piątek, 21 listopada 2014

The experience cz 187

Po wczorajszym męczącym dniu zasnęłam od razu. Byłam wykończona nie tylko emocjonalnie, ale i fizycznie. Opieka nad dzieckiem, to nie była wcale taka łatwa sprawa, szczególnie gdy dziecko miało energii jak za pięciu.
Dzisiaj nie chciało mi się wstawać do szkoły i odczuwałam ogromną niechęć przed pojawieniem się w budynku. Korciło mnie by zrobić sobie wolne, natomiast ze względu na brak sensownego wytłumaczenia, musiałam się przemóc. Po wyszykowaniu się, zeszłam do jadalni, gdzie tato już na mnie czekał.
- Cześć – uśmiechnęłam się do niego i obdarowałam buziakiem w policzek.
- Hej. – tato nie podniósł głowy znad gazety. Dopiero po chwili odłożył prasę i spojrzał na mnie wymownie – Dyrektor do mnie dzwonił. Nie wiesz czemu mam się dzisiaj zjawić w szkole? – szczerze? Nie spodziewałam się, że tata zostanie wmieszany w całą tą sprawę z moim angielskim. Jedyne co mogłam zrobić, to przeciągnąć go na swoją stronę, a to z pewnością łatwe nie będzie.
- Niestety, tak się składa, że wiem – trochę z wstydem to powiedziałam. Największy żal do siebie miałam za to, że nie dowiedział się tego ode mnie, ale od dyrektora. – Chciałam ci o tym powiedzieć, ale wczoraj tyle się działo… - starałam się wytłumaczyć i sprawić, by tato mnie zrozumiał.
- Wyjaśnisz mi co zaszło? Nie chcę wyjść na idiotę – tata przeważnie stawał po mojej stronie, ale nie miałam żadnej pewności, czy tak będzie i  tym razem, natomiast postanowiłam mu wszystko opowiedzieć, bez zbędnego kolorowania.
- Wczoraj na angielskim… - powoli wszystko wyjaśniałam, starając się niczego nie pominąć. Taty mimika niczego nie zdradzała, a ja czułam się naprawdę niepewnie.
- Jest możliwość byś chodziła na angielski do innej grupy? – widziałam, że tata szukał jakiegoś rozwiązania tej całej sytuacji i byłam mu za to bardzo wdzięczna. – Nie chcę by stało się tak, że ona nie dopuści cię do matury – tata powiedział coś, o czym wcześniej w ogóle nie pomyślałam. Wyleciało mi to z głowy, a to już nie była błahostka.
- Jedynie mogłabym chodzić do słabszej grupy – w tym bloku,  w którym mieliśmy zajęcia angielskiego, nie było drugiej takiej grupy jak moja, były tylko słabsze poziomem.
- Nie, to nie wchodzi w grę. Na pewno powiedziałaś mi całą prawdę i niczego nie ominęłaś? – tata miał jakiś plan, którym ewidentnie nie chciał się ze mną podzielić, czego bardzo żałowałam, bo nie powiem, trochę zaczęłam się tym martwić.
- Tak, przysięgam – popatrzyłam na niego z wielką pewnością i sama byłam świadoma, że zrelacjonowałam mu wszystko jak na spowiedzi.
- To zbieraj się do szkoły, załatwimy to. – tato nie uśmiechał się do mnie, ale czułam, że to była gra pozorów. Z tatą nie było polemiki i na marne wyszłoby mi dopytywanie o szczegóły, pozostawało mi, jedynie mu zaufać.
Będąc w szkole, poszłam na lekcje a tato udał się do dyrektora. Jako pierwszy czekał na mnie wf, gdzie spotkałam Martynę. Dzisiaj był ostatni dzień w którym miałam zwolnienie z wf, nad czym bardzo ubolewałam.
- Hej – przywitałam się z przyjaciółką, która akurat przebierała się w szatni.
- Hej, słyszałam, że byłaś wczoraj u dyrektora – Martyna niepewnie na mnie popatrzyła, ale wiedziałam, że pewnych rzeczy w tej szkole nie dało się ukryć.
