piątek, 31 października 2014

The experience cz 184

Wczorajszy zły nastrój przeszedł mi zaraz po tym jak położyłam się spać. Musiałam to po prostu odespać i wszystko wróciło do normy. Odtrącenie Bartka było najlepszą rzeczą jaką mogłam zrobić i musiałam być konsekwentna w swoich decyzjach. Skoro po dwóch miesiącach moja złość na niego nie przeszła, to widocznie tak musiało być.
W szkole było jak to w szkole, nudno aż do momentu, w którym przyszła pora na angielski. Ku naszemu zaskoczeniu nie było nauczycielki i mieliśmy spędzić godzinę na samotnym siedzeniu na auli. Stroniłam od patrzenia w kierunku Bartka, ale było to niemożliwe, głównie dlatego, że obok chłopaka znajdowała się Martyna. Patrząc na nią nabrałam ochoty na rozmowę. Postanowiłam więc podejść do dziewczyny i zażegnać naszą kłótnię.
- Możemy porozmawiać? – jako, że stała ona obok Bartka, to chłopak podniósł wzrok, myśląc, że to do niego skierowałam swoje słowa. – Martyna?- wolałam doprecyzować swoją wypowiedź by nie robić chłopakowi zbędnych nadziei. My już nie mieliśmy o czym rozmawiać.
- Jasne – Martyna najpierw przepraszająco spojrzała na Bartka, a po chwili nasze oczy spotkały się ze sobą. Odeszłyśmy na drugi koniec auli, tak by nikt nam nie przeszkadzał.
- Nie wiem jak zacząć – nie miałam przygotowanej żadnej mowy ani niczego w tym stylu. Tyle chciałam powiedzieć, ale nie znajdowałam odpowiednich słów by wyrazić to, co czułam.
- Przepraszam Cię, nie chciałam byś pomyślała, że to, co zrobiłam, to była zdrada. Ja po prostu chciałam byś była szczęśliwa… Masz prawo do swoich decyzji i wyborów i tylko ty wiesz co podpowiada ci serce – Martyna patrzyła na mnie ze współczuciem i widziałam też wstyd w jej oczach.
- Ja też nie powinnam była się tak wściekać, ale znasz mnie… Ja chcę żyć na nowo, bez Bartka i myślałam, że to zrozumiałaś – moim największym marzeniem było zapomnieć o przeszłości i żyć tak, jakby każdy dzień miałby być tym ostatnim. Naprawdę brakowało mi odwagi i energii, ale obecnie moim napojem energetycznym był Kamil.
- Rozumiem i obiecuję to uszanować – po tych słowach rzuciłyśmy się sobie w ramiona i nagle poczułam wielką ulgę. Byłyśmy przyjaciółkami i ta więź była naprawdę cenna, nie warto było kłócić się o chłopaka.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się do dziewczyny a później opowiadałyśmy sobie o wydarzeniach sprzed ostatnich dni. Martyna znowu była szczęśliwa z Filipem, chociaż chłopak na początku miał do niej żal, że weszła w intrygę z Bartkiem. Ja zdawkowo opowiedziałam jej o Kamilu, niczego nie zapeszając ani nie wyolbrzymiając. My byliśmy tylko kolegami, chociaż robiło się coraz milej, natomiast ja nadal nie byłam gotowa na poważne związki. Chciałam się z nim spotykać, tak na luzie, bez stresowania się czy coś z tego wyjdzie, czy nie, a czas miał to wszystko zweryfikować.
Po lekcjach od razu udałam się przed szkołę, gdzie zobaczyłam Kamila a wokół niego grupkę ludzi. Na początku nie wiedziałam co się działo, natomiast po chwili moim oczom ukazał się cudowny samochód. To było piękne czerwone sportowe porsche. Nie wierzyłam własnym oczom, ponieważ to było jak sen. Nie wiedziałam co Kamil robił z tak drogim samochodem.
- Co to ma być?! – wskazałam ręką na samochód a jednocześnie uśmiechałam się do chłopaka. Byłam naprawdę w ogromnym szoku, bo wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego. Nie leciałam na drogie samochody, ale po prostu lubiłam szybką jazdę i ten samochód właśnie to oferował. Poza tym, robił on naprawdę ogromne wrażenie i nie potrafiłam oderwać wzroku od tego auta.
