wtorek, 19 sierpnia 2014

The experience cz 169

Wczoraj Marcin powiedział mi, że Bartek trochę się wściekł, że oddałam mu naszyjnik i kwiaty, był też zdzwiony moją nieobecnością. Dlatego też dzisiaj bałam się iść do szkoły, bo nie wiedziałam czego się spodziewać i jak Bartek będzie się zachowywał. To wszystko mnie przerastało i niestety nie mogłam nic na to poradzić. Nie mogłam się przenieść do innej szkoły a w obecnym położeniu, naturalnym było to, że będę się z nim widywać przynajmniej 3 razy w tygodniu, kiedy mieliśmy angielski. Nie wiedziałam co robić, jak przezwyciężyć to, co siedziało w moim sercu. Te obawy, strach, nie dawały mi spokojnie spać i żyć. Ciągle czułam niepokój i toczyłam wewnętrzną bitwę. Najchętniej wyprowadziłabym się daleko stąd i zaczęła żyć na nowo, kompletnie zapominając o przeszłości, lecz teraźniejszość mi na to nie pozwalała. Na dodatek,  nie mogłam sobie pozwolić na to, by opuścić kolejny dzień szkoły. Kiedy tylko się ubrałam od razu zeszłam na dół, gdzie standardowo siedział tato.
- Hej – przywitałam się z nim całusem w policzek i usiadłam naprzeciwko – Co z moim samochodem? – przez ostatni czas do szkoły jeździłam to z tatą, to szłam na pieszo. Czasem też korzystałam z autobusu, natomiast nie mogłam się doczekać, aż będę mogła jeździć swoim samochodem.
- No jeszcze trochę postoi w warsztacie bo czekamy na części, ale podrzucę Cię do szkoły a z powrotem zadzwonisz do Marcina – tato przeglądał gazetę i wydawał się być trochę przygnębiony, chyba ze względu na mamę, ale nie chciałam poruszać tego tematu. Byłam zdania, że lepiej czasem coś przemilczeć niż powiedzieć o kilka słów dużo. Kiedy zjedliśmy śniadanie, tato podrzucił mnie do szkoły, a sam pojechał do pracy. Jak tak na niego patrzyłam, to było mi go bardzo szkoda i gdybym tylko mogła, to sprawiłabym, żeby mama wróciła, ale nie można było kogoś zmusić do miłości. On był taki kochany i dobry, że naprawdę nie zasługiwał na takie traktowanie.
Pierwsze lekcje mijały tak jak zwykle, a wszystko było w porządku dopóki nie zobaczyłam Bartka, który stał razem z Martyną. O czymś rozmawiali i byłam trochę zdziwiona, że to robili, natomiast nic mi było do tego. Trochę ciążyła mi ta kłótnia z Martyną, czułam, że nie zachowałam się w porządku i powinnam była ją przeprosić. Byłyśmy przyjaciółkami a ja za bardzo się wściekłam.
- Gosia możemy porozmawiać? – kiedy stałam na korytarzu i myślałam o tym, co widziałam, podszedł do mnie kolega z klasy, Mariusz. Byłam trochę odludkiem i mało z kim utrzymywałam bliższy kontakt, zazwyczaj były to normalne relacje, nigdy nic głębszego.
- Jasne, co tam? – uśmiechnęłam się do chłopaka a w głębi byłam zaskoczona, że chciał ze mną rozmawiać. Uznałam, że zapewne chodziło mu o jakieś notatki czy coś w tym stylu.
- Zastanawiałem się czy nie zechciałabyś zatańczyć ze mną poloneza. Oczywiście jak jeszcze nie masz pary – wtedy jego wzrok powędrował na Bartka a kiedy i ja spojrzałam w miejsce w którym stał mój były chłopak, zobaczyłam, że razem z Martyną przyglądał się mnie i mojemu rozmówcy. Na początku nie wiedziałam co odpowiedzieć, ale po chwili chyba chcąc zrobić na złość Bartkowi, postanowiłam się zgodzić.
- Bardzo chętnie będę Twoją partnerką – szeroko i szczerze uśmiechnęłam się do Mariusza, który wydawał mi się również szczęśliwy z mojej odpowiedzi. Teraz już wiedziałam, że nie wywinę się z pójścia na studniówkę, ale może i dobrze się stało.