- Złe wieści szybko się rozchodzą. W sumie nie było tak źle, chociaż teraz tata u niego siedzi – z lekkim uśmiechem wypowiedziałam te słowa, a Martyna jak zaczarowana spojrzała na mnie.
- No co ty? Wezwał go? – Martyna, tak samo jak ja, nie spodziewała się, że tata zostanie wezwany na dywanik. Tylko, że ja wiedziałam iż tata poszedł tam walczyć, a nie po to by zostać zgromionym.
- Tak. Słuchaj, co wczoraj powiedział Bartek jak wrócił do klasy? – byłam ciekawa tego, co chłopak powiedział nauczycielce. Podejrzewałam, że nie przekazał tego, o co prosiłam.
- To jednak cię znalazł? – dziewczyna była zaskoczona moimi słowami, a ja wyciągnęłam z tego odpowiednie  wnioski.
- To on powiedział, że mnie nie mógł znaleźć? – odezwałam się jakby trochę ironicznie. – Kazałam mu spadać – wyjaśniłam Martynie co wczoraj zaszło pomiędzy mną a chłopakiem. Sama byłam zła na niego, że nie umiał powiedzieć prawdy.
- Gośka, przecież mogłaś wrócić, nie miałabyś tylu problemów – przyjaciółka popatrzyła na mnie z politowaniem a na dodatek w pełni przekonana, że to co mówiła, było najlepszym wyjściem.
- Właśnie nie mogłam – nie wyobrażałam sobie wrócić i tak nagle zasiąść w ławce. Nauczycielka na pewno robiłaby mi dodatkowe wyrzuty a chciałam sobie tego zaoszczędzić.
- Duma, co? – dziewczyna usiadła obok mnie i chyba powoli zaczynała mnie rozumieć, chociaż nadal nie dochodziła do dobrych wniosków.
- Między innymi można to tak nazwać, a teraz chodź – popędziłam ją i razem poszłyśmy się na salę. Przez całą lekcję myślałam nad tym co mnie czekało i nawet trochę się bałam. Miałam to szczęście, że ufałam swojemu tacie i czułam, że nie pogorszy mojej sytuacji.
Później udałam się na pozostałe lekcje, ale cały czas oczekiwałam na jakąś wiadomość od taty. Dopiero później wysłał mi sms’s „Wszystko załatwione, o szczegółach porozmawiamy w domu. Kocham Cię.” Nie mogłam uwierzyć w te słowa, ale też nie wiedziałam co mnie czekało. Co dokładnie oznaczało to, że „wszystko załatwione”?

Po skończonych lekcjach od razu pojechałam do domu, gdzie byłam sama, ale wzięłam się za ugotowanie obiadu i naukę. Dopiero przed 17 odezwał się Kamil.
- Hej – powiedziałam miło do słuchawki telefonu. Byłam szczęśliwa, że chłopak dzwonił. Już nie umiałam wytrzymać ani jednego dnia bez wiadomości od niego.
- Cześć, co tam słychać? – chłopak od razu chciał dowiedzieć się co się u mnie działo. Nie chciałam mu opowiadać o angielskim, to była taka błahostka, że stwierdziłam iż innym razem mu to powiem.
- Wszystko w porządku, właśnie się uczę. A  co u ciebie? – moja wypowiedź nie była jakoś wyczerpująca, ale nic nadzwyczajnego poza tym feralnym incydentem w szkole się nie działo.
- Też dobrze. Słuchaj, spotkamy się jutro? Chciałbym ci się jakoś odwdzięczyć za pomoc – z początku uznałam, że to nie było konieczne, ponieważ  tylko wyświadczyłam mu przysługę, ale po chwili w głowie zaświtał mi szatański plan.
- Tak? To super, bo nawet wiem jak to możesz zrobić – na moich ustach pojawił się uśmiech wywołany zabawnością tej sytuacji. Dawno nikomu nie dyktowałam, co miał robić.
- Tak? Ciekawe – chłopak nie dał się zbić z tropu i czułam, że dostałam przyzwolenie na zaplanowanie rewanżu.
