środa, 17 grudnia 2014

The experience cz 192

Niemal całe popołudnie spędziłam na szukaniu prezentu dla Martyny, w końcu zdecydowałam się kupić zestaw kosmetyków, które spokojnie mogła używać w czasie ciąży. Po zakupach od razu wróciłam do domu i zaczęłam się szykować  na imprezę. Założyłam czarną koronkową sukienkę na krótki rękaw wraz z żakietem. Gdy  byłam gotowa wraz z Marcinem jechaliśmy po Kamila.
- Lubisz Kamila, prawda? – postanowiłam skorzystać z okazji i porozmawiać z Marcinem o Kamilu. Ostatnio nie mieliśmy na to czasu, a chciałam być szczera wobec brata.
- Tak, a czemu pytasz? – ucieszyłam się na jego słowa, bo to oznaczało, że mogłam liczyć na akceptację mojego związku z chłopakiem. Zależało mi, by tym razem nikt się temu nie sprzeciwiał.
- Bo chyba się zakochałam – nadal czułam się zawstydzona gdy o tym mówiłam. To było dla mnie zupełnie nowe, a na dodatek cały czas miałam wrażenie, że wszyscy myśleli, że za szybko się to działo.
- Widać to po tobie, jesteś tak szczęśliwa, jak przed rokiem. Nawet z Bartkiem nie wiedziałem ciebie takiej rozpromienionej, chyba ostatni raz jak byliśmy na sylwestrze w Australii z Maćkiem – Marcina uwaga była bardzo słuszna. Sama czułam się inna.  
- Wyciszyłam się przy Kamilu, jestem bardziej opanowana i mam wrażenie, że wreszcie panuję nad swoim życiem. Trochę się boję bo wszystko strasznie szybko się dzieje, sama ledwo co za tym nadążam – to była moja jedyna obawa. Związek z Bartkiem również był bardzo intensywny i tyle razem przeżyliśmy, że nie sposób było o tym zapomnieć, lecz ten związek spotkał się z dużą ilością łez, nerwów, a ja już nie miałam siły by  znowu to przeżywać.
- Może i tak, sam byłem w szoku, gdy wychodziłaś z Kamilem, ale jak widziałem jaka wracałaś z tych spotkań, to już nie miałem żadnych obaw. Jak nie spróbujesz to będziesz żałować, a to dobry chłopak. – oboje widzieliśmy w Kamilu dobrego człowieka i to było pokrzepiające. Bartek też był dobry, ale my chyba nie pasowaliśmy do siebie. Wiecznie darliśmy ze sobą koty, a Kamil miał coś w sobie takiego, że odpuszczałam, że od razu wiedziałam, że nie warto było marnować czasu, zależało mi by być z nim, a nie z nim walczyć.
- Wiesz, to jest takie uspokajające, kiedy już nie musisz walczyć by ktoś zaakceptował mój wybór, kiedy możesz się tym po prostu cieszyć a nie myśleć, ile jeszcze musisz przeszkód pokonać – czułam się lżejsza o pewne obawy i emocje, a to sprawiało, że czułam się szczęśliwszym człowiekiem.
- Czasem warto iść pod prąd i dopinać swego, ale nie wtedy gdy to nas niszczy. Jesteś całkiem inną osobą niż w związku z Bartkiem… Nie chcę go obrażać, bo go w sumie nie znałem i tak naprawdę to ty wiedziałaś jakim był człowiekiem, ale to chyba nie było przeznaczenie. Długo o siebie walczyliście, ale gdzieś wasze drogi się rozchodziły – patrząc z dystansu na ten rozdział swojego życia dochodziłam do podobnych wniosków co Marcin.
- Tak, chyba masz rację… Coś mnie przyciąga do Kamila i pomimo, że wzbraniałam się przed tym jak tylko mogłam, to już dłużej nie chcę się powstrzymywać, chcę spróbować – uśmiechnęłam się lekko sama do siebie, a w sumie do Kamila, który punktualnie czekał na nas pod klatką. Chłopak od razu wsiadł do samochodu i podał dłoń Marcinowi a zaraz po tym uraczył mnie całusem. Po chwili wspólnie pojechaliśmy do klubu/restauracji w której miała odbyć się impreza dla Martyny.

