środa, 22 kwietnia 2015

Trudna rozłąka cz 24



Kiedy staliśmy przed ogłoszeniem wyników, widziałam, że Przemek nie zachowywał się tak jak zawsze. Zdecydowanie coś go męczyło, był bardziej spięty i nieobecny. Wiedziałam, że był tam tylko ciałem, a myślami błądził gdzieś daleko. Staliśmy daleko od siebie i nie potrafiłam znieść dzielącej nas różnicy. Przecisnęłam się między chłopakami, stanęłam obok przyjaciela i złapałam go za rękę, a on dopiero wtedy przeniósł na mnie swoje spojrzenie.
- Przepraszam - bezgłośnie zwróciłam się w jego stronę, a on pomimo, że znowu uciekł spojrzeniem, objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Zdawałam sobie sprawę, że moje zachowanie było strasznie niedojrzałe i nie powinnam była wymuszać na nim by powiedział mi co leżało mu na sercu. Powinnam była poczekać na moment w którym sam zbierze się na odwagę i będzie chciał sie przede mną otworzyć.
Kiedy zaczęto ogłaszać wyniki, Przemek rozluźnił uścisk i wpatrywał się w scenę, gdzie stali prezenterzy ogłaszający werdykt. Najpierw zaczęto od konkursu fotograficznego.
- Trzecie miejsce, nagrodę pieniężną wartości tysiąca złotych otrzymuje... Karol Niedziałkowski - byłam bardzo zdenerwowana i zaciskając mocno pięści sprawiłam, że niemal zbladły mi palce. Przemek musiał to zauważyć, ponieważ zerwał mój uścisk i zamiast mojej dłoni, podarował mi swoją i pokrzepiająco mnie ściskał.
- Drugie miejsce, nagrodę pieniężną o wartości dwóch tysięcy złotych otrzymuje... Izabela Matysik! - zerwałam się z miejsca i wpadłam wprost w ramiona Przemka, który cieszył się równie bardzo, gdyby to on wygrał. Później każdy z chłopaków mnie uścisnął i zaraz po tym udałam się na podest by odebrać swoją nagrodę. Byłam w ogromnym szoku i miałam wrażenie, że działałam bardzo mechanicznie. Pomimo, że było to drugie miejsce i niewiele brakowało bym zajęła pierwsze miejsce, to naprawdę byłam z siebie dumna. Na siedem osób, okazałam się druga i wiedziałam, że dałam radę. Nie zawiodłam chłopaków i to się najbardziej liczyło. Po odebraniu nagrody, od razu pobiegłam do chłopaków, którzy wzięli mnie w kółko i wydawaliśmy okrzyki radości, że aż musiano nas uciszyć.
- Dobra robota - Przemek przytulił  mnie mocno do siebie i po jego dawnej złości nie było już śladu.
Później czekaliśmy na wyniki dotyczące ich kategorii. Wszyscy byliśmy skupieni i zastygaliśmy przy każdym ogłoszeniu wyników. Chłopcy mieli znacznie więcej szczęścia ode mnie, ponieważ zajęli pierwsze miejsce. Nagrodą był bon do sklepu z sprzętem do jazdy na desce i bon pieniężny. Naprawdę wszyscy się niesamowicie cieszyliśmy i chyba jeszcze nigdy w życiu nie byłam bardziej dumna. Miałam cudownych, utalentowanych przyjaciół, którzy odmienili mnie, zmienili moje patrzenie na świat i dostarczyli więcej światła i szaleństwa do mojego życia.

Do hotelu dotarliśmy dosyć późno, a to ze względu ma moje gwiazdy, które udzielały wywiadów, pozowały do zdjęć, a później poszliśmy jeszcze na piwo i na koniec impreza przeniosła się do hotelu. Siedzieliśmy do późna, graliśmy w karty, piliśmy i świetnie się bawiliśmy i nawet przez chwilę nie czułam się źle będąc samej w towarzystwie siedmiu chłopaków. Humory nam dopisywały i nawet Przemek się wyluzował.
Poszliśmy spać około 3 w nocy i pewnie siedzielibyśmy znacznie dłużej, gdyby nie fakt, że z rana musieliśmy wracać do domu.
