niedziela, 20 lipca 2014

The experience cz 162

Postanowiłam Go odnaleźć. Niby w głowie miałam kompletną pustkę odnośnie tego, gdzie On mógł być, ale miałam pewien pomysł. Kiedy mówił mi o zbieraniu myśli to kojarzyło mi się z tym tylko jedno miejsce. Pamiętam, jak na początku naszej znajomości zabrał mnie do swojej rodzinnej miejscowości. Poszliśmy nad grób Jego mamy, spacerowaliśmy po Jego dawnym osiedlu. Bartek zdecydował się wyjechać, kiedy przypomniałam mu o tym, jaki był kiedyś. Czułam, że musiał tam być. Bo jak nie tam, to gdzie?
Dlatego z samego rana zebrałam się i nikomu nic nie mówiąc, zostawiłam tylko kartkę na stole „Pojechałam na zakupy a później będę u Martyny”. Miałam nadzieję, że nikogo zaniepokoi moje zachowanie, w końcu był dzień wolny i nie musiałam się uczyć.
Jadąc zastanawiałam się co zrobię jak nigdzie Go nie spotkam… Naprawdę liczyłam na to, że jednak tak nie będzie, przecież znałam Go, moje serce biło w Jego kierunku i nie mogło się mylić. A co jeśli to było tylko złudzenie? No nic, musiałabym wrócić i czekać na Niego, jak kopciuszek na księcia. Dwugodzinna podroż minęła mi nawet szybko i bez większych przeszkód. Będąc już na miejscu najpierw pojechałam na cmentarz. Doskonale pamiętałam gdzie był pochówek Jego mamy, natomiast będąc już w zamierzonym miejscu, nie spotkałam Bartka. Było tam czysto a grób odgarnięty z liści, co oznaczało, że ktoś musiał tam być. Była jesień i groby dookoła były przykryte liśćmi a tu znajdowały się tylko dwa. W wazonie były też świeże kwiaty a dookoła stały prawie nowe znicze. Odmówiłam pacierz i ruszyłam w dalsze poszukiwania. Poszłam do parku, do którego zaprowadził mnie wtedy Bartek. To tutaj opowiadał mi o sobie i o tym, przez co przeszedł. To miejsce tak bardzo mi się z Nim kojarzyło. To był wspaniały czas, miłość się rodziła i tylko my się liczyliśmy. Czemu ten stan nie mógł trwać wiecznie? Najgorsze było to, że tam również nie było chłopaka. Może siedział w jakimś hotelu? Ale to było szukanie nadaremno. Nigdzie by mi przecież nie udzielili takich informacji.
Zrezygnowana poszłam na obiad i po godzinie znowu ruszyłam już w ostatnie miejsce, które przyszło mi do głowy. Kiedy weszłam w osiedle to na trzepaku pomiędzy blokami, zobaczyłam chłopaka, który tak bardzo przypominał mi Bartka, a gdy podeszłam bliżej, miałam już pewność, że to był On.
- Posuniesz się? – zwróciłam się do chłopaka, który siedział plecami do mnie. Z wrażenia niemal nie spadł z siedziska. Uśmiechnęłam się do Niego promiennie, byłam z siebie dumna, że dokonałam czegoś z pozoru niemożliwego.
- Jak mnie znalazłaś? – był tak zaskoczony, że oczy miał wielkie jak pięciozłotówki. Słyszałam w Jego głosie nutkę przerażenia, chyba musiał mieć mnie za jakąś czarownicę. Śmiać mi się chciało, bo byłam szczęśliwa, że mogłam Go zobaczyć, spojrzeć w te oczy, za którymi tak bardzo tęskniłam.
- Moje serce mnie tu przyprowadziło – może nie powinnam być aż tak szczera, ale samo mi się to wymsknęło. Chciałam mu powiedzieć, że nawet gdyby uciekł na koniec świata, to i tak bym Go znalazła, ale wolałam już to zostawić dla siebie. Bartek zrobił to, o co Go poprosiłam i usiadłszy obok Niego wpatrywałam się w to co działo się dookoła. – O czym myślisz? – chciałam poznać temat Jego rozważań, jak i by wpuścił mnie do swojego wnętrza. Już miałam dosyć trzymania się z dala, obserwowania z boku stanu w którym się obecnie znajdował.