- Ślicznie wyglądasz – do mojego ucha doszedł delikatny szept, który wydobył się z ust chłopaka kiedy tylko zdjęłam kurtkę.
- Dziękuję, chciałam, żeby ci się podobało – wiedziałam, że lubił mnie w sukienkach, więc specjalnie dobrałam swój strój, by  miło mu się na mnie patrzyło. Wreszcie miałam ochotę wyrzucić wszystkie dresy z swojej szafy, których po tym roku miałam znacznie za dużo.
W środku nie było jakoś bardzo dużo ludzi. Była nasza trójka, kilka dziewczyn z Martyny  klasy, dwóch kumpli Filipa ze studiów. W sumie było z dziesięć osób. Kilka minut po siedemnastej pojawił się Filip z Martyną, która była bardzo zaskoczona naszym widokiem. Filip powiedział jej tylko, że idą na kolację, a tak naprawdę czekało na nich grono najbliższych znajomych. Widząc łzy w jej oczach od razu do niej podeszłam i mocno uścisnęłam.
- Nie płacz głuptasie – zaśmiałam się do niej a ona śmiechem dołączyła do mnie. Widziałam radość i szczęście w jej oczach. – Wszystkiego co najlepsze, żebyś była szczęśliwa, radosna. Spełniała swoje marzenia, zawsze była uśmiechnięta, nawet jak ten śmiech jest przez łzy. Życzę ci miłości z Filipem do końca świata, byście zawsze byli razem. Tak jak nasza przyjaźń. Kocham cię jak siostrę, tak bardzo mocno – sama się wzruszyłam i poleciało mi kilka łez. Od razu ponownie rzuciłyśmy się sobie w ramiona Tuląc ją przy sobie, czułam jej zdenerwowanie, ale i więź jaka nas łączyła – A najbardziej ci życzę, by twoje dziecko było zdrowe – Martyna od razu rozluźniła uścisk i trochę spoważniała. Ona chyba nie wiedziała, że ja wiem. Zaskoczyłam ją, ale byłyśmy przyjaciółkami i nie chciałam, żeby coś pomiędzy nami pozostawało niewyjaśnione. – Nie złość się na niego. On się tak cieszy, że buzia nie chciała mu się zamknąć – rozmawiałyśmy na tyle cicho, by nikt nas nie słyszał. Uspokoiłam się wtedy, gdy zobaczyłam uśmiech na jej twarzy i nasze dłonie zacisnęły się w uścisku.
- Ja też się cieszę. – widziałam, że inni trochę się niecierpliwili i chcieli złożyć Martynie życzenia. Obok mnie znalazł się Kamil, który trzymał prezent, który kupiłam przyjaciółce.
- A to od nas. Chyba nie mieliście okazji się poznać. To jest Kamil… mój chłopak – pytająco i trochę niepewnie spojrzałam na Kamila, a zaraz potem znowu odwróciłam wzrok-  A to moja przyjaciółka Martyna – widziałam szok na twarzy dziewczyny, ale jej również należała się szczerość. Kamil miał za to przeogromny uśmiech, czułam, że sprawiłam mu ogromną radość przedstawiając go w ten sposób.
- Miło cię poznać. Wszystkiego najlepszego – Kamil pierwszy odezwał się do Martyny i po złożeniu życzeń, podał jej prezent, który od razu przechwycił Filip.
- Dziękuję – Martyna po wymienionych czułościach z Kamilem, została oblężona przez koleżanki a my odeszliśmy na bok.
- Awansowałem na chłopaka – Kamil specjalnie nie powiedział tego do mnie, rzucił to ot tak kiedy szliśmy do stolika.
- Odpowiedni człowiek, na odpowiednim miejscu – podniosłam głowę by móc spojrzeć w jego twarz, która była rozpromieniona. Uwielbiałam jego dziecięcą radość. Zachowywaliśmy się tak, jakbyśmy pierwszy raz w życiu byli zakochani. – Chodź, musisz kogoś poznać i uprzedzając twoje pytanie, to nie jest mój kolejny były – znałam teorię Kamila na ten temat, a jego reakcja mi tylko to potwierdziła. Podeszliśmy do Filipa, a on od razu zwrócił się w naszą stronę.
