poniedziałek, 15 września 2014

Trudna rozłąka cz 6

W niedzielę obudziłam się potwornym kacem i bólem głowy. Z łóżka wyszłam tylko po wodę i wróciłam do niego zaszywając się pod kołdrą, by jak najmniej promieni słonecznych dotarło do moich oczu. Kac fizyczny to jedno, ale moralny był sto razy gorszy. Chciałam zapaść się pod ziemię, znaleźć taką kryjówkę by nigdy zniej nie wyjść. Zrobiłam z siebie kompletną kretynkę, która okazała się być nadwrażliwą idiotką, a na dodatek rozżaloną suką. Ta cała kombinacja słów, określała mnie w doskonały sposób. To powinnam napisać sobie na plecach, by każdy człowiek miał możliwość trzymania się z dala ode mnie. Jak zwykle, cały wieczór był cudowny, wspaniały i w ogóle och i ach, a końcówka okazała się być niemal jak z melodramatu. Potraktowałam Przemka jak jakiegoś dupka, a przecież to inny Pan na literę „P” zasługiwał na takie traktowanie. Przemek był mądrym chłopakiem, który nie wykorzystał nadarzającej się okazji do pocałowania obcej dziewczyny. Powodów mogło być mnóstwo, ale ja w głowie miałam tylko dwa. Pierwszy, że nie miał na to ochoty i nie byłam w jego typie. I to, mogło być pozytywne jak i negatywne. Plus był taki, że nie miałam cienia szansy zdradzić Pawła z Przemkiem. Wada? nie podobałam się Przemkowi, co w jakiś sposób mi uwłaczało i zdecydowanie nie podobało mi się. Drugi główny powód był taki, jak przedstawił mi go sam zainteresowany, nie chciał, abym później tego żałowała. Nie wiedziałam, która opcja była prawdziwa,  ani czy chciałam by to się stało. Tak, chyba bym tego żałowała, ale… Nie ma żadnego ale! Po prostu mogłam zdradzić swojego chłopaka a to było kompletnie niemoralne. Boże, jak ja mogłam się tak zachować. Popełniłam gafę stulecia i teraz w odpokutowanie win powinnam klęczeć na grochu. Pewnie to i tak nie umniejszyłoby mojego fatalnego samopoczucia.
Leżąc pod kołdrą usłyszałam pukanie do drzwi i ostatnie czego potrzebowałam, to rozmowa z kimkolwiek.
- Iza, chodź na śniadanie – pomimo, że nic się nie odezwałam, to mama i tak weszła do pokoju. Nie chciałam się i z nią kłócić. Musiałam się trochę wyluzować i ochłonąć.
- Nie chce nic jeść – byłam cała zakryta pościelą i nie ważne było to, że było mi duszno. Miałam światłowstręt i potwornie  bolała mnie głowa.
- Późno wróciłaś.
- Tak, wiem. Przepraszam – na nic innego nie było mnie stać. Co miałam więcej dodać?
- Udała się impreza? – szanowałam to, że mama nieco więcej chciała się dowiedzieć o wczorajszym wieczorze, ale nie chciałam powracać myślami do tamtych zdarzeń. O wiele lepiej byłoby gdybym w ogóle tam nie poszła. Nie wiem jaki diabeł mnie tam zaprowadził.
- Można tak powiedzieć.
- Wczoraj dzwonił Paweł, podobno nie odbierałaś jego telefonów. Nadal jesteś zła na niego? – mama wydawała się być zmartwiona tym, co działo się w moim życiu i nie dziwiłam się jej. Po prostu chciała mojego szczęścia, ale w tamtym momencie pojęcie „szczęście” było abstrakcyjne, a jego osiągnięcie graniczyło z cudem.
- Mamo czy my naprawdę musimy teraz o tym rozmawiać?
