sobota, 25 października 2014

The experience cz 183

Tej nocy miałam bardzo dziwny sen, który pomimo, że miał pozytywny wydźwięk, to jakoś nie potrafiłam się z niego cieszyć. Byłam spięta, niepewna i nie wiedziałam w co wierzyć. Niektóre sny wydawały się być tak realne, że trudno je odróżnić od rzeczywistości. Maciek bardzo rzadko mi się śnił, ostatni raz miało to miejsce, kiedy miałam urodziny, czyli ponad trzy miesiące temu, a tej nocy znowu miałam zaszczyt go zobaczyć. Tym razem ten sen był bardzo specyficzny - stałam w oknie obserwując Kamila i Maćka, którzy grali w kosza. Słyszałam ich śmiechy, to jak dobrze się rozumieli i świetnie bawili. Mieli dużo wspólnych tematów i zachowywali się naprawdę jak dobrzy kumple, albo nawet jak bracia. Widać było sympatię pomiędzy nimi, co chwilę któryś z nich uśmiechał się do mnie albo machał w moim kierunku. Byłam szczęśliwa móc tak sobie na nich patrzeć, czułam, że miałam przy sobie dwa wielkie szczęścia. Dziwność tego snu polegała na tym, że chłopaki nigdy nie mieli okazji się poznać, a w moim śnie rozumieli się niemal idealnie. Dlatego właśnie po przebudzeniu byłam skołowana. To był jakiś znak i moje zadanie polegało na tym, by go dobrze zinterpretować. Nie wiedziałam czy wierzyć w to, że Maciek magicznie zesłał mi Kamila, przecież to było niemożliwe, tylko przecież ja nigdy nie wierzyłam w przypadki. Może wypadek w którym wjechałam w Kamila, nie był zwykłym zdarzeniem? Wtedy zrozumiałam to tak, że miałam nie patrzeć w tył, tylko zacząć wszystko od nowa, a może była jeszcze druga strona? Maciek od zawsze chciał dla mnie wszystkiego co najlepsze i nawet po śmierci temu nie zaprzestał. To był dodatkowy impuls, by trzymać się Kamila. Postanowiłam zaufać Maćkowi i głęboko wierzyłam, że brat trzymał na wszystkim rękę. Chciałam to przede wszystkim zrobić dla niego, dopiero później dla siebie.
Zaraz po swoich rozmyślaniach wstałam by szykować się do szkoły i jako, że ten dzień zaczął się od Maćka, to postanowiłam założyć jego ulubioną czarną koszulkę z pomarańczowymi napisami, która co prawda była za duża, ale z przodu włożyłam ją w spodnie, założyłam trampki i wyglądałam całkiem na luzie. W kuchni standardowo, jak co dzień siedział tato. Ten widok pomimo, że był dla mnie codziennością, to był taką oznaką bezpieczeństwa. Uwielbiałam ten moment.
- Tęskniłem za nią – to były pierwsze słowa, które wypowiedział na mój widok. Doskonale wiedziałam o co mu chodziło. Każdy z nas wiedział, że dla Maćka była ta koszulka była najważniejszą rzeczą w garderobie.
- Ja też – uśmiechnęłam się miło i zajęłam miejsce naprzeciwko taty.
- Naprawdę fajnie na tobie wygląda,  Maciek pewnie jest szczęśliwy – tata nie odrywał wzroku od t-shirtu a ja czułam się bardzo wyjątkowo. Chyba bliżej być Maćka nie mogłam.
- Mam taką nadzieję. A co z moim samochodem? Wiadomo kiedy będzie naprawiony bo trwa to już dosyć długo – bardzo chciałam jeździć już sama do szkoły nie prosząc nikogo o zawiezienie czy odebranie. Chciałam być niezależna.
- Marcin ci nic nie powiedział? Został sprzedany, nie opłacało się sprowadzać części itp. W weekend razem pojeździmy po salonach i coś sobie wybierzesz – tato ledwo co oderwał wzrok od gazety by poinformować mnie o tym, że mój samochód już nie był mój. Byłam w lekkim szoku, ale nie znałam się na tym, więc skoro uznali, że warto było go sprzedać, to mnie nic do tego.
- Poszukam czegoś z Kamilem, może znajdziemy coś używanego. – nie chciałam od razu brać samochodu z salonu, jakoś nie widziałam powodu, dla którego mielibyśmy przepłacać.
- No to możecie się rozejrzeć. O której kończysz lekcje? Jadę dzisiaj na cmentarz trochę posprzątać przed wszystkimi świętymi, może chcesz się dołączyć? – tata od razu trochę spoważniał a ja też straciłam uśmiech. Zbliżał się 1 listopada i bardzo bałam się tego dnia, to był pierwszy raz kiedy  w ten dzień mieliśmy stać nad grobem Maćka.