- Jak ja cię dawno nie widziałem – Filip nie patrząc na Kamila od razu objął mnie mocno i przytulił do siebie i okręcił wokół swojej osi. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo za nim tęskniłam, to sama się tego nie spodziewałam! Wspaniale było znów móc czuć znajomy zapach jego perfum, słyszeć jego głos.
- Udusisz mnie, a ktoś tu zaraz będzie zazdrosny – miałam widok na Kamila, który już nie miał na twarzy tego swojego uśmiechu, ale patrzył z miną mówiącą „Kiedy ten facet przestanie obściskiwać moją dziewczynę”.
- A no tak, przepraszam. Już wycofuję swoje ręce – Filip miał rewelacyjny humor i w ogóle nie było po nim widać, że był spięty. Postawił mnie na ziemi i uniósł ręce w poddańczym geście.
- To jest Filip, opowiadałam ci o nim, a to …
- Słynny Kamil – Filip nie pozwolił mi dokończyć tylko wszedł w słowo i sam sobie przedstawił mojego partnera.
- Cześć – chłopaki uścisnęli sobie dłonie i już widziałam większy spokój na twarzy Kamila, chociaż nie odpuszczał. Podobała mi się forma jego zazdrości.
- Miło cię poznać – tym razem Filip zwrócił się do Kamila a ten objął mnie w pasie.
- Zestresowany? – byłam ciekawa uczuć Filipa, bo naprawdę dobrze się maskował. Ja sama bardzo się denerwowałam tym, co zamierzał zrobić.
- Trochę, chociaż w sumie nie mam czego. Nie obrazisz się jak porwę ją na moment? Obiecuję trzymać ręce przy sobie – słowa przyjaciela były dla mnie delikatnym zaskoczeniem, bo nie miałam tajemnic przed Kamilem, ale w sumie to mogło bardziej krępować samego Filipa.
- Jasne – Kamil chyba nie miał nic do powiedzenia i musiał się zgodzić. Odwróciłam się do niego twarzą i wpatrywałam się w cudowne oczy.
- Zaraz wrócę – dałam mu całusa w usta i wyszłam za Filipem. Wzięliśmy kurtki z szatni i wyszliśmy na zewnątrz. – Co jest?
- Stresuję się jak jasna cholera. Zobacz, spodoba się jej? – Filip trzęsącymi się rękoma wyciągnął  z kieszeni małe czerwone pudełeczko w którym znajdował się piękny pierścionek. Był w moim guście i wiedziałam, że zdecydowanie w Martyny również. Nie był przesadny, ale bardzo delikatny z jednym kamieniem, który był przeźroczysty.
- Cudowny… Szczęściara z niej – delikatnie przesunęłam dłonią po pierścionku i aż zaparło mi dech w piersi, był idealny. – Kto by pomyślał, że po takich przebojach i trzech latach rozłąki znowu będziecie razem i wasza rodzina się powiększy – bardzo im zazdrościłam, ale w pozytywnym znaczeniu tych słów.
- Nie? Sam się dziwię, ale to dzięki tobie. Gdyby nie ty, to nie oczekiwałbym dziecka i nie zamierzał się oświadczyć. To ty motywowałaś mnie do walki o Martynę, sprawiłaś, że nie tłumiłem w sobie tych uczuć. Mam coś dla ciebie – Filip z kieszeni wyciągnął delikatną bransoletkę na złotym łańcuszku a na środku było małe serce z napisem „Friends”, był on mikroskopijny, ale całość była bardzo urokliwa, piękna i elegancka. – Nic nie wyrazi tego, jak bardzo jestem ci wdzięczny za wszystko co kiedykolwiek dla mnie zrobiłaś. To co teraz mam zawdzięczam tobie, bo gdyby nie ty, nie miałbym tyle siły i odwagi w sobie. Kocham cię – gdy Filip, zapiął mi bransoletkę od razu się przytuliliśmy. Ta nasza przyjaźń była więzią na całe życie. Mogło się walić, palić, ale zawsze jedno na drugie mogło liczyć.  
- Ja ciebie też – byłam jak płaczka, już nie umiałam się powstrzymać. Uroniłam kilka łez a zaraz Filip je wytarł.
