sobota, 26 lipca 2014

Studia - "Trudna rozłąka cz 4"

Miałam wczoraj się do Was odezwać, ale już kompletnie nie miałam siły. W moim życiu trwa naprawdę bardzo intensywny okres,  dużo się dzieje, ciągle coś mam na głowie i tak naprawdę nie wiem kiedy minęły ostatnie dwa tygodnie oraz jak je zdołałam przeżyć. Ciągle jestem w rozjazdach i niestety jeszcze przez chwilę muszę w nich pozostać, ale to już prawie finisz i zaczynam w końcu wakacje. W ciągu tych dwóch tygodniu spędziłam ok 20 godzin w samochodzie/autobusie i przemierzyłam  ponad tysiąc kilometrów, ale jak już wspominałam to jeszcze nie koniec, czeka mnie jeszcze jedna wizyta w Krakowie.
Teraz może Wam wyjaśnię co i jak, bo trochę trzymałam to w tajemnicy. Kiedy tydzień temu byłam w Opolu i pracowałam codziennie od 9 do 17, po nocach uczyłam się na rozmowę kwalifikacyjną na studia magisterskie w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim.  Później w sobotę po południu wróciłam do domu, pojechałam ze znajomymi do pobliskiego miasta na koncert mojego ulubionego Kamila Bednarka, wróciłam jakoś o 3 w nocy, przepakowałam walizkę i w niedzielę o 11 pojechałam do Krakowa, by w poniedziałek móc iść na rozmowę. Stresowałam się jak przed egzaminem na prawo jazdy i myślałam, że pójdzie mi znacznie lepiej, natomiast wystąpiły pewne komplikacje w komunikacji i koniec końców dostałam 90%, więc byłam zszokowana bo myślałam, że poszło mi o wiele gorzej. We wtorek o 21 wróciłam do rodzinnego miasta, a w środę o 6 pojechałam do Opola by iść do pracy. Tak sobie pracowałam przez 3 dni, załatwiałam jeszcze pewne sprawy, uprzedziłam znajomych o moim ewentualnym wyjeździe, wciąż nie wiedząc czy się dostałam czy nie, ponieważ był jeszcze konkurs średnich. Przechodziłam przez różne stany stresogenne, np. w piątek do 15 był termin składania dokumentów na Uniwersytecie Opolskim (gdzie w rekrutacji byłam na 1 miejscu) a w Krakowie wyniki miały być również w piątek… ale wieczorem! Na szczęście wczoraj z samego rana, już o 7 były wyniki w Krakowie i … DOSTAŁAM SIĘ! Kamień spadł mi z serca i wszystko stało się jasne, zaczynam swoją historię w całkiem nowym miejscu, które było moim marzeniem i celem życiowym, który postawiłam sobie od niechcenia dwa lata temu i dokonałam tego. Wciąż jest to dla mnie czymś nierealnym, bo słuchajcie ja nigdy nie byłam orłem. Był okres kiedy miałam zagrożenie z matematyki i historii, kiedy ledwo co sprawdziany w szkole pisałam na 2, a moja matura z matematyki to jakaś porażka. Nigdy bym nie przypuszczała, że będę studiowała na Uniwersytecie z taką rangą i wysoką poprzeczką. Gdyby ktoś mi powiedział, że pewnego dnia będę studentką tejże uczelni to bym go porządnie wyśmiała. Moi niektórzy „znajomi” są w takim szoku, że wydaje im się to nierealne. Pamiętam, że przed wyborem liceum, mama prosiła mnie, żebym zastanowiła się czy nie chcę iść do zawodówki! A teraz proszę bardzo, przeciętna uczennica, która w liceum była miała problemy w nauce, obecnie będzie studiowała na Uniwersytecie Jagiellońskim. Żart? Otóż nie. Bo chcieć to móc. Na swoim przykładzie chcę pokazać Wam, że wszystko jest w Waszych rękach. Nawet jak nie dostaniecie się do wymarzonej szkoły, albo nie zdacie matury tak jak chcecie, to wszystko możecie zmienić, po prostu nic się samo nie zrobi. Podejmując studia 3 lata temu, nawet nie marzyłam o Krakowie ani o jakimś innym mieście, wybrałam Opole ot tak i nie żałuję. Poznałam cudownych ludzi, te trzy lata były okresem różnych doświadczeń i jestem wdzięczna, że mogłam tyle doświadczyć, spełnić marzenia, pracować w cudownym miejscu. A teraz, czas na zmiany. Wczoraj po powrocie z pracy, spakowałam swoje 3 lata i wróciłam do domu. Miałam to szczęście, że 3 lata spędziłam w jednym mieszkaniu, ale tyle tych rzeczy  mi się nagromadziło, że wracałam jak wielbłąd. Moja przygoda z Opolem jeszcze się nie kończy, muszę pozamykać pewne sprawy, mieszkaniowe, uczelniane czy pracownicze, ale to już prawie finisz. Obecnie mam dwa dni wolnego a w poniedziałek ruszam do Krakowa zawieźć dokumenty, szukać mieszkania i potem oficjalnie mam już wakacje!
Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Podjęcie pewnych decyzji nie jest proste, wymaga od nas sporo odwagi i zaryzykowania. Ja do końca nie wiedziałam co zrobić, czy opuścić Opole, znajomych, pracę czy rzucić się na głęboką wodę. Miałam mętlik w głowie a bliskie mi osoby mówiły, żebym została w Opolu, bo tam mam dobre życie, bezpieczne i nie muszę się o nic martwić, a ja… Wiedziałam, że jak nie spróbuję to będę żałować i naprawdę niewiele brakowało bym odpuściła. Po koncercie Kamila Bednarka byłam już pewna co zrobię, On mnie tak nakręcił, że wiedziałam, że zrobię wszystko by spełnić swoje marzenia, że nit nie będzie mi mówił co mam robić. Marzenia same się nie spełnią! To My musimy walczyć, pokonywać wszelkie przeszkody, zmagać się z przeciwnościami. Nie mam pewności czy sobie poradzę w Krakowie, czy nie wylecę po pierwszej sesji, ale mam w sobie dużo odwagi i wiem, że tak szybko nie odpuszczę. Będę walczyć do ostatniego tchu o siebie i swoją przyszłość.
Pamiętajcie, że Wasz los jest tylko w Waszych rękach i nie pozwólcie by ktoś decydował za Was, bo tylko Wy wiecie co dla Was jest najlepsze. Ważne by doświadczać różnych rzeczy i mieć marzenia i cele, bo to nakręca do życia. Pamiętajcie też o Waszych pasjach i róbcie to co kochacie!


A teraz kolejna część drugiego opowiadania, a The experience już niedługo!

Trudna rozłąka cz 4
W nocy męczyły mnie różne sny i rano nie czułam się wypoczęta. Moment podniesienia się z łóżka zwlekałam do ostatniej chwili. Było jakoś po 10 a ja chodziłam po domu w pidżamie i nie miałam ochoty gdziekolwiek się wybierać. Gdyby nie to, że umówiłam się z Przemkiem na 11, to pewnie jeszcze bym gniła w łóżku. Czułam się trochę struta i moje samopoczucie było naprawdę marne. Głównym powodem był Paweł i myśl, że tego poranka mogłam obudzić się koło niego naprawdę mnie zabijała. Nie radziłam sobie z tęsknotą, odległością i tą głupią złością. Chciałam po prostu przy nim być a nienawidziłam jak coś mi w tym przeszkadzało. Nim zdążyłam się ubrać i cokolwiek zrobić innego, usłyszałam dźwięk telefonu, a na wyświetlaczu widniało imię Przemka.
- Tak, słucham? – trochę w panice odezwałam się w słuchawce i jednocześnie szukałam jakiś ubrań w szafie bo coś czułam, że nie miałam za wiele czasu.
- No hej, ja już czekam na dole.
- Nie jestem jeszcze gotowa, więc wejdź na górę. Mieszkam pod 8 – do godziny 11 było jeszcze 10 minut, więc to nie jest tak, że się spóźniałam, po prostu to on przyszedł wcześniej.
- Ok – kiedy usłyszałam odpowiedź chłopaka pospiesznie zaczęłam się przebierać. Założyłam szare, długie spodnie dresowe i zwykłą czarną bokserkę i  wtedy już usłyszałam pukanie do drzwi.
- Hej, wejdź – po otwarciu drzwi wpuściłam Przemka do środka i ujrzałam Jego promienny uśmiech. Czułam, że zapowiadał nam się bardzo fajny dzień i w sumie dzięki temu mogłam nie myśleć o swoim zranionym sercu.
- Gotowa? – chłopak stanął naprzeciwko mnie i w ręce trzymał deskorolkę, a na plecach miał plecak.
- Daj mi jeszcze chwilkę, ok? Chcesz coś do picia? – wpuściłam Przemka do kuchni i uśmiechałam się lekko do niego chcąc ukryć swoje zmieszanie zaistniałą sytuacją.
- Nie dziękuję. Zbieraj się i lecimy – on chyba był najbardziej wyluzowanym chłopakiem jakiegokolwiek w życiu spotkałam. Nie krępował się a w każdej sytuacji potrafił się odnaleźć. Zostawiając go w kuchni poszłam do łazienki umyć zęby i związałam włosy w kucyk. Po założeniu butów i wzięciu kluczy od domu ruszyliśmy do parku. Stresowałam się jak diabli, ale Przemek zapewniał mnie, że początki  zawsze są trudne, natomiast on będzie czuwał nade mną.
