wtorek, 26 maja 2015

Trudna rozłąka cz 30

Zanim położyłam się spać postanowiłam zadzwonić do przyjaciela. Trochę nawet odwlekałam tą rozmowę, ponieważ godzinę siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w pola za oknem. Bałam się po prostu usłyszeć czegoś o moim tacie. Boże, jak to dziwnie brzmiało. Może przez to, że było mi to obce i dalekie, brzmiało tak beznadziejnie. Mój tata. Grzegorz Urbaniak. Trochę miałam wrażenie, że nie śledziłam swojego własnego życia, ale jakąś telenowelę. Próbowałam dowiedzieć się czegoś o ludziach, którzy o moim istnieniu nie mieli najmniejszego pojęcia. A może właściwie nie do końca tak było, bo ogólnie rzecz biorąc, oni wiedzieli, że moja mama miała dziecko tylko, że podążając za słowami mojej babci "puściła się z kimś na dyskotece". Super.
Chwilę nasłuchiwałam czy babcia położyła się już do łóżka, a kiedy tylko pod jej drzwiami usłyszałam delikatne chrapanie, wróciłam do siebie i wybrałam numer do przyjaciela.
- Halo? - słysząc głos Przemka, serce zabiło mi szybciej i niekoniecznie z powodu moich uczuć do niego. Z każdą chwilą moje zdenerwowanie wrastało i biłam się sama ze sobą, czy naprawdę chciałam się czegoś dowiedzieć, czy byłam na to gotowa...
- Cześć chłopaku, co robisz? - próbowałam trochę odbiec od tematu, chociaż po czasie, zrozumiałam swoją głupotę, bo przecież nie miałam żadnej pewności, że chłopak czegoś się dowiedział.
- Jestem u Łukasza i grzebiemy w internecie - na te słowa, aż usiadłam na łóżku bo bardzo dobrze wiedziałam w jakiej sprawie przeszukiwali internet.
- Macie coś? - mój głos przypominał szept, a samej zrobiło mi się dosyć słabo.
- Tak....
- Czekaj, nie mów, proszę - nie byłam na to gotowa, czułam, że sobie z tym nie poradzę. To było za dużo jak na jeden dzień. Chciałam odpocząć, oderwać się od tematu taty. Chyba za bardzo się w to wciągnęłam i z każdym krokiem dalej było trudniej.
- Iza, spokojnie. Stało się coś? - Przemka głos stał się czulszy i gdy tylko zamknęłam oczy, biorąc wdech czułam jego zapach, przypominałam sobie jak bezpiecznie czułam się w jego ramionach i jak silna się wtedy czułam.
- Nie, ja... Przemek ja chyba nie dam rady, nie dzisiaj - skuliłam się na łóżku i wpatrywałam się panującą dookoła ciemność.
- Spokojnie, źle się czujesz?
- Jestem przytłoczona, przy babci staram się trzymać, ale nie jest mi łatwo. Ona tak cierpi, chyba najbardziej z nas wszystkich - już nie potrafiłam powstrzymać łez i już nawet nie miałam siły by to robić. Nie miałam także siły by udawać, że wszystko dla mnie było w porządku, że tak naprawdę nic mnie to nie obchodziło i nie dotykało.
- Tobie też nie jest łatwo, co?- słyszałam jak chłopak zamyka drzwi i chyba postanowił zadbać byśmy nie mieli słuchaczy.
- Tak... boję się, że finalnie całkiem znienawidzę mamę. Nie rozumiem jak ona mogła... Patrzyła jak rozpadała się przyjaźń mojej babci i nic nie zrobiła. Brnęła w to wszystko dalej, jakby nie obchodziło ją to, co czują inni ludzie.... - nie rozumiałam gdzie w tym wszystkim miała być troska o mnie czy o mojego tatę. Nie chciała zniszczyć mu życia, a za to zniszczyła życie babci i moje. - Czy ona ją w ogóle kocha?
