piątek, 27 lutego 2015

Pytanie.

Hej!
Dzisiaj będzie trochę organizacyjny post i bardzo bym chciała by każdy z Was poświęcił chociaż minutę na zostawienie komentarza tak, bym mogła poznać opinię jak najwięcej z Was. Otóż, chodzi o to, że zauważyłam iż "Trudna rozłąka" nie cieszy się jakimś większym uznaniem i jako, że liczę się z Waszym zdaniem to chciałabym wiedzieć, czy jest dużo osób, które z chęcią czytają to opowiadanie, czy zdecydowana większość wolałabym czytać o Gosi?
Wychodzę na przeciw Waszym oczekiwaniom i nie chcę Was zanudzać i sprawiać abyście żyli w niepewności, nieustannie czekając na rozwój The new life (II serii The experience). To, co planuję zrobić w przyszłości to z pewnością chciałabym zająć się opisywaniem losów Bartka, ponieważ wielu z Was mnie o to prosiło i w sumie wydaje mi się to całkiem dobrym pomysłem. Jako, że ten blog to zarówno moje jak i Wasze miejsce, to chciałabym wiedzieć  co byście woleli. Jeżeli dużo osób polubiło Trudną rozłąkę to będę ją kontynuować, a jeżeli nie to, zajmę się pisaniem II serii The experience i losów Bartka, a do Trudnej rozłąki wrócę w wolniejszym czasie.
Drugą kwestia jest taka, że ponownie zostałam nominowana do Liebster Award, za co serdecznie dziękuję http://wojowniczaraisa.blog.pl/ .  
U mnie niestety z czytaniem jakichkolwiek blogów jest ciężko, niestety czas mi na to nie pozwala, więc do odpowiedzi zapraszam każdego, kto tylko będzie miał na to ochotę.

1. Czy posiadasz jakieś zwierzę? Jak się wabi?
Ci, którzy śledzą mnie na instagramie wiedzą, że mam psa, który nazywa się Tofik, ja na niego najczęściej wołam Tofincjusz. Jestem w nim absolutnie zakochana i to moje oczko w głowie. Tofincjusz jest mieszańcem yorka z shih tzu. Wszystkich chętnych to zobaczenia tego małego stworka zapraszam na instagram/paulina.opowiadania
2. Ulubiona potrawa?
Niestety nie mam takiej, ale uliebiam łososia i jestem w stanie zjeść go w każdej postaci, mogłabym też jeść go codziennie.
3. Ulubione miejsce w domu/mieszkaniu?
Łóżko.
4. Morze, czy góry?
Zdecydowanie góry.
5.  Wolisz żyć w luksusie i samotnie, czy w biedzie, ale w szczęściu?
W szczęściu i biedzie.
6. Ulubiony gatunek filmowy.
Komedie romantyczne/ dramaty
7. Rower czy samochód?
Samochody to moja życiowa miłość.
8.Ile prowadzisz blogów i z którym jesteś najbardziej związana?
Prowadzę tylko ten.
9. Co spowodowało, że zaczęłaś pisać?
Jest to dosyć egoistyczna historia. Może zacznę od tego, że nigdy nie lubiłam pisać, a napisanie rozprawek i różnych innych form wypracowań w ogóle nie leżało w moich umiejętnościach. Dwa lata temu szukałam w internecie jakiegoś opowiadania, czegoś swobodnego do poczytania, co pozwoliłoby mi oderwać się od rzeczywistości. Dużo opowiadań było przekolorowanych, więc postanowiłam wypełnić tą lukę i spróbować coś sama stworzyć i tak właśnie ma to miejsce do dzisiaj.
10. Gdzie się udajesz, kiedy potrzebujesz pomyśleć?
Nad Wisłę.
11. Co lepsze: lody czy pizza?
Czy ktokolwiek jest w stanie dokonać tego wyboru? Najlepiej lody z pizzą . 

środa, 25 lutego 2015

The new life cz 2

Dziękuję za Wasze propozycje tytułów do II  serii The eperience. Bardzo spodobał mi się tytuł "The new life" i właśnie pod tymi słowami będę zamieszczała II serię. Mam nadzieję, że ten tytuł wejdzie Wam w krew tak jak The experience. A teraz zapraszam Was na spotkanie z Gosią.