- Teraz załóż to – kiedy byliśmy na miejscu Przemek podał mi z plecaka ochraniacze, dzięki którym mój strach trochę się zmniejszył i stałam się nieco odważniejsza. Jak już stanęłam na nogach, a raczej na desce, to Przemek cały czas był przy mnie, trzymał mnie za ręce i nie pozwalał, żebym upadła lub cokolwiek innego sobie zrobiła. Oboje bawiliśmy się świetnie i śmialiśmy się przy tym jak małe dzieci. Poczułam namiastkę tego, co On czuł jeżdżąc na desce - wolność. Pogoda nam również dopisała, więc nie było żadnych powodów do zmartwień. Później dołączyli do nas znajomi Przemka i tak w dużej grupie z pozoru nieznajomych mi osób spędziłam całe popołudnie.
- Dzisiaj organizujemy u mnie ognisko, mam nadzieję, że wpadniesz – akurat poszliśmy do pobliskiego sklepu po coś do picia, bo oboje byliśmy odrobinę zmęczeni. Jego propozycja wydawała mi się być wspaniałą kontynuacją tego popołudnia i nie miałam zamiaru sobie tego odmawiać.
- A wiesz, że chętnie wpadnę, tylko muszę uprzedzić mamę – w tym momencie sięgnęłam po telefon do kieszeni i zdałam sobie sprawę, że nie wzięłam go z domu. Na dodatek miałam zgadać się z dziewczynami co do naszego wspólnego wyjścia do kina.
- Coś się stało? – Przemek musiał zauważył moje zmieszanie i lekkie przerażenie, które pojawiło się na mojej twarzy i stąd też wzięło się jego pytanie.
- Nie wzięłam telefonu. Możemy umówić się tak, że przyślesz mi swój adres smsem? Ja i tak muszę jeszcze wrócić do domu – chciałam się też przebrać, ale przede wszystkim skontaktować z dziewczynami, by czasem nie były mnie złe, bo coś czułam, że właśnie w tamtym momencie telefonicznie się do mnie dobijały.
- Ale już chcesz iść?
- Tak, mam jeszcze coś do załatwienia. Będziemy w kontakcie, pa – uśmiechnęłam się do chłopaka i nie czekając na żadne słowa z Jego strony ruszyłam do domu. Będąc na miejscu od razu rzuciłam się na telefon i panował w nim istny armagedon. Było kilka połączeń od mamy, Moniki, Karoliny no i od Pawła. Na początku skontaktowałam się z przyjaciółkami, które tak jak przewidywałam, były na mnie złe, że je wystawiłam i na dodatek nie odbierałam telefonu. Powiedziały mi, że są właśnie przed kinem, także spóźniłam się. Do mamy nie dzwoniłam, bo i tak wiedziałam, że za niecałą godzinę przyjdzie z pracy, a co do Pawła… Postanowiłam odwlec to na trochę później i poszłam wziąć prysznic. Cały czas myślałam, czy moje zachowanie mieściło się w granicach moralności, przecież miałam chłopaka a szłam z innym na ognisko. Nota bene Przemek nie wiedział, że miałam chłopaka, więc z jego strony mogło to trochę inaczej wyglądać, ale ja miałam wielką ochotę iść na to ognisko, pić piwo, bawić się w gronie naprawdę wyluzowanych ludzi. Poznając znajomych Przemka miałam wrażenie, że zyskałam nową jakość, powiew świeżości w moim życiu. Tak, wiem, że moje zachowanie ociera się o egoizm, ale ja taka jestem. Lubię dostawać to co chcę, lubię mieć to co chcę, A przede wszystkim lubiłam jak wszystko szło po mojej myśli.
- Mamo wychodzę dzisiaj ze znajomymi na ognisko – zwróciłam się do mamy, która akurat odpoczywała po dniu pracy. Na szczęście była już sobota i mama pracowała krócej niż zazwyczaj.
- Ognisko? O te porze? – te słowa były jedynie dowodem na to, że moja mama była taka sama jak każda inna, czyli bardzo troskliwa.
- Jest ciepło jeszcze, a poza tym od ognia robi się ciepło. – wiedziałam, że nic mi nie uniemożliwi uczestnictwa w tej imprezie. Bardzo chciałam tam być i zżyć się bardziej z tymi ludźmi.
- A gdzie to ognisko? – troskę jeszcze byłam w stanie przyjąć, ale nie lubiłam wywiadów, dopytywania się o wszystko. Chciałam by mama mi ufała a nie nadmiernie kontrolowała.
- U kolegi, napiszę Ci później jego adres, ok? I proszę o nic więcej nie pytaj, dobrze? – lekko uśmiechnęłam się w jej stronę i wróciłam do pokoju. Na telefonie miałam już adres do Przemka i kojarzyłam tą dzielnicę. Było to osiedle domów jednorodzinnych niedaleko centrum miasta. Wiedziałam, że Przemek chodził do prywatnej szkoły także spodziewałam się, że nie miał takiego samego statusu materialnego co ja. Różniło nas to, natomiast nie odczuwałam żadnego dyskomfortu z tego powodu, bo ta różnica naprawdę nie była odczuwalna. To prawda, że Przemek był pewny siebie, otwarty, wyluzowany i miał może nawet lekko podwyższoną samoocenę, lecz właśnie to mnie do niego przyciągało. Wiem, że niektórych takie cechy odrzucają, wcześniej pewnie bym należała do tej grupy ludzi, ale teraz coś się we mnie zmieniło i w tym aspekcie ta zmiana była odczuwalna. Ubrałam się stosunkowo ciepło, ponieważ miałam zwykłe rurki, bluzkę na krótki rękaw i czarną wciąganą bluzę no i trampki. Przed wyjściem postanowiłam jeszcze zadzwonić do Pawła i sprawdzić, co wcześniej chciał ode mnie.
