępem starała się mnie związać z Bartkiem, a on magicznie uświadomił sobie, że mnie kocha. Wczoraj pierwszy raz od dziesięciu miesięcy tańczyłam i tak naprawdę to dopiero dzięki tobie wracam do prawdziwego świata. Dlatego wczoraj było mi tak ciężko i kiedy popłakałam się w samochodzie, to było ze szczęścia, że wreszcie się przełamałam.
- Gosia, ja… przepraszam – chłopak nie dał mi dokończyć. Zmienił pozycję i teraz wraz ze mną siedział na ziemi i wycierał łzy z mojej twarzy,  mocno ściskał także moją dłoń.  
- Cii... Ja poczułam się wczoraj szczęśliwa, jakbym wracała do dawnej Gosi. Na początku było mi trudno, ale dzięki tobie jest inaczej... Ja wiem, że żałobę nosi się w sercu i tu nie chodzi o to, że zgrzeszyłam. Wczoraj poczułam, że to dzięki tobie jestem szczęśliwa. Kiedy myślałam, że już nikomu nie zaufam, że to już naprawdę nie ma sensu, że moje życie ….  nagle pojawiłeś się ty. Bałam się ciebie i tego, że mogę cię skrzywdzić czy, że sama znowu zostanę zraniona. Dzięki tobie ten strach gdzieś powoli odchodzi i zaczęłam naprawdę się śmiać i żyć. Robisz rzeczy, które są robione z myślą o mnie - kręgle, karaoke, gokarty czy bieganie.. I wiem, że robisz to dla mnie, a nie dla poklasku czy żeby mnie poderwać. Traktujesz mnie jak zwykłą dziewczynę, bez spoglądania na to, co przeszłam, ile łez wylałam i ile ran mam w sercu. Ja nie chcę by teraz cokolwiek się z zmieniło. – miałam pewne obawy, czy teraz Kamil założy okulary zwane litością. Bałam się tego, ale już dłużej nie mogłam tego wszystkiego ukrywać. On mi ufał a ja powoli zaczynałam robić to samo. Może byłam zbyt wylewna, ale Kamil zdecydowanie nie zasługiwał na to, bym mu powiedziała „Mój brat umarł, chłopak zdradził a mama odeszła do innego”. Nie chodziło mi też o ukazanie tragizmu mojego życia, tylko chciałam by poznał to, jaka byłam, by nigdy nie zarzucił kłamstwa i zatajanie czegoś.
- Chodź tutaj – chłopak mocno mnie do siebie przytulił. Widziałam łzy w jego oczach. On cierpiał razem ze mną i chciał dodać mi wsparcia, za co byłam mu wdzięczna. Mogłam się do niego spokojnie przytulić nie bojąc się, że zaraz stanie się coś złego. Kamil był moim Aniołem, ostoją, która wprowadzała mnie w stan równowagi. Nie wiedziałam  na czym polegała jego magia, ale to nie był zwykły i przeciętny chłopak. Czułam, że nie bez przyczyny pojawił się w moim życiu. Ktoś taki był mi bardzo potrzebny, szczególnie kiedy z Filipem mieliśmy ograniczony kontakt. – Nic się nie zmieni, na pewno nie na gorsze. Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś . Jestem z ciebie taki dumny – Kamil szeptał mi te słowa do ucha, a ja powoli starałam się uspokoić. W jego postawie było wiele szacunku i uznania. Mogłam poczuć się wyjątkowa, a nie jak jedna z wielu.
- Poczekaj… Ja nie wiem, czy jestem gotowa na nowy związek, ja ciągle tęsknie za Maćkiem i nie wyrzucę tego z siebie. Bartek był zazdrosny o Maćka a ja nie chcę tego samego dla ciebie, nie chcę cię skrzywdzić. Może to jest za wcześnie dla mnie – starałam się przekazać mu, że ten akt szczerości jest po coś, że ja się ciągle bałam, nie czułam się pewnie.
- Ja widzę jak ty z tym walczysz i nie myśl o tym, dobrze? – chłopak mocniej mnie do siebie przytulił i czule gładził po włosach. Był tak blisko, tak czuły… - Po prostu nie myśl.