- Będziesz jutro sam, czy masz pod opieką Kacpra? – wiedziałam, że od teraz musiałam liczyć się z tym, że Kamil mógł mieć przy sobie Kacpra, a to był bardzo ważny czynnik.
- Sam, w ten weekend zostaje z Natalią -  na te słowa dodatkowo uśmiechnęłam się do siebie. Oczywiście, że nie miałam nic przeciwko obecności chłopczyka, natomiast to, co planowałam, mogło być bardzo męczące dla dziecka.
- Czyli możesz być jutro po mnie o 14? – Kamil o tej godzinie kończył pracę, więc chciałam się jeszcze upewnić, czy wszystko szło zgodnie z moim planem.
- Mogę – chłopak niepewnie odpowiadał mi na każde kolejne pytanie, a mnie to bardzo rozśmieszało. W końcu to on, miał się podporządkować.
-  To dobrze się składa, w takim razie czekam jutro o 14 pod szkołą – nie wiem od czego to zależało, ale lubiłam jak Kamil odbierał mnie ze szkoły, to było naprawdę miłe a ja czułam się wtedy bardzo bezpiecznie. Może fakt, iż wcześniej Maciek zawsze to robił, przywoływało przyjemne wspomnienia i dlatego tak bardzo to polubiłam?
- Powiesz mi na co mam się przygotować? – wyczuwałam niepewność w jego głosie i naprawdę mu się nie dziwiłam. Tym razem, to on był zwodzony.
- Nie – szybko, krótko i na temat mu odpowiedziałam. To jedno słowo oboje nas tak rozśmieszyło, że słyszałam jego śmiech w słuchawce.
- Aha, no tak myślałem – te słowa chłopaka dodatkowo mnie rozbawiły.
- Serio? To nie możliwe – udawałam zaskoczenie jego słowami. Lubiłam się z nim droczyć i przekomarzać. Naprawdę sprawiało mi to radość i dostarczało wiele śmiechu.
- Prawda? – żadne z nas nie wychodziło z swojej roli i na tym polegała magia naszych rozmów, które mogły wydawać się głupie, durne i mało zabawne, ale na szczęście, dla nas było inaczej.
- To znaczy, że musisz mnie bardzo dobrze znać – nadal nie odpuszczałam i nie dawałam za wygraną. Rozmowy z nim mogły trwać wiecznie, ale przerwało to pukanie do moich drzwi.
- I to na wylot – Kamil kontynuował naszą pogawędkę a ja skupiłam się na gościu w moim pokoju.
- Przepraszam cię, muszę kończyć. Widzimy się jutro – widząc tatę zasiadającego na sofie, pospiesznie chciałam się rozłączyć.
- Pa – chłopak pożegnał się ze mną, a ja od razu odłożyłam telefon i spoglądałam na tatę.
- Nauczycielka była naprawdę wściekła na ciebie – tato powiedział to, co było oczywiste. Poczułam się lekko skondensowana i jakbym mogła, to nie wiem czy czasem inaczej bym się nie zachowała.
- A ja na nią – nie chciałam dać po sobie poznać, że czułam się niepewnie.
- Dyrektor chciał przenieść cię do innej grupy byś nie miała problemów ze strony tej kobiety – on nadal nie przechodził do sedna, a moje serce biło jeszcze szybciej niż przed chwilą.
- Podejrzewam, że nie chciałeś się na to zgodzić – we wcześniejszej rozmowie, powiedział mi, że to nie wchodzi w grę, więc czułam, że ten pomysł nie doszedł do skutku.
- Tak, bo ty nic złego nie zrobiłaś, więc dlaczego znowu masz cierpieć? Żeby była jasność twoje zachowanie do końca nie było w porządku, pyskowanie do nauczycieli nie leży w dobrym wychowaniu, ale dla mnie najważniejsze było to, że w końcu pokazałaś, że jesteś silna, zawalczyłaś o siebie. Może sposób nie był najlepszy, ale tym razem wybaczam ci to – wziął moją dłoń w swoje i delikatnie się do mnie uśmiechnął. Nie spodziewałam się po nim tych słów, byłam szczerze zaskoczona tym co usłyszałam.