- Nie podoba Ci się? – Kamil całkiem naturalnie zapytał podchodząc obok mnie i obecnie wspólnie przyglądaliśmy się samochodowi. Czułam, że nie był on jego, ponieważ samochód którym Kamil jeździł do tej pory był całkiem normalny, taki przeciętny, a tu takie cacko. Oczy mi się świeciły na jego widok i od razu nabrałam chęci na poprowadzenie tej maszyny.
- Żartujesz sobie?– niemal zapiszczałam i podeszłam bliżej dotykając maski samochodu. Nie mogłam przestać się uśmiechać i wyjść z podziwu, że mogłam być tak blisko tego auta. To było niesamowite uczucie, szczególnie, że ja uwielbiałam samochody. – Chcesz mnie na niego poderwać?- na te słowa postanowiłam przybrać poważniejszy ton głosu i podejrzliwie patrzyłam na chłopaka, chcąc ukryć swoją radość i wszelkie podniecenie tym widokiem.
- Chyba tak – chłopak lekko zmarszczył brwi i drobne zmarszczki pojawiły się także na jego czole, co było fajnym widokiem. Te słowa powiedział w naprawdę zabawny sposób, jakby sam się nad tym zastanawiał.
- Jeśli myślisz, że przez to na ciebie polecę, to jesteś w błędzie – już chciałam inaczej dokończyć to zdanie „to masz rację”, ale żarty żartami, umiar trzeba było zachować, chociaż wiedziałam, że Kamil zorientował się, że się zgrywałam.
- Wiesz co? Jednak zaryzykuję – chłopak podszedł bliżej mnie, zdecydowanie za blisko-  Jedziemy na przejażdżkę – po tych słowach Kamil otworzył mi drzwi od strony pasażera a ja zrobiłam smutną, zbitą minę… – Naprawdę chcesz? – Kamil spojrzał na mnie niepewnie, a ja miałam wrażenie, że tylko droczył się ze mną. On wyczuł moje intencje a ja nie przestawałam mieć nadziei. Nic nie potrafiłam odpowiedzieć, tylko uśmiechnęłam się jak najszerzej tylko potrafiłam. Boże, zachowywałam się jak dziecko. – No to pokaż na co cię stać – chłopak wyciągnął ku mnie kluczyki a ja w ferworze szczęścia szybko je złapałam i wskoczyłam na chłopaka, oplatając go nogami w pasie i  śmiejąc się najgłośniej jak tylko potrafiłam. Wydaje mi się też, że piszczałam, ale już nie pamiętam. Kamil trzymając mnie w ramionach okręcił mnie wokół swojej osi. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi i to było cudowne uczucie.
- Widzę, że teraz łatwo cię kupić – te słowa były niczym kubeł zimnej wody. Odwróciłam głowę w prawą stronę i ujrzałam Bartka, który miał taką dziwną minę, jakby brzydził się mną, wyśmiewał mnie i moje zachowanie, a to zabolało. Zaskoczyło mnie też zachowanie Kamila, który głośno się roześmiał. Puściłam się szyi chłopaka i stanęłam obok niego, a on obejmował mnie w pasie.
- Zazdrosny? Może też chcesz się przejechać? – Kamil odważnie zaczął mnie bronić a ja przeczuwałam kłopoty. Byłam wściekła na Bartka, że ciągle nie dawał mi spokoju.  
- Spadajmy stąd –  nie chciałam dłużej uczestniczyć w tej przepychance i odwróciłam się twarzą do Kamila, a tym samym Bartek ujrzał moje plecy. Kamil od razu mnie posłuchał i bez słowa wsiedliśmy do samochodu. Nie wracaliśmy do tego, co działo się przed chwilą, chłopak wyjaśnił mi jak ruszyć i stało się! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom i w ogóle, miałam wrażenie, że śniłam. Niemal przez cały ten czas piszczałam i krzyczałam z radości a Kamil miał ze mnie naprawdę niezły ubaw. Czułam jak adrenalina wypełniała każdy zakątek mojego ciała, czułam ją niemalże wszędzie. Czułam jakby latała, unosiła się w przestrzeni a czas się zatrzymał. Wypełniało mnie tyle uczuć, że nie byłam w stanie ich wszystkich określić.  Pojechaliśmy za miasto, gdzie mogłam rozwinąć prędkość i czułam się jak w niebie. Naprawdę, mogłabym nawet umrzeć a byłabym najszczęśliwszym człowiekiem! Tak, to było trochę próżne, ale uwielbiałam szybkie samochody, a jeszcze bardziej szybką jazdę. Adrenalina była moim żywiołem.