- Pewnie na swój sposób tak. Weź pod uwagę, że jej też musiało być ciężko. - oczywiście, że chłopak miał rację i to była jedyna rzecz, która jeszcze powstrzymywała mnie by całkiem źle nie myśleć o swojej mamie.
- Wiem, ona poświęciła się mnie i sama na wszystko zapracowała. Naprawdę ją kocham, ale nie wybaczę jej tego co zrobiła... nie potrafię... - nie chciałam nosić w sobie złych uczuć, a na pewno nie do niej, tylko, że nie potrafiłam. Myślałam, że szukanie taty to zmieni, ale to pogorszyło sprawę.
- Czas leczy rany, musisz dać sobie trochę czasu, jestem pewien, że ona zrozumie - Przemek był moim prywatnym psychoterapeutą i jego spokój był naprawdę kojący.
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. Możemy odłożyć nowinki o moim tacie dopóki się nie spotkamy?
- Jasne, może nawet tak będzie lepiej. Kiedy wracasz?
- Jutro o 19 mam autobus, więc około 21 będę na miejscu - przez głowę przebrnęła mi nawet myśl, czy aby nie zostać u babci na dłużej, ale nie chciałam jej też zwalać się na głowę. A z drugiej strony tęskniłam za Przemkiem i brakowało mi jego cielesnego wsparcia.
- Okej, w takim razie ty odpocznij i nie myśl za dużo, ok? I widzimy się jutro.
- Jutro?
- Przyjadę po ciebie, śpij dobrze. - byłam zaskoczona, że chłopak chciał mnie odebrać z dworca, ale było to bardzo miłe.
- Dobranoc. - po odłożeniu telefonu, od razu przyłożyłam głowę do poduszki i starałam się przestać myśleć. Chciałam odpocząć i zatopić się w inny świat.

Z samego rana, poszłyśmy z babcią na cmentarz nad grób dziadka. Wspólnie odgarnęłyśmy śnieg i pomodliłyśmy się za niego. Tak bardzo żałowałam, że nie spędziłam z nim więcej czasu, że miałam tylko pojedyncze wspomnienia z chwil, które spędziliśmy razem. Przysięgłam sobie, że w stosunku do babci postaram się skorzystać z każdej danej nam chwili.
Gdy wracałyśmy do domu, mocno trzymałam babci pod pachą i w duchu cieszyłam się, że ją miałam.
- Obiecuję ci, że od teraz będę najlepszą wnuczką, jaką mogłabyś mieć - chciałam by od teraz babcia patrząc na mnie nie widziała błędu mojej mamy, ale by widziała mnie, jako dziewczynę z pasją, przepełnioną miłością i radością życia.
- Już nią jesteś. Szkoda tylko, że mamy tak mało czasu - może to nie była odpowiednia chwila na tą rozmowę, ale może przez świadomość, że mróz szczypiący w nasze twarze zapobiegnie płakaniu, poruszyłyśmy tę kwestię.
- Nie wolno ci tak mówić, nigdzie się nie wybieram, a ty już tym bardziej. Teraz wszystko się zmieni, w niedziele będziesz przyjeżdżała do nas na obiady, a jak nie ty do nas to my do ciebie. Mamy przed sobą święta, ferie, wakacje. - starałam się myśleć pozytywnie i właśnie to spojrzenie na świat chciałam zaszczepić w babci. Chciałam tchnąć w nią radość i by pomimo bagażu doświadczeń, spojrzała na życie przez różowe okulary.
- Niedługo wyjedziesz na studia i będziemy jeszcze dalej do siebie - głos babci był przygnębiony, chociaż nie było w nim żadnego wyrzutu. Tylko, że ja już nigdy nie zamierzałam jej zostawić samej.
- Bzdura, nigdzie się nie wybieram. Zostaję w mieście na studia - gdy byłam z Pawłem mój plan na przyszłość był jeden, wyjechać do niego i tam studiować. Tylko, że to były mrzonki. Teraz, gdy nasz związek się rozpadł, rozpadł się także mój cały plan na życie i teraz musiałam zbudować go na nowo.