- Tak, bo ostatnio ciągle cię nie ma, wychodzisz z nowymi znajomymi, nie odbierasz telefonów od Pawła, który martwi się o ciebie tak samo jak ja, a na dodatek masz kaca – wyrzuty ze strony mamy nie były niczym przyjemnym. Nie wiem co mnie bardziej denerwowało. To, że miała rację, czy, że pogłębiała moje cierpienie.
-  Mam 18 lat, więc mogę mieć kaca, tak samo jak mogę pić alkohol. A teraz, proszę, zostaw mnie samą – już nie byłam tak spokojna jak przed chwilą, ale kto by był. Większego miałam kaca moralnego, byłam pewna, że z fizycznym znacznie szybciej i łatwiej się rozprawię. Nic już nie usłyszałam tylko zamykanie drzwi i wtedy odetchnęłam z ulgą.
Przez cały dzień nie wychodziłam z pokoju,  nieustannie myślałam o tym, jak potraktowałam Przemka i jak ja mu spojrzę w oczy. Przecież ja nie będę potrafiła tego zrobić, jak i wydusić z siebie ani jednego słowa w jego obecności. Tak szybko jak zaczęła się nasza znajomość, tak też dobiegła końca. Nigdy jeszcze nie byłam w tak podłej sytuacji i wiedziałam, że to ja zawiniłam na całej linii. Spieprzyłam to, co dostarczało mi ogromnej radości. Lubiłam spędzać z nim czas, robić zdjęcia jemu jak i jego, a jeszcze do wczoraj także moim znajomym. Tak naprawdę potrafiłam wszystko zepsuć w swoim życiu. Podobnie było z Pawłem. Kłótnia niby nie o byle błahostkę, ale wywiązała się z tego ogromna kłótnia. Jeszcze nigdy, nie zdarzyło się tak, że byliśmy pokłóceni przez cały tydzień. Taka sytuacja była dla mnie nowa, a co gorsza, to był naprawdę szalony tydzień, przez który rzadko myślałam o tym co się stało, a żyłam znajomością z Przemkiem, która właśnie dobiegła końca.
Przeglądając zdjęcia na aparacie, które robiłam w ciągu minionego tygodnia, widziałam radość na twarzy Przemka jak i innych chłopaków i tęskniłam za tym. Żałowałam, że to spaprałam, ale wiedziałam, że nie będę w stanie tego naprawić, po prostu nie miałam na tyle sił i odwagi. Nawet nie zdziwiłabym się gdyby Przemek odrzucił moje przeprosiny i nigdy już nie chciał ze mną rozmawiać. Chciałam przecież zrobić z niego zboczeńca, podczas gdy on sprawił, że nie zdradziłam swojego chłopaka. Bardzo ładnie mu się odwdzięczyłam….
Wieczorem spoglądając na telefon widziałam kilka nieodebranych połączeń od Pawła, które były z dnia poprzedniego, a tak poza tym nic… nie jednak było coś więcej. Sms od Przemka „Herbata z cytryną i miodem jest dobra na kaca”. Nie powiem uśmiechnęłam się sama do siebie, ale czy to oznaczało, że on w ogóle nie był zły na mnie? Nie, to nie było możliwe. Nie byłam w stanie wymyślić nic inteligentnego, więc mu nie odpisałam. Chciałam poczekać, aż coś wpadnie mi do głowy i może wtedy… Natomiast z Pawłem nie mogłam tak postąpić. Powinnam była się do niego odezwać, chociaż nie miałam na to ochoty.
- Słucham? – już po dwóch sygnałach usłyszałam głos chłopaka, którego bardzo kochałam, a jednak nie potrafiliśmy się dogadać.
- Cześć, co robisz? – brzmienie tych słów było bardzo infantylne, szczególnie biorąc pod uwagę to, co zaszło wczoraj, a raczej mogło zajść pomiędzy mną a Przemkiem.
- Uczę się. A ty?
- Siedzę i właśnie dopiero spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że dzwoniłeś – próbowałam jakoś wytłumaczyć się ze swojego zachowania, bo trochę długo się nie odzywałam.
- Tak, wczoraj kilka razy. Twoja mama powiedziała mi, że jesteś na imprezie.