- Więc na czym stanęło? – byłam ciekawa tego, co mój opiekun wymyślił, bo skoro propozycja dyrektora nie przeszła, to jego musiała się urzeczywistnić.
- Będziecie mieli innego nauczyciela, a pani Skoczylas straci waszą grupę – takiej rewelacji się nie spodziewałam. Byłam w szoku, ale naprawdę byłam zadowolona.
- Serio?- trudno było mi w to uwierzyć, bo to oznaczało utarcie nosa tej kobiecie. Jaka ja byłam szczęśliwa, że już nigdy nie będę musiała na nią patrzeć! Jasne, na jej miejsce mógł przyjść ktoś gorszy, ale to już były skutki uboczne – A wiadomo kto ją zastąpi? – byłam ciekawa czy ten aspekt też już uzgodnili. W sumie nie łatwo było znaleźć osobę, która miałaby okienko w tamtym momencie.
- Tak, jakiś Pan Romaniuk, czy jakoś tak – po tych słowach rzuciłam się tacie na szyję. O matko! Moje zadowolenie sięgnęło zenitu! Ten mężczyzna, był wspaniałym nauczycielem, kiedyś chodziłam do niego na kółko, gdzie przygotowywał nas do konkursu wiedzy o Wielkiej Brytanii. A na dodatek, był bardzo, ale to bardzo przystojny.
- To jest najlepszy nauczyciel ever! – z całej kadry, jaka była w szkole, uważałam, że to był wzór. Na nikogo lepszego trafić nie mogliśmy. Na początku bałam się, że ludzie z grupy mogliby mieć pretensje do mnie gdyby przyszedł ktoś gorszy, bo to była moja wina, a tak czekały mnie laury i pokłony, oczywiście to taki mały żarcik.
- Nie zmarnuj tego i nigdy już nie pyskuj! – tato zwrócił się do mnie niby poważnie, głośno ale cały czas w sposób żartobliwy.
- Tak jest! – wstałam i żołnierskim gestem złożyłam tacie przysięgę. – Dziękuję – dałam mu jeszcze buziaka w policzek. Tak bardzo go kochałam, że ta miłość była niewyobrażalnie ważna dla mnie.  – Tato, mogę się jeszcze o coś zapytać?
- Pytaj – tato rozsiadł się wygodnie na kanapie i przygotował się na dłuższą rozmowę. Bardzo doceniałam takie chwile jak tamta, kiedy mogliśmy w spokoju pobyć ze sobą i być maksymalnie szczerzy.
- Czemu mając świadomość, że moje zachowanie nie było do końca poprawne stanąłeś po mojej stronie? Nie jeden rodzic by się wściekł a ty…
- Jesteś moim dzieckiem i ta miłość nie pozwala mi by ktoś cię krzywdził. Już za dużo miałaś zmartwień i nerwów, więc jak mam dokładać ci kolejnych? Ja obserwuję cię już tyle lat i teraz, kiedy pokazałaś swoją siłę to jestem dumny z ciebie, wiesz? W tobie jest moja krew i jestem dumny, że mam tak mądrą i ładną córkę. Poza tym jesteś tak podobna do mnie, że nie mogę inaczej postąpić – tata patrzył na mnie z takim podziwem, że poczułam się kimś wyjątkowym.
- Bałam się, że się zdenerwujesz, wiem, że moje zachowanie nie było takie, jakiego byś oczekiwał.
- Tu nie chodzi o moje oczekiwania, jesteś już dorosła, ale… Wiesz, powiem ci coś. Nie wiem co się zmieniło i skąd u ciebie to zachowanie, ale przypominasz mi Gosię, jaką byłaś przy Maćku. Mam wrażenie, że powróciłaś z naprawdę długiej podróży. Jesteś tak samo uparta i silna jak kiedyś. Masz te same bezprecedensowe myśli, zachowania, nie martwisz się o konsekwencje, tylko działasz. Widzę w tobie cząstkę Maćka i dziękuję, że możesz mi ją dać – wysłuchując słów taty, miałam wrażenie, jakby właśnie odbył najważniejszą mowę, jakby maksymalnie się przede mną otworzył. Poświata mgły w jego oczach pokazała mi całą jego miłość do mnie i tęsknotę za Maćkiem.