- Dziękuję – delikatnie odsunęłam się od niego i starałam się ogarnąć twarz. Kamil miał na twarzy ukryty uśmiech i ciągle nie zmieniony spokój. Nasz twarze były blisko siebie i żadne z nas tego nie wykorzystywało. Cieszyłam się, że Kamil nie chciał zrobić kroku na przód, bo przecież nie miało się nic zmienić. Czułam, że pocałunek byłby podyktowany tymi emocjami, którymi podyktowany być nie powinien.
- Jesteś taka silna… Taka… Zasługujesz tylko na to, co najlepsze – Kamil znowu wziął mnie w ramiona i tulił niczym małe dziecko pozwalając się uspokoić i poczuć bezpieczny grunt pod nogami. - Wstawaj, zrobimy coś do zjedzenia, obejrzymy film, a później odwiozę cię do domu – chłopak wstał z ziemi i wyciągnął ku mnie dłoń, którą od razu chwyciłam.
- Dziękuję, jesteś cudownym chłopakiem, wiesz? – nie mogłam się nadziwić postawie i podejściu Kamila do życia. Był taki inny, jakby trochę z innej epoki, ale bardzo mi to odpowiadało.
- Nie robię nic specjalnego, po prostu staram się zrozumieć i uszanować to, co czujesz – chłopak nie przestawał trzymać mnie za ręce a jego oczy otulały mnie wzrokiem.
- To i tak jest dużo – jego podejście było dla mnie zupełnie nowe. Każdy chciał mnie zmieniać, oceniać, a ja nie chciałam zmieniać się na siłę.
- Ale nie dla mnie. Powinnaś odpocząć i coś zjeść. Jeszcze będzie czas na trudne rozmowy – chłopak uniósł swój prawy kącik do góry i uraczył mnie szczerym uśmiechem, który od razu odwdzięczyłam. Później poszliśmy do kuchni, gdzie wspólnie stwierdziliśmy, że zjemy pizzę. Kamil kiedyś pracował w pizzerii, więc miał doświadczenie z którego postanowiliśmy skorzystać. Bawiliśmy się przy tym świetnie, co pozwoliło trochę rozluźnić atmosferę. Jak już kolację mieliśmy gotową, wspólnie wybraliśmy film, padło na „Szybkich i wściekłych”. Zwyczajnie sobie siedzieliśmy i oglądaliśmy jedną z moich ulubionych serii filmowych. Moje myśli cały czas  krążyły wokół tego, co jeszcze nie dawno miało miejsce. Otworzyłam się przed Kamilem i czułam, że weszliśmy na wyższy szczebel naszej znajomości, a to ciągnęło za sobą bezpowrotne skutki. Teraz to ja pogrzebałam możliwość ponownego związania się z Bartkiem. Precedens tkwił w tym, że kochałam go, a jednocześnie nienawidziłam, tęskniłam i odrzucałam. To było silniejsze ode mnie, nie umiałam podnieść głowy do góry i dać mu drugą szansę. Może gdyby nie pojawił się Kami, to byłoby mi łatwiej, a tak, szłam do przodu nie patrząc wstecz. Kolejny nonsens tkwił w tym, że nie chciałam z nikim się wiązać, a sama pchałam się w ramiona chłopaka, ale przecież przy nim było mi naprawdę dobrze. Czułam spokój, bezpieczeństwo i szacunek, którego w Bartku w stosunku do mojej osoby nie widziałam. Największym pytaniem było to, czy zakocham się w Kamilu, skoro do tej pory jeszcze nie czułam miłości. Życie to jednak była ruletka i łatwo można było odpaść z gry.

Po skończonym filmie, Kamil odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę oboje milczeliśmy, przez co miałam wrażenie iż atmosfera była trochę napięta.
- Wszystko w porządku?- do moich uszu poza dźwiękami lecącymi z radia, doszedł ten wydobywający się z ust chłopaka, co przerwało mi w rozmyślaniach.
- Tak, zmęczona jestem i dlatego tak spokojnie siedzę – lekko uśmiechnęłam się do Kamila, który w tamtym momencie również na mnie patrzył.
- Chciałbym żebyś wiedziała, że możesz mi wszystko powiedzieć, o swoich obawach, myślach, wszystkim co ci siedzi w głowie – wraz z tymi słowami Kamil złapał mnie za rękę i wpatrywał się w moją twarz. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo przecież tyle rzeczy mnie trapiło…
- Wiem, ale to już nie dzisiaj, dobrze?- postanowiłam sobie, że nie będę go oszukiwać, zwodzić, zatajać czegokolwiek. Z Bartkiem tak robiliśmy i nam nie wyszło. Tym razem chciałam żyć inaczej.