Nagle poczułam, że ktoś mną delikatnie potrząsał. Przebudzając się, zobaczyłam nad sobą Przemka, który stał z palcem na ustach, co jasno wskazywało, że miałam być cicho. Niepewnie rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam, że pozostali chłopacy spali. Gdy znów spojrzałam na Przemka, podał mi spodnie dresowe i swoją bluzę. Nie wiedziałam co planował, ale nie zamierzałam w tamtej chwili się nad tym zastanawiać. Posłusznie się ubrałam i gdy tylko byłam gotowa, wyszliśmy z pokoju.
- Co się dzieje? - związując włosy w kucyk, zerknęłam na Przemka, który szedł do wyjścia.
- Idziemy na plażę, poczekamy na wschód słońca - wtedy też dostrzegłam, że chłopak niósł ze sobą dwa koce. Postanowiłam o nic więcej nie pytać, tylko złapałam go za dłoń i wyszliśmy z hotelu kierując się na plażę. Wokół było ciemno, a drogę ledwo co oświetlały latarnie, co stwarzało trochę niebezpieczną aurę. Dookoła też nie było prawie nikogo, kilkoro ludzi wracało z imprezy, za poza tym, byliśmy sami. Przemek rozłożył koc trochę z dala od morza, a drugim okrył nas i oboje wpatrywaliśmy się w rozgwieżdżone niebo. Widok był przepiękny, a panująca cisza pozwalała zebrać myśli. Czułam, że Przemek zmagał się ze sobą, że zbierał się by otworzyć usta i mówić, ale nie zamierzałam go pospieszać. Ja też chciałam sobie kilka rzeczy przemyśleć i ułożyć plan na najbliższe dni. Nie chciałam by właśnie tak wyglądało moje życie, potrzebowałam zmian.
- Poznałem ją gdy byłem małym dzieckiem. Nasi rodzice się przyjaźnili i często do nas przychodzili właśnie z Polą. Później chodziliśmy do jednej klasy i tak przez kilka lat, a później byliśmy razem. - gdy Przemek zamilkł, czułam, że to nie był koniec historii i chciałam dać mu czas i pozwolić by powiedział, tyle ile chciał. Przemek przekręcił się na bok i spojrzał na mnie oczami w których malowała się udręka. Widziałam w nich ból i momentalnie zapragnęłam by już nic nie mówił, zdawałam sobie sprawę, że każde słowo powodowało w nim coraz to większy ból. - Proszę, pomóż mi - udręka malowała się nie tylko w jego oczach, ale także w głosie.
- Kochałeś ją? - cicho zadałam te słowa, bojąc się, że zburzę panującą dookoła ciszę. Chciałam mu pomóc, wiedziałam, że mówienie przychodziło mu z wielką trudnością.
- Bardzo. - na początku wydawało mi się, że się przesłyszałam. Przemek mówił bardzo cicho, jakby nie chciał by ktokolwiek usłyszał to, co miał do powiedzenia. Gdy pojedyncza łza spłynęła po jego policzku, delikatnie starłam ją kciukiem i również położyłam się na boku, przypatrując się jego twarzy.
- Co się stało?
- Kiedy miała 13 lat, dowiedziała się, że ma białaczkę. - widziałam coraz to więcej łez na jego twarzy i starałam się je wszystkie zetrzeć, a Przemek ciągle nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Nie musisz już nic więcej mówić, rozumiem - przylgnęłam do Przemka a on schował swoją twarz w mojej klatce piersiowej. Tuliłam go mocno, aż do momentu w którym poczułam, ze jego ciało się rozluźnia.
- Chcę się tym z tobą podzielić, muszę...
- Mamy czas - mocniej objęłam chłopaka i po prostu dałam mu czas, przestrzeń do mówienia. Widziałam jak było mu ciężko i samej trudno było mi wyobrazić, przez co musiał przechodzić.