- Ja się nie znam na tym, ale to nie jest chyba najlepsza uczelnia, prawda? - wzrok babci był opatrzony miłością i troską o mnie. Uśmiechnęłam się do niej lekko i kroczyłam dalej.
- Dla mnie wystarczająco dobra. Pójdę na realizację obrazu, a jak jednak nie będzie to, co chciałabym robić w przyszłości, pójdę gdzieś do pracy i odłożę sobie na studium fotograficzne. Nie chcę wyjeżdżać, a i tak przecież mamy na to nie stać, więc problem z głowy - wiedziałam, że mama nie mogła sobie pozwolić na to, bym gdzieś wyjechała na studia, musiałabym wtedy iść do pracy i tak właśnie zamierzałam zrobić gdybym tylko wyjechała do Pawła. A teraz, spokojnie mogłam zostać na miejscu i tutaj budować swoją przyszłość.
- Mamy może na to nie stać, ale mnie tak - kiedy usłyszałam te słowa, momentalnie przystanęłam i wpatrywałam się w twarz babci, niczego nie rozumiejąc - Chodź, dojdziemy do domu i porozmawiamy - kobieta pociągnęła mnie za rękę i udałyśmy się w kierunku domu. Wiedziałam, że nie mogłam przyjąć od niej żadnych pieniędzy i nie zamierzałam tego robić. Nie chciałam też wyjeżdżać, chciałam być tu na miejscu, gdzie miałam jedyne ważne osoby w swoim życiu. Miałam tylko mamę, babcię, no i Przemka.
Gdy tylko dotarłyśmy do domu, babcia zrobiła herbatę i usiadłyśmy w salonie.
- Kiedy twoja mama powiedziała nam, że jesteś w ciąży i że nie będziesz miała taty, z dziadkiem postanowiliśmy zadbać o twoją przyszłość. Dziadek potajemnie pomagał twojej mamie i pomimo, że robił to za moimi plecami, to byłam spokojniejsza kiedy o was dbał. Co miesiąc staraliśmy się odkładać jakieś pieniądze, nawet drobne kwoty byś miała na studia, albo na swoje wesele. Gdy twój dziadek umarł, początkowo było mi naprawdę ciężko, musiałam nauczyć się utrzymać ze swojej emerytury, ale udało mi się też zadbać o ciebie. Kiedy zdasz maturę, masz wyjechać do najlepszej szkoły fotografii, a ja za wszystko zapłacę - babcia mocno ściskała moje dłonie, a ja nie wierzyłam w to co słyszałam. Myślałam, że ona przez tyle lat o mnie nie myślała, że niemal wykluczyła mnie z rodziny, a tu... całe moje życie dbała o moją przyszłość.
- Ja nie mogę... nie chcę... - łzy cisnęły mi się do oczu i wcale nie z powodu, że babcia otworzyła przede mną furtkę do spełniania moich najskrytszych marzeń, ale z wyrazu jej miłości co do mojej osoby. Ona musiała mnie naprawdę bardzo kochać, a ja przez tyle lat wątpiłam w nią. Było mi naprawdę wstyd za siebie.
- Nie, musisz to zrobić dla mnie i dla dziadka, masz pasję, chcesz tego - babcia ocierała łzy płynące mi po twarzy, a ja mocno wtuliłam swoje ciało w jej objęcia.
- Nie chcę, proszę nie każ mi tego robić - tak bardzo nie chciałam jej opuszczać, chciałam być na miejscu, z nią, z mamą. Miałam tu wszystko. Nie byłam na tyle odważna by zaczynać wszystko od początku.
- Zasługujesz na to, zrób to i pokaż wszystkim jaki masz talent w sobie - gdy babcia tuliła mnie przy swoim ciele, czułam się jakbym była dzieckiem a ona tuliła mnie do snu. Tyle miałyśmy do nadrobienia a ona kazała mi ją opuścić.
- Ja chcę zostać tutaj, z tobą, mamą. Mam tylko was - rozpłakałam się na dobre i było mi naprawdę źle, że babcia wymuszała na mnie tą obietnicę.