- Przecież powiedziałam ci wczoraj, że wychodzę.
- Chciałaś mi zrobić na złość? To miała być jakaś forma rewanżu? – Paweł rozmawiał ze mną w bardzo dziwny sposób, miał w sobie ogrom złości, czego do końca nie rozumiałam i na pewno nie zamierzałam cicho siedzieć.
- Nie rozumiem o co ci teraz chodzi. Ty masz prawo się bawić, a ja nie? Gdzie tu złość widzisz?
- Ja się bawiłem? Już ci mówiłem, robiłem projekt – w tym momencie, usłyszawszy te słowa, roześmiałam się, bo nie miałam ochoty na kolejne gierki.
- Pijąc piwo. Nie rozumiem, ty  możesz się dobrze bawić a ja już nie? Lepiej wprost powiedz o co ci chodzi, a nie szukasz problemu tam gdzie go nie ma. To ty mnie wystawiłeś, więc nie miej pretensji, że nie siedzę w domu jak zakonnica!  - moja pierwsza myśl po wypowiedzeniu tych słów była taka, że może lepiej by było gdybym właśnie siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła, ale on nie musiał o tym wiedzieć.
- Dobrze wiesz, że  chciałem przyjechać, ale naprawdę nie mogłem. Ile razy będziemy jeszcze to wałkować, co? Musimy się kłócić o coś, na co nie mamy wpływu? Nikt z nas nie zawinił, a ty wszystkim obarczasz mnie. – zamilkłam, bo zabrakło mi argumentów. – Więc?
- Nie rozumiesz, że jest mi potwornie przykro? Tęsknię za tobą i nie lubię sytuacji, w której tak długo mam na ciebie czekać. Mogłeś przyjechać tydzień wcześniej.
- Tylko, że tydzień wcześniej nie wiedziałem, że będę miał ten projekt. Iza, kochanie. Ja też tęsknię i też jest mi ciężko, ale wytrzymamy te dwa tygodnie, tylko nie możemy skakać sobie do gardeł jak wrogowie. Przecież się kochamy, tak?- Paweł miał znacznie łagodniejszy ton i tylko dlatego pozwoliłam się uspokoić i już przestać się kłócić bo to i tak by nic nie zmieniło.
- Tak, ale..
- Nie ma żadnego, ale. Nie zachowujmy się jak dzieciaki. – w tym momencie Paweł pokazał swoją dorosłość, a ja postanowiłam spasować. Miałam dość kłótni i zamieszania w moim życiu, przecież to Paweł był dla mnie najważniejszy.
- Dobrze, przepraszam.
- Ja też ciebie przepraszam i obiecuję, że choćby się waliło i paliło, za dwa tygodnie będę przy tobie, dobrze? – łagodny i czuły głos chłopaka był miodem na moje zszargane emocje, na walkę jaką toczyłam ze sobą przez cały dzień.
- Dobrze. Kocham Cię tak mocno – mówiąc te słowa zamknęłam oczy by stłumić w sobie łzy i poczucie winy, które mi towarzyszyło. Cały czas miałam w głowie, że przecież nie wiele brakowało, a pocałowałabym innego chłopaka. To było okropne.
- Ja Ciebie też. Więc opowiesz mi o wczorajszej imprezie? – tego pytania się nie spodziewałam i nawet nie byłam przygotowana by o tym mówić. Niczego wcześniej nie ustaliłam, więc byłam w kropce.
- Nie ma o czym mówić, zwykłe ognisko i tyle. A ty jak się wczoraj bawiłeś? – szybko odbiłam piłeczkę i chciałam odwrócić uwagę od mojej lakonicznej wypowiedzi.
- Marnie. Wypiliśmy po dwa piwa, zrobiliśmy ten projekt i poszedłem do domu. W tym tygodniu mam sporo kolokwiów, więc czeka mnie dużo nauki.