- Ile zmarnowałem czasu. Piłem trzy tygodnie, jak nie piłem to byłem na kacu… Tyle straciłem, zaniedbałem a teraz już nie mogę cofnąć czasu – chłopak nie patrzył na mnie, ale przed siebie, czułam, że to była ucieczka od spojrzenia mi w oczy. Z Jego ust, wraz z wypowiedzianymi słowami, wylało się sporo żalu i niechęci do własnej osoby.
- Ale możesz to naprawić- próbowałam zaszczepić w nim choć odrobinę optymizmu. Chciałam sprawić, by poczuł się lepiej, znalazł jakąś iskierkę, że przecież nic jeszcze tak bardzo nie zawalił.
- Myślisz, że wszystko da się naprawić? – wtedy spojrzał na mnie a na Jego twarzy panował wielki znak zapytania. To pytanie nie było łatwe, a ja czułam, że On chciał w ten sposób uzyskać ode mnie jakąś deklarację.
- Jeśli się bardzo chce to tak- byłam głęboko przekonana o tym, że to co wydarzyło się między nami dało się jeszcze naprawić, sprostować. Na pewno nie byłoby to łatwe, ale warto było chociaż spróbować.  Bartek przez chwilę milczał, a ja chciałam dać mu czas na przemyślenie tego, co powiedziałam.
- Miałaś rację z tym, że jestem słaby i gdyby nie Ty, to byłbym taki jak moja matka. Kochałem Ją i to bardzo mocno, ale ona pijąc zmarnowała swoje życie. Jestem za słaby by to wszystko naprawić- nie wiem czy to było tylko złudzenie, ale On chyba czuł pogardę do siebie, a mnie ciężko było to znosić. Nie wiedziałam jak miałam mu pomóc, ulżyć… Za bardzo cierpiał, a ja nie mogłam tak spokojnie na to patrzeć. 
- Nie jesteś słaby, po prostu się zgubiłeś, ale już jest dobrze – złapałam Go za rękę a On ponownie na mnie spojrzał, natomiast na Jego twarzy nie było nawet krzty radości. On się załamał a ja byłam bierna, nie umiałam znaleźć sposobu, by ściągnąć z Niego ten ciężar.
- Zgubiłem Ciebie. Zachowywałem się jak dupek i na dodatek Cię uderzyłem, a Ty mimo wszystko jesteś, przyjechałaś tutaj, dla mnie – nie sądziłam, że Bartek do tego dojdzie, że przyjmie mój punkt widzenia. Powoli rozumiałam dlaczego się tak zachowywał, zawiódł samego siebie a ja starając się mu pomóc, tak naprawdę uświadamiałam mu, co stracił.
- Proszę, nie wracajmy do tego. Każdy popełnia jakieś błędy, najważniejsze jest by je dostrzec – dotknęłam dłonią policzka Jego twarzy by sprawić by chociaż o odrobinę zmniejszyły się u Niego wyrzuty sumienia, lecz to nie poskutkowało. Nie dało się od razu tego pozbyć.
- Tylko ja wiem, że ja nie dam rady tego naprawić, za dużo złych rzeczy zrobiłem – Bartek zawsze był silny i pewny siebie, a w tamtej chwili był zupełnie inny. On nigdy  nie rozczulał się nad swoim losem, więc wiedziałam, że to, co mówił, to nie było z powodu wzbudzenia litości, ale to były Jego uczucia.
- Nie mów tak, poradzisz sobie, razem sobie z tym poradzimy – oczywiście, że tliła się we mnie iskierka nadziei, że wrócimy do siebie i razem stawimy czoła wszelkim przeciwnościom. Tylko ja, pewnych rzeczy nie mogłam zrobić sama, potrzebowałam Jego.