- Razem przechodziłem z nią przez chemioterapię, byłem na każdej wizycie w szpitalu, na każdym badaniu. Ona.... Kilka dni, zanim... Powiedziała, że bardzo chciałaby spróbować jeździć na desce. Wtedy, jeszcze ja sam nie jeździłem, więc postanowiłem zabrać ją do klubu na profesjonalną lekcję. Była wtedy taka szczęśliwa. Naprawdę świetnie sobie radziła, znacznie lepiej ode mnie. Śmiała się wtedy, jakby wszystko było w porządku, jakby jej nic nie bolało. Jakby po prostu była zdrowa. Od tamtej pory jeżdżę dla niej. Czuję, że wtedy jestem bliżej niej, że ona jeździ ze mną. - Przemek wziął głęboki oddech, a ja starałam się stłumić łzy, które zbierały mi się w oczach - Pola była cudowną dziewczyną, taką normalną, zabawną. Spędzaliśmy ze sobą masę czasu, kiedy brała chemię, siedziałem z nią, czytałem jej książki, oglądaliśmy zdjęcia... walczyliśmy do końca, razem.
- Byłeś naprawdę dzielny, chyba nie łatwo jest patrzeć na ukochaną osobę w takim stanie - byłam pełna podziwu dla zachowania Przemka. Pomimo, że był dzieciakiem, zachował sie bardzo dojrzale. Niejeden dorosły facet, mógłby brać z niego przykład.
- Ona każdego dnia była coraz piękniejsza. Miała w sobie siły za nas dwojga. Do końca była radosna i pełna nadziei. Była tak cholernie dzielna... - wiedziałam, że Przemek nie zasługiwał na to by w tak młodym wieku spotkać się z śmiercią. On naprawdę kochał tą dziewczynę i wiedziałam, że gdyby udało jej się wygrać walkę, byliby ze sobą już na zawsze.
- Przemek.... - nie potrafiłam ukryć swoich łez. Tak bardzo bolał mnie jego ból i to, że właśnie przeze mnie, znów musiał się z tym zmierzyć.
- Nie chcę już nigdy przez to przechodzić, obiecałem sobie, że już nigdy się nie zakocham, że już nigdy nie pozwolę by mi na kimś tak bardzo zależało. Boję się, że wtedy znów stracę tą osobę, że znów będę musiał się uczyć żyć bez niej. - chłopak usiadł na przeciwko mnie i delikatnie gładził mnie po twarzy, ocierając łzy - Dzisiaj zdałem sobie sprawę z tego jak głupi byłem. To, że nie będę miał dziewczyny wcale nie sprawi, że nie będę cierpiał po odejściu kogoś, na kim mi zależy. Musiałbym być doszczętnie samotny, by nie cierpieć po stracie kogoś bliskiego. Wiem, że może ci się wydawać, że nie otrząsnąłem się po śmierci Poli, mimo, że minęły już trzy lata, ale pogodziłem się z tym. Wierzyłem, że wyzdrowieje, do ostatniego momentu. Teraz wiem, że Bóg chciał ją mieć przy sobie i wiesz co? Wcale mu się nie dziwię, bo to on rządzi tym światem i to on chce mieć wokół siebie cudownych ludzi i na jego miejscu, też chciałbym by Pola była moim aniołem - to, co mówił Przemek było piękne a zarazem smutne. Widziałam, że nie przemawiała nim gorycz, on po prostu tęsknił za nią. Kochał ją, a teraz po prostu musiał żyć dalej z lekcją, którą dostał od życia.
- Jestem pewna, że ona jest twoim aniołem, pewnie czuwa nad tobą i strzeże twojego szczęścia. Poza tym, może to zabrzmi głupio, ale mam wrażenie, że to ona uczyniła cię tak cudownym człowiekiem i chyba powinnam jej za to podziękować.
- Ty? - oczy chłopaka powracały do żywych. Nadal tkwił w nich ból, ale zaczęły jaśnieć.
- Jesteś cudownym człowiekiem, wspaniałym i szczerym przyjacielem. Prawdziwym, a to rzadkie w tym czasach. - powoli palcami przeczesałam włosy Przemka, które zbłądziły na czole. Nagle, gdy na niego patrzyłam dostrzegłam coś więcej. W jego obecności czułam się bezpieczna i chroniona.