- Ale będziesz się do mnie odzywał? – ledwo co go odzyskałam to znowu miałam go stracić niby tylko na rzecz nauki, natomiast czas było wypracować w sobie cierpliwość.
- Codziennie. Kochanie muszę kończyć. Miłego wieczoru i pamiętaj, że cię kocham.
- Ja ciebie też, pa – z uśmiechem na ustach rozłączyłam się z chłopakiem i… chyba byłam szczęśliwa. Nie jakoś tak bardzo, bardzo, ale przyzwoicie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo ciążyło mi to na sercu. Dobrze, że Paweł wykazał się skłonnością do pogodzenia i dążył do tego, bo ja chyba bym zwątpiła. Kochałam go i to nie było tak, że nie chciałam tego tak samo jak on, ale miałam ciężki dzień, w ogóle ostatnie dni nie były łatwe. To już na szczęście miałam za sobą i teraz będzie tylko lepiej, byłam tego pewna.

Została jedna niewiadoma – Przemek. Nie byłam w stanie tego dnia się do niego odezwać, musiałam ochłonąć, pozbyć się bólu głowy i ogromnych wyrzutów sumienia, może wtedy będę silniejsza.

Dawno nie było nic z tego opowiadania i bardzo Was za to przepraszam. Przez moją chorobę, nie miałam sił by pisać i dodawałam tylko The Experience bo miałam napisanych kilka części więcej, ale wracam już do pełni sił i nadrabiam zaległości. 
Dziękuję Wam za tyle komentarzy pod ostatnim postem, zdecydowanie sprawiacie, że szybciej wracam do zdrowia, bo wiem, że muszę bo ktoś czeka! Zostawiajcie po sobie chociaż najmniejszy ślad, a będzie mi niezmiernie miło!  

piątek, 12 września 2014

The experience cz 176

Najgorsze w weekendach było to, że tak szybko mijały. Tak naprawdę przez te dwa dni, nie zrobiłam nic pożytecznego. Wszystko zostawiłam sobie na niedzielę, a dzisiaj głowa chciała mi pęknąć. Nie tylko z nadmiaru nauki, ale także z powodu nadmiaru wczorajszego alkoholu. Kiedy wracałam wspomnieniami do poprzedniego wieczora, uśmiech sam kształtował się na mej twarzy. Coraz bardziej lubiłam Kamila, a Marcin i tato, też darzyli go sympatią. Z Bartkiem nigdy tak sobie nie siedzieliśmy, czułam, że trzymał się na dystans, a Kamil był nieco bardziej rozluźniony, ale i tak widziałam w nim respekt do mojego taty.
- Gośka! – usłyszałam jak tato krzyczał moje imię, które de facto przerwało mi naukę. Za bardzo nie wiedziałam co takiego chciał ode mnie, że nie mógł pofatygować się do mojego pokoju, tylko musiał krzyczeć na cały dom.
- Już schodzę! – odłożyłam książki na bok i zbiegłam na dół, gdzie ujrzałam Filipa. Spodziewałam się tego, że się pojawi. Wczoraj wydzwaniał do mnie jak szalony, więc byłam świadoma tego, że tak szybko mi nie odpuści.
- Cześć – Filip stał nieskruszony i niczym niczego nie dawał po sobie poznać. Nie chciałam znowu wracać do punktu wyjścia, ale to był mój przyjaciel.
- Nie dajesz za wygraną – z jednej strony cieszyłam się, że był tak uparty, a z drugiej pragnęłam spokoju.
- Porozmawiamy? – chłopak zdradził po co tak naprawdę przyszedł, czym mnie w ogóle nie zdziwił. Tylko zastanawiałam się czy chciał rozmawiać o mnie, czy przyszedł tylko i wyłącznie w imieniu swojej dziewczyny.
- Mam naprawdę dużo nauki – nie chciałam się wykręcać, ani go spławiać. Przez ostatnie dni trochę sobie odpuściłam i musiałam to wszystko nadrobić. Wolałam przełożyć tą rozmowę na inny dzień.