- Jesteś taka dobra, wspaniała a ja…Słaby idiota, który stracił swój sens życia – chłopak puścił moją dłoń i odwrócił głowę i drugim kierunku i schował ją w swoich dłoniach. Zabolało mnie to, ale rozumiałam Jego zachowanie. Natomiast to, że miał wyrzuty sumienia utwierdzało mnie w przekonaniu, że czuł, kochał.
- Hej, spójrz na mnie – zeszłam z trzepaka i stanęłam naprzeciwko chłopaka- jestem przy Tobie i nigdzie się nie wybieram, ok? Nie mów tak o sobie, jesteś silnym chłopakiem, który w tych murach doznał sporego zła. Wyszedłeś z tego, poradziłeś sobie i to powinno Ci pokazać jak silny jesteś. Nie wszyscy mieli tyle odwagi co Ty – mimowolnie wskazałam ręką na przechodzącego „dresa”, który szedł dosyć chwiejnym krokiem. To powinno mu pokazać, że On był lepszy, że dał radę.
- Ja nie chcę byś uznała, że użalam się nad sobą… Ja czuję, że jestem słaby, okazałem się dupkiem, który rani wszystkich dookoła – najgorsza była dla mnie świadomość, że czułam, iż mu nie pomagałam. On traktował to jako manifest dobra z mojej strony, ale tak nie było. To moja miłość do Niego nie pozwalała mi Go zostawić. Czułam potrzebę tkwienia przy Nim. 
- Spójrz mi w oczy… Nie byłabym z kimś, kto jest zły. Masz w sobie piękno i musisz je w sobie dostrzec, ja je zobaczyłam – uważałam Go za wspaniałego chłopaka, który pomimo swoich 20 lat, przeszedł znacznie za dużo, doznał wielkiej krzywdy, ale pozbierał się z tego. Każdy ma jakieś swoje wady, ale tak naprawdę Bartek był wzorem dla mnie, przykładem siły. Nie wiem czemu nie potrafiłam mu tego powiedzieć…
- Przejdziemy się? – ta propozycja wydała mi się posunięciem na przód, nadzieją, że razem wrócimy do domu i wszystko sobie wyjaśnimy.
- Jasne – uśmiechnęłam się do chłopaka i po opuszczeniu osiedla poszliśmy do parku. Spacerowaliśmy a dookoła Nas nie było za dużo ludzi. Chciałam złapać Go za rękę, lecz On swoje dłonie trzymał w kieszeni. Wydawało mi się, że On specjalnie trzymał dystans pomiędzy nami, że bał się złamać barierę.

- Przepraszam Cię za to wszystko, że Cię wtedy uderzyłem, krzyczałem, wyrzuciłem z domu, byłem nieprzyjemny, za moje zachowanie w klubie. Przepraszam, że zapomniałem o Twoich urodzinach, że byłem oschły kiedy do mnie przychodziłaś… - kiedy byliśmy na końcu alejki, Bartek zatrzymał się i patrząc mi prosto w oczy zaczął mówić, wylewać z siebie to, co w Nim tkwiło, czym mnie bardzo zaskoczył, bo widziałam, ile go to kosztowało. Był bardzo poważny, ale także skupiony nad swoimi słowami. On nigdy nie był zbyt wylewny, rzadko mówił o swoich uczuciach, a jak już to robił to nie było byle co.
- Bartek… - nie chciałam dłużej tego słuchać i przypominać sobie tego, co działo się w przeszłości. Pragnęłam mu przerwać, zapomnieć i już nigdy do tego nie wracać.
- Proszę pozwól mi skończyć – Bartek z ogromnym smutkiem w oczach spojrzał na mnie i widziałam, że miał jakiś plan, że rozpoczynając tą rozmowę miał określony cel, a mnie, dało to nadzieję na wskrzeszenie naszego związku - Chciałbym abyś wiedziała, że to Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Nie ma nikogo ponad Tobą. Nawet w momencie, gdy Cię raniłem, nie przestawałaś walczyć o mnie, martwiłaś się… A ja zamiast to docenić, wynagrodzić, raniłem Cię jeszcze bardziej… - Jego głos powoli się załamywał i stawał się cieńszy. Czułam, że powoli traciłam kontekst i nie bardzo rozumiałam do czego zmierzał.