- Nie będę żyć wiecznie, a ty masz przed sobą całą przyszłość - kiedy do moich uszu dotarły słowa babci, wyrwałam się z jej objęć i hardo patrzyłam w jej oczy.
- Nigdy tak nie mów. Mamu przed sobą masę wspólnych chwil, tyle lat, będziesz jeszcze bawiła prawnuki - nie lubiłam tematu śmierci i wiedziałam, że taka kolej rzeczy była nieunikniona, natomiast ja nie mogłam jej stracić, nie teraz. Sama myśl o tym powodowała u mnie straszne uczucie lęku. Byłam święcie przekonana, że babcia będzie żyła jeszcze co najmniej dwadzieścia lat, więc nie rozumiałam tych rozmów o umieraniu.
- Jasne, że tak, nigdzie się nie wybieram. Ale pomyśl, wyjedziesz na pięć lat i później tu wrócisz i będziemy razem. Nie możesz rezygnować ze swoim marzeń. Masz być szczęśliwa, korzystać z życia, a nie tkwić przy starej babce.
- Jestem szczęśliwa teraz, jak jestem tutaj z tobą, jak cię odzyskałam, proszę nie każ mi cię znów stracić, nie uniosę tego. Pójdę tutaj na studia, a jak wszystko będzie dobrze, to w przyszłe wakacje wyjadę na trzymiesięczną szkołę do Londynu, dobrze? - musiałam znaleźć jakiś kompromis i przekonać babcię, że studia w mieście wcale nie były złym pomysłem. Mogłam tutaj sprawdzić swoje umiejętności i przy okazji nie wyrzucać pieniędzy w błoto.
- Uparta jesteś, masz to dziadostwo po dziadku - babcia wstała z kanapy i udała się do kuchni. Pomimo ostrego tonu, odnajdywałam w nim nutkę żartobliwości.
- A ty jesteś najlepszą babcią na świecie - nadal siedząc w salonie zaśmiałam się w jej stronę, a babcia tylko przecząco kręciła głową.
- I co z tego, jak moja wnuczka mnie nie słucha?
- Za to kocha cię całym sercem - widziałam po babci, że ona też była uparta i już wyobrażałam sobie jakie zacięte kłótnie musiała prowadzić z dziadkiem. On był uparty, a ona ewidentnie nie lubiła przegrywać.
- Lepiej nakryj do stołu bo czas na obiad - czułam, że trochę podpadłam babci, ale miałam nadzieję, że szybko mi to wybaczy.
Po obiedzie musiałam zacząć się pakować i wcale, ale to wcale, nie chciałam wyjeżdżać. Było mi tutaj tak dobrze, spokojnie. Czułam się tutaj lepiej niż we własnym domu. Wszystko było takie kompletne i stwarzało klimat, który nigdy u nas w domu nie panował. Pokój w którym spałam przez te dwa dni, był dawnym pokojem mojej mamy. Babcia już dawno go uprzątnęła, zmieniła meble i kolor ścian, ale mimo wszystko czułam się tutaj jakoś tak bliżej mamy. Bliżej niż u nas w domu.
- Iza! - głos babci wyrwał mnie z zamyślenia i biegiem zeszłam po schodach, ale przy ostatnim stopniu stanęłam jak wryta i nie mogłam się ocknąć.
- Co ty tutaj robisz? - mój wzrok wwiercał się w Przemka, który stał w korytarzu i uśmiechał się to do mnie, to do babci.
- Byłem w okolicy i pomyślałem, że wpadnę - humor ewidentnie mu dopisywał, a gdy tylko spojrzałam na babcię, zobaczyłam taki radosny uśmiech, jak u skowronka.
- Nie chrzań - nie wiem czemu byłam zła, bo chyba nawet tak nie było. Po prostu byłam tak zaskoczona, że widok chłopaka wmurował mnie w ziemię.