- Halo? – słysząc głos chłopaka w telefonie nie był to jedyny dochodzący dźwięk. W oddali słyszałam jakiś głos kobiecy no i męski, po czym poznałam, że nie był sam.
- Cześć, dzwoniłeś do mnie – byłam trochę obojętna na ten telefon i czułam, że to, czego chciał ode mnie Paweł, niczym mnie nie zaskoczy.
- Tak, próbowałem się do Ciebie dodzwonić przez kilka godzin, gdzie byłaś ? – mój trzeci zmysł podpowiadał mi, że Paweł nie był do końca trzeźwy. Nie wiem, może mi się wydawało, ale znałam go na tyle dobrze, śmiało umiałam to wyczuć.
- W parku ze znajomymi. Tylko po to dzwoniłeś? – nie chciałam mu się spowiadać gdzie, z kim po co i dlaczego. Tak samo jak on mi się nie tłumaczył, gdzie właśnie przebywał, bo szczerze wątpiłam, że był w swoim domu i pracował nad ważnym projektem.
- Nie, chciałem z Tobą porozmawiać, sprawdzić czy nadal jesteś zła na mnie. – słowa chłopaka coraz bardziej wprawiały mnie w zakłopotanie, bo po pierwsze, z każdym kolejnym słowem wyczuwałam stan nietrzeźwości, a po drugie kiedy ja się dobrze bawiłam to on starał się mnie ułaskawić.
- Słyszę, że tworzenie projektu idzie Ci w zaskakująco miłej atmosferze – zmieniłam temat, by nie być tylko atakowaną i żeby trochę zmniejszyć swoje wyrzuty sumienia. Głosy w oddali się nasiliły a po chwili całkowicie ucichły i było tylko słychać trzaśnięcie drzwiami, a Paweł nadal milczał – Jeśli to wszystko, to muszę kończyć, ja również jestem umówiona – specjalnie to powiedziałam by wzbudzić w nim zazdrość.
- Iza, to nie tak. My naprawdę robimy ten projekt, ale teraz akurat zrobiliśmy sobie przerwę – tłumaczenia Pawła mnie nie przekonywały i co więcej, chciałam jeszcze bardziej go docisnąć.
- I pijecie sobie alkohol na lepszą percepcję mózgu…
- Iza ja nie…
- Daruj sobie. Znam Cię i wiem jaki jesteś po alkoholu. Przepraszam, ale już dłużej nie mogę z Tobą rozmawiać, ja również idę się dobrze bawić, na razie – byłam wściekła, potwornie zła i zdenerwowana. Mój dobry humor prysł jak bańka mydlana, ale o dziwo chęć dobrej zabawy nigdzie się nie ulotniła. Wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej nabrałam chęci na to, by sobie nie odmawiać szaleństwa i radości tylko dlatego, że mój chłopak zachowywał się jak skończony dupek. 


niedziela, 20 lipca 2014

The experience cz 162

Postanowiłam Go odnaleźć. Niby w głowie miałam kompletną pustkę odnośnie tego, gdzie On mógł być, ale miałam pewien pomysł. Kiedy mówił mi o zbieraniu myśli to kojarzyło mi się z tym tylko jedno miejsce. Pamiętam, jak na początku naszej znajomości zabrał mnie do swojej rodzinnej miejscowości. Poszliśmy nad grób Jego mamy, spacerowaliśmy po Jego dawnym osiedlu. Bartek zdecydował się wyjechać, kiedy przypomniałam mu o tym, jaki był kiedyś. Czułam, że musiał tam być. Bo jak nie tam, to gdzie?
Dlatego z samego rana zebrałam się i nikomu nic nie mówiąc, zostawiłam tylko kartkę na stole „Pojechałam na zakupy a później będę u Martyny”. Miałam nadzieję, że nikogo zaniepokoi moje zachowanie, w końcu był dzień wolny i nie musiałam się uczyć.