- Dziękuję – chłopak spontanicznie się do mnie przytulił a ja głośno się zaśmiałam. To była normalna rzecz a ja cieszyłam się z niej jak dziecko. Nie wiem czemu, ale bardzo mi to poprawiło humor. Poczułam się lepiej, może przez to, że ktoś mnie dostrzegł i docenił. Mariusz był fajnym kolegą, szczerym i naturalnym. Nigdy z nikim nie miał na pieńku i każdy darzył go sympatią, taka klasowa maskotka – To widzimy się w środę o 17 na próbie – szczerze, nie miałam pojęcia, że próby już się zaczęły, ale w sumie był już początek października, więc nie można było marnować czasu. Po pożegnaniu się z Mariuszem, jako ostatnia weszłam do sali i zajęłam miejsce obok Martyny, która trochę unikała mnie wzrokiem. Nie wiedziałam, czy było to przez naszą kłótnię, czy przez to, co przed chwilą widziała.
- Porozmawiamy na przerwie? – miałam dosyć kłótni i nieodzywania się, bo to trwało stanowczo za długo. Byłyśmy prawie jak siostry, więc postanowiłam zachować się odpowiednio jak na swój wiek i przełamać dzielącą nas barierę.
- Jasne – ulżyło mi kiedy dziewczyna się zgodziła i posłała mi promienny uśmiech. Pomimo, że tamten dzień nie zaczął się jakoś optymistycznie, to z upływającymi godzinami było o wiele lepiej. Martyny reakcja sprawiła, że polepszył mi się humor, nawet nie zważałam na to, że Bartek był w tej samej klasie i co rusz rzucał mi przez ramię dziwne spojrzenia. Chyba miał do mnie żal o to, że nie poszłam wtedy do tego parku a jeszcze oddałam mu kwiaty. Może zachowałam się dziwnie i po tym, co wspólnie przeżyliśmy, należało mu się to ostatnie spotkanie, ale nie miałam siły by z nim rozmawiać.
Po skończonej lekcji poczekałam na Martynę i wspólnie poszłyśmy na salę gimnastyczną.
- O czym chciałaś porozmawiać? – kiedy już chciałam zacząć swoje wyjaśnienia, Martyna pierwsza zaczęła rozmowę, ale po tonie jej głosu poznałam, że nie była na mnie śmiertelnie obrażona, chociaż mogło to być złudne wrażenie.
- Chciałam Cię przeprosić za swoje zachowanie i za to, że wtedy w szatni, tak na Ciebie naskoczyłam – naprawdę chciałam się pogodzić i przestać się gniewać. Bałam się tego, że Martyna będzie chciała szerszych wyjaśnień a ja nadal nie planowałam zdradzać permanentnego powodu rozstania z Bartkiem. – Proszę, nie gniewaj się na mnie – zastawiłam jej drogę i intensywnie wpatrywałam się w oczy przyjaciółki.
- Ja się na Ciebie przecież nie gniewam. To ja powinnam Cię przeprosić, że tak naciskałam. – po tych słowach rzuciłyśmy się sobie w ramiona i mocno przytuliłyśmy.
- Tak mi Ciebie brakowało – miałam w sobie przeogromną radość z odzyskania utraconej relacji. Pewna część mojego serca budziła się do życia niczym wiosna. Czułam, że miałyśmy wiele do nadrobienia, ale przecież czas nas nie ograniczał.
- Może zrobimy sobie małe wagary i zamiast ćwiczyć posiedzimy na ławce i pogadamy? – bardzo spodobał mi się pomysł Martyny. Nie chciałam odwlekać tej rozmowy, a przecież z wf i tak miałam zwolnienie, więc nic nie traciłam.
- Jak najbardziej – w radosnych humorach poszłyśmy na salę gimnastyczną i zajęłyśmy najbardziej oddaloną ławkę, by nikt nam nie przeszkadzał. Przez chwilę skupiłam wzrok na wchodzącym Bartku, który również na mnie patrzył, ale od razu się odwrócił i odszedł w przeciwnym kierunku. Nie wiedziałam jak zacząć tą rozmowę by nie zaczynać tematu powodu rozstania z Bartkiem. Nie byłam pewna, czy chłopak jej zdradził co zaszło pomiędzy nami.
- Gosia, wiem, że nie chcesz mówić o Bartku i nie będę wałkować tego tematu, ale jesteś pewna, że chcesz to zakończyć? On Cię kocha, wiem, bo sam mi to powiedział. Wiem też, że byłaś w nim szalenie zakochana – jasne było to, że nie ominiemy tematu Bartka. Tym razem nie mogłam zbyć Martyny a nie chciałam się z nią kłócić. Jako moja przyjaciółka, zasługiwała na jakieś wytłumaczenie, chociaż najdrobniejsze.