- Skąd u ciebie taki samochód? – zwróciłam się do chłopaka kiedy wracaliśmy z naszej godzinnej wycieczki. Tym razem to Kamil prowadził, a ja nie mogłam nadziwić się temu wszystkiego. Chciałam by ktoś mnie uszczypnął, bo to nie mogło dziać się naprawdę.
- Dziadka znajomy na wypożyczalnię samochodów – nie tylko mnie jazda tym samochodem sprawiała przyjemność, widziałam najpiękniejszy uśmiech na twarzy mojego kolegi. Tyle radości i to przez jeden samochód.
- Jest boski, sprawiłeś mi naprawdę wielką niespodziankę!- byłam tak podekscytowana, że mogłam góry przenosić. Tu nie chodziło o to, że ten samochód był wart kilkaset tysięcy, ale o pomysłowość. Nigdy bym nie sądziła, że z Kamila był taki wariat. On był pełen sprzeczności, niby był stoją spokoju i opanowania, a tu nagle takie szaleństwo. Jeszcze bardziej go polubiłam.
- I o to chodziło. – chłopak nagle przyspieszył a mnie wciskało w fotel. Byłam w raju, uwielbiałam to uczucie. Poczułam się wolna i szczęśliwa, dosięgałam nieba i nie mogłam opanować swojego śmiechu połączonego z piskiem. Tą chwilę zapamiętam naprawdę na długo.
- Wariat!- krzyknęłam do niego kiedy nagle zahamował na widok czerwonego światła. W jego oczach widziałam diabelskie iskierki, które były bardzo pociągające.
- I tak mnie lubisz, a jak twój kolega stwierdził, lecisz na mnie – nie spodziewałam się takiego dystansu po Kamilu. Swobodnie żartował ze słów Bartka, co mnie o dziwo rozśmieszyło. Byłam wściekła na Bartka, że w ogóle się wtrącał i starał się mnie obrazić. To nie było miłe szczególnie biorąc pod uwagę to, że wczoraj błagał o szansę. Nie wiem co on w ogóle sobie myślał, że jak mi ubliży to wrócę do niego?
- Nie widać, że blachara ze mnie?- podłapałam żart chłopaka i ruszyliśmy w kierunku do mojego domu.
- I to jeszcze jaka – nie mogliśmy przestać się śmiać i to było naprawdę fajne. Zero napiętej atmosfery, zero stresu i strachu. Po około dziesięciu minutach byliśmy już u mnie, gdzie na szybko zrobiłam nam obiad, ponieważ byliśmy piekielnie głodni. Z tym wrażeń zapomnieliśmy żeby pojechać gdzieś coś zjeść. Nasze beztroskie siedzenie w moim pokoju i oglądnie przypadkowego programu przerwał dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu widniało imię Piotrka, na co bardzo się ucieszyłam, ponieważ chłopak po ostatniej rozprawie wyjechał do rodziców, przez co trochę rozluźnił się nam kontakt.
- Halo? – powiedziałam do słuchawki chcąc jak najszybciej usłyszeć głos Piotrka.
- Cześć mała, już o mnie zapomniałaś? – nie tylko ja miałam dobry humor, ale Piotrek również. Jejku, jak mi brakowało jego szczęścia, w ogóle jego mi brakowało.
- O to samo mogłabym ciebie zapytać, kiedy wracasz? – chciałam się z nim spotkać, dowiedzieć się, co działo się w jego życiu. Marzyłam by spojrzeć w jego oczy i znowu poczuć zapach jego perfum.
- Wczoraj wróciłem, spotkamy się? – nie wiem czemu, ale mechanicznie spojrzałam na Kamila, który uważnie patrzył się na mnie.