- Bardzo, o 14 jestem wolna – po ustaleniu z tatą, że o tej godzinie podjedzie po mnie do szkoły, oboje się zebraliśmy i ruszyliśmy do szkoły.
Przez cały dzień tak naprawdę nic się nie działo, nie miałam angielskiego, więc nie widziałam się ani z Martyną ani z Bratkiem, na wf nie ćwiczyłam, więc siedziałam sobie w bibliotece. Ten dzień płynął bardzo lekko i spokojnie. W między czasie dostałam sms od Kamila „ Jak mija dzień?”. Ucieszyłam się na tą wiadomość, bo to oznaczało, że myślał o mnie, a to akurat było bardzo miłe. Od razu mu odpisałam „Dobrze, chociaż trochę tu nudno. A jak u ciebie?”. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast, a ja nie potrafiłam przestać się uśmiechać. „Też. Chętnie bym się z tobą zobaczył”. O dziwo, ja również chciałam się z nim zobaczyć, ale przecież byłam umówiona z tatą i nie umiałam przewidzieć ile nam to wszystko zajmie. Dawno też nie spędzałam czasu z tatą, więc tego popołudnia bardzo chciałam to nadrobić. „Dzisiaj nie dam rady, ale jutro chętnie. Kończę o 15.” To nic, że miałam naukę, byłam gotowa siedzieć po nocy by móc tylko spędzić kilka godzin z Kamilem. Z nim czas zawsze był pożytecznie wykorzystany, więc nie miałam żadnych obaw, że tym razem będzie inaczej. „Będę czekał jutro pod szkołą. Miłego popołudnia”. Uśmiechałam się do siebie jak wariatka, ale było mi z tym naprawdę dobrze. Kiedy podniosłam wzrok ujrzałam jak Bartek, który znajdował się na balkonie nad aulą, na której z kolei ja siedziałam, patrzył się na mnie. Przez chwilę przyglądałam się wyrazowi jego twarzy, ale szybko zaprzestałam tej czynności i udałam się pod klasę. To było bardzo dziwne, bo poczułam tylko delikatnie ukłucie, nic więcej…
Reszta lekcji przebiegła całkiem normalnie i na szczęście godzina 14 nadeszła bardzo szybko. Wychodząc ze szkoły szukałam samochodu taty, ale nigdzie go nie widziałam. Pomyślałam, że się pewnie spóźni i kiedy się obejrzałam zobaczyłam idącego w moim kierunku Bartka.
- Gosia, poczekaj – kiedy odwróciłam się od niego i już chciałam uciec, chłopak przyspieszył kroku. – Daj mi chwilę – stanął naprzeciwko mnie i z spokojem na twarzy patrzył się w moje oczy. Czułam, jak dokładnie mnie filtrował, jak przenikał mnie tym swoim sępim wzrokiem.
- Miałeś dać mi spokój. Czego ty znowu chcesz? – zrezygnowana i pełna zwątpienia odważyłam się odezwać. Bartek mieszał mi w głowie i zawsze pojawiał się w takich momentach, w których ja już wszystko miałam poukładane.
- Proszę, chodź ze mną. Pozwól mi siebie przekonać, daj mi chociaż spróbować – Bartek chwycił mnie za dłoń i nie przestawał wpatrywać się w moją twarz. W jego głosie było tak dużo czułości i miłości, że miałam maleńką chwilę zwątpienia, za którą momentalnie zrobiłam się wściekła na siebie.
- Ale po co?  Zastanawia mnie po kiego licho jeszcze  to robisz, co? Czy ty nie widzisz, że jestem szczęśliwa bez ciebie? Zresztą prosiłam cię byś się odczepił – byłam ostra w swoich słowach i starałam się być silna. Miałam w pamięci swoją wczorajszą rozmowę z Kamilem, oraz to, że mu ufałam i nie mogłam teraz pójść z Bartkiem. Na dodatek ten  dzisiejszy sen z Maćkiem… Nie, tych znaków było zdecydowanie za dużo, by teraz postąpić inaczej.
- Nie oszukuj mnie, myślisz, że nie widzę? Sama starasz siebie przekonać, że nic nas już nie łączy. Zapomniałaś tylko, że naprawdę cię znam i możesz mówić cokolwiek, ale ja znam prawdę – chłopak był naprawdę pewny siebie, ale i o dziwo bardzo spokojny. To co było najgorsze, to oczywiście to, że miał rację. Kochałam go, ale już nie ufałam mu.