- Nie zajmę ci dużo czasu, proszę – Filip był nieugięty i czułam, że szybko nie odpuści.
- No dobrze, w takim razie chodźmy do mnie – nie było sensu dłużej się opierać, bo tylko marnowałam czas. Tak naprawdę nie byłam zła na niego, tylko na jego dziewczynę. Filip poszedł w moje ślady i poszliśmy do mojego pokoju. Chłopak zamknął za sobą drzwi a ja usiadłam na kanapie i wpatrywałam się w niego.
- Przejdę od razu do rzeczy…. Gosia przecież wiesz, że ona nie chciała cię zranić, chciała dobrze. Nie powinnaś jej tak traktować – Filip zajął miejsce obok mnie i tak jak się spodziewałam, bronił Martyny.
- To co twoim zdaniem powinnam zrobić? Podziękować jej? – ironizowałam i nie wahałam się wyrazić niezadowolenia tą sytuacją.
- Nie szydź, proszę cię. Zrozum, że nie warto się kłócić  i to o chłopaka – może źle odbierałam jego słowa, ale czułam, że mnie poniżał. Uważał mnie za głupią i naiwną. A przecież to nie ja doprowadziłam do takiej sytuacji.
- Tu nie poszło o Bartka, tylko o to, że ona mnie zdradziła. Gra w jego drużynie a nie w mojej. Umawia się ze mną, a wysyła Bartka. Nie potrzebujemy swatów, bo to zakończone i mówiłam jej o tym z tysiąc razy, tylko ona nie potrafi słuchać – Martyna zawiodła mnie jako przyjaciółka, której bardzo potrzebowałam. Miałam świadomość, że chciała dobrze, tylko gdyby nie to, że tłumaczyłam jej milion razy, że ja i Bartek, to skończona historia, to mogłabym jej wybaczyć.
- Jej zależy na twoim szczęściu i uwierzyła Bartkowi, że jeszcze będziecie szczęśliwi, razem – Filip zaciął się na temacie Martyny i tylko to dla niego się liczyło. Ona była dla niego najważniejsza i pomimo, że cieszyłam się jego szczęściem, to bolało mnie to, bo czułam, że traciłam przyjaciela.
- A czemu nie mogła to mi uwierzyć? Filip nie zrozum mnie źle, ale mam ogromny żal do niej i nie chcę mieć teraz obok siebie ludzi, którzy we mnie wątpią. Dobrze wiesz, że Bartek bardzo mnie zranił i już nie ufam ludziom tak jak wcześniej. Jesteś moim przyjacielem i nie chcę byś wybierał pomiędzy mną a Martyną. Proszę cię zajmij się nią, a ja sobie poradzę – za wcześnie było mówić o wybaczeniu i zapomnieniu. Historia nauczyła mnie tego, że jak się pomija i lekceważy pewne sprawy, to one i tak się nawarstwiają. Potrzebowałam czasu dla siebie i dla Martyny. Zależało mi na szczęściu przyjaciół i byłam w stanie się usunąć, by nic ich nie dzieliło.
- Ty chyba nie mówisz poważnie, prawda?! Przyjaźnimy się już dwanaście lat i nie chcę tego zakańczać, na pewno nie z tego powodu i w ten sposób – widziałam jak ciężko było mu przełknąć to, co powiedziałam, bo ja miałam tak samo.
- To nie jest koniec, nadal będziemy przyjaciółmi, tylko, że obecnie ja nie potrafię jej wybaczyć. To boli i za dużo jest tego bólu we mnie. Wyobrażam sobie, że Martyna też się źle z tym czuje i dlatego proszę cię, byś był przy niej. Z doświadczenia wiem, że nie da się działać na dwa fronty, więc… - to, o co go prosiłam było poniekąd pauzą. Nadal byliśmy przyjaciółmi, tylko, że on miał dziewczynę, o którą powinien dbać.
- To nie jest wyjście, ja nie chcę cię stracić – Filip miał lekko zaszklone oczy i bolało go to co się działo. Ta przyjaźń została wystawiona na naprawdę wielką próbę.