Jadąc zastanawiałam się co zrobię jak nigdzie Go nie spotkam… Naprawdę liczyłam na to, że jednak tak nie będzie, przecież znałam Go, moje serce biło w Jego kierunku i nie mogło się mylić. A co jeśli to było tylko złudzenie? No nic, musiałabym wrócić i czekać na Niego, jak kopciuszek na księcia. Dwugodzinna podroż minęła mi nawet szybko i bez większych przeszkód. Będąc już na miejscu najpierw pojechałam na cmentarz. Doskonale pamiętałam gdzie był pochówek Jego mamy, natomiast będąc już w zamierzonym miejscu, nie spotkałam Bartka. Było tam czysto a grób odgarnięty z liści, co oznaczało, że ktoś musiał tam być. Była jesień i groby dookoła były przykryte liśćmi a tu znajdowały się tylko dwa. W wazonie były też świeże kwiaty a dookoła stały prawie nowe znicze. Odmówiłam pacierz i ruszyłam w dalsze poszukiwania. Poszłam do parku, do którego zaprowadził mnie wtedy Bartek. To tutaj opowiadał mi o sobie i o tym, przez co przeszedł. To miejsce tak bardzo mi się z Nim kojarzyło. To był wspaniały czas, miłość się rodziła i tylko my się liczyliśmy. Czemu ten stan nie mógł trwać wiecznie? Najgorsze było to, że tam również nie było chłopaka. Może siedział w jakimś hotelu? Ale to było szukanie nadaremno. Nigdzie by mi przecież nie udzielili takich informacji.
Zrezygnowana poszłam na obiad i po godzinie znowu ruszyłam już w ostatnie miejsce, które przyszło mi do głowy. Kiedy weszłam w osiedle to na trzepaku pomiędzy blokami, zobaczyłam chłopaka, który tak bardzo przypominał mi Bartka, a gdy podeszłam bliżej, miałam już pewność, że to był On.
- Posuniesz się? – zwróciłam się do chłopaka, który siedział plecami do mnie. Z wrażenia niemal nie spadł z siedziska. Uśmiechnęłam się do Niego promiennie, byłam z siebie dumna, że dokonałam czegoś z pozoru niemożliwego.
- Jak mnie znalazłaś? – był tak zaskoczony, że oczy miał wielkie jak pięciozłotówki. Słyszałam w Jego głosie nutkę przerażenia, chyba musiał mieć mnie za jakąś czarownicę. Śmiać mi się chciało, bo byłam szczęśliwa, że mogłam Go zobaczyć, spojrzeć w te oczy, za którymi tak bardzo tęskniłam.
- Moje serce mnie tu przyprowadziło – może nie powinnam być aż tak szczera, ale samo mi się to wymsknęło. Chciałam mu powiedzieć, że nawet gdyby uciekł na koniec świata, to i tak bym Go znalazła, ale wolałam już to zostawić dla siebie. Bartek zrobił to, o co Go poprosiłam i usiadłszy obok Niego wpatrywałam się w to co działo się dookoła. – O czym myślisz? – chciałam poznać temat Jego rozważań, jak i by wpuścił mnie do swojego wnętrza. Już miałam dosyć trzymania się z dala, obserwowania z boku stanu w którym się obecnie znajdował.
- Ile zmarnowałem czasu. Piłem trzy tygodnie, jak nie piłem to byłem na kacu… Tyle straciłem, zaniedbałem a teraz już nie mogę cofnąć czasu – chłopak nie patrzył na mnie, ale przed siebie, czułam, że to była ucieczka od spojrzenia mi w oczy. Z Jego ust, wraz z wypowiedzianymi słowami, wylało się sporo żalu i niechęci do własnej osoby.
- Ale możesz to naprawić- próbowałam zaszczepić w nim choć odrobinę optymizmu. Chciałam sprawić, by poczuł się lepiej, znalazł jakąś iskierkę, że przecież nic jeszcze tak bardzo nie zawalił.
- Myślisz, że wszystko da się naprawić? – wtedy spojrzał na mnie a na Jego twarzy panował wielki znak zapytania. To pytanie nie było łatwe, a ja czułam, że On chciał w ten sposób uzyskać ode mnie jakąś deklarację.
- Jeśli się bardzo chce to tak- byłam głęboko przekonana o tym, że to co wydarzyło się między nami dało się jeszcze naprawić, sprostować. Na pewno nie byłoby to łatwe, ale warto było chociaż spróbować.  Bartek przez chwilę milczał, a ja chciałam dać mu czas na przemyślenie tego, co powiedziałam.
- Miałaś rację z tym, że jestem słaby i gdyby nie Ty, to byłbym taki jak moja matka. Kochałem Ją i to bardzo mocno, ale ona pijąc zmarnowała swoje życie. Jestem za słaby by to wszystko naprawić- nie wiem czy to było tylko złudzenie, ale On chyba czuł pogardę do siebie, a mnie ciężko było to znosić. Nie wiedziałam jak miałam mu pomóc, ulżyć… Za bardzo cierpiał, a ja nie mogłam tak spokojnie na to patrzeć. 
- Nie jesteś słaby, po prostu się zgubiłeś, ale już jest dobrze – złapałam Go za rękę a On ponownie na mnie spojrzał, natomiast na Jego twarzy nie było nawet krzty radości. On się załamał a ja byłam bierna, nie umiałam znaleźć sposobu, by ściągnąć z Niego ten ciężar.