- Dobrze, a teraz leć się położyć, masz za sobą naprawdę ciężki dzień  – Kamil nie zatrzymywał mnie, ani nie  przeciągał tej rozmowy, też musiał zauważyć, że byłam wykończona, na szczęście tamten dzień już dobiegał końca.
- Dobranoc – dałam mu buziaka w policzek i wyszłam z samochodu. Marzyłam o tym, by położyć się w swoim ciepłym łóżku i zapaść w głęboki sen…

wtorek, 14 października 2014

The experience cz 181

Szykując się na dzisiejsze wyjście bardzo się stresowałam. Niby nic takiego się nie działo, miałam być tylko osobą towarzyszącą dla Kamila, natomiast od śmierci Maćka, czyli już prawie od 9 miesięcy, nie byłam na żadnej imprezie, ani też nie tańczyłam. Miałam wiele obiekcji, ale Maciek zawsze pchał mnie do przodu i wiedziałam, że nie chciałby, abym odmówiła Kamilowi tylko z powodu żałoby.
Ubrałam się w czarną sukienkę na grubych ramiączkach, która miała delikatny dekolt w kształcie V, była opięta na górze, odcinana w talii i szersza ku dołowi z długością przed kolana. Do tego założyłam czarne szpilki. Włosy skrzętnie ułożyłam i zrobiłam lekki makijaż i w sumie byłam gotowa już przed czasem. Kamil miał przyjechać po mnie około 18, więc miałam jeszcze dobre pół godziny. Zeszłam do salonu, gdzie akurat siedział tata z Marcinem, którzy oglądali jakiś film akcji.
- Jak wyglądam? - postanowiłam zaczerpnąć ich opinii na temat mojego wyglądu, bo miałam jeszcze szansę się przebrać, gdyby coś nie pasowało.
- No no  no, gdybym nie był twoim bratem, to zabrałbym cię do łóżka – słowa Marcina zszokowały mnie i roześmiałam się chyba najgłośniej jak tylko potrafiłam.
- Marcin! - od razu skarciłam go za te słowa, po czym rzuciłam w niego poduszką, która znajdowała się na sofie.
- No co? Sorry, ale masz taka zgrabną figurę, że całe życie powinnaś chodzić tylko w sukienkach – brat próbował się bronić, ale marnie mu to wychodziło. Na moje nieszczęście zaczęłam się rumienić i peszyć i to  przed własnym bratem! Nie należałam do dziewczyn z dużą świadomością i akceptacją własnego ciała.
- Bardzo ładnie wyglądasz,  na pewno spodoba się Kamilowi – tata próbował ratować sytuację, a raczej ratować poczynania Marcina, który robił to co zawsze, czyli starał się mnie przekonać, iż byłam atrakcyjną dziewczyną.
- Mam nadzieję – zaraz po tych słowach podeszłam do drzwi, bo rozległo się pukanie. Otóż nadeszła moja godzina zero. - Cześć – uśmiechnęłam się promiennie, kiedy ujrzałam Kamila. W dłoniach miał nieduży bukiet róż, ale był tak piękny, że cieszyłam się, iż będzie mi podarowany.
- Dzień dobry, to dla ciebie – chłopak wszedł do środka, przywitał się z moimi domownikami, a ze  mną buziakiem w policzek i podał wyżej wspomniane kwiaty.
- Dziękuję, są śliczne. Wstawię je do wody i możemy jechać – zawróciłam do kuchni i wstawiwszy kwiaty do wazonu, wzięłam kurtkę i byłam gotowa wychodzić. - To my lecimy – podeszłam do taty, który dał mi całusa w policzek a do ucha powiedział „Jestem z ciebie dumny”. Zaraz po tym wyszliśmy i wsiedliśmy do samochodu.
 - Czemu tak mi się przyglądasz? - zaskoczyło mnie milczenie chłopaka oraz to, że co chwilę na mnie zerkał. Zazwyczaj dużo mówił a dzisiaj dziwnie ucichł.
- I tak mi nie uwierzysz – nasze oczy się spotkały  i w jego nie widziałam nic złego, a cały czas czułam, że nie był sobą.