- Cieszę się, że wtedy w parku odważyłem się do ciebie podejść. Wiesz, ze zasługujesz na wszystko co najlepsze? Przemyśl to. Nie pozwól by ludzie cię krzywdzili, nie pozwól by determinowali twoje szczęście - głos Przemka był bardzo szczery i pomimo braku stanowczości, wiedziałam do czego pił. Chodziło mu o Pawła. On widział więcej niż można było sie spodziewać.
- Dziękuję - bezgłośnie powiedziałam w jego stronę i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Oboje zatopiliśmy się we własnych rozmyśleniach, obserwując morze i budzący się do życia nowy dzień.

sobota, 18 kwietnia 2015

Trudna rozłąka cz 23



Kolejne dni potoczyły się dosyć szybko i tak naprawdę byłam z tego bardzo zadowolona. Nie spędziłam już więcej nocy u Przemka i chociaż wróciłam do domu, to  jeszcze nie rozmawiałam z mamą. Póki co, nasza rozmowa przyniosłaby tylko więcej bólu niż zgody. Mijałyśmy się i w sumie nawet nie miałyśmy zbyt wiele okazji by się widzieć. Rano wychodziłam do szkoły, a od razu po szkole widywałam się z Przemkiem a później chodziliśmy do biura jego rodziców, gdzie pracowaliśmy. Nigdy nie sądziłam, że sprzątanie biura będzie takie przyjemne, a było tak jedynie za sprawą Przemka i jego poczucia humoru. Nasza "praca" owiana była dużą dozą śmiechu i żartów, co pozwalało nam miło spędzić czas. Te wszystkie wspólne chwile sprawiły, że coraz to bardziej się poznawaliśmy i traktowaliśmy się jak prawdziwi przyjaciele. Do dobrej zabawy potrzebowaliśmy jedynie wspólnego towarzystwa i nic więcej. Kiedy nie chodziliśmy do biura to spotykaliśmy się na hali sportowej, gdzie chłopaki ćwiczyli jazdę na turniej a ja robiłam im zdjęcia chcąc się bardziej przygotować do konkursu.
Ostatnie dni były zakręcone i mając dużo obowiązków, nie przejmowałam się problemami, śmiało mogę powiedzieć, że  po prostu o nich zapomniałam.
Z Pawłem w ogóle nie rozmawiałam, wymienialiśmy jedynie sms'y, ale były to suche wiadomości, które pokazywały jak wielki dystans był pomiędzy nami. Oboje zgodnie uznaliśmy, że najlepiej będzie jak odłożymy to na przyszły tydzień, kiedy to chłopcy będą po turnieju, a ja będę miała więcej czasu.
Wyjazd przyszedł szybko i szczerze powiedziawszy cieszyłam się, że odetnę się od domu i będę mogła zostawić za sobą wszystkie problemy. Dzięki pracy u rodziców Przemka, miałam pieniądze na ten wyjazd, co sprawiło, że byłam niesamowicie dumna z siebie, że bez pomocy mamy, dałam sobie radę. Byłam świadoma, że rodzice chłopaka płacili nam trochę więcej niż płaciliby innemu pracownikowi, ale zgodnie s prośbą Przemka postanowiłam się tym nie przejmować, tylko to docenić. Chwile spędzone w domu przyjaciela jak i w biurze dały mi możliwość nie tylko zacieśnienia więzi z chłopakiem, ale także z jego rodzicami, którzy traktowali mnie bardzo ciepło, niemal jakbym była członkiem ich rodziny.
Podróż do Sopotu trwała około 4 rodziny i całą drogę spędziliśmy na śpiewaniu, przekomarzaniu się, graniu w karty i na głupich zabawach. Nasz wesoły bus był zapakowany w kilogramy pozytywnej energii i wiary w to, że wrócimy jako zwycięzcy. Dla mnie to też miał być wielki sprawdzian i pierwszy poważny konkurs fotograficzny. Czułam, że moje umiejętności jeszcze trochę kulały, ale chciałam się sprawdzić, zmierzyć z innymi ludźmi i zdobyć cenne doświadczenie.