- Zgubiłem Ciebie. Zachowywałem się jak dupek i na dodatek Cię uderzyłem, a Ty mimo wszystko jesteś, przyjechałaś tutaj, dla mnie – nie sądziłam, że Bartek do tego dojdzie, że przyjmie mój punkt widzenia. Powoli rozumiałam dlaczego się tak zachowywał, zawiódł samego siebie a ja starając się mu pomóc, tak naprawdę uświadamiałam mu, co stracił.
- Proszę, nie wracajmy do tego. Każdy popełnia jakieś błędy, najważniejsze jest by je dostrzec – dotknęłam dłonią policzka Jego twarzy by sprawić by chociaż o odrobinę zmniejszyły się u Niego wyrzuty sumienia, lecz to nie poskutkowało. Nie dało się od razu tego pozbyć.
- Tylko ja wiem, że ja nie dam rady tego naprawić, za dużo złych rzeczy zrobiłem – Bartek zawsze był silny i pewny siebie, a w tamtej chwili był zupełnie inny. On nigdy  nie rozczulał się nad swoim losem, więc wiedziałam, że to, co mówił, to nie było z powodu wzbudzenia litości, ale to były Jego uczucia.
- Nie mów tak, poradzisz sobie, razem sobie z tym poradzimy – oczywiście, że tliła się we mnie iskierka nadziei, że wrócimy do siebie i razem stawimy czoła wszelkim przeciwnościom. Tylko ja, pewnych rzeczy nie mogłam zrobić sama, potrzebowałam Jego.
- Jesteś taka dobra, wspaniała a ja…Słaby idiota, który stracił swój sens życia – chłopak puścił moją dłoń i odwrócił głowę i drugim kierunku i schował ją w swoich dłoniach. Zabolało mnie to, ale rozumiałam Jego zachowanie. Natomiast to, że miał wyrzuty sumienia utwierdzało mnie w przekonaniu, że czuł, kochał.
- Hej, spójrz na mnie – zeszłam z trzepaka i stanęłam naprzeciwko chłopaka- jestem przy Tobie i nigdzie się nie wybieram, ok? Nie mów tak o sobie, jesteś silnym chłopakiem, który w tych murach doznał sporego zła. Wyszedłeś z tego, poradziłeś sobie i to powinno Ci pokazać jak silny jesteś. Nie wszyscy mieli tyle odwagi co Ty – mimowolnie wskazałam ręką na przechodzącego „dresa”, który szedł dosyć chwiejnym krokiem. To powinno mu pokazać, że On był lepszy, że dał radę.
- Ja nie chcę byś uznała, że użalam się nad sobą… Ja czuję, że jestem słaby, okazałem się dupkiem, który rani wszystkich dookoła – najgorsza była dla mnie świadomość, że czułam, iż mu nie pomagałam. On traktował to jako manifest dobra z mojej strony, ale tak nie było. To moja miłość do Niego nie pozwalała mi Go zostawić. Czułam potrzebę tkwienia przy Nim. 
- Spójrz mi w oczy… Nie byłabym z kimś, kto jest zły. Masz w sobie piękno i musisz je w sobie dostrzec, ja je zobaczyłam – uważałam Go za wspaniałego chłopaka, który pomimo swoich 20 lat, przeszedł znacznie za dużo, doznał wielkiej krzywdy, ale pozbierał się z tego. Każdy ma jakieś swoje wady, ale tak naprawdę Bartek był wzorem dla mnie, przykładem siły. Nie wiem czemu nie potrafiłam mu tego powiedzieć…
- Przejdziemy się? – ta propozycja wydała mi się posunięciem na przód, nadzieją, że razem wrócimy do domu i wszystko sobie wyjaśnimy.
- Jasne – uśmiechnęłam się do chłopaka i po opuszczeniu osiedla poszliśmy do parku. Spacerowaliśmy a dookoła Nas nie było za dużo ludzi. Chciałam złapać Go za rękę, lecz On swoje dłonie trzymał w kieszeni. Wydawało mi się, że On specjalnie trzymał dystans pomiędzy nami, że bał się złamać barierę.

- Przepraszam Cię za to wszystko, że Cię wtedy uderzyłem, krzyczałem, wyrzuciłem z domu, byłem nieprzyjemny, za moje zachowanie w klubie. Przepraszam, że zapomniałem o Twoich urodzinach, że byłem oschły kiedy do mnie przychodziłaś… - kiedy byliśmy na końcu alejki, Bartek zatrzymał się i patrząc mi prosto w oczy zaczął mówić, wylewać z siebie to, co w Nim tkwiło, czym mnie bardzo zaskoczył, bo widziałam, ile go to kosztowało. Był bardzo poważny, ale także skupiony nad swoimi słowami. On nigdy nie był zbyt wylewny, rzadko mówił o swoich uczuciach, a jak już to robił to nie było byle co.