Gdy ostatnim razem zaczynałam pisać, byłam na etapie przeprowadzki. Wtedy moje życie bardzo się zmieniło, ale chyba nie tak bardzo jak obecnie. Pomimo, że byłam pełna obaw jak to będzie, jak wytrzymam rozłąkę z rodzicami, bratem, Kamilem i przyjaciółmi, to byłam szczęśliwa i podekscytowana nowym rozdziałem w moim życiu. Zaszło wiele zmian, chyba największa tkwiła w  wyprowadzce  z domu. Po zdaniu matury, która poszła mi dobrze, zdecydowanie dzięki Kamilowi, dostałam się na jedną z lepszych uczelni, co niosło ze sobą pewne konsekwencje. Na szczęście mój nowy dom był jedynie oddalony o 150 km od rodzinnego miasta, więc to żadna tragedia. Byłam pewna swojej miłości do Kamila jak i tego,  że przetrwamy, bo może ku zaskoczeniu niektórych ludzi, nadal byliśmy ze sobą i mieliśmy się naprawdę dobrze. Nasze relacje były bardzo czyste i mocne, nie kłóciliśmy się często, w zasadzie prawie wcale. Owszem, czasem dochodziło do gorączkowej wymiany zdań, natomiast zawsze w porę się opamiętywaliśmy, bo mieliśmy i nadal mamy ten sam cel – chcemy być razem. Nie mogłam sobie wyobrazić, żebym miała z nim walczyć, nie chciałam tego, nawet jeżeli czasem rezygnowałam z wypowiedzenia tego ostatniego słowa, pokazania swojej wyższości, to nie czułam się umniejszona. Nadal byłam sobą, ale już nie chciałam być górą, chciałam być z nim.
Kamil był fantastyczny, cały czas mnie zaskakiwał, sprawiał, że czułam się kochana i niesamowicie o mnie dbał. Bardzo mi pomógł jeśli chodzi o naukę do matury. Udzielał mi i Martynie korepetycji z matematyki, dzięki czemu zdecydowałyśmy się zdawać rozszerzenie i udało nam się osiągnąć zadowalający wynik. Poza tym nasze stosunki były niemal wzorcowe. Mieliśmy plan na życie i jego się trzymaliśmy. W tygodniu z racji obfitości nauki, spędzaliśmy ze sobą mało czasu, ale wymienialiśmy smsy, dzwoniliśmy do siebie i widywaliśmy się na korepetycjach. Raz w miesiącu, szliśmy na randkę. To nie było zwykłe wyjście do kina czy na kolację. Kamil zawsze przynosił mi białą różę, a ja podekscytowana szykowałam się do wyjścia. Za każdym razem czułam, jakbym szła na tą pierwszą randkę. Uwielbiałam te nasze wyjścia i za każdym razem było magicznie i wyjątkowo. To był czas tylko dla nas, wieczór niesamowitej miłości. Byłam w nim kompletnie zakochana i chciało mi się żyć. Cały czas starałam mu się dostarczać powodów do bycia ze mną, bym mu się nigdy nie znudziła. Czasem przyjeżdżałam do niego do pracy by jedynie dać mu całusa, uściskać czy wyrwać się na jakiś obiad. Oboje wiedzieliśmy, że niepielęgnowana roślina umiera, więc nieustannie coś wymyślaliśmy by pokręcić atmosferę. W trakcie ferii zimowych zabraliśmy Kacpra i wspólnie polecieliśmy do Rzymu, do Piotrka. Bardzo za nim tęskniłam i musiałam go zobaczyć by sprawdzić, jak sobie tam radził. Był to też doskonały sposób na zrobienie sobie mini wakacji i było fantastycznie. Dużo zwiedzaliśmy, nastawiliśmy się przede wszystkim na urozmaicenie czasu Kacprowi, ale wszyscy poczuliśmy się jak dzieci i to był cudowny czas. I co najważniejsze, w ogóle nie przeszkadzała mi obecność Kacpra, a wręcz przeciwnie, nie mogłam sobie wyobrazić by chłopiec z nami nie poleciał. Był naszym promieniem, dawał nam ogrom energii i strasznie go pokochałam.