- Jasne, może jutro? – nie chciałam zwlekać z tym spotkaniem, Piotrek był ważny w moim życiu i to nic, że przez niego posypało się w moim związku z Bartkiem, a w sumie to nie przez niego, dzięki niemu przejrzałam na oczy.
- A nie będziesz na cmentarzu? Jutro Wszystkich Świętych – Piotrek zauważył coś, o czym ja też pamiętałam, ale jedno nie wykluczało drugiego.
- Będę, ale wpadnij po południu, co? Rano pójdę z tatą i Marcinem na Mszę na 10, to nam pewnie zejdzie z kilka godzin, ale jak wpadniesz ok 17 to pogadamy i wieczorem znowu pójdziemy? O ile będziesz chciał – nie chciałam mu niczego narzucać, ale pomyślałam, że fajnie będzie jak wspólnie, być może też z Marcinem, moim tatą i Kamilem, wieczorem pójdziemy na cmentarz. Wiedziałam, że nie chciałam być tego dnia sama.
- Jasne, że tak. To wszystko gra i widzimy się jutro o 17. Buziaki – chłopak przystał na moją propozycję co mnie naprawdę ucieszyło.
- Do jutra – pożegnałam się z Piotrkiem i wbijałam wzrok w Kamila, który niby nie był poruszony moją rozmową sprzed chwili, ale jednak widziałam niepewność w jego oczach. Zastanawiałam się jak to rozegrać, by chłopak nie poczuł się odsunięty… Niby nie powinien był być zazdrosny, bo nic nas nie łączyło, ale nie do końca tak było. Nie byliśmy sobie całkowicie obojętni…
- Masz jakieś plany na jutrzejszy wieczór? – odstawiłam swój talerz i zmieniłam pozycję tak, by patrzeć Kamilowi prosto w twarz.
- Myślałem nad tym, czy nie chciałabyś bym był jutro z tobą – słowa chłopaka były dla mnie naprawdę dużym zaskoczeniem. Miał on swoją rodzinę i groby, nad którymi powinien stać, a on myślał o mnie i o Maćku. Nie musiałam mu mówić, że bałam się jutrzejszego dnia, on to po prostu wiedział.
- Będzie ze mną tata, Marcin, dziadkowie, pewnie też mama… Ale jakbyś miał ochotę wieczorem, to bardzo chętnie. Chciałabym też, abyś kogoś poznał – nie zamierzałam ukrywać przed nim Piotrka. To, że był moim byłym chłopakiem niczego nie zmieniało. To był mój przyjaciel i tyle się liczyło, nie sądziłam, żeby Kamil mógł być o niego zazdrosny.
- Dobrze, cieszę się, że mnie potrzebujesz, to miłe – chłopak również po tych słowach zmienił pozycję siedzenia. Oboje znajdowaliśmy się na kanapie, ale nie siedzieliśmy na wprost telewizora, tylko twarzami byliśmy skierowani do siebie, a chłopak delikatnie jeździł palcami po mojej ręce, co było naprawdę miłym uczuciem.
- Ja się cieszę, że jesteś przy mnie – zrobiło się trochę poważnie, uczuciowo. Chyba flirtowaliśmy ze sobą, a to o dziwo wprawiało mnie o dodatkowy dreszcz emocji. Znowu czułam się jak nastolatka.
- No to wszystko się zgadza – Kamil uśmiechnął się szeroko i znowu powrócił do dawnej pozycji, przy czym obejmował mnie ramieniem i znowu nasza uwaga była skupiona na ekranie telewizora. 


