wtorek, 10 lutego 2015

The experience cz 200 - Koniec.

Hej! Już spieszę z wyjaśnieniami, bo przecież post miał pojawić się w sobotę 7 lutego, tą datę zaplanowałam sobie dawno temu i robiłam wszystko by rozłożyć to w czasie. Uwierzcie mi, że jest mi ogromnie przykro, że to wszystko wyszło jak wyszło. Zupełnie tego nie planowałam i na pewne sprawy po prostu nie ma się wpływu.
W zeszłą środę pojechałam z rodzicami na poszukiwanie mebli do pokoju i w drodze powrotnej spontanicznie zajechaliśmy do mojej mamy siostry. Na miejscu okazało się, że jej córka, która ledwie co urodziła dziecko jest w szpitalu i ciocia musiała jechać zająć się wnuczką. Poprosiła mnie bym została u niej na kilka dni i zajęła się domem i jej 6 letnim synem, tak więc, jak stałam tak zostałam. Bez ubrań na zmianę, kosmetyków, ładowarki do telefonu, czegokolwiek. Na następny dzień padł mi telefon, a że w domu były tylko ładowarki do iphona to niestety zostałam odcięta od świata. Później przyszła zmiana pogody i padł internet. Z początku byłam naprawdę sfrustrowana, ale teraz wiem, że taki odpoczynek był mi bardzo potrzebny.
Odcięłam się trochę od tych wszystkich technik, zaszyłam z Kubą- moim kuzynem, w jego pokoju, graliśmy we wszystkie gry planszowe jakie mieliśmy, godzinami układaliśmy klocki lego, oglądaliśmy bajki, dużo czytaliśmy i pomimo wielu obowiązków  (bo później Kuba się rozchorował i latałam z chusteczkami, herbatkami, antybiotykami i tak się stało, że teraz sama jestem przeziębiona) naprawdę odpoczęłam. Mam nadzieję, że teraz wiedząc to wszystko, wybaczycie mi moją nieobecność i jeszcze raz przepraszam, że tak długo musieliście czekać na tego posta. Dla mnie najważniejsza jest rodzina i nawet chwili nie wahałam się czy zostać u cioci i jej pomóc. Ja się bardzo cieszę, że mogłam się przydać, a przy tym sama zaliczyłam małe ferie.
Teraz zapraszam Was na ostatnią część The experience!

Życie przynosi nam różne rzeczy, doświadcza nas w różne emocje, sytuacje i relacje z innymi ludźmi. Poznajemy masę osób, a przez to poznajemy także siebie. Patrząc na człowieka, mamy wiele wiary, że to właśnie ta osoba doświadczy nas ogromem sympatii i ciepła. Czasem włącza się przeczucie i na jego podstawie kogoś odrzucamy a kogoś innego przyjmujemy z otwartymi ramionami. Nigdy nie wiemy co się tak naprawdę  wydarzy, nie wiemy co nas czeka. Zaczynając rozdział życia, który nazwałam „Doświadczenie” nie spodziewałam się, że w ciągu tego rozdziału moje życie tak bardzo się zmieni. Wiedziałam, że każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok przynosi coś nowego, na nowo się zakochujemy, poznajemy siebie. Myśląc o przyszłości kojarzą nam się tylko pozytywne zdarzenia. Robiąc bilans tego, co się wydarzyło nie jestem w stanie powiedzieć jaki jest wynik. Nie obchodzi mnie także, czy wydarzeń pozytywnych było więcej czy mniej, to jest mało ważne, najważniejszy jest wynik końcowy.
Mam swoją prawdziwą miłość, człowieka, który nie jest dla mnie całym światem, on jest kimś więcej. Rozszerza moje horyzonty, moje spojrzenie na świat, jest linią ratunkową. Nagle wszystko nie jest tylko czarne albo białe. Życie ma wiele różnych odcieni. Niektóre z nich są bardziej kolorowe a inne tylko wpadają w szarość, ale nic nie ujmuje życiu na wartości. Każda chwila z którą spotykamy się w naszym życiu doświadcza nas w nowe zdarzenia, każda sekunda życia, czegoś nas uczy. Życie to ciągłe podróżowanie, nie tylko w przyszłość, ale także w przeszłość. To za sprawą wspomnień jesteśmy w stanie cofnąć się do tego, co już miało miejsce. Nie potrzebujemy do tego wehikułu czasu. Wszystko co jest nam potrzebne do życia mamy w zasięgu ręki. Możemy podróżować nie tylko w przeszłość i przyszłość, ale także w głąb siebie. Każdy z nas powinien poznawać siebie lepiej, zastanowiać się nad swoim zachowaniem, nad tym co jest priorytetem, ale także nad swoimi wadami i błędami. Niczego nie żałuję w swoim życiu, wiem że to co obecnie mam, jest wypadkową wielu wydarzeń. Nie byłabym w tym miejscu gdyby nie śmierć Maćka, rozstanie z Bartkiem, wyprowadzka z domu, pobyt w szpitalu… To wszystko doprowadziło mnie do stanu obecnego. Wtedy największe pretensje miałam do Boga, wielokrotnie krzyczałam w jego stronę wyrzucając z siebie to, co leżało mi na sercu, wylewając całą złość i ból, który w sobie miałam. Teraz wiem, że nie powinnam. Nie podziękuję mu za to, że mnie tego doświadczył, bo nigdy nie pogodzę się z tym, że zabrał mi brata, ale już wiem jak z tym żyć. Wszystko dzięki jednej osobie.