- Bartek… - nie chciałam dłużej tego słuchać i przypominać sobie tego, co działo się w przeszłości. Pragnęłam mu przerwać, zapomnieć i już nigdy do tego nie wracać.
- Proszę pozwól mi skończyć – Bartek z ogromnym smutkiem w oczach spojrzał na mnie i widziałam, że miał jakiś plan, że rozpoczynając tą rozmowę miał określony cel, a mnie, dało to nadzieję na wskrzeszenie naszego związku - Chciałbym abyś wiedziała, że to Ty jesteś dla mnie najważniejsza. Nie ma nikogo ponad Tobą. Nawet w momencie, gdy Cię raniłem, nie przestawałaś walczyć o mnie, martwiłaś się… A ja zamiast to docenić, wynagrodzić, raniłem Cię jeszcze bardziej… - Jego głos powoli się załamywał i stawał się cieńszy. Czułam, że powoli traciłam kontekst i nie bardzo rozumiałam do czego zmierzał.
- Bartek, ja…
- Już dłużej nie mogłem patrzeć Ci  w oczy z świadomością, że zrobiłem…. – Bartkiem rządziła niepewność, tak jakby pewne słowa nie chciały przejść mu przez gardło, co rusz przerywał swoją wypowiedź kompletnie zmieniając kontekst, co powodowało, że jeszcze bardziej się gubiłam - Te oczy… one tak mnie kochają a ja stchórzyłem… Z każdym dniem, kiedy nie poddawałaś się, wiedziałem, że stałem się dla Ciebie najgorszym chłopakiem, że nie jestem Ciebie wart… Że nie zasłużyłem na tą miłość - delikatnie gładził moją twarz swoją dłonią a przy tym nie spuszczał wzroku z moich oczu, tylko, że ja byłam skołowana, nie umiałam tych wszystkich słów połączyć w jedną całość.
- O co chodzi? – On trzymał mnie w niepewności a ja już wariowałam. Czym mnie tak skrzywdził, że nie mógł patrzeć mi w oczy? Bałam się tego, co chciał powiedzieć, tak naprawdę nie chciałam tego wiedzieć. Przez chwilę myślałam, żeby powstrzymać Go od powiedzenia kolejnego słowa, ale chyba nie umiałabym żyć wiedząc, że On coś skrywał. Mieliśmy być wobec siebie szczery i to była ta chwila.
- Po tym jak się rozstaliśmy, ja… Nie wiem jak to się stało, ale …. Spałem z Agnieszką… Ja wiem, że to, że wtedy nie byliśmy razem to nie jest żadnym wytłumaczeniem, to, że byłem pijany też nie… - Bartek tłumaczył swoje zachowanie, ale do mnie nic nie docierało. Nie wierzyłam Jego słowom, to musiał być sen. Przecież On by mi tego nigdy nie zrobił! Nigdy!  Miałam ochotę krzyczeć, uderzyć Go, uciec… Tylko co mnie powstrzymywało? Czemu nawet w takiej chwili moja miłość do Niego była silniejsza?!
- Masz rację, to nie jest wytłumaczenie… - te słowa były tak bardzo obojętne, że sama siebie nie poznawałam. Rozglądałam się dookoła, chcąc znaleźć jakiś punkt zaczepienia, świat mi się rozpadał, wszystko dookoła wirowało, a ja byłam w samym centrum tego piekła. Ironizowałam i całą swoją siłę przekierowałam na swoje oczy, starałam się powstrzymać łzy, wyswobodzić swoje ciało z szoku w którym aktualnie się znajdowało.
- Gosia, przepraszam… Kocham Cię. Rozumiesz? To Ciebie kocham. Proszę, powiedz coś… - Bartek zrobił krok do przodu a ja szybko się odsunęłam, zrobiłam to mechanicznie, nawet nie myślałam nad swoim zachowaniem. Najgorszy był widok  Jego łez, pomimo, że zasłużył na to, by cierpieć, nie umiałam tego znieść.
- Co chcesz usłyszeć? Nie wierzę, że tak szybko w Nas zwątpiłeś, nie wierzę… – chciałam krzyczeć, ale nie potrafiłam. Swoje emocje pokazywałam jedynie przez łzy… Czułam się zawiedziona, zdradzona. Jak kretynka walczyłam o Niego  a On w tym czasie spał z inną. Czym sobie na to zasłużyłam?! Czy ja naprawdę na to wszystko zasługiwałam?! To było okropne. Stałam tam nie wiedząc co dalej, jak miałam żyć? To wszystko było bez sensu. Moje życie było bez sensu.
- Nie zwątpiłem nawet na moment- wytarł łzę spływającą mu po policzku a ja przestałam mu wierzyć. W tamtym momencie całe zaufanie, jakim Go obdarzałam, legło w gruzach. Pomimo, że moje serce ciągnęło do Niego niczym ryba do wody, to stawał mi się obcy i taki cholernie daleki. Brzydziłam się nim, nie chciałam nigdy więcej dotknąć Jego ciała.