- Zaryzykuj – miałam dobry humor i nie potrafiłam przestać się uśmiechać. Oczywiście, że się stresowałam, ale jakoś mobilizowało mnie to.
- Wiesz, że pięknie wyglądasz? Oczywiście wiedziałem, że jesteś ładną dziewczyną, ale gdybym dzisiaj minął cię na ulicy, to bym ci nie poznał... Chyba właśnie się pogrążam – Kamil też miał dobry humor i ostatnie słowa jakie wypowiedział, przełamane były głośnym śmiechem.
- Trochę – ja też się zaśmiałam z jego zachowania -  ale spokojnie, wybaczam ci. Dużo osób tam będzie? - jak najszybciej chciałam zmienić temat i już nie mówić o moim wyglądzie. Powoli zaczynałam się czuć skrępowana i gdybym mogła, to zasłoniłabym swoje gołe nogi.
- Nie, około czterdziestu, może więcej. Będzie nawet sporo młodzieży, moja mama ma trójkę rodzeństwa, więc mam trochę kuzynostwa, ale nie martw się, wszyscy są bardzo fajni – zmiana tematu wyszła nam na dobre. Myślałam, że będzie tam mniej ludzi, no ale w końcu na imprezę z tańcami, nie zaproszono by dziesięciu osób.
- Nie martwię się tym, bo przecież będę tam z tobą, tylko zastanawiam się czy będę odpowiednią partnerką dla ciebie – Kamil nic nie wiedział o mojej żałobie, jak i o tym, że przez dziewięć miesięcy nie brałam udziału w żadnych imprezach. Czułam się jak zakonnica wypuszczona z zakonu.
- Lubisz tańczyć? - chłopak podejrzliwie spojrzał na mnie, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Tak, ale...
- Nie ma żadnego „ale”. Będzie fajnie, zaufaj mi – zapewnił mnie, że moje obawy były bezpodstawne, tylko, że była druga strona medalu, ale chciałam odłożyć ją na bok. Pamiętałam słowa taty i jak najszybciej musiałam wziąć sobie je do serca.
- Dobrze. - uśmiechem zapewniłam go, że mógł na to liczyć. Niedługo po tym, byliśmy na miejscu i chłopak wyciągnął z bagażnika ogromny bukiet czerwonych róż i prezent dla dziadków. Później weszliśmy do środka, gdzie było sporo ludzi, młodych i starszych, a każdy był elegancko ubrany. Kamil również wpasował się w otoczenie, miał na sobie spodnie od garnituru, białą koszulę i szarą marynarkę. Podeszliśmy do jego dziadków, którzy byli bardzo sympatyczni i mili. Złożyliśmy im życzenia, chwilę z nimi pożartowaliśmy i szliśmy w kierunku stołów, gdzie mieliśmy zająć miejsce. Wtedy też chłopak złapał mnie za rękę i prowadził do wspomnianego miejsca. Zaskoczyło mnie jego zachowanie, ale było to przyjemne.
- Wszystko dobrze? - kiedy już usiedliśmy, chłopak uśmiechnął się do mnie i nadal trzymał za moją dłoń, która znajdowała się na jego kolanie.
- Tak, masz cudownych dziadków – nie mogłam napatrzeć się na miłość, która była pomiędzy nimi. Byli niemalże tak w sobie zakochani jakby dopiero co się poznali.
- Zakochani w sobie jak nastolatkowie, co? - nie sądziłam, że chłopak będzie miał takie samo zdanie na ten temat, co ja, ale w końcu on znał ich znacznie dłużej ode mnie.
- Tak, zazdroszczę im – naprawdę cudownie się na nich patrzyło i człowiek momentalnie pragnął takiej miłości. Po tej krótkiej rozmowie, Kamil poznał mnie ze swoimi kuzynami i kuzynkami. Wszyscy byli bardzo mili i już nie czułam się tak skrępowana jak na początku. Po obiedzie zaczęło się to, czego najbardziej się obawiałam. Pierwszy taniec oczywiście należał do dziadków chłopaka a po chwili wszyscy zostali wezwani a parkiet by zrobić kółko, a od następnej piosenki zaczęły się normalne tańce. Nie umiałam się rozluźnić i cały czas kontrolowałam swoje ruchy, bojąc się pozwolić sobie na nutkę zapomnienia, co powodowało, że poruszałam się naprawdę sztywno i co rusz moje ruchy były sprzeczne z ruchami chłopaka.