- Nie tracisz, ale masz dziewczynę i wiem, że nie jesteś w stanie stanąć  po mojej stronie i nawet nie powinieneś tego robić. – szanowałam ich związek i nie chciałam sprawić, żeby coś ich poróżniło.
- To jest głupie! W ogóle nie możesz tak…
- Uspokój się i mnie posłuchaj. Kocham Cię i nic ani nikt nie jest w stanie tego zmienić, po prostu chcę, abyś nie musiał wybierać. Musisz mi zaufać, Martyna Ciebie potrzebuje – wzięłam jego twarz w swoje dłonie i wpatrywałam się intensywnie w jego oczy, mając nadzieję, że go przekonam.
- Nawet teraz zamiast myśleć o sobie, myślisz o niej. – chłopak przytulił mnie do siebie, a ja wiedziałam, że dobrze odczytał moje intencje. On musiał być z Nią, przynajmniej ich miłość powinna zostać uratowana.
- Daję radę, naprawdę. Los daje mi też dużo wspaniałości – wolałam wstrzymać się z opowiadaniem o Kamilu. Broniłam się przed zaangażowaniem, ale ciągnęło mnie do tego chłopaka. On dawał mi szasnę na uśmiech i radość, a to było na wagę złota.
- Ktoś nowy? – Filip do końca nie rozumiał moje słowa, ale to było zrozumiałe. Nie łatwo było za mną nadążyć.
- Tak, ale proszę cię, o nic więcej nie pytaj – na razie nic takiego się nie działo, oprócz kilku miłych spotkań, więc nie było o czym mówić. Byłam też kobietą, a my bywamy naprawdę niezdecydowane i bardzo często nie wiemy czego chcemy.
- Dobrze, ale to znaczy, że z Bartkiem to już naprawdę koniec? – byłam zaskoczona jego słowami, bo wydawało mi się, że ciągle miał nadzieję, że  jeszcze się zejdę z Bartkiem. Chyba tylko dla mnie było jasne to, że to naprawdę był koniec.
- Tak, dostałam czerwoną kartkę i schodzę z boiska. Nie chcę się teraz z nikim wiązać, chcę być szczęśliwa i korzystać z życia. Wiesz, jak miałam ten wypadek to zdałam sobie sprawę, że mogłoby mnie już nie być, mogłabym nie czuć i nie stawiać kolejnych kroków, a jednak Bóg dał mi tą szansę i nie chcę jej zaprzepaścić. – pomimo, że to wszystko się skomplikowało i nasza przyjaźń była wystawiona na próbę, to nadal miałam go za przyjaciela i nadal chciałam się zwierzać. Nie mogłam mu tak pozwolić odejść i to bez słowa.
- Jesteś mądra, chyba nie poznałem nikogo, kto by tak rzetelnie wyciągał wnioski z życia. Bądź silna i dbaj o siebie. Odzywaj się, dobrze? Nie chcę cię stracić – Filip miał łzy w oczach i bolało mnie to, że oddalaliśmy się od siebie. Wiedziałam, że ta przyjaźń przetrwa wszystko, tylko musiałam załagodzić ból jaki mi towarzyszył. Chciałam by Martyna była szczęśliwa i miała w nim oparcie.
- Nie stracisz – mocno przytuliłam się do chłopaka starając się ukryć swoje łzy. Nasz uścisk nie trwał długo, ponieważ Filip rozluźnił ręce i wpatrywał się we mnie zaszklonymi oczami.
- Będę leciał, kocham Cię – dał mi całusa w czoło i wyszedł. Nie spodziewałam się, że ta rozmowa pójdzie w tym kierunku. Myślałam, że nie powstrzymam nerwów i zacznę krzyczeć, a tu dojrzale stawiałam kroki. Byłam przekonana, że to dzięki Kamilowi. On mnie wyciszał i pozwalał pozbyć się tego, co było we mnie najgorsze.