Kamila poznałam w najmniej oczekiwanym momencie swojego życia, kiedy to już straciłam wiarę, że  może mnie jeszcze coś dobrego spotkać. Nigdy bym nie przypuszczała, że zakocham się w starszym o 5 lat mężczyźnie i to z dzieckiem. Było to kompletnym zaprzeczeniem moich oczekiwań. I to właśnie ta sytuacja uświadomiła mi, że to o czym marzymy, wcale nie musi być tym, czego tak naprawdę potrzebujemy. Kamil sprawił, że nie tylko moje życie się zmieniło, ale także ja sama. Inaczej podchodziłam do życia i zauważałam zmianę w postrzeganiu pewnych rzeczy. Teraz nie chciałam już walczyć ze światem, chciałam znaleźć swój złoty środek. Miałam wrażenie, że byłam rozsądniejsza i wszystko to działo się dzięki jednemu człowiekowi. Kochałam go całą sobą. Każdy nerw w moim ciele informował mnie, że potrzebuje jego. Kiedy byliśmy razem czułam się kompletna, czułam, że było tak jak być powinno.
Moim życiem nie rządził strach, ból, tęsknota. Wiedziałam, że mając przy sobie Kamila, o nic nie musiałam się martwić. On stawał na straży mojego dobra. Powierzyłam mu siebie, swoje życie, szczęście i dobro. Od tej pory, miałam zapewnione maksymalne bezpieczeństwo. To było niesamowite, że kiedy patrząc w jego oczy widziałam coś bezwarunkowego. Kiedy płakałam, nawet ze szczęścia, to jego ciało całe się spinało, bo widok łez na mojej twarzy sprawiał mu ból. Kiedy byłam zmęczona, zła, rozdrażniona, przytulał mnie do siebie i wtedy działo się coś magicznego. Jego ciepło mnie uspokajało, odzyskiwałam równowagę. Potrzebowałam go do życia. Nie wyobrażałam sobie swojej przyszłości bez jego bezpiecznej przystani.
Co było piękne w miłości, to to, że nie zamierzałam tylko brać, ale pragnęłam jeszcze więcej dawać. Poczynając od prostych gestów – wiedziałam, że uwielbiał mnie w sukienkach i spódnicach, więc kiedy tylko się widzieliśmy starałam się  być właśnie w takim stroju. Wiedziałam, że lubił jak pisałam mu sms zaraz po przebudzeniu, jak nieoczekiwanie wpadałam do jego pracy by dać mu całusa i zaraz po tym wracałam do domu. Pomagałam mu przy Kacprze – czasem odbierałam malca z przedszkola, czasem ugotowałam obiad dla moich chłopaków, a czasem tylko wyręczałam Kamila w zakupach dla syna. Widziałam uznanie w jego oczach, a to było dla mnie największą nagrodą. Jemu bardzo zależało, abym z jego synem miała jak najlepsze kontakty i tak właśnie było.
Te wszystkie sytuacje sprawiały, że mogliśmy na siebie liczyć i wiedzieliśmy, że właśnie takie było nasze  przeznaczenie. Kochałam tego faceta całym swoim sercem, byłam gotowa powierzyć swoje życie w jego ręce. Miałam tylko jedno marzenie, by do końca życia być z nim. Codziennie dziękowałam Bogu, za uczucie, którego doznałam przy Kamilu. Nie rozumiałam jak przeżyłam 19 lat swojego życia nie mając tego w sobie. Teraz nie wyobrażałam sobie jakby pewnego dnia miało mi tego zabraknąć. Może to, co teraz powiem kogoś zdziwi, ale chociażby Kamil umarł, zabrakło go fizycznie, zawsze będę miała w sobie to uczucie. Ono było wewnątrz mnie, głęboko zakorzenione w mojej tożsamości. Teraz definiując siebie, określałam swoją osobę, właśnie dzięki temu co podarował mi Kamil. To on nadał wartość mojej osobie.