- Bartek, ja…
- Już dłużej nie mogłem patrzeć Ci  w oczy z świadomością, że zrobiłem…. – Bartkiem rządziła niepewność, tak jakby pewne słowa nie chciały przejść mu przez gardło, co rusz przerywał swoją wypowiedź kompletnie zmieniając kontekst, co powodowało, że jeszcze bardziej się gubiłam - Te oczy… one tak mnie kochają a ja stchórzyłem… Z każdym dniem, kiedy nie poddawałaś się, wiedziałem, że stałem się dla Ciebie najgorszym chłopakiem, że nie jestem Ciebie wart… Że nie zasłużyłem na tą miłość - delikatnie gładził moją twarz swoją dłonią a przy tym nie spuszczał wzroku z moich oczu, tylko, że ja byłam skołowana, nie umiałam tych wszystkich słów połączyć w jedną całość.
- O co chodzi? – On trzymał mnie w niepewności a ja już wariowałam. Czym mnie tak skrzywdził, że nie mógł patrzeć mi w oczy? Bałam się tego, co chciał powiedzieć, tak naprawdę nie chciałam tego wiedzieć. Przez chwilę myślałam, żeby powstrzymać Go od powiedzenia kolejnego słowa, ale chyba nie umiałabym żyć wiedząc, że On coś skrywał. Mieliśmy być wobec siebie szczery i to była ta chwila.
- Po tym jak się rozstaliśmy, ja… Nie wiem jak to się stało, ale …. Spałem z Agnieszką… Ja wiem, że to, że wtedy nie byliśmy razem to nie jest żadnym wytłumaczeniem, to, że byłem pijany też nie… - Bartek tłumaczył swoje zachowanie, ale do mnie nic nie docierało. Nie wierzyłam Jego słowom, to musiał być sen. Przecież On by mi tego nigdy nie zrobił! Nigdy!  Miałam ochotę krzyczeć, uderzyć Go, uciec… Tylko co mnie powstrzymywało? Czemu nawet w takiej chwili moja miłość do Niego była silniejsza?!
- Masz rację, to nie jest wytłumaczenie… - te słowa były tak bardzo obojętne, że sama siebie nie poznawałam. Rozglądałam się dookoła, chcąc znaleźć jakiś punkt zaczepienia, świat mi się rozpadał, wszystko dookoła wirowało, a ja byłam w samym centrum tego piekła. Ironizowałam i całą swoją siłę przekierowałam na swoje oczy, starałam się powstrzymać łzy, wyswobodzić swoje ciało z szoku w którym aktualnie się znajdowało.
- Gosia, przepraszam… Kocham Cię. Rozumiesz? To Ciebie kocham. Proszę, powiedz coś… - Bartek zrobił krok do przodu a ja szybko się odsunęłam, zrobiłam to mechanicznie, nawet nie myślałam nad swoim zachowaniem. Najgorszy był widok  Jego łez, pomimo, że zasłużył na to, by cierpieć, nie umiałam tego znieść.
- Co chcesz usłyszeć? Nie wierzę, że tak szybko w Nas zwątpiłeś, nie wierzę… – chciałam krzyczeć, ale nie potrafiłam. Swoje emocje pokazywałam jedynie przez łzy… Czułam się zawiedziona, zdradzona. Jak kretynka walczyłam o Niego  a On w tym czasie spał z inną. Czym sobie na to zasłużyłam?! Czy ja naprawdę na to wszystko zasługiwałam?! To było okropne. Stałam tam nie wiedząc co dalej, jak miałam żyć? To wszystko było bez sensu. Moje życie było bez sensu.
- Nie zwątpiłem nawet na moment- wytarł łzę spływającą mu po policzku a ja przestałam mu wierzyć. W tamtym momencie całe zaufanie, jakim Go obdarzałam, legło w gruzach. Pomimo, że moje serce ciągnęło do Niego niczym ryba do wody, to stawał mi się obcy i taki cholernie daleki. Brzydziłam się nim, nie chciałam nigdy więcej dotknąć Jego ciała.