- Bo jeszcze Kamil to zobaczy i będę miał obitą twarz- oboje zaśmialiśmy się na te słowa i staraliśmy się ogarnąć, bo w środku czekało na nas dużo wrażeń. – Pasujecie do siebie, widać, że świata poza tobą nie widzi, a ty… Jesteś taka promienna…
- Aż tak to widać? – przyłożyłam dłonie do swoich policzków, mając nadzieję, że jakimś magicznym ruchem, zdejmę z siebie zaczerwienienie - Ale fakt, jestem szczęśliwa, jakbym odzyskała Maćka. Może to głupie i może nie powinnam tego mówić, ale Kamil, to taki mój drugi Maciek. – bałam się tego porównania, ale nie chciałam tego dłużej tlić w sobie. W Kamilu widziałam namiastkę Maćka i nie sposób było to ukryć.
- Los zesłał ci następcę. Maciek był cudownym kumplem – Filip trafnie określił tą relację i byłam szczęśliwa, że nie negował tego co mówiłam.
- Tak, był cudownym człowiekiem, a teraz mam go w postaci Kamila, jak go bardziej poznasz to przekonasz się o czym mówię. A teraz chodź, czas na nas – nie chciałam dłużej zostawiać Kamila samego, już tęskniłam za nim i myślałam jak sobie radził beze mnie.
Gdy wróciliśmy do stolika, wszyscy siedzieli i już jedli kolację, a my od razu dołączyliśmy do nich. Kamil przywitał mnie uroczym uśmiechem, którego nie sposób było nie odwzajemnić.
Kolacja mijała nam w przyjemnej atmosferze, było wesoło, luźno i najważniejsze było to, że Martyna była szczęśliwa. Niedługo po tym jak skończyliśmy posiłek, Filip wstał i z bukietem czerwonych róż, które podał mu kelner, uklęknął przed Martyną i wyciągnął czerwone pudełeczko. Wszyscy, wraz z Martyną nie kryli swojego zaskoczenia. Chłopak po wyznaniu miłości dziewczynie i wyrażeniu swoich uczuć do niej zapytał, czy zechce spędzić z nim przyszłość. Martyna była tak wzruszona, że łzy leciały jej ciurkiem po twarzy, ale ku zaskoczeniu nas wszystkich, zgodziła się! To naprawdę było to do przewidzenia. Kiedy Filip wziął Martynę w ramiona, wszyscy zaczęliśmy bić brawo i im winszować. Miałam ciarki na całym ciele, ta chwila była cudowna. Wspaniale było patrzeć na dwoje bardzo zachowanych w sobie ludzi, którzy tak naprawdę świata poza sobą nie widzieli. Cieszyłam się ich szczęściem, życząc sobie, by kiedyś czuć to samo co oni. Po gratulacjach, które każdy składał Martynie i Filipowi zabraliśmy się za jedzenie deseru i kiedy dj puścił muzykę, wszyscy ruszyli na parkiet.
- Przejdziemy się? – Kamil trochę niepewnie na mnie spojrzał, a ja od razu kiwnęłam mu głową na zgodę. Lekko się przestraszyłam, ponieważ nie wiedziałam skąd u niego taka prośba, nagle poczułam się niepewnie i nawet trochę się bałam, tego co mnie czekało. Zabierając kurtki z szatni wyszliśmy na zewnątrz i szliśmy obok siebie, nawet nie trzymając się za ręce.
- Czemu nic nie mówisz? – przerwałam ciszę i spojrzałam na chłopaka, który swobodnie szedł trzymając ręce w kieszeni.
- Wiesz, nie mogę się tobie nadziwić. Jesteś taka ładna, zabawna, szczera, przy tym  wszystkim jak dziecko cieszysz się ze szczęścia swoich bliskich, jesteś wrażliwa, płaczesz co chwilę, a ja zastanawiam się wtedy jak mogę ci pomóc, bo nie chcę już nigdy więcej widzieć łez na twojej twarzy. Patrzę na ciebie i widzę swoją przyszłość, pierwszy raz od 5 lat i to jest wspaniałe uczucie. – Kamil stanął naprzeciwko mnie i złapał mnie za ręce, a ja nie mogłam przestać się uśmiechać. Uwielbiałam słuchać jego słów, czułam się szczęśliwa i pewna, że nie byłam traktowana jak jakaś zabawka. – Twoi przyjaciele są dla ciebie bardzo ważni, widać to po tobie. Marcin, Filip, Martyna, Piotrek. Chciałbym kiedyś znaleźć się obok nich – zrobiłam krok do przodu i nie bacząc na nic, pocałowałam go. On już był na tym miejscu, był częścią mojego życia i wiedziałam, że minęło dopiero kilka miesięcy, a ludzie budują związki przez lata, ale ja już byłam pewna. Ja to po prostu czułam.