- To ja dziękuję, to jest cenniejsze niż jakieś morały, kazania i inne tego typu sytuacje, postaram się swoją siłę pokazywać w inny sposób.
- I jak ja mam ci dawać kazania, jak ty sama wyciągasz najlepsze wnioski?
- Kocham cię – mocno wtuliłam się w jego klatkę piersiową i przez materiał koszuli, czułam bicie jego serca. – Wiesz, ja też się czuję, jakbym wróciła do tamtego okresu. Tęsknię za Maćkiem, ale Kamil… To dzięki niemu jestem szczęśliwa, to on sprawia, że czuję, jakby się nic nie zmieniło. – może to było niewłaściwe, ale tak czułam.
- Zależy ci na nim? – byłam zaskoczona tym, że rozmawialiśmy tak maksymalnie szczerze, ale nie było to negatywne uczucie. Nie miałam oporów by się przed nim otworzyć.
- Bardzo. Nie chcę porównywać go do Maćka, bo oni są inni, ale Kamil przywraca mnie do życia, sprawia, że się nie boję i jestem gotowa stawiać wszystkiemu czoła. Nie mam tego strachu i lęku jaki odczuwałam przy Bartku. Czuję się bezpiecznie, jakbym znowu miała swoją przystań, a nie pływała na tratwie. – tak właśnie było. Przy Kamilu moja objętość płuc i ochota na życie znacznie się zwiększyły.
- Lubię go, to porządny chłopak. Wiem, że wczoraj, mówiłem coś innego, ale cieszę się, że z nim jesteś. Jesteś szczęśliwa, to widać – tato odsunął mnie trochę od siebie i uraczył ogromnym uśmiechem.
- Jestem i tak bardzo nie chcę go stracić… Wiesz, jak z nim jestem to czuję, jakby poza nami nic nie istniało, jakby nic oprócz nas nie miało znaczenia. Lubię patrzeć w jego oczy, wtedy wiem, że on naprawdę istnieje. – byłam zaskoczona swoją szczerością i dopiero wypowiedzenie tych słów na głos, uświadomiło mi, co tak naprawdę o nim myślałam i co czułam do niego. – Chociaż mam wrażenie, że to wszystko szybko się dzieje, że jeszcze niedawno byłam z Bartkiem, a już jestem z kimś innym.
- Ale czemu się tym przejmujesz?
- Nie przejmuję, dlatego nadal spotykam się z Kamilem, chociaż wiem, jak to wygląda. Jeszcze kilka miesięcy temu, Bartek był całym moim światem, i to może wyglądać tak, że go odstawiłam i szybko się z kimś związałam. Jakbym w ogóle nie walczyła o Bartka.
- Powiem ci coś… To, co mówią inni i jak nas widzą, za nic się ma do tego, jak jest naprawdę. Czasem zasób sił na walkę się wyczerpuje, walczysz już tyle razy, że kolejna batalia nie ma sensu. Ja wiem, że on cię porządnie skrzywdził, widziałem to, widziałem także jak się starałaś opierać Kamilowi, jak uważałaś, że to niesłuszne, niepoprawne, że nie wypada. Ale czasem warto znieść swoje granice. Wiesz w czym tkwi magia życia? To są zmiany, które ciągle można dokonywać. Szansa zawsze jest, tylko trzeba ją dostrzec, nigdy nie jest za późno, tylko brakuje nam odwagi i wyjścia poza to, co mamy w głowie - tato pocałował mnie w policzek i  obdarzył mnie swoim najpiękniejszym uśmiechem, który zmiękczał serca.
- Ciebie mama też bardzo skrzywdziła, prawda? – byłam wdzięczna za otrzymane słowa, on miał rację, zmiany były sensem życia, bez nich, byłoby nie warte.