- Tak naprawdę to nie wiem czego chcę, wiem co czuję. Jestem cholernie wściekła na niego, straciłam do niego zaufanie. Nie będę kłamać, że go nie kocham, ale na samej miłości nie zbuduję związku – zrobiłam się bardzo poważna i zasępiała. O dziwo, tym razem wiedziałam co czułam, ale nie wiedziałam co robić. Jedna część mnie bardzo tęskniła a inna nienawidziła.
- Szkoda… A czego chciał od ciebie ten laluś? – widziałam zawód na jej twarzy, który widziałam ostatnio na wielu twarzach ludzi.
- O kim mówisz? – nie rozumiałam o czym i o kim mówiła Martyna.
- O Majewskim, czemu Cię przytulał? – zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia, że Mariusza nazwała lalusiem, zastanawiałam się skąd jej się to wzięło, przecież to był zwykły i normalny chłopak, a ona wcale pochlebnie się o nim nie wypowiadała, a z tego co mi się wydawało, to każdy lubił Mariusza.
- Czemu tak o nim mówisz? Przecież to spoko chłopak – zanim zamierzałam odpowiedzieć jej na zadane mi pytanie, chciałam obronić Mariusza. On nie zasługiwał na takie słowa, nikomu nic złego nie zrobił.
- Proszę Cię, nie widzisz jak się ubiera i zachowuje? On jest jakiś dziwny. Zawsze taki nienaganny i w ogóle perfekcyjny – po tych słowach jeszcze bardziej nic nie rozumiałam. Fakt, Mariusz zawsze był zadbany i nigdy nie zdarzyło mi się popełnić jakiejś gafy a co więcej, widać było, że śledził najnowsze trendy modowe i za nimi podążał.
- Przestań, on jest naprawdę fajny. Jak poznasz go bliżej to się przekonasz, a ja nigdy optymistycznej osoby od niego nie poznałam. A co do twojego pytania, to będę z nim tańczyła poloneza – wiedziałam, że na darmo były moje przekonywania, bo od razu nie zmieniłabym jej podejścia do Mariusza. – A Ty, myślałaś nad swoim partnerem? – Martyna była nowa w szkole i za bardzo nikogo nie znała, więc pomyślałam sobie, że gdyby chciała, to na pewno jakiś chłopak z mojej klasy mógłby z nią zatańczyć.
- Tak, będę tańczyć z Bartkiem – po tych słowach Martyny zamarłam. Byłam w szoku, że ta dwójka będzie tańczyć razem, ale w sumie już mnie  to nie dotyczyło i nie powinno wywrzeć na mnie takiego wrażenia, jakie wywarło. Sama nie wiedziałam, czy miałam coś przeciwko czy nie, ale wiedziałam, że to nie była moja sprawa i nie powinnam była się w to mieszać.
- Aha, no to fajnie – próbowałam wydobyć z siebie chociaż odrobinę entuzjazmu, ale mi nie wychodziło. Byłam zaskoczona i chyba stąd się wzięła moja reakcja.
- Nie masz nic przeciwko, prawda? – dziewczyna patrzyła na mnie podstępnie, chyba chciała się doszukać zazdrości na mojej twarzy, ale tego uczucia we mnie nie było.
- A czemu miałabym mieć? Proszę cię, nie rozmawiajmy już o nim – wtedy wzrokiem szukałam postaci Bartka na sali i bez trudu znalazłam go kiedy grał w piłkę nożną. To było dziwne uczucie, niby był mi bardzo bliski a jednak daleki. Straciłam go i sama pozwoliłam mu odejść.


Czy to było normalne, że myślałam o chłopaku, którego widziałam zaledwie dwa razy w życiu? Siedziałam przy książkach, a w głowie nagle pojawiło się wspomnienie Kamila. Samą mnie to zaskoczyło i w żadnym wypadku nie zakochałam się w nim, ale on miał coś dziwnego w sobie, coś co chciałam odkryć. Bardziej chodziło mi o jego tajemniczość, niżeli o jakieś uczucia względem niego. Od naszego ostatniego spotkania minęły jakieś cztery dni i przez ten czas miałam szansę na ułożenie sobie wszystkiego w głowie. To nie było tak, że w Kamilu widziałam przyszłego chłopaka, nic w tym stylu. Po prostu z którejś strony czułam, że był interesujący. Nie miałam za dużo kolegów, a zdecydowanie lepiej czułam się w męskim gronie. Może to dlatego tak dobrze się bawiłam w obecności Kamila i może nawet trochę chciałam znowu poczuć to samo?
Może chłodziło o tą nowość i to, że mogłam być incognito? Może wreszcie miałam szansę poznać kogoś, kto nie patrzyłby na mnie przez pryzmat pieniędzy, wyglądu czy też zdobytych doświadczeń. Pragnęłam poczuć się wolna i niczym nie skażona, jak małe dziecko.