- Chodź, przewietrzymy się – gdy zakończyła się następna piosenka chłopak zaproponował nam zejście z parkietu, przez co wydawało mi się, że coś wyczuł w moim zachowaniu. Przytaknęłam mu skinieniem głowy i zaraz znaleźliśmy się przed restauracją w której miała miejsce impreza.- Poznasz kogoś – Kamil prowadził mnie do grupki osób stojących na zewnątrz, stały tam dwie kobiety i jeden mężczyzna, wszyscy byli w dojrzałym wieku. - Mamo, mogę cię prosić? – po tych słowach poczułam ogromny stres i momentalnie serce mi zamarło.
- Przepraszam was – kobieta zwróciła się do swoich towarzyszy i odeszła z nami na bok.
- To jest Gosia, moja koleżanka, a to moja mama – chłopak przedstawił nas sobie, co naprawdę było stresujące, szczególnie, że nie byliśmy parą,  natomiast to nie zmieniało faktu, że było to bardzo uprzejme z Jego strony.
- Miło mi Panią poznać – uścisnęłam dłoń kobiety, którą wyciągnęła w moim kierunku. Uśmiechałam się chcąc ukryć swoje zestresowanie i niepewność.
- Mnie również, jak się bawicie? - kobieta miała przepiękny, szczery uśmiech, co sprawiało, że budziła naprawdę sympatyczne i pozytywne odczucia, a poza tym była bardzo wyluzowana, na pewno swobodniejsza ode mnie.
- Dobrze, chociaż w środku jest bardzo gorąco – tym razem odezwał się Kamil, który już nie trzymał mnie za rękę ale obejmował w pasie.
- Oj zdecydowanie. Miło było cię poznać i wpadnij do nas kiedyś, a teraz zostawię was, pewnie chcecie pobyć sami – trochę speszyły mnie jej słowa i poczułam rumieńce na twarzy. Kobieta przytuliła mnie do siebie i weszła do środka. Stanęłam przodem do chłopaka, a nasze twarze znajdowały się dosyć blisko siebie.
- Masz wspaniałą mamę, jest śliczna i bardzo ciepła – pomimo, że dziadków mieliśmy podobnych, to nasze mamy znacznie się od siebie różniły. Naprawdę zazdrościłam mu takiej mamy.
- Dziękuję, ty za to masz dobrego ojca – nigdy z Kamilem nie rozmawialiśmy o mojej rodzinie i wtedy zdałam sobie sprawę, że on mógł myśleć, iż nie miałam mamy, albo coś w tym stylu. To nie był dobry moment na mówienie o tych sprawach, ale w najbliższym czasie chciałam z nim na ten temat porozmawiać.
- Oj tak, tata mi się udał, ale nie mówmy o tym. Przepraszam cię za swoja sztywność na parkiecie – mieliśmy dobrze się bawić, a nie mówić o przykrych sprawach. Rozmowa z jego mamą i zachowanie Kamila sprawiły, że poczułam się pewniej w tamtym otoczeniu. Byłam gotowa wrócić na parkiet i przynajmniej próbować się wyluzować.
- Nie zauważyłem – wiedziałam, że kłamał i nie chciał sprawić mi przykrości, ale znałam prawdę i nie musiał mnie oszukiwać.
- Wracajmy bo robi się chłodno – na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, a Kamil starał się jej pozbyć poprzez gładzenie moich gołych ramion, ale na marne się to zdawało. Po wymianie uśmiechów poszliśmy na parkiet i tym razem było inaczej. Nie czułam, żeby coś mnie powstrzymywało i z Kamilem oddaliśmy się rytmowi muzyki. Mieliśmy przy tym dużo śmiechu i Kamil, jako osoba z dużym poczuciem humoru, sprawiła, że wygłupialiśmy się jak dzieci. Tańczyłam głównie z Kamilem, bo tylko przy nim potrafiłam się wyluzować. Później była krótka przerwa i poszliśmy do stołu. Ja piłam wino, a Kamil był kierowcą, więc raczył się tylko sokiem. Później znowu tańczyliśmy i tak w kółko.