Życząc miłego weekendu, zapraszam Was także na mojego instagrama (instagram/paulina.opowiadania). Ja swój weekend spędzam w Krakowie, także mam nadzieję, że odpocznę i przygotuję dla Was jakiegoś posta ;)

sobota, 25 października 2014

The experience cz 183

Tej nocy miałam bardzo dziwny sen, który pomimo, że miał pozytywny wydźwięk, to jakoś nie potrafiłam się z niego cieszyć. Byłam spięta, niepewna i nie wiedziałam w co wierzyć. Niektóre sny wydawały się być tak realne, że trudno je odróżnić od rzeczywistości. Maciek bardzo rzadko mi się śnił, ostatni raz miało to miejsce, kiedy miałam urodziny, czyli ponad trzy miesiące temu, a tej nocy znowu miałam zaszczyt go zobaczyć. Tym razem ten sen był bardzo specyficzny - stałam w oknie obserwując Kamila i Maćka, którzy grali w kosza. Słyszałam ich śmiechy, to jak dobrze się rozumieli i świetnie bawili. Mieli dużo wspólnych tematów i zachowywali się naprawdę jak dobrzy kumple, albo nawet jak bracia. Widać było sympatię pomiędzy nimi, co chwilę któryś z nich uśmiechał się do mnie albo machał w moim kierunku. Byłam szczęśliwa móc tak sobie na nich patrzeć, czułam, że miałam przy sobie dwa wielkie szczęścia. Dziwność tego snu polegała na tym, że chłopaki nigdy nie mieli okazji się poznać, a w moim śnie rozumieli się niemal idealnie. Dlatego właśnie po przebudzeniu byłam skołowana. To był jakiś znak i moje zadanie polegało na tym, by go dobrze zinterpretować. Nie wiedziałam czy wierzyć w to, że Maciek magicznie zesłał mi Kamila, przecież to było niemożliwe, tylko przecież ja nigdy nie wierzyłam w przypadki. Może wypadek w którym wjechałam w Kamila, nie był zwykłym zdarzeniem? Wtedy zrozumiałam to tak, że miałam nie patrzeć w tył, tylko zacząć wszystko od nowa, a może była jeszcze druga strona? Maciek od zawsze chciał dla mnie wszystkiego co najlepsze i nawet po śmierci temu nie zaprzestał. To był dodatkowy impuls, by trzymać się Kamila. Postanowiłam zaufać Maćkowi i głęboko wierzyłam, że brat trzymał na wszystkim rękę. Chciałam to przede wszystkim zrobić dla niego, dopiero później dla siebie.
Zaraz po swoich rozmyślaniach wstałam by szykować się do szkoły i jako, że ten dzień zaczął się od Maćka, to postanowiłam założyć jego ulubioną czarną koszulkę z pomarańczowymi napisami, która co prawda była za duża, ale z przodu włożyłam ją w spodnie, założyłam trampki i wyglądałam całkiem na luzie. W kuchni standardowo, jak co dzień siedział tato. Ten widok pomimo, że był dla mnie codziennością, to był taką oznaką bezpieczeństwa. Uwielbiałam ten moment.
- Tęskniłem za nią – to były pierwsze słowa, które wypowiedział na mój widok. Doskonale wiedziałam o co mu chodziło. Każdy z nas wiedział, że dla Maćka była ta koszulka była najważniejszą rzeczą w garderobie.
- Ja też – uśmiechnęłam się miło i zajęłam miejsce naprzeciwko taty.
- Naprawdę fajnie na tobie wygląda,  Maciek pewnie jest szczęśliwy – tata nie odrywał wzroku od t-shirtu a ja czułam się bardzo wyjątkowo. Chyba bliżej być Maćka nie mogłam.
- Mam taką nadzieję. A co z moim samochodem? Wiadomo kiedy będzie naprawiony bo trwa to już dosyć długo – bardzo chciałam jeździć już sama do szkoły nie prosząc nikogo o zawiezienie czy odebranie. Chciałam być niezależna.
- Marcin ci nic nie powiedział? Został sprzedany, nie opłacało się sprowadzać części itp. W weekend razem pojeździmy po salonach i coś sobie wybierzesz – tato ledwo co oderwał wzrok od gazety by poinformować mnie o tym, że mój samochód już nie był mój. Byłam w lekkim szoku, ale nie znałam się na tym, więc skoro uznali, że warto było go sprzedać, to mnie nic do tego.
- Poszukam czegoś z Kamilem, może znajdziemy coś używanego. – nie chciałam od razu brać samochodu z salonu, jakoś nie widziałam powodu, dla którego mielibyśmy przepłacać.
- No to możecie się rozejrzeć. O której kończysz lekcje? Jadę dzisiaj na cmentarz trochę posprzątać przed wszystkimi świętymi, może chcesz się dołączyć? – tata od razu trochę spoważniał a ja też straciłam uśmiech. Zbliżał się 1 listopada i bardzo bałam się tego dnia, to był pierwszy raz kiedy  w ten dzień mieliśmy stać nad grobem Maćka.