Nagle, moje rozmyślania przerwał dźwięk telefonu a na wyświetlaczu ujrzałam imię Kamila. Na początku się przeraziłam, bo miałam wrażenie, że wywołam wilka z lasu, jakbym była czarownicą. Musiałam się więc ocknąć i po długim sygnale odebrałam telefon.
- Tak słucham? – głos mi drżał i brzmiał jakbym była zniechęcona. Z podenerwowania aż usiadłam na kanapie i błądziłam wzrokiem po pokoju.
- Hej, tu Kamil. Nie przeszkadzam Ci? – czyli zgadłam, brzmiałam jakby był mi zupełnie obojętny, a może to dobrze, bo przynamniej nie pomyślał, że jestem jakąś  napaloną laską.
- Nie, przerwa od nauki dobrze mi zrobi. Co tam? – sama uśmiechnęłam się do siebie na to kłamstwo. Gdyby on wiedział, że wcale się nie uczyłam a myślałam o nim, to naprawdę uznałby mnie za wariatkę.
- Zastanawiałem się czy jak poproszę Cię o kolejne spotkanie, to nie będzie przesada z mojej strony – aż przygryzłam wargę na usłyszane zdanie. W jego zachowaniu była nutka nieśmiałości, która bardzo mi imponowała. Szybko myślałam nad tym, co odpowiedzieć by czasem nie palnąć czegoś głupiego.
- Może mała, ale chętnie się zgodzę – miałam dobry humor i chciało mi się żartować. To nie było tak, że naśmiewałam się z Kamila, ale czułam, że on też się trochę zgrywał.
- To miło, że chcesz dla mnie nagiąć swoje zasady – przez słuchawkę dodarł do mnie cichy chichot chłopaka, który spowodował, że i ja się zaśmiałam. Sama nie wiedziałam co my robiliśmy, niby chodziło o zwykłe, niezobowiązujące spotkanie, a bawiliśmy się jak dzieci.
- Jakie tam zasady, po prostu jestem kulturalna – podobała mi się ta nasza mała gra słowna. Oczywiście, że miałam ochotę by się z nim spotkać, ale przecież nie mogłam mu tego wprost powiedzieć. Kobiety to jednak skomplikowane istoty, a ja byłam ich jakąś dziwną kumulacją.
- Rozumiem, biedakom się nie odmawia – Kamil ciągnął to, co ja zaczęłam i szło mu naprawdę dobrze. Każde kolejne jego zdanie wprawiało mnie w coraz to lepszy humor.
- Od razu biedakom – zagrałam udawaną litość i ciągle ukrywałam prawdziwe uczucia i intencje.
- To czuję się wyróżniony. Kiedy Panienka znajdzie dla mnie czas? – ten chłopak z każdym słowem sprawiał, że obdarzałam go coraz to większym zainteresowaniem. Kto w tych czasach mówił „panienko”? A przecież to brzmiało tak uroczo, że pragnęłam słyszeć to coraz częściej.
- Nie wiem, mam bardzo zapełniony kalendarz, ale jeśli Pan zechce zjeść ze mną obiad to możemy nawet jutro – zastanawiałam się, czy nie powinnam była trochę odwlec tego spotkania, by pokazać mu, że wcale mi nie było spieszno, ale czas było zakończyć te gierki i bawienie się w kotka i myszkę.
- Bardzo chętnie będę jutro Pani towarzyszył. O której więc mam przyjechać? – zadziwiające było to, że z Jego ust takie staroświeckie słowa brzmiały naprawdę bardzo naturalnie i szczerze.
- Będę oczekiwała o 15 pod szkołą. Do zobaczenia – pożegnałam się z chłopakiem a on tylko odpowiedział mi „Do zobaczenia” i się rozłączył. Po tej rozmowie byłam weselsza i od razu zabrałam się za naukę, która o dziwo szła mi znacznie lepiej niż przed tą rozmową.
Nie angażowałam się zbyt mocno w tą znajomość, ale po prostu brakowało mi kogoś zupełnie normalnego i naturalnego w moim życiu, kto nie będzie ciągle myślał o tym co przeszłam, zamartwiał się o moje zdrowie i życie emocjonalne. Każdy ostatnio patrzył na mnie jak na ofiarę, bo nie oszukujmy się, ten ostatni rok doświadczył mnie o dużo przykrych emocji. Zaczęło się od rozstania z Bartkiem, przez śmierć Maćka, rozstanie z Piotrkiem, pobyt w szpitalu, kłótnie z Bartkiem, wyprowadzenie z domu, rozstanie rodziców, rozstanie z Bartkiem… Nie wiem czy jeszcze o czymś nie zapomniałam. Nie chciałam użalać się nad sobą, dosyć było tego smutku i nostalgii. Kamil był normalny, zwykły, nic o mnie nie wiedział, niczym nie byłam naznaczona a na dodatek przy nim nie musiałam dużo mówić, lubiłam go słuchać a on za wszelką cenę, chciał pozbyć się tego „smutku w moich oczach”. 