- To o czym myślałeś, jak z nią spałeś?! Może o tym jak bardzo mnie kochasz?! Nie wierzę, że cały czas robiłeś mi wyrzuty o Piotrka a później…. To jest chore…– byłam rozżalona i taka naiwna. To On powinien czuć się obrzydliwie, czuć wstręt do siebie a tymczasem to ja to odczuwałam. Nienawidziłam siebie. Musiałam być nikim skoro zrobił mi coś takiego. Tylko czemu musiał być dla mnie tak ważny?! Po cholerę mówił mi, że mnie kocha? Łzy coraz silniej leciały mi po policzkach a ja chciałam upaść na ziemię i już się nie podnieść.
- Gosia to nie tak…
- To niby czemu ona u Ciebie mieszka?! Szybko mnie wymieniłeś a ja łudziłam się, że to tylko znajoma, że mnie kochasz, że będziemy razem! Martwiłam się o Ciebie, przyjechałam tutaj z nadzieją, że… Boże jaka ja byłam naiwna…  – byłam jak słodka idiotka, zakochana, zdradzona, porzucona… Czułam się brudna, a najgorsze było to, że nie mogłam zedrzeć z siebie tego brudu. Paliło mnie od środka, a ja czułam, że nie dam rady stawiać oporów, że tym razem sobie nie poradzę, to było za dużo jak na mnie.
- Jest u mnie tymczasowo, dopóki nie znajdzie sobie jakiegoś miejsca do mieszkania. Ja naprawdę Ciebie kocham – może i mówił prawdę, ale już mu nie umiałam wierzyć. Za dużo było kłamstw z Jego strony, a ja nie wiedziałam w co wierzyć. Jak można kogoś kochać i od razu o Nim zapomnieć? Spać z kimś innym podczas gdy ta osoba walczy?
- I postanowiłeś to wykorzystać, śpiąc z nią?! To jakiś rodzaj zemsty? – szukałam logicznego wytłumaczenia Jego zachowania, ale na nic nie mogłam wpaść. Czy w ogóle istniało coś takiego jak logiczne wytłumaczenie zdrady?
- Nie, ja naprawdę żałuję – po tych słowach, spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam łzy. On cierpiał, może nie mniej niż ja, ale…
- I dobrze! Przynajmniej wiem, że masz wyrzuty sumienia i to niech one Cię dręczą – pomimo swojej oschłości i złości, te słowa nie były prawdą. Nie chciałam by tak samo jak ja cierpiał i to było najgorsze. Zasługiwał na to by czuć się tak jak ja, ale nie życzyłam mu tego. Bardzo chciałam by był szczęśliwy, radosny…
- Proszę, zaufaj mi, daj mi szansę. – Jego błagalny głos nawet mnie nie wzruszył, nie miałam wątpliwości odnośnie tego, jak powinnam się zachować.
- Mam do Ciebie tylko jedną prośbę… Wróć do domu. Jacek się o Ciebie martwi, Agnieszka również- zamiast martwić się o siebie, ciągle to on stał na pierwszym miejscu. Myślałam nie o tym jak ja się czuję, ale o tym żeby nie zawalił sobie życia, by nie stracił szkoły. Byłam niczym Matka Teresa, która pomimo doświadczonego cierpienia nie umiała wyzbyć się siania dobra.
- Ale to Ty jesteś dla mnie najważniejsza! – podszedł do mnie bardzo blisko i nawet nie wiem kiedy, ale nasze usta się złączyły w pocałunek. Czułam, że to było na pożegnanie, tylko, że z jego strony wyglądało to całkiem inaczej. Na początku odwzajemniłam pocałunek, ale już po chwili, po prostu nie mogłam, to obrzydzenie nie dawało mi spokoju.
- Wróć… Przepraszam  - z płynącymi łzami biegłam ile tylko sił miałam w nogach, chciałam być jak najdalej od niego, chciałam uciec i już nigdy Go nie zobaczyć. Słyszałam jak Bartek wpadł na jakiegoś przechodnia, więc postanowiłam wykorzystać ten moment przewagi i wsiadłam do samochodu i z piskiem opon odjechałam. Widziałam go jeszcze w lusterku, jak chowając twarz w dłonie usiadł na krawężniku i tak siedział, kiedy ja już straciłam Go z oczu. Łzy nie przestawały mi płynąć po twarzy, wręcz było ich coraz więcej, a ja chciałam być jak najdalej od Niego.



Kochani! Jutro przede mną bardzo, ale to bardzo ważna rozmowa, od której zależy moja przyszłość, spełnienie marzeń i realizacja już dawno postawionych celów. Jestem bardzo zestresowana i przerażona, ale wiem, że jak nie spróbuję to będę tego  żałować. Właśnie wyruszam w pięciogodzinną podróż do Krakowa, więc przez kilka dni będę dostępna tylko na instagramie - instagram/paulina.opowiadania konto będzie odblokowane na te kilka dni więc zapraszam :)