Po przybyciu na miejsce, zakwaterowaliśmy się w hotelu i z początku chłopcy chcieli bym miała osobny pokój i pomimo, że doceniałam ich troskę, to nie chciałam być sama, więc wzięliśmy dwa cztero osobowe pokoje, a ja swój dzielić miałam z Przemkiem, Łukaszem i Piotrkiem. W pokoju zostawiliśmy bagaże i prosto udaliśmy się na plażę gdzie zachowywaliśmy się dosłownie jak dzieci. Było naprawdę zimno i chociaż lato już dawno odeszło, to my ganialiśmy się po plaży bawiąc się w berka, później kupiliśmy piłkę i graliśmy w siatkówkę, a potem sobie spacerowaliśmy, chcąc nabrać nowej energii.
Wieczór obył się bez imprezy i jakiś większych szaleństw ponieważ każdy miał się maksymalnie skupić, odpocząć by z samego rana zacząć trenować by w południe stanąć w szranki z grupami z całej Polski. Stres udzielił mi się już wcześniejszego wieczora, gdzie miałam problem z zaśnięciem i bałam się, że zawiodę chłopaków i samą siebie. Zależało mi by udowodnić mamie i Pawłowi, że byłam dobra w tym co robiłam, że mogłam coś osiągnąć, nie dlatego, że miałam pieniądze, ale dlatego, że wierzyłam w siebie i fotografia była moją pasją. 
Wydarzenia następnego dnia potoczyły się bardzo szybko. Wstaliśmy dosyć wcześnie i od razu po śniadaniu udaliśmy się miejscowej hali sportowej, gdzie panował dziki tłum. Wszędzie była masa osób, każdy ćwiczył, rozciągał się, jedni jeździli na desce a inni na rolkach. Trudno było mi się odnaleźć w tym tłumie, ale dzielnie trzymałam się Przemka i na końcu sali znaleźliśmy miejsce dla siebie, gdzie wypełniliśmy wszystkie potrzebne dokumenty. Później chłopaki zaczęli się przygotowywać, każdy z nich miał słuchawki na uszach by się maksymalnie odciąć od panującego wokół hałasu. Przyglądałam się innym grupom, robiłam zdjęcia i obserwowałam wszystko co działo się dookoła mnie. Byłam strasznie podekscytowana i nigdy nie sądziłam, że takie z pozoru zwyczajnie wydarzenie, wywoła we mnie tyle adrenaliny. Odczuwałam strach, nie dało się tego ukryć, ale tylko głupi by się nie bał. Godzinę przez rozpoczęciem turnieju, usiadłam w rogu hali, zamknęłam oczy i starałam się wyrównać swój oddech. Musiałam dać z siebie wszystko, a najbardziej chciałam by chłopacy wygrali. Chciałam tego bardziej niż swojego zwycięstwa.
-  Iza, chodź, już czas - Przemek z uśmiechem na ustach ukucnął przede mną i kiedy ściągnął mi słuchawki z uszu, wyciągnął rękę i pociągnął do siebie.
- Jesteście gotowi? - spojrzałam na chłopaka a potem na mijane przez nas trybuny, grupy i stojący tłum ludzi. Dla mnie wszystko to, co się tam działo było nowością.
- Bardziej nie będziemy. A ty, gotowa? - głos Przemka był dla mnie ukojeniem, sprawiał, że zaczynałam trzeźwiej myśleć, a strach odchodził gdzieś na bok.
- Bardziej nie będę - po tych słowach, nasze oczy się spotkały i oboje głośno się roześmialiśmy. Czułam, że Przemek był zestresowany, jego dłoń była taka chłodna i sztywna, że od razu można było wyczuć, jego wewnętrzne emocje. - Dacie radę, wierzę w was - mocniej ścisnęłam dłoń chłopaka i bardziej się też do niego przytuliłam, by wyminąć stojące niedaleko nas osoby.
- A my w ciebie. Niezależnie co się stanie, pamiętaj, dla nas i tak jesteś najlepsza - Przemek przystanął na przeciwko mnie i pocałował mnie w czoło, co było dla mnie takim ciepłym gestem. Zawsze w filmach podobało mi się jak tato, całował swoją córkę w czoło. To właśnie tego zawsze pragnęłam, by ktoś, kiedyś też mnie takim uczuciem obdarzał.