Co myślicie o tej części? 
Jak chcecie zobaczyć co się właśnie u mnie dzieje, to zapraszam na instagram/paulina.opowiadania

sobota, 16 sierpnia 2014

The experience cz 168

Hej!
Tak jak zapowiadałam, mam dla Was kilka informacji.
Otóż, jutro wyjeżdżam na upragnione wakacje. Jeszcze nie wiem kiedy wrócę, dlatego też zaraz siadam do pisania i będę planować następne części byście zupełnie nie pozostali bez niczego. Życzę Wam miłego czytania, a ja zaraz biorę się za pakowanie!
Cały czas możecie mnie śledzić na instagram/paulina.opowiadania 

Kiedy się obudziłam poczułam się całkiem normalnie, a może nawet odrobinę szczęśliwa, głównie z tego względu, że Kamil pokazał mi, że mogę normalnie żyć i wcale ze mną nie flirtował, nie czułam też nadmiernej sympatii z jego strony, to było czysto koleżeńskie spotkanie i takich mi brakowało. Wczoraj po kręglach, pojechaliśmy prosto do mojego domu, byłam już trochę zmęczona, a robiło się też późno. I pomimo, że nic nadzwyczajnego się nie działo, to czułam się szczęśliwa. Nadzwyczajne było to, że spędziliśmy ze sobą około pięć godzin i przez cały ten czas rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Może na początku oboje byliśmy trochę skrępowani, na szczęście po niedługim czasie to uczucie minęło. Niby widziałam Go dopiero drugi raz w życiu, a wcale tego nie odczuwałam. Każdy w moim otoczeniu był inny, skupiał się na uczuciach, dociekał temu, co stało się pomiędzy mną a Bartkiem itp. a Kamila to nie obchodziło, uszanował moją prośbę by nie mówić o przeszłości, bo ona przestała się dla mnie liczyć. Chciałam zamknąć ten rozdział i skupić się na innych sprawach. Nie było mi łatwo,  niestety wciąż kochałam Bartka i nie potrafiłam wyrzucić go ze swojego serca. To wszystko ładnie wyglądało tylko w filmach: miłość pokonująca wszelkie przeszkody, zakochani do końca życia mają w sercach obraz ukochanej osoby, ale w prawdziwym życiu liczyło się coś jeszcze. My po prostu uwierzyliśmy w tę bajkę, tak jak wielu przed nami i czas było zrozumieć, że to była tylko bajka i to z nieszczęśliwym zakończeniem. Każde z nas musiało iść swoją drogą, bo widocznie ktoś na górze nie przeznaczył nas sobie. Całą gorycz i smutek trzymałam w sobie, starając się schować te uczucia głęboko na dnie tak, by nie przedzierały się na wierzch.
Gdy wstałam, była już godzina 11 i od razu zeszłam na dół, gdzie tato siedział z Marcinem. Dowiedziałam się od nich, że mamy jechać na obiad do dziadków, więc od razu wróciłam do pokoju żeby się przebrać i gdy byłam gotowa ruszyliśmy. Spędziliśmy miło czas z dziadkami, rozmawialiśmy tak jak dawniej i nawet tata nie był już tak przygnębiony jak ostatnio. Po godzinie 15 wracaliśmy do domu, z tego względu, że  chciałam przygotować się na jutrzejszy dzień w szkole. W drodze powrotnej zastanawiałam się, co działo się z mamą, czy tata z Marcinem mieli z nią jakiś kontakt, bo od naszego ostatniego spotkania, które było miesiąc temu, ona się ze mną nie kontaktowała.
- Tato, a co się dzieje z mamą? – spojrzałam na niego kiedy staliśmy na światłach a na jego twarzy zobaczyłam błądzący wzrok i niepewność. Zaskoczyłam go swoim pytaniem, a on chyba nie był na to przygotowany. Milczenie powodowało, że przeczuwałam iż coś ukrywał. – Czemu nic nie mówisz? – ponagliłam go, ale nie wiedziałam czy dobrze robiłam. To chyba było dla niego bardzo trudne i zamiast zamilknąć i dowiedzieć się tego od Marcina, nie wiedząc czemu nadal drążyłam temat.