- To o czym myślałeś, jak z nią spałeś?! Może o tym jak bardzo mnie kochasz?! Nie wierzę, że cały czas robiłeś mi wyrzuty o Piotrka a później…. To jest chore…– byłam rozżalona i taka naiwna. To On powinien czuć się obrzydliwie, czuć wstręt do siebie a tymczasem to ja to odczuwałam. Nienawidziłam siebie. Musiałam być nikim skoro zrobił mi coś takiego. Tylko czemu musiał być dla mnie tak ważny?! Po cholerę mówił mi, że mnie kocha? Łzy coraz silniej leciały mi po policzkach a ja chciałam upaść na ziemię i już się nie podnieść.
- Gosia to nie tak…
- To niby czemu ona u Ciebie mieszka?! Szybko mnie wymieniłeś a ja łudziłam się, że to tylko znajoma, że mnie kochasz, że będziemy razem! Martwiłam się o Ciebie, przyjechałam tutaj z nadzieją, że… Boże jaka ja byłam naiwna…  – byłam jak słodka idiotka, zakochana, zdradzona, porzucona… Czułam się brudna, a najgorsze było to, że nie mogłam zedrzeć z siebie tego brudu. Paliło mnie od środka, a ja czułam, że nie dam rady stawiać oporów, że tym razem sobie nie poradzę, to było za dużo jak na mnie.
- Jest u mnie tymczasowo, dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś miejsca do mieszkania. Ja naprawdę Ciebie kocham – może i mówił prawdę, ale już mu nie umiałam wierzyć. Za dużo było kłamstw z Jego strony, a ja nie wiedziałam w co wierzyć. Jak można kogoś kochać i od razu o Nim zapomnieć? Spać z kimś innym podczas gdy ta osoba walczy?
- I postanowiłeś to wykorzystać, śpiąc z nią?! To jakiś rodzaj zemsty? – szukałam logicznego wytłumaczenia Jego zachowania, ale na nic nie mogłam wpaść. Czy w ogóle istniało coś takiego jak logiczne wytłumaczenie zdrady?
- Nie, ja naprawdę żałuję – po tych słowach, spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam łzy. On cierpiał, może nie mniej niż ja, ale…
- I dobrze! Przynajmniej wiem, że masz wyrzuty sumienia i to niech one Cię dręczą – pomimo swojej oschłości i złości, te słowa nie były prawdą. Nie chciałam by tak samo jak ja cierpiał i to było najgorsze. Zasługiwał na to by czuć się tak jak ja, ale nie życzyłam mu tego. Bardzo chciałam by był szczęśliwy, radosny…
- Proszę, zaufaj mi, daj mi szansę. – Jego błagalny głos nawet mnie nie wzruszył, nie miałam wątpliwości odnośnie tego, jak powinnam się zachować.
- Mam do Ciebie tylko jedną prośbę… Wróć do domu. Jacek się o Ciebie martwi, Agnieszka również- zamiast martwić się o siebie, ciągle to on stał na pierwszym miejscu. Myślałam nie o tym jak ja się czuję, ale o tym żeby nie zawalił sobie życia, by nie stracił szkoły. Byłam niczym Matka Teresa, która pomimo doświadczonego cierpienia nie umiała wyzbyć się siania dobra.
- Ale to Ty jesteś dla mnie najważniejsza! – podszedł do mnie bardzo blisko i nawet nie wiem kiedy, ale nasze usta się złączyły w pocałunek. Czułam, że to było na pożegnanie, tylko, że z jego strony wyglądało to całkiem inaczej. Na początku odwzajemniłam pocałunek, ale już po chwili, po prostu nie mogłam, to obrzydzenie nie dawało mi spokoju.