- Bardzo, o 14 jestem wolna – po ustaleniu z tatą, że o tej godzinie podjedzie po mnie do szkoły, oboje się zebraliśmy i ruszyliśmy do szkoły.
Przez cały dzień tak naprawdę nic się nie działo, nie miałam angielskiego, więc nie widziałam się ani z Martyną ani z Bratkiem, na wf nie ćwiczyłam, więc siedziałam sobie w bibliotece. Ten dzień płynął bardzo lekko i spokojnie. W między czasie dostałam sms od Kamila „ Jak mija dzień?”. Ucieszyłam się na tą wiadomość, bo to oznaczało, że myślał o mnie, a to akurat było bardzo miłe. Od razu mu odpisałam „Dobrze, chociaż trochę tu nudno. A jak u ciebie?”. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast, a ja nie potrafiłam przestać się uśmiechać. „Też. Chętnie bym się z tobą zobaczył”. O dziwo, ja również chciałam się z nim zobaczyć, ale przecież byłam umówiona z tatą i nie umiałam przewidzieć ile nam to wszystko zajmie. Dawno też nie spędzałam czasu z tatą, więc tego popołudnia bardzo chciałam to nadrobić. „Dzisiaj nie dam rady, ale jutro chętnie. Kończę o 15.” To nic, że miałam naukę, byłam gotowa siedzieć po nocy by móc tylko spędzić kilka godzin z Kamilem. Z nim czas zawsze był pożytecznie wykorzystany, więc nie miałam żadnych obaw, że tym razem będzie inaczej. „Będę czekał jutro pod szkołą. Miłego popołudnia”. Uśmiechałam się do siebie jak wariatka, ale było mi z tym naprawdę dobrze. Kiedy podniosłam wzrok ujrzałam jak Bartek, który znajdował się na balkonie nad aulą, na której z kolei ja siedziałam, patrzył się na mnie. Przez chwilę przyglądałam się wyrazowi jego twarzy, ale szybko zaprzestałam tej czynności i udałam się pod klasę. To było bardzo dziwne, bo poczułam tylko delikatnie ukłucie, nic więcej…
Reszta lekcji przebiegła całkiem normalnie i na szczęście godzina 14 nadeszła bardzo szybko. Wychodząc ze szkoły szukałam samochodu taty, ale nigdzie go nie widziałam. Pomyślałam, że się pewnie spóźni i kiedy się obejrzałam zobaczyłam idącego w moim kierunku Bartka.
- Gosia, poczekaj – kiedy odwróciłam się od niego i już chciałam uciec, chłopak przyspieszył kroku. – Daj mi chwilę – stanął naprzeciwko mnie i z spokojem na twarzy patrzył się w moje oczy. Czułam, jak dokładnie mnie filtrował, jak przenikał mnie tym swoim sępim wzrokiem.
- Miałeś dać mi spokój. Czego ty znowu chcesz? – zrezygnowana i pełna zwątpienia odważyłam się odezwać. Bartek mieszał mi w głowie i zawsze pojawiał się w takich momentach, w których ja już wszystko miałam poukładane.
- Proszę, chodź ze mną. Pozwól mi siebie przekonać, daj mi chociaż spróbować – Bartek chwycił mnie za dłoń i nie przestawał wpatrywać się w moją twarz. W jego głosie było tak dużo czułości i miłości, że miałam maleńką chwilę zwątpienia, za którą momentalnie zrobiłam się wściekła na siebie.
- Ale po co?  Zastanawia mnie po kiego licho jeszcze  to robisz, co? Czy ty nie widzisz, że jestem szczęśliwa bez ciebie? Zresztą prosiłam cię byś się odczepił – byłam ostra w swoich słowach i starałam się być silna. Miałam w pamięci swoją wczorajszą rozmowę z Kamilem, oraz to, że mu ufałam i nie mogłam teraz pójść z Bartkiem. Na dodatek ten  dzisiejszy sen z Maćkiem… Nie, tych znaków było zdecydowanie za dużo, by teraz postąpić inaczej.