- A wy dla mnie. Pokażcie im co potraficie - lekko szturchnęłam Przemka w ramię, a on zaraz po tym puścił mi oczko i udaliśmy się za kulisy, gdzie odnaleźliśmy chłopaków.  Humory ich nie opuszczały i zazdrościłam im luzu, chociaż podejrzewałam, że to była to tylko zewnętrzna fasada.
- Pani Izabela Matysik? - dystyngowana, elegancka kobieta podeszła do naszej paczki i swoje oczy zwróciła ku mojej małej osobie.
- Tak.- jej ubiór, postawa, sprawiły, że czułam się jak szara myszka. Żałowałam, że bardziej nie zadbałam o swój wygląd, może mogłam założyć jakąś sukienkę, albo zrobić jakiś staranniejszy makijaż, a nie przyjść w dżinsach i białym sweterku.
- Proszę wziąć aparat i pozwolić ze mną - ostry ton kobiety sprawił, że przeszły mnie dreszcze. Pierwsze co zrobiłam to uściskałam się z każdym chłopaków, życząc im powodzenia, a oni dosłownie tego samego życzyli mnie. Niepewnie udałam się wraz z kobietą do małej salki, gdzie  zgromadziły się wszystkie osoby, które brały udział w konkursie fotograficznym. Było nas razem 7 osób i mniej więcej byliśmy w tym samym wieku. W powietrzu było czuć rywalizację i z każdą chwilą mój stres się zwiększał. W czasie występów wszystkich grup mieliśmy robić zdjęcia, poczym wybrać to jedno jedyne, które przedstawimy komisji i najlepsze zdjęcie wygrywało. Dostaliśmy przepustki, wszystkie wytyczne i równo z opuszczeniem przez nas pomieszczenia, rozpoczął się konkurs. Każdy z nas poszedł w swoją stronę i rozproszyliśmy się po sali robiąc zdjęcia.
Na początku trudno było mi się skupić na robieniu zdjęć, gdyż bardziej obserwowałam co działo się na podeście i jak inne grupy się prezentowały. Wiedziałam, że chłopacy mieli poważną konkurencję i niektóre grupy były naprawdę świetne. Największą adrenalinę odczuwałam właśnie przy występie chłopaków. Byli ubrani tak samo, każdy z nich miał czarne spodnie dresowe z białymi napisami z boku, czarne T-shirty i białe addidasy. Prezentowali się świetnie i może nie byłam obiektywna, ale dla mnie wyglądali najlepiej. Gdy jeździli po hali, wykonywali różne akrobacje, czułam się w swoim żywiole. Doskonale znałam ich występ, wiedziałam czego mogłam się spodziewać i bardzo chciałam właśnie z ich występu dać zdjęcie do konkursu. Przez cały występ chłopaków miałam ciarki na całym ciele, przechodziły mnie coraz to większe dreszcze, szczególnie gdy byli idealnie zsynchronizowani. Ich występ był owiany bardzo energiczną muzyką, w którą doskonale się wpisali i to nie była zwykła jazda na desce, ale ich występ połączony był z tańcem, co dało doskonałe widowisko.
Od razu po ich występie poleciałam za kulisy i szczęśliwa z chłopakami, skakaliśmy w kółko i chyba wszyscy byliśmy zadowoleni. Dawno nie byłam tak szczęśliwa, a po minach chłopaków widziałam, że też byli z siebie dumni. Miło było na nich patrzeć, kiedy z całą pasją walczyli o zwycięstwo. Oni nie tylko robili to dla wygranej, ale oni po prostu to kochali i to było widać.
Później przeglądaliśmy zdjęcia i wspólnie wybraliśmy jedno, które delikatnie obrobiłam i pod koniec konkursu oddałam jury.
- Dobra robota, jesteś naprawdę zdolna - do ogłoszenia wyników mieliśmy jeszcze z jakieś czterdzieści minut i z Przemkiem postanowiliśmy wyjść na zewnątrz, on chciał zapalić a ja chętnie się przewietrzyłam.
- To wy byliście niesamowici. Naprawdę byliście najlepsi - odczuwałam wielką dumę, że mogłam być tam razem z nimi, że byli moimi przyjaciółmi i że należałam do ich paczki.