Bawiłam się naprawdę dobrze i o dziwo nie towarzyszyły mi żadne wyrzuty sumienia. Kamil uczynił moje życie kompletnie innym i byłam mu za to niezmiernie wdzięczna.  Około godziny 1 w nocy wracaliśmy i wtedy nie wiem skąd, siedząc w samochodzie miałam łzy w oczach.
- Gosia, co się stało? - chłopak był zaniepokojony tym, co widział w moich oczach a ja nie umiałam mu tego sensownie wytłumaczyć. Poczułam tylko, że jeszcze bardziej chciało mi się płakać.
- Nic, to kobiece fanaberie, zmęczona jestem– wszystko zgoniłam na swoją kobiecą naturę, ale to nie było to. To było uzewnętrznienie mojego szczęścia i ponownej szansy od losu.
- Ale co się dzieje? Martwię się o ciebie – Kamil był zatroskany i bardzo niepewny tego, co widział. - Zrobiłem coś nie tak?
- Skąd, byłeś wspaniałym partnerem. Proszę nie bierz tego do siebie. Ten dzień był naprawdę ważny dla mnie – nie wiem czy był mi w stanie uwierzyć, ale ja naprawdę nie czułam się smutna. Tyle pozytywnych emocji tamtego dnia sprawiło, że nie mogłam uwierzyć w ponowną szansę od losu. Kamil był takim wygranym losem na loterii.
- To czemu płaczesz? - byliśmy już pod moim domem a ja wiedziałam, że on nie pozwoli mi odejść tak bez wytłumaczenia, na dodatek swoim kciukiem wytarł mi łzę z policzka.
- Poczułam się szczęśliwa, naprawdę, a teraz już pójdę. Dziękuję ci za zaproszenie, towarzystwo, opiekuńczość, naprawdę dobrze się bawiłam – zależało mi na tym, by przekonać go, że zrobił wszystko, bym miło spędziła ten wieczór i rzeczywiście tak było.
- To ja dziękuję i proszę, nie płacz już – chłopak ponownie wytarł łzę, która znalazła się na moim policzku i dotyk jego dłoni na moim policzku, przywiódł mnie o dreszcze,
- Dobrze, dobranoc – dałam mu całusa w policzek i wyszłam z samochodu. Kamil chyba liczył na trochę inne pożegnanie i ja sama też miałam na to ochotę, ale nie byłam jeszcze gotowa.
Będąc w domu, od razu się przebrałam w pidżamę i zmyłam makijaż. Kiedy znalazłam się już w łóżku, to nie mogłam przestać się uśmiechać do siebie. Kamil traktował mnie bardzo opiekuńczo i każdy jego gest w postaci trzymania za rękę, obejmowania w pasie, gładzenia moich rąk, poprawienia kosmyku włosów, głaskania mnie po plecach, czy otarcie łzy z policzka, powodował że znowu poczułam się ważna i akceptowana. Jeszcze tęskniłam i myślałam o Bartku, od naszego rozstania minęły trzy miesiące a ja już prawie pakowałam się w nowy związek. Czułam, że działo się to zdecydowanie za szybko, ale bałam się, że Kamil ucieknie, a ta bajka, która obecnie trwała w moim życiu, pryśnie jak bańka mydlana.

Hej! 
Po statystykach widzę, że nie mogliście się doczekać kolejnej części, więc nie mogłam sobie odmówić dodania The experience. Ostatnie dni bardzo szybko mi zleciały, nawet nie wiem kiedy minęło tyle dni od ostatniego posta. Co robiłam? Postawiłam na czerpanie inspiracji. Odcięłam się od typowej muzyki, filmów, seriali. Zatraciłam się w dźwiękach fortepianu i dużo czytałam, myślałam, otwierałam umysł, by po zakończeniu The experience zaskoczyć Was nowymi pomysłami. Czuję się oczyszczona, wyciszona i pełna energii do działania. Gdy zamykam oczy, uśmiecham się do siebie na myśl tego spokoju, który panuje w mojej głowie. Polecam Wam takie dni, Polecam zamknąć oczy i posłuchać dźwięków fortepianu. Szczególnie zakochałam się w melodii granej przez Roberta Pattinsona - Kiss the rain. 
Zostawiam Was z kolejną częścią, wyrażajcie swoje odczucia i obiecuję, że już za kilka dni nowa część, również The experience.