- Ja też ją znam, zdradziłeś mnie, zawiodłeś na każdej linii. Spieprzyłeś wszystko i to dokumentnie – zrobiłam krok do przodu, by pokazać, że byłam pewna tego, co mówiłam. Poczułam się silna i gotowa się nigdy  nie poddać, nie mogłam zawieść samej siebie.
- Pozwól mi to naprawić, chodź ze mną, proszę daj mi spróbować – Bartek nie odpuszczał i ciężko było mi patrzeć w jego oczy wiedząc, że już nic z tego nie będzie.
- Przykro mi… - spuściłam wzrok i naprawdę poczułam się strasznie, ale było tyle powodów, dla których nie mogłam tego zrobić, że musiałam mu odmówić.
- Gosia, błagam… Ten jeden, jedyny, ostatni raz… Proszę – Bartek miał łzy w oczach a to był gwóźdź do trumny. Ja sama poczułam wilgoć w swoich oczach, ale musiałam być twarda.
- Mogę ci w czymś pomóc? – obok mnie magicznie znalazł się tato, który ostrym tonem zwrócił się do Bartka, widziałam wściekłość w jego oczach, a Bartek nie przestawał się na mnie patrzeć. Tato po chwili objął mnie ramieniem, chyba widział, że powoli się rozsypywałam – No nie słyszę! – zaskoczyło mnie to, że tato podniósł głos, czego prawie nigdy nie robił. Wtedy już byłam pewna, że nie darzył Bartka nawet krztą sympatii, na dodatek widział moją smutną twarz z łzami w oczach.
- Nie – Bartek niechętnie odpowiedział, widziałam jak się poddał i z towarzyszącej mu bezsilności odwrócił wzrok spoglądając w bok. Na jego twarzy malował się wielki grymas.
- Tak myślałem, więc już nigdy więcej się do niej nie zbliżaj, zrozumiałeś? Nigdy – to było ostrzeżenie z jego strony. Czułam, że bał się, iż znowu będę cierpiała a przecież już od dłuższego czasu było ze mną dobrze. Funkcjonowałam poprawnie, nie wychylając się poza żadne ram. Prawda była taka, że tak samo jak tato, nie chciałam wrócić do poprzedniego stanu.
- Tak będzie najlepiej- widząc pytający wzrok Bartka, postanowiłam wyrazić swoje zdanie. Chłopak wysyłał mi nieme pytanie, chcąc się upewnić, czy chciałam tego samego co mój tato.
- Dla kogo? – Bartek zlekceważył tatę i tym razem zwrócił się do mnie. Patrzył z wielką nadzieją i prośbą, widziałam jak bardzo mu zależało, tylko, że za późno.
- Dla wszystkich – tym razem tato nie dał mi dojść do głosu i odpowiedział za mnie. Nie wiem czy powiedziałabym to samo co on, ale zaufałam mu, uznałam, że on wiedział co będzie dla mnie najlepsze. 
- Gosia, proszę. – Bartek wytarł łzę, która znalazła się na jego policzku i zrobił krok w moim kierunku. Czułam, że to był ostatni raz, że to była ta chwila…
- Nie Bartek, tata ma racje, to koniec – ostatni raz popatrzyłam w brązowe oczy, które zawsze kojarzyły mi się z mleczną czekoladą… Tak bardzo chciało mi się płakać, byłam zła, strasznie mnie to wszystko bolało, miałam suchość w gardle i trudno było mi oddychać, miałam wrażenie, że coś mi blokowało zaczerpnięcie powietrza. Jedyne co mogłam zrobić, to odejść i tak też zrobiłam. Nie zważałam na tatę i Bartka, poszłam w kierunku samochodu, a w nim zaczekałam na tatę, który przyszedł niemal natychmiast.
- Dobrze zrobiłaś, zobaczysz to uczucie minie. To najlepsze co mogłaś zrobić – po tych słowach taty pomyślałam, że przecież to on to zrobił, bo ja chyba sama nie potrafiłabym się tak zachować. Naprawdę czułam, że gdyby jego tam nie było, to odeszłabym z Bartkiem, pozwoliła mu spróbować, a nie tak szybko odbierać ostatnią nadzieję. Nic już tacie nie potrafiłam odpowiedzieć tylko głęboko nabrałam powietrza w usta i starając się uspokoić.