Moje relacje z Kacprem były wzorcowe. Bardzo się lubiliśmy i coraz to więcej czasu spędzaliśmy razem. Jak skończyłam szkołę, to w maju i czerwcu z racji wakacji, często odbierałam go z przedszkola i wspólnie spędzaliśmy czas. Natomiast nie obyło się bez kłopotów. Największe zamieszanie do naszego życia wprowadziła Natalia, mama Kacpra. Kobieta, a w sumie dziewczyna, bo była ona tylko kilka lat starsza ode mnie, była zazdrosna o mnie i o to, że „obca” dziewczyna zajmowała się jej dzieckiem. Jak dziś pamiętam ten wieczór gdy Kamil przyszedł do mnie z zdecydowanie skwaszoną miną. Siedzieliśmy sobie u mnie w pokoju i od samego początku, kiedy  tego dnia zobaczyłam Kamila, czułam, że był jakiś dziwny, jakby do końca nie potrafił się rozluźnić. Chwila w której akurat wtedy się znajdowaliśmy była dla mnie bardzo magiczna i wiążąca nasze ciała. Wprost uwielbiałam znajdować się w jego ramionach i mieć ucho przyłożone do jego serca.
- Jesteś jakiś nieswój dzisiaj – szeptem zwróciłam się w jego stronę, nie mogąc na niego spojrzeć, oczekiwałam odpowiedzi, kiedy wydawało mi się, że jego serce zaczęło bić znacznie w przyspieszonym tempie.
- Tak tylko ci się wydaje – pomimo, że chłopak starał się zachować normalny ton głosu, nie dałam się zbyć.
- Czemu próbujesz mnie oszukać? – czułam, że zagrałam bardzo otwarcie, ale nie chciałam by coś przede mną skrywał.
- To nie tak, po prostu nie chcę cię tym obarczać – chłopak delikatnie gładził mnie po plecach, ale postanowiłam spojrzeć mu w oczy i nadal nie odpuszczać.
- Czyli jak będę miała jakiś problem to nie muszę się nim z tobą dzielić – to nie było pytanie, ale stwierdzenie faktu. Chciałam być obecna w jego życiu, wiedzieć co się u niego działo, a nie stać obok.
- To tak nie działa – wydawało mi się, że Kamil toczył jakąś bitwę ze sobą, ale całkowicie był pewien swojego zdania. Nie rozumiałam o co chodziło.
- A jak? – byłam spokojna i w ogóle się nie denerwowałam ani nie irytowałam tą rozmową, po prostu chciałam zrozumieć.
- Jakby to powiedzieć, żeby cię nie urazić…. Nie sądzę żebyś mogła coś zaradzić ani ewentualnie zmienić – Kamil lekko się do mnie uśmiechnął, czułam, że to była jedna z jego sztuczek by mnie uspokoić.
- Ale pozwoli mi to cię wspierać, przejść z tobą przez to – położyłam dłoń na jego policzku i pomimo jego uspokojeń i tego uśmiechu, wiedziałam, że nie było tak w porządku jak mówił.
- Nie odpuścisz, prawda? – Kamil już zdążył poznać moją upartość i to, że nie pozwalałam siebie zbyć. Chciałam abyśmy równo siebie traktowali.
- Nie, bo zależy mi na tobie – tym razem to ja się do niego uśmiechnęłam i cierpliwie czekałam na to, aż mi zdradzi co go męczyło.
- Miałem nieprzyjemną rozmowę z Natalią i jakoś nie może mi to wyjść z głowy – chłopak potarł dłońmi swoją twarz jakby tym ruchem chciał zedrzeć z siebie te myśli, które krążyły mu po głowie.
- Co było tematem? – Kamil miał poprawne stosunki z mamą Kacpra, z tego co mi opowiadał, to nie kłócili się często, prawie w ogóle, więc tym bardziej mnie to zdziwiło.
- Kacper opowiadał jej o sylwestrze, o tym jak świetnie się bawiliśmy, opowiadał jej dużo o tobie i poczuła się chyba zazdrosna – ton jego głosu był niepewny, patrzył na mnie jakby nie wiedział co się zaraz wydarzy, obawiając się mojej reakcji.
- O mnie?
- Poniekąd chyba tak, próbowałem jej wytłumaczyć, ale nie chciała słuchać. Proszę, nie przejmuj się tym – chłopak musiał zauważyć lekką zmianę w moim nastroju bo od razu złapał mnie za dłoń i delikatnie ją obejmował, starając się przy tym uśmiechać.
- Nie chcę żebyś przeze mnie miał problemy, żebym negatywnie wpływała na twoje kontakty z dzieckiem – martwiłam się, że Natalia może mu zabronić widywać się z Kacprem, albo będzie go nastawiać przeciwko niemu.