- Wróć… Przepraszam  - z płynącymi łzami biegłam ile tylko sił miałam w nogach, chciałam być jak najdalej od niego, chciałam uciec i już nigdy Go nie zobaczyć. Słyszałam jak Bartek wpadł na jakiegoś przechodnia, więc postanowiłam wykorzystać ten moment przewagi i wsiadłam do samochodu i z piskiem opon odjechałam. Widziałam go jeszcze w lusterku, jak chowając twarz w dłonie usiadł na krawężniku i tak siedział, kiedy ja już straciłam Go z oczu. Łzy nie przestawały mi płynąć po twarzy, wręcz było ich coraz więcej, a ja chciałam być jak najdalej od Niego.



Kochani! Jutro przede mną bardzo, ale to bardzo ważna rozmowa, od której zależy moja przyszłość, spełnienie marzeń i realizacja już dawno postawionych celów. Jestem bardzo zestresowana i przerażona, ale wiem, że jak nie spróbuję to będę tego  żałować. Właśnie wyruszam w pięciogodzinną podróż do Krakowa, więc przez kilka dni będę dostępna tylko na instagramie - instagram/paulina.opowiadania konto będzie odblokowane na te kilka dni więc zapraszam :)

środa, 16 lipca 2014

The experience cz 161

I tak prawie dobiegł tydzień, kiedy Jego nie było. Codziennie kserowałam notatki od Martyny, skanowałam je w domu i wysyłałam Bartkowi. Od ostatniej rozmowy, rozmawialiśmy ze sobą tylko raz, ale to była zwykła rozmowa. Ja pytałam się, czy rozczytywał notatki, czy je czytał a on dziękował, pytał, co u mnie i zawsze po chwili musiał kończyć.
Moje życie ciągle miało ten sam schemat szkoła – dom. Nawet nie miałam czasu spotkać się z Martyną czy Filipem, bo po szkole szybko wracałam do domu by się uczyć. Nie myślałam, że wszyscy nauczyciele będą się tak gorączkować i oprócz przerobienia normalnych tematów, zaczynaliśmy już powtórki do matury. Nie wiem od czego to zależało, ale szybko się męczyłam i już o godzinie 22 leżałam w łóżku, bo nie miałam sił do dalszej nauki.
Dzisiaj był piątek i postanowiłam dać sobie spokój z nauką i wszelkimi obowiązkami. Gdy wróciłam do domu, od razu rzuciłam się na kanapę i zaległam na niej z czekoladkami. Moje błogie leżenie przerwał dźwięk telefonu, a na wyświetlaczu ujrzałam imię brata Bartka. Byłam zaskoczona, że do mnie dzwonił szczególnie, że Bartka nie było w mieście. Pierwsze, co przyszło mi do głowy to, to, że musiało się coś stać.
- Tak słucham? – powiedziałam do słuchawki chcąc od razu dowiedzieć się, czemu Jacek do mnie dzwonił. Miałam złe przeczucia i nie mogłam już znieść tej niepewności.
- Cześć Gosia, słuchaj dasz radę przyjechać do mieszkania Bartka? – Jacek miał trochę niespokojny głos i nie wiedziałam jak miałam Go rozumieć. Czy Bartek wrócił i Jacek chciał mnie ściągnąć do mieszkania? Ale przecież Bartek sam mógł do mnie zadzwonić. Od razu wiedziałam, że musiało stać się coś złego.
- Stało się coś? – byłam zaniepokojona i zdezorientowana. Nie lubiłam niespodzianek i przeciągania rozmów. To zdecydowanie nie było na moje nerwy.
- Mam nadzieję, że nie. Proszę przyjedź – nic nie rozumiałam i co najgorsze nie miałam już żadnego pomysłu. Musiałam tam jechać by się czegoś dowiedzieć, bo inaczej, chyba byśmy nie doszli do porozumienia.
- Dobrze, zaraz będę – zebrałam się jak najszybciej potrafiłam i od razu pojechałam do mieszkania Bartka. Stresowałam się i czułam wewnętrzny niepokój. O co mogło chodzić? Czy Bartek się w coś wpakował? Już miałam dość tych wszystkich pytań i braku jakiejkolwiek odpowiedzi. Nie byłam z kamienia i nie byłam w stanie wszystkiego znieść.