- Kochanie, zaproś kolegę na herbatę, pewnie zmarzł - babcia udała się do kuchni, a Przemek tylko triumfował.
- Gdzie twoje maniery? - kiedy tak mnie podpuszczał, miałam ochotę rzucić się na tą jego przystojną twarz. On był niemożliwy.
- A gdzie twoja skromność? - skrzyżowałam ręce na piersi i nadal nie spuszczałam z niego wzroku. Chłopak ciągle stał w kurtce i butach i chciałam go potrzymać trochę w niepewności, chociaż byłam przekonana o swojej kapitulacji.
- Umarła z tęsknoty za tobą, więc? - gdy zobaczyłam jak śmiesznie poruszył brwiami, pękłam i podeszłam do niego.
- Zapraszam - wskazałam ręką na salon, a chłopak zajął się porzuceniem wierzchniego odzienia. W tym czasie babcia podała do stołu herbatę i ciepłą szarlotkę. - Czy wy się poznaliście? - spojrzałam na babcię, która była w anielskim humorze, tylko szkoda, że nie wiedziałam co tak naprawdę wprawiło ją w taki nastrój.
- Oczywiście, nie wątp w moją kulturę, siostro - Przemek również miał pozytywny nastrój, tylko chyba ja byłam pod wrażeniem jego obecności. Już prędzej spodziewałabym się tu ducha niżeli jego.
- Jak ty się tu znalazłeś? I skąd wiedziałeś, gdzie mieszka babcia? - zdawałam sobie sprawę, że Przemek znał tylko nazwę wsi, a reszty adresu mu nie podawałam. Przed nim nie dało się uciec, chyba wszędzie by mnie znalazł.
- Wstąpiłem do kwiaciarni, kupiłem róże dla twojej babci i zapytałem się, gdzie mieszka pani Skoczylas i tyle. Koniec przesłuchania? - już wiedziałam czym Przemek przekupił moją babcię, chociaż nic nie tłumaczyło, dlaczego tu przyjechał.
- Nie, co ty tu robisz?

- Oj Iza, chciałem ci zaoszczędzić jazdy zimnym, obskurnym autobusem, więc wziąłem samochód od taty i przyjechałem. Chciałem też poznać twoją babcię - Przemek czarował, znałam go trochę i już potrafiłam rozpoznać jego uśmiechy, tony głosu. Chciał wywrzeć na babci jak najlepsze wrażenie, a ona nieświadomie dała się na to nabrać. 


Kochani! Wiem, że z niecierpliwością wyczekujecie kolejnych części, natomiast uwierzcie mi, że robię wszystko co w mojej mocy by być tutaj jak najczęściej. Strasznie dużo wzięłam sobie na głowę, natomiast kondycyjnie trochę nie wyrabiam, więc czasem brakuje mi już fizycznie sił by tutaj zajrzeć. Cały czas o Was pamiętam i staram się tylko jak mogę ;)

czwartek, 21 maja 2015

The new life cz 9

Nim się nie obejrzałam weekend już minął i musiałam znowu udać się na zajęcia. Te dwa dni przerwy bardzo dobrze mi zrobiły. Trochę się wyciszyłam, zrelaksowałam i poczułam się wolna. Bo „szczęście” to nie stan posiadania, ale stan umysłu i wyciszając swój umysł, pozbywając się wszelkiej złej energii, mogłam poczuć się szczęśliwa. Bałam się trochę iść na uczelnię, obawiałam się tego, co miało mnie tam spotkać, ale starałam się przynajmniej o tym nie myśleć i być nadziei, że sobie z tym poradzę. Czułam się silniejsza także przez to, że dostałam pracę. Gdy Gosia dała mi numer do knajpy, w której szukali pracownika, od razu tam zadzwoniłam, zaniosłam CV i wczoraj wieczorem dostałam telefon, że mam przyjść na okres próbny. Ta wiadomość niesamowicie mnie ucieszyła, bo tak naprawdę nie sądziłam, że pójdzie mi z tym wszystkim tak szybko. Mieszkanie znalazłam już po kilku dniach w nowym mieście, a po tygodniu prawie miałam pracę. To nic, że była to "posada" na zmywaku,  najważniejsze, że ziarenko szczęścia zostało zasiane, a ja miałam nadzieję, że wykiełkuje z niego piękny kwiat. Do nowej pracy miałam przyjść w środę i czwartek, a po tych dwóch dniach, mam się dowiedzieć czy będzie z tego coś więcej.  