- Szczerze? Też tak sądzę - może te słowa Przemka nie miały w sobie krzty skromności, ale to nie było tak. On po prostu znał swoją wartość i wiedział, że właśnie w tym był najlepszy.
- Nigdy mi nie opowiadałeś jak to się zaczęło, że zacząłeś jeździć - oparta o murek wpatrywałam się w Przemka, który momentalnie zmienił wyraz twarzy, na o wiele bardziej poważny.
- Nie ma o czym gadać - kiedy chłopak odwrócił ode mnie swoją głowę, poczułam, że właśnie było o czym gadać, że unikał jakiegoś tematu.
- Przemek...
- Możemy wracać? - Przemek pospiesznie zgasił papierosa i wpatrywał się we mnie twardym wzrokiem i już wiedziałam, że nic nie wskóram.
- Wiesz, wolałabym żebyś powiedział, że nie chcesz o tym mówić, a nie kłamał mnie, że nie ma o czym gadać - byłam urażona jego zachowaniem i tym, że chciał mnie zlekceważyć. Ja się przed nim otworzyłam, a on cały czas unikał jakiegoś tematu.
- Iza nie obrażaj się. - kiedy chciałam go wyminąć, załapał mnie za rękę i patrzył z taką skruchą, że poczułam sie trochę głupio.
- Nie obrażam, ale nie rób ze mnie idiotki. Myślisz, że nie widzę, że coś jest na rzeczy? Kiedyś powiedziałeś, że nigdy się nie zakochasz i też nie chciałeś o tym gadać, teraz też nie chcesz gadać o tym jak zacząłeś jeździć. Umiem dodać dwa do dwóch. I proszę nie wmawiaj mi, że nie ma o czym gadać! - złapałam chłopaka za poły bluzy i wpatrywałam się w niego intensywnie chcąc odczytać prawdę, którą przede mną ukrywał. - Czy to ma związek z Polą? - kiedy cicho zadałam mu to pytanie, Przemek szerzej otworzył oczy i momentalnie zbladł. Odrzucił także moje dłonie i poczułam, jakbym go bardzo zraniła.
- Co? Skąd Ty...? Jak? - chłopak wydawał mi się bardzo wzburzony, niemal roztargniony. Wiedziałam, że nie powinnam byłam teraz poruszać tego tematu. To zdecydowanie nie było odpowiednie miejsce na tego typu rozmowy.
- Przepraszam... nie powinnam - spuściłam wzrok i naprawdę chciałam się gdzieś schować.
- Skąd wiesz?! - ostry ton Przemka sprawił, że odruchowo cofnęłam sie o krok. Nie wiem czego się bałam, ale jego oczy momentalnie pociemniały.
- Ja... usłyszałam... - mój głos tak bardzo drżał, że nie potrafiłam sformułować normalnego zdania. Byłam skołowana, chciałam uciec, schować się gdzieś, byleby już nie musieć z nim rozmawiać.
- Od kogo?! - Przemek zrobił krok w moją stronę i wiedziałam, że ten temat był dla niego bardzo trudny, zdecydowanie wywarł na nim zbyt duży szok. Już wiedziałam, że Pola, była dla niego kimś ważnym, tylko nie rozumiałam, dlaczego ją ukrywał, że nawet najmniejsza wzmianka o dziewczynie wywoływała w nim burzę uczuć.
- Przemek chodźcie, zaraz wyniki - w drzwiach stanął Karol, a na nasz widok niemal zdębiał. Podszedł do Przemka, położył mu dłoń na ramieniu i spojrzał na przyjaciela - Coś się stało?
- Nie - Przemek rzucił mi ostre spojrzenie, które wyraźnie mówiło, żebym trzymała buzię na kłódkę. Wyminął nas i wszedł do środka, zostawiając mnie samą z Karolem.
- Co mu się stało? - chłopak był wyraźnie zmartwiony widokiem przyjaciela i chociaż przez moment chciałam się jego zapytać kim jest Pola, to zrezygnowałam. Nie powinnam była załatwiać tego za plecami przyjaciela.
- Nic, nie ma o czym gadać. Chodź.