- Mama wyjechała ze swoim nowym facetem. – tato nie patrzył na mnie, tylko uciekał wzrokiem przed siebie. Na jego słowa odwróciłam się by zobaczyć minę Marcina, ale on też spoglądał w szybę. Zauważyłam złość na jego twarzy i sama też byłam zła na mamę. Przede wszystkim, że  kogoś sobie znalazła, później, że wyjechała i to jeszcze bez słowa. Z drugiej strony przynajmniej nie okłamywała taty. Do tamtego dnia, po cichu liczyłam, że rodzice jeszcze się zejdą i będą szczęśliwi, ale to chyba było już niemożliwe. Już nic nie odpowiedziałam na taty słowa tylko złapałam go za rękę, która znajdowała się na skrzyni biegów. Było mi go żal, bo nie zasłużył sobie na to, a na dodatek czułam, że nadal kochał mamę. Tak samo jak ja wciąż kochałam Bartka.
Gdy byliśmy w domu, tata poszedł do swojego gabinetu a ja z Marcinem siedzieliśmy przed telewizorem, oglądając zupełnie przypadkowy film.
- Szkoda mi taty, mama bardzo go zraniła – spojrzałam na brata, który też w tamtym momencie patrzył na mnie.
- Jak nas wszystkich. Wiesz, że ona nic mu nie powiedziała, że wyjeżdża? Byłem u niej w gabinecie i poprosiłem by porozmawiała z tatą, a ona wtedy oznajmiła mi, że wyjeżdża i to nie sama. Zakochała się i wychodzi na to, że jeszcze wtedy gdy tutaj mieszkała. Może dobrze się stało, że odeszła – nie spodziewałam się tego usłyszeć, a w Marcina głosie była niesamowita gorycz i żal do mamy. On przeważnie stawał po jej stronie i szedł w jej ślady, a tu taka zmiana. Mnie też było przykro, że mama nie umiała dotrzymać wierności tacie, że ośmieliła się go zranić. Nie wiedziałam czy kiedykolwiek będę potrafiła jej to wybaczyć, czy na nowo jej zaufam.
- Może lepiej, że już nas dłużej nie oszukiwała. Poradzimy sobie bez niej – przytuliłam się do brata i byłam pewna, że bez mamy też będziemy szczęśliwi. Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi a Marcin od razu ruszył by zobaczyć, kto był naszym gościem. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam jak obcy mężczyzna podawał Marcinowi ogromny bukiet białych, moich ulubionych, róż.
- O matko, jakie piękne – od razy wstałam z kanapy i podeszłam do brata. To był najpiękniejszy bukiet kwiatów jaki kiedykolwiek widziałam. Palcem przejechałam po płatkach jednej z róży a Marcin wyciągnął swoje ręce w kierunku moich podając mi podarunek.
- To dla Ciebie – na jego twarzy widniał uśmiech, a ja byłam kompletnie zaskoczona. Nie wiedziałam kto mógłby mi podarować tak cudowne kwiaty. Pierwszą osobą o której pomyślałam to był Kamil.
- To nie możliwe, jest jakiś bilecik? – starałam się przejrzeć kwiaty by zobaczyć, czy sprawca tego całego zamieszania nie pozostawił czasem jakiejś informacji dla mnie. Marcin pierwszy znalazł karteczkę i jej zawartość przeczytał na głos.
- Jeśli cokolwiek jeszcze do mnie czujesz, przyjdź do parku o 18. – te słowa sprawiły, że osłupiałam. Stałam nieruchomo i wpatrywałam się w Marcina mając nadzieję, że żartował. Te kwiaty nie były od Kamila, ale od Bartka. Już myślałam, że chłopak dał mi spokój a on teraz zamierzał o mnie walczyć, szkoda, że dopiero teraz. Usiadłam na krześle kładąc kwiaty na stole i wpatrywałam się w nie, nie wiedząc co zrobić. Byłam skołowana i kompletnie nie wiedziałam jak postąpić.
- Co zamierzasz? – wtedy podniosłam wzrok na brata, który stał obok mnie i wyraźnie czekał na jakiś ruch z mojej strony. Niby to pytanie było proste, ale z odpowiedzią było wręcz przeciwnie.
- Sama chciałabym to wiedzieć – poczułam się słaba i traciłam grunt pod nogami. To, co do tej pory udało mi się zbudować, zaczynało pękać a ja pozostawałam sama na polu bitwy.
- A co z Kamilem? – Marcin zaczynał siać jeszcze większy mętlik w mojej głowie i powodował, że intensywniej myślałam. Poniekąd życie zmuszało mnie do podjęcia decyzji, czy wrócić do Bartka, czy walczyć o swoją przyszłość. Pomimo, że starałam się wyobrazić swoją przyszłość u boku Bartka, to mi nie wychodziło.