Z tatą w milczeniu pojechaliśmy na cmentarz, gdzie zajęliśmy się sprzątaniem grobu. Pomimo, że robiłam to wiele razy i starałam się jeździć tam co tydzień, to tym razem to zadanie było znacznie cięższe niż wcześniej. Świadomość, że za dwa dni będziemy tu wszyscy stali modląc się za niego, była naprawdę przytłaczająca. Czułam, że był blisko mnie, cały czas miałam go przy sobie, nawet w postaci tatuażu, ale spotkanie się z rzeczywistością było bolesne. Będąc tam nie potrafiłam skupić swoich myśli, cały czas myślałam o tym, że gdyby był Maciek z pewnością wszystko było by prostsze i nie cierpiałabym tak bardzo. Szczególnie w takich chwilach brakowało mi brata. Nie wiedziałam co robić, oraz czy moje zachowanie do tej pory było słuszne. Bałam się kolejnych błędów, cierpienia i tego, że nie radziłam sobie ze swoim życiem.
Gdy już wszystko było posprzątanie, nadal ze sobą nie rozmawiając pojechaliśmy kupić znicze, zamówić kwiaty, zrobiliśmy też zakupy do domu…
- Gosia, proszę powiedz coś. – tato odezwał się do mnie po około trzech godzinach naszego wspólnego milczenia.
- Ale co ja mam ci powiedzieć? Że go kocham, ale nie mogę z nim być? To, że jestem słaba i o mało co bym mu nie uległa? Co chcesz usłyszeć, czego jeszcze nie wiesz?! – w końcu wybuchłam, już  dłużej nie potrafiłam tłumić tego w sobie. Porządnie się zezłościłam i byłam naprawdę zdenerwowana. Po wyrzuceniu tego z siebie, poczułam się niesamowicie podle.
- To przejdzie, uwierz mi. Teraz ci ciężko i może teraz tego nie widzisz, ale niedługo przekonasz się, że podjęłaś najlepszą decyzję – tata nie dawał się sprowokować i starał się  mnie uspokoić. On nie był niczemu winien, więc nie mogłam go tak traktować.
- Skąd masz taką pewność? Może właśnie teraz straciłam miłość swojego życia? Może to była ostatnia szansa, a ja ją zaprzepaściłam? – tego oczywiście nie dało się przewidzieć, co spowodowało, że trochę ironizowałam i nie wiadomo czemu, chciałam by tata też w to zwątpił.
-  A może jeszcze więcej zyskałaś? Pomyśl tylko ile razy cierpiałaś, ile razy zawiodłaś się na nim – tata zauważał złe strony Bartka, ale ten chłopak miał też dobre oblicza, które nie raz pokazywał, tylko, że efekt końcowy tej całej znajomości nie należał do szczęśliwych.
- Nie mówmy o tym – chciałam zakończyć temat Bartka i nie przekonywać siebie ani taty, że mogłam zrobić inaczej. Tak musiało być i czas było się z tym pogodzić, ja musiałam zagryźć zęby i żyć dalej.
- Sama widzisz – tata źle zinterpretował moją wypowiedź, jakbym chciała zapomnieć o złych czynach chłopaka, a ja chciałam tylko zakończyć ten temat. To była przeszłość i tego dnia, ten rozdział został zamknięty, a klucz leżał w nieznanym miejscu.


Wiele z Was chciało Bartka, pewnie w innej roli, ale mam nadzieję, że rozdział i tak Wam się podoba. Jestem ciekawa Waszych opinii, co Wy byście zrobiły na miejscu Gosi? 
Nie wiem czy zauważyłyście, ale bardzo często odpowiadam na Wasze komentarze, więc nie zapominajcie sprawdzać! 

poniedziałek, 20 października 2014

The experience cz 182

Hej! Trochę się naczekaliście na tą część, a przecież obiecałam, że będzie niedługo. Niestety życie bywa przewrotne. Ta część miała ukazać się w czwartek, ale w środę spontanicznie wyszłam z znajomymi na piwo od razu po zajęciach, wróciłam późno i niestety nie zdążyłam przygotować posta. W czwartek poszłam na urodziny koleżanki, a w piątek od razu po zajęciach pojechałam do domu, gdzie padł internet i bazowałam jedynie na tym w telefonie. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie, ponieważ czuję się okropnie, że tydzień musieliście czekać na posta. Chciałabym Wam to wynagrodzić długością tej części. Także, miłego czytania i do usłyszenia w komentarzach!  

Następnego dnia obudziłam się dosyć późno i szczerze powiedziawszy byłam zdziwiona, że nikt mnie nie obudził, chociażby na obiad, ale chyba moi bliscy uznali, że powinnam była odespać zarwaną noc. Jak już wstałam to zrobiłam sobie kanapki i siedziałam w swoim pokoju starając się uczyć. Wychodziło mi to może przez pierwsze dwie godziny a później już miałam dosyć. Stwierdziłam, że po prostu byłam nad ambitna. W przerwie od nauki wzięłam prysznic i zrozumiałam, że bardzo potrzebowałam porozmawiać z Kamilem. Po przemyśleniu swojego wczorajszego zachowania w drodze powrotnej, doszłam do wniosku, że mógł poczuć się urażony i stwierdzić, że zrobił coś nie tak, a przecież tak nie było.