- Proszę, o czym ty mówisz. Dlatego nie chciałem ci o tym mówić, bo wiedziałem, że od razu będziesz się martwić. Załatwię to, tylko poczekam aż się uspokoi. Ja mam prawo do szczęścia i ona mi tego nie zabroni – byłam pełna podziwu dla opanowania Kamila, mówił to tak spokojnie, jakby naprawdę nic się nie działo.
- Ale może zabronić ci się widywać z Kacprem… Może ja mogłabym z nią porozmawiać, wytłumaczę jej, że nie ma o co być zazdrosna, przecież nie będę się starała być rodzicem dla Kacpra – nie chciałam być przedmiotem kłótni, ani żeby Kamil miał przeze mnie jakieś problemy.
- Kochanie, ona niczego mi nie może zabronić. To miłe, że chcesz mi pomóc, ale postaram się to sam załatwić, a jak to nie pomoże to spróbujemy inaczej, dobrze? – Kamil dał mi całusa w nos i czule się do mnie uśmiechał.
- Ciągle stosujesz na mnie swoje sztuczki i jak mam się nie zgodzić? – Kamil wykorzystywał swój urok osobisty i każdy jego gest był przemyślany i miał określony cel.
- Nie wiem o czym mówisz – chłopak znów się do mnie uśmiechnął, byłam pewna, że doskonale wiedział o czym mówiłam, jak zwykle się zgrywał.
- Jasne – dałam mu sójkę w bok i znowu nasze usta złączyły się pocałunku.

Zakończenie tej sytuacji odbyło się w mojej obecności, ale to nie było w żaden sposób  zaplanowane, ani przeze mnie, ani przez Kamila. Kiedy w piątek wspólnie odebraliśmy Kacpra z przedszkola, przed budynkiem spotkaliśmy Natalię i to nie przez przypadek, ponieważ kobieta ewidentnie czekała tam na nas. Kamil był bardzo zaskoczony tym widokiem, chciał chronić nie tylko dziecko przed tym starciem, ale także mnie.
- Gosia weź proszę Kacpra na plac zabaw – te słowa usłyszałam od chłopaka zaraz po tym jak zorientował się co go czeka. Ton jego głosu był surowy i tak jakby nie znoszący sprzeciwu.
- Nie, czemu? Chcę by ona była przy tej rozmowie – Natalia nie dała mi się poznać z dobrej strony. Poniekąd starałam się ją zrozumieć, obca dziewczyna zajmowała się jej dzieckiem, ale najważniejsze było chyba to, że Kacper był szczęśliwy i nic złego mu się nie stało.
- Ale Kacper chyba nie powinien tego słuchać, prawda? – na te słowa Natalia lekko odwróciła głowę, chyba zdała sobie sprawę, że jej zachowanie nie było rozsądne. Dziecko nie powinno widzieć jak jego rodzice się kłócą, ono było bezbronne i nic nikomu nie zawiniło. – No właśnie, a poza tym Gosia też nie ma z tym nic wspólnego. Porozmawiamy innym razem – Kamil stanowczo spojrzał na Natalię, a ja obserwowałam Kacpra, który stał trochę zniecierpliwiony.
- W takim razie Kacper pójdzie ze mną – Natalia wyciągnęła rękę do dziecka, a Kamil od razu zareagował i zastawił swoim ciałem potomka.
- Nie rób scen przy dziecku. Ten weekend spędza ze mną i nie przeszkodzisz nam w tym – stałam tam i czułam się nieswojo. Nawet nie miałam odwagi by cokolwiek powiedzieć.
- Słusznie zauważyłeś, ma spędzić go z tobą, a nie z twoją kochanką – Natalia w ogóle nie schodziła z tonu, a ja byłam przerażona kierunkiem tej rozmowy.
- Gosia to moja dziewczyna i nie będziesz jej obrażać, zresztą nie będę się z tobą licytował. Zadzwonię później – Kamil objął mnie w pasie a drugą rękę poświęcił na trzymanie syna. Po minie Natalii wdziałam, że nie odpuści.
- Kogo ty chcesz ze mnie zrobić? Chyba wyraźnie mówię, że albo ze mną porozmawiacie, albo on idzie ze mną – dziewczyna w ogóle nie dawała się zbyć i widziałam tylko jedno rozwiązanie.
- Chyba najlepiej będzie, jak ja sobie pójdę – nie chciałam żadnych kłótni i to z mojego powodu, a ewidentnie to ja byłam problemem. Na moje słowa Natalia lekko się uśmiechnęła, przeczuwając wygraną.