- A co ma być? To było zwykłe, normalne spotkanie, nic nadzwyczajnego – byłam zdzwiona, że brat myślał, iż pomiędzy mną a Kamilem coś było. Traktowałam go jako zwykłego znajomego.
- Lubisz go? – Marcin nadal nie odrywał wzroku ode mnie i w ogóle nie ustępował. On nie przepadał za Bartkiem, więc chyba dlatego drążył temat Kamila.
- To nie ma związku z tym – wskazałam na kwiaty a tym samym chciałam dać mu do zrozumienia, żeby nie łączył sprawy Kamila z Bartkiem. Ciągle nie wiedziałam co robić, jak się ustosunkować do tego spotkania. Czasu do namysłu nie miałam za wiele, pozostały mi niecałe dwie godziny.
- Powiesz mi co zaszło pomiędzy Tobą a Bartkiem? Ostatnio powiedziałaś, że chciałabyś mu wybaczyć, ale nie potrafisz, co takiego masz mu wybaczyć? – on tak naprawdę nie wiedział, co do końca wydarzyło się pomiędzy mną a byłym chłopakiem. Nikomu nic nie powiedziałam, tylko ja i on, wiedzieliśmy o tym, co nas rozdzieliło.
- Dobrze, powiem Ci, ale obiecaj, że nic z tym nie zrobisz, przemilczysz to tak jak ja – nie chciałam tego więcej ukrywać, chować tylko w sobie. Zawsze, gdy komuś się zwierzałam, robiło mi się lżej. Nie byłam pewna, czy Marcin był odpowiednią osobą, ale ostatnimi czasy, miałam tylko jego.
- Obiecuję – złapał mnie za rękę i wtedy wzrok z kwiatów przeniosłam na niego. Jeszcze chwilę się wahałam, ale był moim bratem i powinnam była mu zaufać. Przecież obiecał, że nic nie zrobi….
- Kiedy się rozstaliśmy, Bartek spał się z inną dziewczyną, a później zrozumiał, że jednak chce być ze mną. – czułam się winna i wstydziłam się tego, co się stało, a to przecież Bartek powinien był się wstydzić. Czułam się źle z tym wszystkim, a głównie z tym, że Bartek nie chciał dać mi spokoju. Najgorsze było to, że nie byłam pewna, czy aby na pewno chciałam by pozostawił mnie w spokoju.
- Boli Cię to, co zrobił? – Marcin o dziwo, był spokojny, albo skutecznie maskował swoje prawdziwe uczucia. Bałam się, że brat się wzburzy i będzie chciał zemścić się na chłopaku, natomiast bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, starał się mnie zrozumieć, poznać moje uczucia.
- Bardzo – uciekłam gdzieś wzrokiem a w sercu poczułam bardzo nieprzyjemne ukłucie. – Przepraszam, pójdę do siebie – nie mogłam już dłużej tam siedzieć, bo czułam, że jeszcze chwilę a bym się rozpłakała a tego nie chciałam. Musiałam być silna i trwać dłużej w tym, co już wcześniej postanowiłam. Marcin nic już więcej nie powiedział a ja wzięłam kwiaty i udałam się do swojego pokoju.


Długo zastanawiałam się co zrobić z liścikiem od Bartka, czy powinnam była tam pójść. Jedyne co wiedziałam a czego do końca nie byłam pewna, to to, że nie potrafiłam zapomnieć o tym, co mi zrobił, jak bardzo mnie skrzywdził. Mimo, że z całych sił chciałam przekonać swoje serce, by się nie smuciło się z powodu Bartka, to ono nie słuchało. Bałam się, że gdy pójdę do tego parku, to moja siła się gdzieś ulotni i zmięknę, a wtedy miałabym żal do siebie. Przecież obiecałam sobie, że nie będę wracała do przeszłości, że zacznę żyć na nowo. Byłam zła na niego, że chciał to zburzyć, że znowu wprowadzał niepokój do mojego życia.
Gdy podjęłam decyzję, wzięłam kwiatki i poszłam do pokoju Marcina. Tylko jego mogłam prosić o przysługę i o to, by mi pomógł. Nie byłam przekonana, co do tego, czy mogłam prosić go o taką pomoc, ale nikt inny by tego dla mnie nie zrobił.
- Proszę – usłyszałam głos brata zaraz po tym jak zapukałam w drzwi i weszłam do środka. Nie spodziewałam się zobaczyć u niego kogoś, wcześniej byłam przekonana, że był sam.
- Hej, przepraszam nie wiedziałam, że masz gościa – byłam szczerze zaskoczona, że był u niego kolega, już sięgnęłam z powrotem za klamkę by wyjść z pokoju.