Ubrałam się więc w dresy i postanowiłam przebiec się do niego. Gdy zeszłam do kuchni napotkałam tatę, który był zaskoczony moim wyglądem.
- A ty gdzie się wybierasz? - spojrzał na mnie znacząco kiedy zakładałam adidasy.
- Do Kamila, muszę z nim porozmawiać – nie podnosiłam wzroku na niego, tylko dalej wykonywałam swoją czynność. Nie chciałam marnować czasu na jakeś wyjaśnienia i tłumaczenia zaistniałej sytuacji.
- W tym stroju?
- Mam ochotę pobiegać – Kamil pokazał mi, że bieganie to nawet fajna sprawa a mnie trochę ruchu by się przydało, więc postanowiłam, że postaram zakochać się w tym sporcie.
- Ale jest już ciemno i nie za ciepło – tato jak zwykle był nadopiekuńczy, ale byłam już do tego przyzwyczajona.
- Rozgrzeję się biegnąc, a miasto jest dobrze oświetlone. Nie martw się tak o mnie – dałam mu buziaka w policzek i tyle mnie było. Włożyłam słuchawki do uszu i zaczęłam biec w kierunku domu chłopaka. Nie powiem, że było lekko i że nieustannie biegłam, bo tak nie było, co chwilę musiałam robić przerwę, a mojego biegu nie można było nazwać biegiem, tylko wolnym truchtem. No, ale wszystko było dobrze do momentu w którym nie zaczął padać deszcz, a do domu Kamila pozostało mi jakieś dwadzieścia minut drogi. Co najgorsze, to nawet nie miałam przy sobie pieniędzy na taksówkę czy nawet na autobus. Na początku schroniłam się na przystanku autobusowym, ale deszcz w ogóle nie przestawał padać, więc nie pozostało mi nic innego, jak tylko wziąć się w garść i dalej biec. Na szczęście jakoś w miarę szybko udało mi się dotrzeć na miejsce, co nie zmieniło faktu, że byłam mokra i to doszczętnie. Zdzwoniłam domofonem w odpowiedni numer i od razu usłyszałam głos Kamila.
- Tak? - chyba nikogo się nie spodziewał a ja wtedy pomyślałam, co by było gdyby nie było go w domu? Padłabym chyba ze wściekłości.
- Cześć tu Gosia, wpuścisz mnie? - chciałam jak najszybciej znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu i czymś się rozgrzać, bo już czułam, że zimno mną przesiąkało.
- Gosia? Jasne, wchodź – chłopak pospiesznie otworzył drzwi a ja poszłam na drugie piętro gdzie znajdowało się jego mieszkanie. Kamil już czekał na mnie na klatce schodowej – Matko, dziewczyno, co ci się stało? – był przerażony moim widokiem, a ja zrozumiałam, że musiałam wyglądać jak ofiara losu.
- Co się głupio pytasz? Nie widzisz, że deszcz pada? -  z poważną miną żartowałam z niego, omijając go i nawet nie czekając na zaproszenie, weszłam do środka.
- Widzę, ale czemu biegasz w taką pogodę? - Kamil starał zrozumieć się tą całą sytuację, ale to naprawdę nie musiało dziać się w tamtym momencie.
- Nie zadawaj głupich pytań tylko daj mi coś suchego bo zaraz zaleję ci całą podłogę – wskazałam na swoje mokre ubranie, z którego aż kapała woda. Chłopak tylko się zaśmiał i wszedł do pokoju, po chwili podając mi coś suchego. Od razu weszłam do łazienki by zdjąć z siebie moje ubrania. Ogrzałam się ręcznikiem i zdałam sobie sprawę, że nawet bieliznę miałam mokrą. Przysięgłam sobie, że już nigdy, ale to przenigdy nie będę biegać, nawet gdy będzie świeciło słońce. Ten sport był beznadziejny. Pospiesznie założyłam koszulkę, którą dał mi chłopak, była trochę za duża, ale nie tak jak te od Bartka, które spokojnie mogły robić za sukienki. Dostałam też spodnie, które maksymalnie przyciągnęłam gumką, by czasem nie spadły mi z tyłka i nie ukazały mojej pozbawionej bielizny pupy. Włosy zawinęłam w ręcznik i wyszłam z łazienki.