- Nigdzie nie idziesz – Kamil wysłał wrogie spojrzenie na dziewczynę, a ona znów triumfalnie wyciągnęła rękę do syna, ale Kamil miał inne plany i ukucnął przy dziecku – Posiedzisz chwilę w samochodzie? Dam ci grę, co?
- Włączysz mi te samochody? – ucieszony chłopiec spojrzał na tatę. Cieszyłam się, że chłopiec nie odczuł naszej rozmowy.
- Jasne – Kamil zrobił to co zapowiedział, przy czym lekko uchylił okno by dziecku nie było za gorąco. Później Kamil chyba chciał pokazać Natalii moją pozycję i objął mnie w pasie i trzymał przy sobie – O co chodzi?
- O nią chodzi. Nie życzę sobie by mój syn spędzał z nią czas – dziewczyna w ogóle nie przebierała w słowach i nie przejmowała się moją obecnością, lekko powiedziawszy, patrzyła się na mnie z niezbyt przyjazną miną.
- To też mój syn i też mam prawo decydować z kim będzie spędzał czas, poza tym bardzo się lubią z Gosią i nie masz powodów by zabraniać się im widywać – Kamil był spokojniejszy od Natalii, czułam, że miał pod kontrolą tą rozmowę i nie dał się sprowokować.
- Myślisz, że to w porządku by Kacper co chwilę poznawał nową ciocię? Ustatkuj się a potem zapoznawaj swoje kochanki z dzieckiem – czułam, że byłam intruzem, niechcianą osobą, która traktowana była jako chwilowa przygoda. Kamil tylko się roześmiał, a dla mnie ta sytuacja była coraz to gorsza.
- Nie organizuj mi życia. Co chcesz tym osiągnąć? Na czym ci tak naprawdę zależy, co? Może robisz to tylko po to, by pokłócić mnie z Gosią? – Kamil mocniej mnie objął i czułam, że robił wszystko bym nie cierpiała, swoją postawą chciał złagodzić niesmak pozostawiony przez słowa dziewczyny.
- Czy ty naprawdę uważasz, że obchodzi mnie to z kim sypiasz? Nie chcę by moje dziecko cierpiało kiedy znudzisz się swoją nową zabawką – Natalia wyciągała coraz to poważniejsze dzieła i coraz to mocniej we mnie trafiało. Usłyszałam już wiele przykrych słów na swój temat, a chyba naprawdę wolałabym żyć w błogiej nieświadomości.
- Możesz do cholery skończyć z jej obrażaniem? Jeżeli nadal chcesz tak rozmawiać to bez niej, mam dosyć twoich chorych uwag na temat naszego związku – Kamil kolejny raz dosadnie odpowiedział na słowa swojej rozmówczyni i znając go już tak długi czas wiedziałam, że jego spokój został zaburzony.
- Prawda boli? – pomimo, że na początku nie rozumiałam jej intencji w ubliżaniu mojej osobie, to teraz rozumiałam, ona szukała tylko zaczepki.
- Może nie powinnam się wtrącać, ale poniekąd to dotyczy mojej osoby. Naprawdę lubię Kacpra i nie mam zamiaru go skrzywdzić, ani zajmować twojej roli – nie chciałam dolewać oliwy do ognia, po prostu pragnęłam wrócić do pierwotnego tematu i uświadomić Natalię, że nie byłam dla niej żadnym zagrożeniem.
- Nie przypominam sobie, żebyśmy mówiły sobie po imieniu – dziewczyna kolejny raz się oburzyła co było już totalną bzdurą.
- Już od początku przestałaś zwracać uwagę na grzeczność. – nie mogłam zachować tej uwagi dla siebie, chciałam się najzwyczajniej w świecie odgryźć.
- Nie wiem o co ci chodzi, bo chyba to oczywiste, że do końca życia nie będę sam. Może ty…
- Kamil – złapałam go mocniej za dłoń  i wpatrywałam się w jego oczy. Przeczuwałam co chciał powiedzieć i tylko dlatego postanowiłam go powstrzymać, by zapobiec pogorszeniu sytuacji – Nie wiem na jakiej podstawie wyrobiłaś sobie zdanie na temat mojej osoby i naszego związku i naprawdę nie obchodzi mnie to. Jeżeli ci to pomoże, to mogę cię zapewnić, że nie masz się czego obawiać. Rozumiem, że martwisz się o syna i chcesz dla niego jak najlepiej…
- Co ty możesz o tym wiedzieć, co? – byłam zła, że dziewczyna negowała każdą próbę załagodzenia tego konfliktu, czułam, że nic więcej nie mogłam zrobić, że ona była zapatrzona w tylko jeden punkt.