- Nie oszukuj mnie, myślisz, że nie widzę? Sama starasz siebie przekonać, że nic nas już nie łączy. Zapomniałaś tylko, że naprawdę cię znam i możesz mówić cokolwiek, ale ja znam prawdę – chłopak był naprawdę pewny siebie, ale i o dziwo bardzo spokojny. To co było najgorsze, to oczywiście to, że miał rację. Kochałam go, ale już nie ufałam mu.
- Ja też ją znam, zdradziłeś mnie, zawiodłeś na każdej linii. Spieprzyłeś wszystko i to dokumentnie – zrobiłam krok do przodu, by pokazać, że byłam pewna tego, co mówiłam. Poczułam się silna i gotowa się nigdy  nie poddać, nie mogłam zawieść samej siebie.
- Pozwól mi to naprawić, chodź ze mną, proszę daj mi spróbować – Bartek nie odpuszczał i ciężko było mi patrzeć w jego oczy wiedząc, że już nic z tego nie będzie.
- Przykro mi… - spuściłam wzrok i naprawdę poczułam się strasznie, ale było tyle powodów, dla których nie mogłam tego zrobić, że musiałam mu odmówić.
- Gosia, błagam… Ten jeden, jedyny, ostatni raz… Proszę – Bartek miał łzy w oczach a to był gwóźdź do trumny. Ja sama poczułam wilgoć w swoich oczach, ale musiałam być twarda.
- Mogę ci w czymś pomóc? – obok mnie magicznie znalazł się tato, który ostrym tonem zwrócił się do Bartka, widziałam wściekłość w jego oczach, a Bartek nie przestawał się na mnie patrzeć. Tato po chwili objął mnie ramieniem, chyba widział, że powoli się rozsypywałam – No nie słyszę! – zaskoczyło mnie to, że tato podniósł głos, czego prawie nigdy nie robił. Wtedy już byłam pewna, że nie darzył Bartka nawet krztą sympatii, na dodatek widział moją smutną twarz z łzami w oczach.
- Nie – Bartek niechętnie odpowiedział, widziałam jak się poddał i z towarzyszącej mu bezsilności odwrócił wzrok spoglądając w bok. Na jego twarzy malował się wielki grymas.
- Tak myślałem, więc już nigdy więcej się do niej nie zbliżaj, zrozumiałeś? Nigdy – to było ostrzeżenie z jego strony. Czułam, że bał się, iż znowu będę cierpiała a przecież już od dłuższego czasu było ze mną dobrze. Funkcjonowałam poprawnie, nie wychylając się poza żadne ram. Prawda była taka, że tak samo jak tato, nie chciałam wrócić do poprzedniego stanu.
- Tak będzie najlepiej- widząc pytający wzrok Bartka, postanowiłam wyrazić swoje zdanie. Chłopak wysyłał mi nieme pytanie, chcąc się upewnić, czy chciałam tego samego co mój tato.
- Dla kogo? – Bartek zlekceważył tatę i tym razem zwrócił się do mnie. Patrzył z wielką nadzieją i prośbą, widziałam jak bardzo mu zależało, tylko, że za późno.
- Dla wszystkich – tym razem tato nie dał mi dojść do głosu i odpowiedział za mnie. Nie wiem czy powiedziałabym to samo co on, ale zaufałam mu, uznałam, że on wiedział co będzie dla mnie najlepsze. 
- Gosia, proszę. – Bartek wytarł łzę, która znalazła się na jego policzku i zrobił krok w moim kierunku. Czułam, że to był ostatni raz, że to była ta chwila…
- Nie Bartek, tata ma racje, to koniec – ostatni raz popatrzyłam w brązowe oczy, które zawsze kojarzyły mi się z mleczną czekoladą… Tak bardzo chciało mi się płakać, byłam zła, strasznie mnie to wszystko bolało, miałam suchość w gardle i trudno było mi oddychać, miałam wrażenie, że coś mi blokowało zaczerpnięcie powietrza. Jedyne co mogłam zrobić, to odejść i tak też zrobiłam. Nie zważałam na tatę i Bartka, poszłam w kierunku samochodu, a w nim zaczekałam na tatę, który przyszedł niemal natychmiast.