- Kamil, ja chcę cię uszczęśliwiać jak najdłużej się da i nie jesteś obok nich, jesteś tutaj – pokazałam mu na swoje serce i szeroko się uśmiechnęłam. O losie, to było takie unoszące, że sama się tego nie spodziewałam. Nie spodziewałam się, że będzie mnie stać na taką szczerość, że nie będę miała problemu z wyrażaniem swoich uczuć.
- I nie przeszkadza ci to, że ciągle jestem o ciebie zazdrosny widząc tylu facetów kręcących się obok ciebie? – staliśmy przytuleni do siebie i wpatrywaliśmy się sobie głęboko w oczy. On miał zadziorną minę, jakby chciał mnie sprawdzić, czy byłam świadoma napotykanych trudności.
- Nie, o ile będziesz pamiętał, że wiem jak boli zdrada i nigdy nikomu nie zadam tego bólu. Jak stwierdzisz, że to jednak nie to, gdy spotkasz kogoś innego i mocniej się zakochasz, to powiedz, ale nie zdradzaj – to była moja największa obawa życiowa. Kto raz zaznał zdrady, nosił długo to brzemię. Rodził się wtedy potworny ból i strach.

- Nigdy tak nie będzie. – po tych słowach chłopak intensywnie mnie pocałował i ten pocałunek mógł dla mnie trwać i trwać…

Hej ;) Jak Wam się podoba? Dziękuję Wam za wszelkie maile, komentarze, Waszą aktywność na instagramie, fajnie wiedzieć, że jesteście ;* 

sobota, 13 grudnia 2014

The experience cz 191 2/2

- Halo? – w słuchawce niemal od razu usłyszałam głos przyjaciela. Dawno ze sobą nie rozmawialiśmy, zdecydowanie za długo to trwało.
- Cześć, co słychać? – czułam się głupio, że po tak długim czasie nie było mnie stać na lepsze słowa.
- Powinienem się obrazić na ciebie, że nie pamiętasz o przyjacielu. – słychać było w jego głosie złość i takie rozżalenie, ale przecież to działało w dwie strony.
- Mogłabym to samo powiedzieć. Przepraszam cię, ale ostatnio tyle się dzieje, że ledwo co wszystko ogarniam – Filip tak naprawdę niewiele wiedział o Kamilu, w sumie nikt poza Marcinem i tatą nic nie wiedział. Chciałam strzec swojego szczęścia i nie afiszować się nim, póki nic konkretnego nie miało miejsca.
- U mnie też, ale porozmawiamy o tym jak się spotkamy. Dzisiaj dzwoniłem w innej sprawie, masz czas jutro wieczorem? – był tajemniczy i trochę zaskoczył mnie, że odpuścił temat Kamila. Jakoś mi to wszystko do siebie nie pasowało.
- Tak, a co? – nie wiedziałam do czego zmierzał, co miało mieć miejsce następnego wieczora.
- Martyna ma w poniedziałek urodziny i chcę jutro zorganizować dla jej niespodziankę. I… zmierzam  jej się oświadczyć – słowa Filipa wmurowały mnie. Zapomniałam, że dziewczyna miała urodziny za kilka dni, kompletnie wyleciało mi to z głowy, ale bardziej zaskoczyły mnie jego ostatnie słowa.
- Serio? Mówisz poważnie? Jesteś pewien? – zaręczyny to nie było byle co i był to poważny krok.
- Tak w szczególności, że ona jest w ciąży – zdecydowanie było za dużo niespodzianek jak na jeden wieczór. Zaręczyny, ciąża… Czułam, że dużo mnie ominęło, a poza tym wmurowało mnie, byłam w ogromnym szoku.
- Ty nie żartujesz, prawda? Czemu mówisz mi o taki rzeczach dopiero teraz? – byłam zła, że nie powiedział mi tego od razu, że nasza przyjaźń nie miała takiego charakteru jak dawniej, że w sumie postawił mnie przed faktem dokonanym.