- Masz herbatę – chłopak podał mi kubek z gorącym napojem a ja usiadłam na ziemi przy grzejniku by się dodatkowo  ogrzać. Kamil podał mi jeszcze skarpetki i dodatkowo przykrył mnie kocem. - Możesz usiąść na łóżku, też będzie ci ciepło.
- Lubię siedzieć na ziemi – lekko uśmiechnęłam się do chłopaka i wzięłam łyk herbaty. On siedział naprzeciwko mnie i w ogóle nie spuszczał ze mnie wzroku. - Czemu mi się tak przyglądasz?
- Przybiegłaś tutaj dla mnie? - niepewnie zadał mi to pytanie. Nadal miał spokojny i troskliwy głos a ja chyba czułam do czego zmierzał.
- Do ciebie, chciałam porozmawiać – od momentu w którym wybiegłam z domu, wiedziałam, że będzie czekała nas naprawdę szczera rozmowa. Znał mnie już trochę, bo niecałe dwa miesiące, a nadal nic o mnie nie wiedział, a to na dłuższą metę było już uciążliwe.
- Spokojnie, najpierw się rozgrzej. Zrobić ci coś do jedzenia? - chłopak prawie już wstał z kanapy i chciał udać się do kuchni, ale w tym samym momencie załapałam go za dłoń, czym go zatrzymałam.
- Nie, proszę zostań – nie chciałam przedłużać tej chwili, bo tylko coraz bardziej się stresowałam. Kamil posłuchał moich słów i z powrotem usiadł naprzeciwko mnie. Puściłam jego dłoń i ponownie przeniosłam ją na kubek z herbatą. - Nie wiem od czego zacząć...  – wzięłam głęboko powietrze w płuca i postanowiłam wziąć się w garść - Pamiętasz jak na samym początku prosiłam cię, byś nie pytał o moją przeszłość? - chłopak skinął głową na znak, że doskonale to pamiętał – No właśnie… Poznałeś Marcina, ale jeszcze niecały rok temu…- zrobiłam dłuższą pauzę, nie będąc w stanie dokończyć tego zdania na jednym tchu -  miałam jeszcze drugiego brata, Maćka. Byłam z nim naprawdę mocno związana, czułam jakbyśmy mówili w tych samych językach, a nasze serca…. To był najsilniejszy rodzaj miłości, jaki kiedykolwiek doznałam. Czułam, jakbyśmy byli bliźniakami a tak naprawdę był rok starszy ode mnie. Tam gdzie byłam ja, był i on i odwrotnie. Beze mnie nie było jego. Taki pakiet, jak ktoś chciał wziąć mnie, to od razu musiał brać Maćka. Nie było dnia abyśmy się nie widzieli, każde wakacje spędzaliśmy razem, każdy wyjazd, wyjście gdziekolwiek…. Może to nie było zdrowe, ale to byliśmy my. Jak wyobrażałam sobie miłość jaką obdarzyłeś Kacpra, to właśnie myślałam o takiej, która łączyła mnie z Maćkiem. – lekko uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Cały czas swój wzrok wbijałam w kubek z ciepłym napojem. Czułam jakąś wewnętrzną obawę przed spojrzeniem w oczy Kamila. – To on zabierał mnie do kina, na gokarty… Maciek miał wypadek…. Przez kilka dni leżał w szpitalu i umierał na moich oczach, trzymałam go za rękę, słuchałam ostatniego oddechu…. tego jak się ze mną żegnał wiedząc, że nic nie mogę zrobić.  Jak dziś pamiętam te smutne oczy, tembr głosu i najgorsza jest ta świadomość, że już nigdy go nie usłyszę. Chciałam umrzeć…. – to wspomnienie było najboleśniejsze, poradzenie sobie z tym wracającym widokiem było jedną z najtrudniejszych walk w życiu, jakie stoczyłam - Wtedy był przy mnie Bartek, to on pomógł mi się z tego podnieść. Całe życie podporządkowałam jemu, lukę jaką pozostawił Maciek próbowałam zapełniać Bartkiem. W międzyczasie byłam w szpitalu, a przez kłótnie z rodzicami wyprowadziłam się z domu, przez dwa miesiące mieszkałam u dziadków. Kiedy po licznych kłótniach z Bartkiem stwierdziliśmy, że zrobimy sobie przerwę, dowiedziałam się, że rodzice pozostają w separacji. Przed tym naszym wypadkiem, widziałam się z Bartkiem, powiedział mi wtedy, że spał z inną. Rozumiesz? Kiedy ja walczyłam o niego, prosiłam by wrócił, żebrałam o miłość to on był z inną… To było kolejne piekło… Mama odeszła do innego faceta, moja przyjaciółka podstępem starała się mnie związać z Bartkiem, a on magicznie uświadomił sobie, że mnie kocha. Wczoraj pierwszy raz od dziesięciu miesięcy tańczyłam i tak naprawdę to dopiero dzięki tobie wracam do prawdziwego świata. Dlatego wczoraj było mi tak ciężko i kiedy popłakałam się w samochodzie, to było ze szczęścia, że wreszcie się przełamałam.