- Dobrze zrobiłaś, zobaczysz to uczucie minie. To najlepsze co mogłaś zrobić – po tych słowach taty pomyślałam, że przecież to on to zrobił, bo ja chyba sama nie potrafiłabym się tak zachować. Naprawdę czułam, że gdyby jego tam nie było, to odeszłabym z Bartkiem, pozwoliła mu spróbować, a nie tak szybko odbierać ostatnią nadzieję. Nic już tacie nie potrafiłam odpowiedzieć tylko głęboko nabrałam powietrza w usta i starając się uspokoić.

Z tatą w milczeniu pojechaliśmy na cmentarz, gdzie zajęliśmy się sprzątaniem grobu. Pomimo, że robiłam to wiele razy i starałam się jeździć tam co tydzień, to tym razem to zadanie było znacznie cięższe niż wcześniej. Świadomość, że za dwa dni będziemy tu wszyscy stali modląc się za niego, była naprawdę przytłaczająca. Czułam, że był blisko mnie, cały czas miałam go przy sobie, nawet w postaci tatuażu, ale spotkanie się z rzeczywistością było bolesne. Będąc tam nie potrafiłam skupić swoich myśli, cały czas myślałam o tym, że gdyby był Maciek z pewnością wszystko było by prostsze i nie cierpiałabym tak bardzo. Szczególnie w takich chwilach brakowało mi brata. Nie wiedziałam co robić, oraz czy moje zachowanie do tej pory było słuszne. Bałam się kolejnych błędów, cierpienia i tego, że nie radziłam sobie ze swoim życiem.
Gdy już wszystko było posprzątanie, nadal ze sobą nie rozmawiając pojechaliśmy kupić znicze, zamówić kwiaty, zrobiliśmy też zakupy do domu…
- Gosia, proszę powiedz coś. – tato odezwał się do mnie po około trzech godzinach naszego wspólnego milczenia.
- Ale co ja mam ci powiedzieć? Że go kocham, ale nie mogę z nim być? To, że jestem słaba i o mało co bym mu nie uległa? Co chcesz usłyszeć, czego jeszcze nie wiesz?! – w końcu wybuchłam, już  dłużej nie potrafiłam tłumić tego w sobie. Porządnie się zezłościłam i byłam naprawdę zdenerwowana. Po wyrzuceniu tego z siebie, poczułam się niesamowicie podle.
- To przejdzie, uwierz mi. Teraz ci ciężko i może teraz tego nie widzisz, ale niedługo przekonasz się, że podjęłaś najlepszą decyzję – tata nie dawał się sprowokować i starał się  mnie uspokoić. On nie był niczemu winien, więc nie mogłam go tak traktować.
- Skąd masz taką pewność? Może właśnie teraz straciłam miłość swojego życia? Może to była ostatnia szansa, a ja ją zaprzepaściłam? – tego oczywiście nie dało się przewidzieć, co spowodowało, że trochę ironizowałam i nie wiadomo czemu, chciałam by tata też w to zwątpił.
-  A może jeszcze więcej zyskałaś? Pomyśl tylko ile razy cierpiałaś, ile razy zawiodłaś się na nim – tata zauważał złe strony Bartka, ale ten chłopak miał też dobre oblicza, które nie raz pokazywał, tylko, że efekt końcowy tej całej znajomości nie należał do szczęśliwych.
- Nie mówmy o tym – chciałam zakończyć temat Bartka i nie przekonywać siebie ani taty, że mogłam zrobić inaczej. Tak musiało być i czas było się z tym pogodzić, ja musiałam zagryźć zęby i żyć dalej.
- Sama widzisz – tata źle zinterpretował moją wypowiedź, jakbym chciała zapomnieć o złych czynach chłopaka, a ja chciałam tylko zakończyć ten temat. To była przeszłość i tego dnia, ten rozdział został zamknięty, a klucz leżał w nieznanym miejscu.


Wiele z Was chciało Bartka, pewnie w innej roli, ale mam nadzieję, że rozdział i tak Wam się podoba. Jestem ciekawa Waszych opinii, co Wy byście zrobiły na miejscu Gosi? 
Nie wiem czy zauważyłyście, ale bardzo często odpowiadam na Wasze komentarze, więc nie zapominajcie sprawdzać!