- Gosia, sam dowiedziałem się dwa dni temu. Jesteś pierwszą osobą z którą o tym rozmawiam. To wpadniesz jutro o 17 do Bazylii? – po tych słowach, moja złość nieco opadła, ale nadal byłam w dużym szoku.
- Tak, będę. Mogę kogoś zabrać ze sobą? – może to nie był idealny moment na zapoznanie Kamila z moimi znajomymi, ale chciałam by tam był ze mną. Nie wiem, po prostu czułam taką potrzebę.
- Jasne. Marcina też zaprosiłem.
- O matko, tak się cieszę. Dobra, to pojawimy się w trójkę. Filip z całego serca gratuluję ci, będziesz wspaniałym ojcem. – dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mu nie powinszowałam. Kto jak kto, ale on kochał dzieci, idealnie pasował na ojca i wiedziałam, że sprawdzi się w tej roli idealnie. Pomimo szoku jaki doznałam byłam bardzo podekscytowana tą nowiną i w ogóle miałam gęsią skórkę na ciele. To była cudowna wiadomość!
- Dziękuję, szczerze? Już nie mogę się doczekać, cały czas dotykam brzucha Martyny i nie mogę się nacieszyć, jestem cholernie szczęśliwy – rzadko który facet tak reagował na tą wiadomość, ale  to pokazało jak bardzo był dojrzały i zakochany w Martynie.
- A Martyna jak się czuje? Jak zareagowała? – ona miała znacznie trudniej, była w klasie maturalnej, przed nią także stresujące egzaminy, studniówka itp.
- Jest w szoku, ale staram się ją uspokoić. Na razie czuje się dobrze, więc mam nadzieję, że będzie tak jak najdłużej.
- Zawsze możesz na mnie liczyć, mam nadzieję, że będę matką chrzestną – od razu postanowiłam zastrzec sobie to miejsce.
- Nie wyobrażam sobie nikogo innego na tym miejscu. Będę także ci je podrzucał jak będę chciał iść z Martyną do kina – Filip miał dobry humor i czułam, że pękał z dumy, aż kipiał radością.
- Bardzo chętnie. O matko, jak się cieszę i jeszcze raz gratuluję, chyba nawet ci zazdroszczę – jego dobry humor także mi się udzielił. Nie spodziewałam się, że to wszystko tak się potoczy i sama zapragnę zostać mamą.
- To bierz się do roboty, masz chyba nawet z kim.
- Hola, hola. To jeszcze za wcześnie, natomiast moje serce znowu jest szczęśliwe. Filip, ja się chyba zakochałam, ale tak inaczej… - nie umiałam tego wyjaśnić, nie wiedziałam jak to określić. To nie była taka miłość jak z Bartkiem, czułam się kompletnie inaczej.
- Poważnie mówisz? – zaskoczyłam go swoim wyznaniem, chyba nikt się tego po mnie nie spodziewał.
- Filip, ja wiem, że może to za szybko, że jeszcze kilka miesięcy temu z Bartkiem… Kamil odmienił mnie, ja tańczę, śpiewam, śmieję się… On jest taki, nie wiem jak to określić. Wyleczył mnie, akceptuje, dba i nie zmienia. Z Bartkiem było inaczej. Oczywiście kochałam go, ale to co czuję do Kamila jest silniejsze. On jest jak Maciek i nie kocham go przez pryzmat Maćka, ale jest mi cholernie bliski. – gubiłam się w swoich słowach i myślach, nie potrafiłam określić tego, co czułam. Nie wiedziałam czy Filip mnie zrozumiał, bardzo bałam się, że błędnie zinterpretuje moje słowa.
- Chyba rozumiem. Odnajdujesz w nim siebie, on odkrywa lepszą ciebie. Kochasz go tak jak ja Martynę. Skoczysz za nim w ogień, nie potrafisz się zdenerwować, bo od razu miękniesz na widok tych oczu. Cała złość przechodzi ci kiedy dotykasz ciepła jego ust, a bicie serca jest najważniejszą rzeczą. – to, co mówił Filip było dokładnie tym co czułam. Oboje czuliśmy to samo i byliśmy całkowicie zakochani.
- Tak. – zarumieniłam się, bo to było cudowne. Nie musiałam się niczego wypierać, a Filip mnie nie oceniał, a rozumiał.