- Gosia, ja… przepraszam – chłopak nie dał mi dokończyć. Zmienił pozycję i teraz wraz ze mną siedział na ziemi i wycierał łzy z mojej twarzy,  mocno ściskał także moją dłoń.  
- Cii... Ja poczułam się wczoraj szczęśliwa, jakbym wracała do dawnej Gosi. Na początku było mi trudno, ale dzięki tobie jest inaczej... Ja wiem, że żałobę nosi się w sercu i tu nie chodzi o to, że zgrzeszyłam. Wczoraj poczułam, że to dzięki tobie jestem szczęśliwa. Kiedy myślałam, że już nikomu nie zaufam, że to już naprawdę nie ma sensu, że moje życie ….  nagle pojawiłeś się ty. Bałam się ciebie i tego, że mogę cię skrzywdzić czy, że sama znowu zostanę zraniona. Dzięki tobie ten strach gdzieś powoli odchodzi i zaczęłam naprawdę się śmiać i żyć. Robisz rzeczy, które są robione z myślą o mnie - kręgle, karaoke, gokarty czy bieganie.. I wiem, że robisz to dla mnie, a nie dla poklasku czy żeby mnie poderwać. Traktujesz mnie jak zwykłą dziewczynę, bez spoglądania na to, co przeszłam, ile łez wylałam i ile ran mam w sercu. Ja nie chcę by teraz cokolwiek się z zmieniło. – miałam pewne obawy, czy teraz Kamil założy okulary zwane litością. Bałam się tego, ale już dłużej nie mogłam tego wszystkiego ukrywać. On mi ufał a ja powoli zaczynałam robić to samo. Może byłam zbyt wylewna, ale Kamil zdecydowanie nie zasługiwał na to, bym mu powiedziała „Mój brat umarł, chłopak zdradził a mama odeszła do innego”. Nie chodziło mi też o ukazanie tragizmu mojego życia, tylko chciałam by poznał to, jaka byłam, by nigdy nie zarzucił kłamstwa i zatajanie czegoś.
- Chodź tutaj – chłopak mocno mnie do siebie przytulił. Widziałam łzy w jego oczach. On cierpiał razem ze mną i chciał dodać mi wsparcia, za co byłam mu wdzięczna. Mogłam się do niego spokojnie przytulić nie bojąc się, że zaraz stanie się coś złego. Kamil był moim Aniołem, ostoją, która wprowadzała mnie w stan równowagi. Nie wiedziałam  na czym polegała jego magia, ale to nie był zwykły i przeciętny chłopak. Czułam, że nie bez przyczyny pojawił się w moim życiu. Ktoś taki był mi bardzo potrzebny, szczególnie kiedy z Filipem mieliśmy ograniczony kontakt. – Nic się nie zmieni, na pewno nie na gorsze. Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś . Jestem z ciebie taki dumny – Kamil szeptał mi te słowa do ucha, a ja powoli starałam się uspokoić. W jego postawie było wiele szacunku i uznania. Mogłam poczuć się wyjątkowa, a nie jak jedna z wielu.
- Poczekaj… Ja nie wiem, czy jestem gotowa na nowy związek, ja ciągle tęsknie za Maćkiem i nie wyrzucę tego z siebie. Bartek był zazdrosny o Maćka a ja nie chcę tego samego dla ciebie, nie chcę cię skrzywdzić. Może to jest za wcześnie dla mnie – starałam się przekazać mu, że ten akt szczerości jest po coś, że ja się ciągle bałam, nie czułam się pewnie.
- Ja widzę jak ty z tym walczysz i nie myśl o tym, dobrze? – chłopak mocniej mnie do siebie przytulił i czule gładził po włosach. Był tak blisko, tak czuły… - Po prostu nie myśl.
- Dziękuję – delikatnie odsunęłam się od niego i starałam się ogarnąć twarz. Kamil miał na twarzy ukryty uśmiech i ciągle nie zmieniony spokój. Nasz twarze były blisko siebie i żadne z nas tego nie wykorzystywało. Cieszyłam się, że Kamil nie chciał zrobić kroku na przód, bo przecież nie miało się nic zmienić. Czułam, że pocałunek byłby podyktowany tymi emocjami, którymi podyktowany być nie powinien.