Na szczęście nie było korków i w miarę szybko dotarłam do mieszkania Bartka. Jacek od razu otworzył mi drzwi od klatki schodowej i czym prędzej pobiegłam na właściwe piętro.
- Hej – uśmiechnęłam się lekko do chłopaka i nieśmiało weszłam do środka. To, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie wiedziałam, po co Jacek mnie tam ściągnął i dlaczego akurat tam musieliśmy się spotkać.
- Gosia, wiesz co się dzieje z Bartkiem? – Jacek stał i proszącym wzrokiem patrzył się na mnie, a obok niego stała ta nadal nieznajoma mi dziewczyna. To jej widok zwalił mnie z nóg i nie potrafiłam się odezwać. Przysięgam, gdyby wzrok mógł zabijać to ona właśnie wtedy by mnie uśmierciła.
- Nie rozumiem – taka była prawda, nie wiedziałam co Oni wiedzieli, a czego Bartek im nie powiedział. Nie mogłam Go zdradzić, ale też za dużo nie wiedziałam. Czułam się niepewnie i tak jakby wymagali ode mnie niemożliwych rzeczy.
- Nie ma Go już od tygodnia – do rozmowy wtrąciła się ona- nieznajoma, a ja poczułam najszczerszą ochotę ignorowania nie tylko jej słów, ale także i jej obecności. Nie rozumiałam skąd u niej taka troska o chłopaka.
- To On nic Ci nie powiedział? – swoje słowa skierowałam tylko do Jacka i byłam szczerze zaskoczona tym, że Oni nic nie wiedzieli. Jak to było możliwe, że Bartek o swoim wyjeździe uprzedził mnie, a nie Jacka? Przecież byli sobie bliscy i to wręcz nie mieściło się w głowie. Albo byłam nazbyt tępa żeby to zrozumieć, albo faktycznie to wszystko było strasznie pokręcone.
- O czym Ty mówisz? – teraz odezwał się Jacek i patrzył na mnie dosyć wymownie. Poczułam się strasznie głupio z tym, że dla Bartka byłam ważniejsza niż Jego własny brat. Dlaczego Jemu nic nie powiedział? O co cholera tu chodziło.
- Bartek wyjechał – powiedziałam to, jakby to było oczywiste, ale właściwie tak nie było. Bartek swój wyjazd otoczył wielką tajemnicą, tylko nie rozumiałam, po co to robił. Gdzie był w tym sens? Czy On przeczuwał, że jakby Jacek się o tym dowiedział to by Go nie puścił?
- Skąd Ty to niby wiesz? – dziewczyna miała mnie za wroga i to jeszcze bardziej spotęgowało moją złość do Niej. Nie chciałam się przed nią tłumaczyć, tak naprawdę wiedziałam, że była nikim dla Bartka. Tylko czemu w takim razie mieszkała w Jego mieszkaniu?
- Gośka proszę, powiedz wszystko co wiesz – Jacek zauważył to, że milczałam i nie odpowiadałam na pytania zadawane przez dziewczynę. Nie miałam ochoty składać wszelkich wyjaśnień w jej obecności.
- Możemy porozmawiać na osobności, bez świadków? – mówiłam to do Jacka, ale kątem oka patrzyłam na brunetkę. Na jej twarzy pojawiła się ogromna złość i niechęć do mnie. Bez sensu było ukrywać, że ja również nie darzyłam jej sympatią.
- Ja mam prawo wiedzieć, co się dzieje z moim chłopakiem! Martwię się o Niego – złość, z jaką wybuchła współlokatorka Bartka sprawiła, że zaczęłam się śmiać z jej słów. Naprawdę uważała się za Jego dziewczynę? Dla mnie to było żałośnie śmieszne.
- Jak jesteś Jego dziewczyną to, czemu nic Ci nie powiedział? Może zadzwoń do Niego i się wszystkiego dowiesz – nagle wezbrała we mnie pewność siebie i doznałam przypływu siły. Może i byłam arogancka i nie powinnam była jej tak traktować, ale nie wierzyłam, że była w związku z Bartkiem. Nie pasowało mi to do Niego, szczególnie biorąc pod uwagę Jego obecne zachowanie.