Może dzięki temu wszystkiemu i wierze w siebie, lżej szło mi się na uczelnię. Oczywiście obawiałam się ponownego spotkania z grupową świtą, natomiast tliła się we mnie wiara w to, że poprzednia sytuacja była jednorazowa i już nigdy się nie powtórzy.

Pierwsze wykłady mijały strasznie wolno, szczególnie przez to, że były maksymalnie nudne, natomiast pomimo tego, nadal nic nie psuło mojego pozytywnego myślenia. Powoli też nawiązywałam znajomości z innymi osobami z roku, między innymi z Klaudią i Łukaszem. Ta dwójka była naprawdę normalna. Na przerwach bardzo luźno ze sobą rozmawialiśmy i nie wyczułam żadnego szydzenia czy uprzedzenia co do mojej osoby. Chociaż nadal byłam bardzo ostrożna w swych kontaktach z innymi ludźmi, zazwyczaj słuchałam i starałam się za dużo nie mówić.  Oczywiście cała elita, trzymała się razem i zachowywała się nad wyraz głośno, tak, że nie dało się ich nie usłyszeć. To wszystko miało miejsce do momentu w którym nie przyszła pora na ćwiczenia, na które trzeba było przeczytać tekst, przez który kilka dni temu, miałam nieprzyjemną sytuację przy feralnym ksero.
- Do sali będziecie wchodzili w kolejności w jakiej was wyczytam! Siadacie obok siebie, a przed sobą możecie mieć tylko sporządzone notatki – profesor zwrócił się do nas przed samymi drzwiami do sali i po kolei wyczytywał nasze nazwiska z listy. Zaraz po moim, czyli Kasprzak, wyczytał Kołodziej, Igor Kołodziej. Moje serce zabiło trochę mocniej, wcale nie z powodu miłości, raczej ze względu poczucia, iż nigdy nie uwolnię się od elity. Kiedy zajęłam miejsce w ławce, Igor zrobił to samo, ale w sposób jaki siedział, dał mi do zrozumienia, że w ogóle nie był zadowolony z mojego towarzystwa, jakże by inaczej. Siedział niemal bokiem do mnie, wyglądało to jakby go odrzucało ode mnie. Nie było to jakoś miłe, ale co ja mogłam? Dopiero kiedy nauczyciel wszedł do klasy, Igor usiadł prawie normalnie, zachowując jak największą odległość między nami. Czułam, że wstydził się tego, że byłam tak blisko niego. Traktował mnie jakbym była trędowata, brudna, albo śmierdząca...
- Zadam wam 3 pytania odnośnie tekstu. Obowiązuje was zasada, kto pierwszy ten lepszy. Pamiętajcie, macie tylko 3 pytania. Kto błędnie odpowie, będzie miał odjęty punkt z puli, którą uzyskacie na koniec semestru, więc skupcie się, bo bardzo dużo ryzykujecie i każdy z was ma tylko jedną szansę – wszyscy byliśmy zaskoczeni tym, co nas czekało. W końcu był to dopiero drugi tydzień zajęć, a tu taka niespodzianka. Byłam jednak w miarę spokojna, ponieważ tekst miałam przeczytany, więc pozostało mi jedynie szybko zgłosić się do pytania. Okazja nadarzyła się stosunkowo szybko, bo gdy profesor wypowiedział pierwsze pytanie, tylko moja dłoń pozostawała w górze. Odpowiedź jaką udzieliłam, była poprawna, co niesamowicie mnie ucieszyło. Drugie pytanie zostało szybko zaskarbione przez Łukasza, który także poprawnie na nie odpowiedział, lecz z trzecim pytaniem był problem. Nikt się nie zgłaszał i chociaż znałam odpowiedź, drugi raz nie mogłam się zgłosić.