Wieczorem znowu cały czas siedziałam przy książkach i uczyłam się na nadchodzący tydzień szkolny, który codziennie miał dla mnie niespodziankę w postaci sprawdzianu. Siedzenie przy książkach mnie nudziło, szczególnie kiedy był Kamil, z którym chciałam spędzać jak najwięcej czasu. Około godziny 20, zadzwonił do mnie, co mnie niesamowicie ucieszyło.
- Cześć – powiedziałam co prawda trochę zmęczona, ale szczęśliwa, że pamiętał o mnie. Cały dzień się nie odzywał, a ja chciałam by robił to jak najczęściej. Sama oczywiście stroniłam od okazywania, że lubiłam go coraz bardziej.
- Cześć, co słychać? – głos Kamila był taki, jaki najbardziej lubiłam, czyli spokojny i aksamitny. Nie wiedziałam czy dzwonił z czymś konkretnym, czy tak po prostu.
- Siedzę cały dzień z nosem w książkach, ten tydzień będzie koszmarny – na samą myśl o tym, co mnie czekało, robiłam się zielona. Szczerze to tęskniłam za wakacjami i wolnym czasem.
- Czyli nie mam co liczyć na spotkanie z tobą? – usłyszałam lekki zawód w jego głosie, ale sama poczułam to samo. Ostatnio spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu, a teraz miała nastąpić co najmniej pięciodniowa przerwa.
- Nie wiem, ciężko powiedzieć. Chyba dopiero w piątek. – na ten tydzień miałam zaplanowane dwa sprawdziany z matematyki, jeden z geografii, angielskiego i polskiego, co wiązało się z tym, że czekało mnie dużo nauki i powtarzania materiału.
- Nie da się nic zrobić? – Kamil kusił mnie do złamania jakiś zasad, które miałam głowie. Korciło mnie by zdobyć się na nutę szaleństwa, niestety mój rozsądek był nieprzezwyciężony.
- Kamil, mam nadzieję, że wiesz, że bardzo chciałabym się z tobą zobaczyć, ale nie mogę – w duchu modliłam się by dłużej nie nalegał, bo byłam w stanie rzucić wszystko w cholerę i nawet jeszcze dzisiaj się z nim zobaczyć.
- Spokojnie, rozumiem. Wczoraj nie narobiłem ci wstydu w domu? – to było miłe, że myślał o moim tacie i o tym jak wypadł w Jego oczach. Poprzedniego wieczora naprawdę wszyscy świetnie się bawiliśmy, nawet mój z pozoru sztywny tato.
- A skąd, Marcin jest tobą zachwycony, ma kompana do pica, a tato jest szczęśliwy, że ja jestem szczęśliwa – powoli wszystko się dobrze układało i dawało mi to sporą radość.
- Jesteś szczęśliwa dzięki mnie? – Kamil łapał mnie za słówka, co spowodowało, że się zarumieniłam. Nie sądziłam, że tak to może zabrzmieć, chyba byłam zbyt bezpośrednia.
- Tak – co mogłam więcej powiedzieć? Nie chciałam też zaprzeczać, bo prawda była jasna.
- To się cieszę. Już ci nie będę przeszkadzał, ucz się, a ja się niedługo odezwę, chociaż może teraz czas na ciebie? – Kamil zaskoczył mnie swoimi ostatnimi słowami. Chciał widzieć, że nie tylko on robił pierwszy krok, może miał rację…
- Może, do usłyszenia – wolałam nie dawać żadnych deklaracji, by później nie było tak, że nie mogłam ich spełnić.
- Pa – chłopak pożegnał się ze mną, a ja byłam cała w skowronkach. Ten chłopak był moim antidotum. Za każdym razem dostarczał mi endorfin i przypominał o tym, co chciałam osiągnąć. Pragnęłam być szczęśliwa i nie truć się zmartwieniami.

Proszę, zostawcie po sobie chociaż najmniejszy ślad, chciałabym wiedzieć co sądzicie :)