- Gosia, nie warto. Idź do samochodu dobrze? Ja zaraz do was dołączę – nie czekałam na nic więcej, ale tylko zrobiłam to, o co poprosił mnie chłopak. Nie musiałam długo czekać, minęły może zaledwie dwie minuty, a byliśmy już w komplecie.
Już nigdy taka czy podobna sytuacja nie miała miejsca. Kamil przepraszał mnie za to zajście, było mu głupio i czuł się winny, ale przecież on nic złego nie zrobił. Było mi przykro, że zostałam nazwana zabawką, przygodą, kochanką, ale starałam się racjonalnie do tego podejść. W tamtym momencie nawet ze sobą nie sypialiśmy, więc nie mogłam być tylko kochanką.
Kilka dni później Kamil obiecał mi, że już nigdy nie będę narażona na coś podobnego. Podobno skutecznie załatwił to z Natalią i spokojnie będę mogła widywać się z Kacprem.

Co jeszcze się działo w moim życiu przez w ciągu tej nieobecności? Tak naprawdę każdy dzień był inny i pewnie mogłabym tu przywoływać wiele zdarzeń, które były wyjątkowe, ale chyba najpiękniejszy dzień miał miejsce wtedy, gdy na początku lipca Martyna urodziła swoją córeczkę – Zosię. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam to maleństwo poczułam, że jest ono dla mnie bardzo ważne. Czułam ogrom miłości i gotowość do oddania życia, za to dziecko. Pamiętam, jak pierwszy raz miałam ją w swoich rękach. Potwornie się bałam, że zrobię jej krzywdę, ale to był tylko pierwszy strach. Przez wakacje w sumie nigdzie się nie ruszałam, ponieważ pomagałam Martynie i Filipowi, który świata nie widział poza swoimi dziewczynami. Najchętniej cały czas spędzałby z nimi i gdyby mógł, to nieba by im przychylił, natomiast musiał chodzić do pracy, by utrzymać już swoją rodzinę. Dlatego mając świadomość, że Martyny rodzice byli w Niemczech, a Filipa mama miała też swoją pracę, nie mogłam zostawić dziewczyny samej w tych pierwszych dniach. Miałam być przecież matką chrzestną, więc chciałam też wypełniać swoje zadanie już od pierwszych dni. Przychodziłam do Martyny na co najmniej pół dnia, a najczęściej kończyło się na tym, że byłam u niej od rana i dopiero około godziny 15 Kamil po mnie przyjeżdżał, gdzie o 16 Filip kończył pracę. Pomagałam Martynie jak tylko mogłam, starałam się by się wysypiała, miała czas dla siebie, pomagałam jej w prasowaniu, gotowaniu, robieniu zakupów. Robiłam wszystko by było jej lżej i by powoli przyzwyczajała się do nowej sytuacji. Pierwsze dni były naprawdę ciężkie i czasem sobie nie wyobrażałam, co bym zrobiła gdybym na miejscu Martyny była sama. We dwie było nam raźniej, wszystkie obowiązki dzieliłyśmy na pół, razem także chodziłyśmy z Zosią na spacery. Co najważniejsze, nie czułam się przytłoczona swoją działalnością, ani razu nie zdarzyło się tak, żeby nie chciało mi się iść do dziewczyn, czy żebym opadła z sił. Moja miłość do Zosi była przeogromna, kochałam ją jak własne dziecko i patrząc na nią, miałam ochotę by tak właśnie było, natomiast to jeszcze nie był odpowiedni moment. Były dni, kiedy Martyna z Filipem szli do kina, a ja z Kamilem zajmowałam się Zosią. Nie zapomnę, jak Kamil trzymał w swoich ramionach dziewczynkę i lekko się do niej uśmiechał. To był piękny widok, a najpiękniejszy miałby miejsce, gdyby Zosia była owocem naszej miłości….


Uff, trochę tego jest i to jest jedna setna tego, co się działo przez te miesiące. Brakowało mi tego pisania, przelewania zdarzeń na papier. Cieszę się, że wróciłam, cieszę się, że zaczynam nowy etap.