- W takim razie osoby, które nie zgłosiły się do żadnego pytania, wyciągają kartki i piszą wszystko co wiedzą na temat przeczytanego tekstu. Uprzedzam, interesują mnie same konkrety, więc jak ktoś ma zamiar lać wodę, to niech lepiej nic nie pisze – wśród ludzi panował chaos i zdecydowane niezadowolenie. Przeczuwałam, że mało kto sięgnął do tego tekstu. Wtedy mimowolnie spojrzałam na Igora, który ewidentnie nie był zadowolony, a na jego czole zauważyłam kroplę potu. Chłopak wydawał się być zdenerwowany i bardzo niespokojny. Zrobiło mi się go trochę żal, sama nie wiedząc dlaczego. Powinnam była się cieszyć, że dostał „karę” od losu, chociaż i tak podejrzewałam, że nic sobie z tego nie zrobi, przecież jedno niezaliczone kolokwium niczego przesądzało.
Gdy już wszyscy zaczęli pisać, Igor nadal wpatrywał się w swoją pustą kartkę i co chwilę rozglądał się po klasie, chyba miał nadzieję, że wiedza sama do niego przyjdzie, albo wyczyta ją z ruchu długopisów innych osób. Wtedy też spojrzał na mnie, co spowodowało, że przyłapał mnie na przyglądaniu się jego osobie. Zażenowana, lekko uśmiechnęłam się do niego, a on z kamienną twarzą skinął głową na moje notatki. W pierwszej chwili nie wiedziałam co zrobić, czy mu je dać, a może zemścić się za tamto zachowanie i zatrzymać je dla siebie… Wpadłam też na pomysł, by napisać na górze wiadomość, w stylu „Pomoc od wieśniary nie uwłacza?”, ale byłam zdecydowanie zbyt tchórzliwa na takie zagrywki. Gdybym była silniejsza i bardziej pewna siebie, to pewnie bym tak postąpiła, a tak pokornie podałam mu pod stołem kartki, z których chłopak od razu zaczął korzystać. Obserwując go, pomyślałam, że może dobrze zrobiłam? Teraz będzie mi wdzięczny i razem ze swoimi znajomymi odczepi się ode mnie. Naprawdę w to uwierzyłam i w duchu, byłam zadowolona. Zrobiłam krok na przód ku swojemu szczęściu i lepszemu życiu w nowym miejscu.

- Czas oddawać kartki – mężczyzna stanął na środku sali i dał znać, że czas się skończył. Igor od razu podał mi moje notatki i wstał by oddać swoją pracę. Co mnie najbardziej zaskoczyło to, to , że gdy wrócił, wziął swoją torbę z miejsca, które przed chwilą zajmował i usiadł koło Emila. Byłam w szoku. Nawet mi nie podziękował, nie uśmiechnął się, kompletnie nic nie zrobił,  nic też nie powiedział. Kiedy ponownie na niego spojrzałam, zauważyłam, że wraz z kolegą patrzyli się w moim kierunku i…. śmiali się. To było niczym policzek. Łudziłam się, że może teraz sytuacja się zmieni, a tak naprawdę tylko ją pogorszyłam. Może gdybym mu nie dała tych notatek to… no właśnie co? Pewnie zemściłby się na mnie i było by podobnie do tego co działo się obecnie, ale wtedy nie zostałabym wykorzystana… Tak naprawdę co bym nie zrobiła, to i tak bym cierpiała. Unikałam ich wzrokiem, ale to nie przynosiło żadnego efektu, bo słyszałam ich śmiech, słyszałam półsłówka jakimi mnie obdarzali "wieśniara", "brzydula", "idiotka". Mocno zacisnęłam oczy, starając się wytrzymać to wszystko. Musiałam mocno zagryź wargę, by nie uronić żadnej łzy.