- Dbaj o niego. Gosia ja już kończę, widzimy się jutro i koniecznie przyprowadź to cudo.
- Będę, dobranoc – po skończeniu rozmowy z Filipem, przebrałam się w pidżamę i zaszyłam się w łóżku. Najpierw sprawdziłam nowości w internecie, a przed samym snem zdecydowałam się zadzwonić do Kamila.
- Jeszcze nie śpisz? – te słowa usłyszałam od razu kiedy odebrał telefon.
- Nie, nie mogę zasnąć – miałam tyle myśli w głowie, tyle się wydarzyło, że nie potrafiłam spokojnie zamknąć oczu.
- A co ci zaprząta głowę?
- Rozmawiałam z Filipem, mówiłam ci o nim, to mój przyjaciel. Zaprosił nas jutro na imprezę niespodziankę dla mojej przyjaciółki, a jego dziewczyny – nie chciałam za bardzo wchodzić w szczegóły, bo to miała być niespodzianka dla Martyny, a chciałam też zobaczyć, reakcję Kamila.
- To miłe, ale co w tym takiego ważnego, byś nie spała? – on nie rozumiał i w sumie miał rację. To była błahostka.
- Tylko się nie wygadaj, ok? – Kamil nie znał moich znajomych, szczególnie Martyny i Filipa, więc co nie co mogłam mu zdradzić.
- Jasne.
- Ona jest w ciąży – ekscytowałam się na samą myśl jak mu o tym mówiłam. To była wiadomość roku! – Zostanę chrzestną.
- Gratuluję. Ale kochanie, połóż się już, dobrze? – Kamil też miał dobry humor, ta wiadomość też wywarła na nim wrażenie, ale on jak to on, skupiał się na mnie.
- Leżę, ale samotnie mi tu bez ciebie – tak bardzo chciałam znaleźć się obok niego, zasnąć przy jego cieple.
- Mnie bez ciebie także. – spoważniał trochę i poczułam, że czuł to samo co ja.
- Pójdziesz tam jutro ze mną na 17? – bardzo chciałam wspólnie spędzić kolejne popołudnie.
- Chętnie – nie mogło być lepiej. Po prostu czułam się taka kompletna.
- To przyjadę po ciebie, bo wcześniej muszę kupić jakiś prezent. – od razu zaczęłam organizować czasu, układać plan na następny dzień.
- Gosia ustalimy wszystko jutro, dobrze? Proszę, spróbuj zasnąć. – był bardzo opiekuńczy i troskliwy, co niezwykle mnie rozczuliło.
- Spać ci się chce i dlatego chcesz się mnie pozbyć – próbowałam zabrzmieć jak rozkapryszona i zawiedzona dziewczynka, ale nie wiem czy mi to wyszło.
- Gadasz głupoty. Po prostu widziałem jaka byłaś zmęczona i chcę byś się wyspała. – trudno było mi uwierzyć w tak czyste intencje, ale on chyba miał rację.
- A ty co teraz robisz? – nie powiem, bo przedłużałam tą rozmowę, chciałam by trwała wiecznie.
- Leżę w łóżku i rozmawiam z tobą – poczułam ukłucie w sercu, bo marzyłam o tym, by znaleźć się koło niego. Tak magicznie się przeteleportować.
- Sam?
- Nie, z wianuszkiem dziewczyn – słyszałam jego śmiech i sama nie mogłam inaczej zareagować.
- Lubisz mnie? – potrzebowałam to słyszeć, bo jakoś nie mogłam w to uwierzyć.
- Bardzo, a teraz ty, jak choć odrobinę mnie lubisz, to pójdziesz spać, dobrze? Obiecuję, że spotkamy się jutro.
- Dobrze, dobranoc – zaraz się rozłączyłam i jeszcze zanim zasnęłam, przeglądałam nasze wspólne zdjęcia, które zrobiliśmy rano. Byliśmy tacy szczęśliwi, zakochani. Dzięki temu miałam kawałek jego przy sobie.


 Jesteście niesamowici pod względem pozostawiania komentarzy! Wiem, że się powtarzam i pewnie pisałam to już z tysiąc razy, ale nie potrafię wyrazić swojej wdzięczności z to, co dla mnie robicie. To dzięki Wam wychodzą ze mnie takie części opowiadania! :*