- Próbowałam! – dziewczyna na każde moje słowo reagowała z jeszcze większą złością a to akurat sprawiało mi przyjemność. Według tego co mówiła, to Bartek nie odbierał telefonów od Niej. Czułam się wyróżniona, bo ja akurat z tym problemu nie miałam.
- To widocznie nie chce z Tobą rozmawiać…
- Gosia martwię się o Niego, mówił Ci coś? – Jacek przerwał moją dziecinną wymianę zdań z mniemaną wybranką serca Bartka. Nie chciałam się dalej z nią przekomarzać, bo to do niczego nie prowadziło. Jacek szczerze martwił się o Brata i musiałam mu pomóc.
- Za wiele nie wiem. Powiedział mi w poniedziałek, że musi wyjechać i nie wie kiedy wróci. Ja naprawdę nie spodziewałam się tego, że Ty nic nie wiesz, inaczej bym Ci powiedziała – patrzyłam przepraszającym wzrokiem na brata mojego ukochanego. Wiedziałam, że poczuł się zawiedziony, ale ja naprawdę nie miałam na to wpływu.
- Mówił dokąd jedzie? Kontaktował się z Tobą od tego czasu? – Jacek starał się czegoś więcej dopytać, ale z każdym dalszym słowem czułam, że będę musiała jeszcze bardziej Go rozczarować. Nie mogłam skłamać, że nie dzwonił do mnie, bo Jacek martwiłby się czy z Bartkiem wszystko w porządku. Czułam, że jak tylko Bartek wróci, to urwę mu za to głowę.
- Nic nie chciał mi powiedzieć, tylko tyle, że musi wyjechać, poskładać myśli. Rozmawiałam z nim wczoraj i wszystko jest w porządku, żyje i ma się dobrze – lekko uśmiechnęłam się mając nadzieję, że to zmniejszy ciężar, jaki tkwił w Jacku, ale na marne mi się to zdało. Rozumiałam, że musiało mu być ciężko, sama bym wariowała na Jego miejscu. Wstydziłam się za Bartka, że nic mu nie powiedział. Było mi głupio, że to de facto ja byłam ważniejsza niż Jego brat.
- Ode mnie nawet telefonu nie chce odebrać…
- Jacek nie bądź na Niego zły. On pewnie obawia się morałów z Twojej strony a podejrzewam, że jakby Ci powiedział to unieskuteczniłbyś mu ten wyjazd – powiedziałam mu o swoich przypuszczeniach i starałam się jakoś wytłumaczyć Bartka, ale nie mogłam mu tego darować. Postawił mnie w naprawdę nieręcznej sytuacji.
- Zapewne tak…
- Chętnie dałabym Ci mój telefon, żebyś zadzwonił do Niego, ale wtedy już ode mnie nie odbierze i może nam to wyjść na gorsze. Przekażę mu, że się martwisz – położyłam swoją dłoń na ramieniu chłopaka, a On lekko się uśmiechnął.
- Dziękuję – ulżyło mi, gdy Jacek się uspokoił i miałam nadzieję, że wcale nie będzie aż tak zły na brata. Bartek był taką osobą, która lubiła czuć się wolna i niezależna, tak właśnie było w tym przypadku. Musieliśmy uszanować Jego decyzję i cierpliwie czekać na powrót.

- Ja będę się już zbierać – kątem oka rzuciłam na dziewczynę, która była odwrócona do mnie tyłem, wpatrywała się w widok za oknem. Nie wiedziałam, co łączyło ją z Bartkiem, ale żal mi się jej trochę zrobiło. Może się w nim zakochała a On traktował ją w taki sposób? Pomimo całej miłości do Bartka, wiedziałam, że nie postępował słusznie, że jak chciał wyjechać, to mógł powiadomić o tym nie tylko mnie, ale i najbliższych.


Jednak bez bloga wytrzymać nie mogę :) Pomimo zmęczenia i strasznej senności jeszcze musiałam zamieścić tą część. Radzę wziąć głęboki wdech i przygotować się na kolejną część :)