- Jesteś taka silna… Taka… Zasługujesz tylko na to, co najlepsze – Kamil znowu wziął mnie w ramiona i tulił niczym małe dziecko pozwalając się uspokoić i poczuć bezpieczny grunt pod nogami. - Wstawaj, zrobimy coś do zjedzenia, obejrzymy film, a później odwiozę cię do domu – chłopak wstał z ziemi i wyciągnął ku mnie dłoń, którą od razu chwyciłam.
- Dziękuję, jesteś cudownym chłopakiem, wiesz? – nie mogłam się nadziwić postawie i podejściu Kamila do życia. Był taki inny, jakby trochę z innej epoki, ale bardzo mi to odpowiadało.
- Nie robię nic specjalnego, po prostu staram się zrozumieć i uszanować to, co czujesz – chłopak nie przestawał trzymać mnie za ręce a jego oczy otulały mnie wzrokiem.
- To i tak jest dużo – jego podejście było dla mnie zupełnie nowe. Każdy chciał mnie zmieniać, oceniać, a ja nie chciałam zmieniać się na siłę.
- Ale nie dla mnie. Powinnaś odpocząć i coś zjeść. Jeszcze będzie czas na trudne rozmowy – chłopak uniósł swój prawy kącik do góry i uraczył mnie szczerym uśmiechem, który od razu odwdzięczyłam. Później poszliśmy do kuchni, gdzie wspólnie stwierdziliśmy, że zjemy pizzę. Kamil kiedyś pracował w pizzerii, więc miał doświadczenie z którego postanowiliśmy skorzystać. Bawiliśmy się przy tym świetnie, co pozwoliło trochę rozluźnić atmosferę. Jak już kolację mieliśmy gotową, wspólnie wybraliśmy film, padło na „Szybkich i wściekłych”. Zwyczajnie sobie siedzieliśmy i oglądaliśmy jedną z moich ulubionych serii filmowych. Moje myśli cały czas  krążyły wokół tego, co jeszcze nie dawno miało miejsce. Otworzyłam się przed Kamilem i czułam, że weszliśmy na wyższy szczebel naszej znajomości, a to ciągnęło za sobą bezpowrotne skutki. Teraz to ja pogrzebałam możliwość ponownego związania się z Bartkiem. Precedens tkwił w tym, że kochałam go, a jednocześnie nienawidziłam, tęskniłam i odrzucałam. To było silniejsze ode mnie, nie umiałam podnieść głowy do góry i dać mu drugą szansę. Może gdyby nie pojawił się Kami, to byłoby mi łatwiej, a tak, szłam do przodu nie patrząc wstecz. Kolejny nonsens tkwił w tym, że nie chciałam z nikim się wiązać, a sama pchałam się w ramiona chłopaka, ale przecież przy nim było mi naprawdę dobrze. Czułam spokój, bezpieczeństwo i szacunek, którego w Bartku w stosunku do mojej osoby nie widziałam. Największym pytaniem było to, czy zakocham się w Kamilu, skoro do tej pory jeszcze nie czułam miłości. Życie to jednak była ruletka i łatwo można było odpaść z gry.

Po skończonym filmie, Kamil odwiózł mnie do domu. Przez całą drogę oboje milczeliśmy, przez co miałam wrażenie iż atmosfera była trochę napięta.
- Wszystko w porządku?- do moich uszu poza dźwiękami lecącymi z radia, doszedł ten wydobywający się z ust chłopaka, co przerwało mi w rozmyślaniach.
- Tak, zmęczona jestem i dlatego tak spokojnie siedzę – lekko uśmiechnęłam się do Kamila, który w tamtym momencie również na mnie patrzył.
- Chciałbym żebyś wiedziała, że możesz mi wszystko powiedzieć, o swoich obawach, myślach, wszystkim co ci siedzi w głowie – wraz z tymi słowami Kamil złapał mnie za rękę i wpatrywał się w moją twarz. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo przecież tyle rzeczy mnie trapiło…
- Wiem, ale to już nie dzisiaj, dobrze?- postanowiłam sobie, że nie będę go oszukiwać, zwodzić, zatajać czegokolwiek. Z Bartkiem tak robiliśmy i nam nie wyszło. Tym razem chciałam żyć inaczej.
- Dobrze, a teraz leć się położyć, masz za sobą naprawdę ciężki dzień  – Kamil nie zatrzymywał mnie, ani nie  przeciągał tej rozmowy, też musiał zauważyć, że byłam wykończona, na szczęście tamten dzień już dobiegał końca.
- Dobranoc – dałam mu buziaka w policzek i wyszłam z samochodu. Marzyłam o tym, by położyć się w swoim ciepłym łóżku i zapaść w głęboki sen…