- Prawda… Ale mój sens życia nie tkwi w niej, ale w tobie i Marcinie. Kochałem twoją mamę, kiedyś nie wyobrażałem sobie życia bez niej, a teraz… Ona dokonała zmiany, musiała nie być szczęśliwa, skoro tak postąpiła. Może mogłem bardziej się starać, może nie potrafiłem jej prawdziwie uszczęśliwić, ale roztrząsanie tego nie ma sensu.  – uważałam, że mój tato był obłędnie inteligentnym facetem, był autorytetem dla mnie. Podziwiałam go w każdym calu. Miałam świadomość, że nie był ideałem i miał wady, ale najważniejsze było to, jaką miał filozofię życia i czego mnie uczył.
- Jesteś moim najlepszym przyjacielem, wiesz? Twoje słowa… dziękuję – czułam się bardziej pewna siebie i swoich uczuć po tej rozmowie. Słowa taty dodały mi odwagi i sprawiły, że umocniłam się w swoim postępowaniu. 


Dziękuję Wam za słowa jakimi mnie obdarowaliście i cierpliwość. Jestem szczęśliwa, że mam Was przy sobie. Na początek weekendu chciałam dostarczyć Wam dodatkowej radości. Piszcie, jakie macie odczucia po przeczytaniu tego rozdziału ;)

poniedziałek, 17 listopada 2014

...

Wiem na co czekacie i jest mi niezmiernie przykro, że muszę Was zostawić z tym postem. Nie jestem w stanie pisać opowiadania, redagować, nie jestem w stanie wyjść poza swoje obecne uczucia i wejść w inny świat.
Bardzo rzadko zdarzają się momenty w których całkowicie jestem rozwalona emocjonalnie. To nie jest w stan  typowy dla mnie. Czuję się bardzo rozdarta i przesiąknięta różnymi uczuciami. Moje myśli błądzą daleko ode mnie, skupiają się na całkiem innych aspektach, omijając te, na których chciałabym je skierować. Moja głowa żyje obecnie swoim własnym życiem, a moje serce zalane jest smutkiem. Pewnie brzmi to dosyć patetycznie, teatralnie, ale tak właśnie jest. W obliczu całkiem niespodziewanej śmierci bliskiej osoby, nie można przejść obojętnie. Widzisz kogoś w poniedziałek, a pięć dni później dowiadujesz się, że nie żyje. Młody, na nic nie chorował, nie zginął w wypadku, ale tak nagle, tak niespodziewanie źle się poczuł, piętnaście lat młodszy od mojego taty… Zawsze takie sytuacje skłaniają do myślenia. Powoduje to, że rozmyślamy nad rodziną, nad tym co nas czeka. Jeszcze w sierpniu byłam przekonana, że takie rzeczy dzieją się daleko, z dala od mojej rodziny… A tu śmierć jest coraz bliżej. Dodatkowo ogarnia mnie niemoc odnośnie jechania do domu, pożegnania się po raz ostatni… Tysiąc razy przeglądałam kalendarz, próbując ogarnąć sprawy i jechać, ale to jest niemożliwe. W tamtym, czy w następnym tygodniu dałabym radę, ale nie w tym.
Czuję jakbym pękła na milion kawałków, jakby strach całkowicie ogarnął serce, mój mózg, każdy nerw mojego ciała. Czuję się wykończona, wyssana. Mam milion pytań, obaw i bardzo chciałabym je zachować w środku, by czasem nie sprowokować losu.
Proszę dajcie mi kilka dni, nie wiem ile, może 3, 7, 10. Nie wiem. Wiem, że długo nie wytrzymam bez bloga, ale proszę Was byście byli, nie zostawili mnie.  Zostawił mnie wujek, moja półtoraroczna zażyła znajomość też się skończyła, pech chciał, że w tym samym momencie. Wiem, że mój upór i zawziętość sprawią, że się nie poddam, ale nie chcę już nikogo stracić.

Polecam Wam film „If I stay” – uważam, że jest niesamowity, całkiem oczyścił mnie z łez, ale przede wszystkim pokazał, że pomimo wszystko, warto żyć.