- Zostań, to jest Kuba, a to moja siostra – brat przedstawił mi swojego gościa i wtedy ponownie odwróciłam się do chłopaków. Nie czułam się zbyt komfortowo. Stałam tam trzymając piękny bukiet kwiatów a na dodatek miałam smutną minę.
- Gosia – uścisnęłam dłoń Kuby a swój wzrok przeniosłam na Marcina.
- Coś się stało? – brat filtrował mnie wzrokiem co sprawiało, że tym bardziej chciałam wyjść.
- Nie nic, chciałam Cię o coś prosić, ale nie będę wam przeszkadzać – zatrzymałam wzrok na Marcinie a po chwili już zamierzałam się odwrócić by ostatecznie wyjść, tylko to nie było takie łatwe. Marcin  nie zamierzał mi odpuścić.
- Nie przeszkadzasz. O co chodzi? – Jego zachowanie było inne przez naszą rozmowę w kuchni. Mogłam zapomnieć o normalnym traktowaniu z Jego strony. Z wbitym wzrokiem w ziemię usiadłam na łóżku i zastanawiałam się czy dobrze robiłam. 
- To nic takiego, zapomnij – kiedy wstałam z kanapy Marcin ruszył w moim kierunku i złapał mnie za rękę tak, że musiałam patrzeć mu w oczy. On nie zamierzał mi odpuścić.
- Gosia, przyszłaś tutaj, więc musi o coś chodzić, nie krępuj się. – Marcin położył swoje dłonie na moich ramionach a ja wzięłam głęboki oddech i w końcu się odważyłam.
- Chciałam Cię prosić byś poszedł do tego parku i oddał mu te kwiaty – patrzyłam to na Marcina, to na kwiaty, które były przepiękne, ale niestety nie mogłam ich zatrzymać, ponieważ nie chciałam już niczego przyjmować od byłego chłopaka. Na szyi nadal miałam naszyjnik, który również kiedyś dostałam od Bartka.
- Dobrze, ale rozumiem, że nie chcesz bym mu przywalił, więc Kuba to zrobi – Marcin nagle odwrócił się patrząc na kolegę a ja podążyłam wzrokiem w tym samym kierunku.
- Jasne, nie ma problemu – zanim cokolwiek zdążyłam powiedzieć, Kuba zapewnił mnie, że nam pomoże. Byłam im obojgu wdzięczna za to, że poświęcali swój czas na załatwianie moich spraw.
- To jeszcze dasz mu to – odkładając kwiaty na łóżko, zdjęłam naszyjnik i zanim podałam go chłopakowi, jeszcze raz spojrzałam na biżuterię i powoli przejechałam palcami po zawieszce. Chciało mi się płakać, bo czułam, że to już był naprawdę koniec. To była jedyna rzecz, która pozostała mi po Bartku.
- Gosia… - widziałam jak Marcin zmagał się ze sobą, już nawet do mnie podchodził, ale uniosłam rękę i go zatrzymałam.
- Nie, to już odpowiedni czas - nie chcąc zupełnie się rozpaść na kawałeczki podałam Kubie naszyjnik i od razu wyszłam. Schowałam się w swoim pokoju, siadając w kąt i zakryłam twarz dłońmi. Bardzo dużo mnie to wszystko kosztowało i pomimo, że bardzo chciałam, to nie umiałam wrócić do tego, co było. Za bardzo mnie to bolało.
Resztę popołudnia spędziłam leżąc w łóżku i nawet o niczym nie myślałam. Po prostu bezczynnie leżałam i cierpiałam. Miałam ogromny żal do siebie, że pozwoliłam sobie na tchórzostwo, że straciłam siłę. Nie wiem kogo chciałam oszukać, że potrafiłam to wszystko znieść. Nie byłam przecież z kamienia, nie mogłam wyzbyć się swoich uczuć nawet wtedy, gdy były sprzeczne. Jedna część mnie, bardzo tęskniła za Bartkiem, inna go nienawidziła… Podobno od nienawiści do miłości była bardzo krótka droga, ale w naszym przypadku była przepaść. Nie potrafiłam się przemóc i stawić czoła. Nawet dzisiaj, stchórzyłam i wysłałam brata by oddał Bartkowi, to co było jego. Mogłam przecież tam iść, sama powiedzieć mu, by dał mi spokój i nigdy już nie nachodził, ale jako przykład rasowego tchórza, nie zrobiłam tego. Bałam się spotkania z Nim, że nie będę umiała spojrzeć mu w oczy, oprzeć się pokusie pocałowania czy przytulenia…