Dzięki niemu czułam się silna, czułam, że pokonam wszystko to, co zostało mi przeznaczone. Wiele razy przypominałam sobie to, co już było za mną i podziwiałam tą dziewczynę, która odważyła się żyć, dążyć o swoje szczęście. Może wiele razy wyglądało to tak, jak błądzenie po omacku, albo permanentne zmęczenie z towarzyszącą nostalgią, natomiast to był sposób by przetrwać i pokonać ból. Najpierw by z czymś można było walczyć, trzeba się z tym oswoić. Teraz miałam przy sobie Kamila, który nie walczył za mnie, ale on dodawał mi energii i wiary w sens życia. Obecnie wiedziałam po co stawiamy kroki na tej ziemi, gdzie jest w tym wszystkim logika. To ja pokonywałam problemy, robiłam to sama, a Kamil tylko motywował mnie do działania.
W głowie cały czas dźwięczały mi tylko dwa słowa "Kocham Cię". Szczerze? To trudno było mi uwierzyć, że tak potoczyło się moje życie, że teraz układałam swoją przyszłość przy człowieku, który pojawił się całkiem znienacka i to w jednym z gorszych momentów mojego życia. W końcu widziałam sens swojego jestestwa i każda chwila spędzona z tym chłopakiem sprawiała, że moje serce wykonywało fikołki i pojawiał się uścisk, od którego się uzależniłam.
Ten wieczór spędzałam u Kamila, stwierdziliśmy, że przyda nam się parę chwil, które spędzimy razem. Nasze relacje znacząco się zmieniły, w końcu byliśmy stu procentową parą związaną miłością. Widziałam w nim całe swoje życie i nawet jeszcze coś więcej.
Kamil porozkładał na ziemi masę poduszek a przy pomocy krzeseł, szaf, koca i prześcieradła zbudował po środku pokoju namiot, a wokół zapalił masę świeczek, które rzucały delikatne światło. Kiedy skończyłam przygotowywać kolację, Kamil podał mi lampkę wina i usiedliśmy w naszym zamku. Czułam się dosłownie jak księżniczka, a otoczenie było rodem z bajki.
- Kocham cię całą sobą - na kolanach podreptałam do chłopaka i patrząc mu intensywnie w oczy złożyłam najnamiętniejszy pocałunek na jaki było mnie stać.

To było niczym czyste, pozbawione skazy powietrze, słońce przebijające się przez chmury rzucało światło na nasze twarze. Ta chwila mogła trwać i trwać, a życie mogło się zatrzymać. W takich momentach pęd ludzi i czasu przestawał mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczysz się ty i twoja druga połowa, dzięki której razem stanowicie jedność. Osiągacie jakiś poziom szczęścia, który masz wrażenie, że zbliża was do maksymalnego, chociaż masz wrażenie, że z każdym dniem to uczucie narasta. Udaje ci się zaspokoić większość potrzeb i to, co dostajesz od drugiej osoby jest motorem do życia jak i największą wartością. Wtedy zdajesz sobie sprawę z tego, że po to te wszystkie problemy, po to cały ten trud życia, by walczyć właśnie dla takich chwil. Przecież, gdyby ciągle było tak wspaniale to, czy umielibyśmy to w należyty sposób docenić?  To wszystko przypomina wschód słońca, który wielu ludzi nie docenia i skupia się na zachodzie. Ale dla mnie piękniejszy jest wschód, kiedy słońce, symbolizujące zalety, dobro, miłość przedziera się przez chmury, traktujące jako wady, złość, nienawiść. Dobra, pozytywna masa odgania to, co złe i przynoszące smutek. I czy tak nie jest z nami i naszym życiem, w którym na zmianę pojawiają się wschody i zachody słońca? Oczywiście, nie z tą samą częstotliwością i regularnością, ale z przyjętą symboliką. Życie jest pełne porażek, smutku, bólu, ale zawsze wychodzi słońce i nie ma możliwości, że nie przedrze się  przez chmury. Wschody słońca powinny być dla nas największą nadzieją na lepsze jutro. Ta przyjęta teoria jest optymistyczna i chyba takie nastawienie do życia najbardziej mi pasuje. Człowiek przeżywa wiele upadków, doświadcza wielu ran, ale gdyby nie to, nie mielibyśmy doświadczeń i nie tworzylibyśmy hierarchii  wartości. Gdy jedno tracimy, zyskujemy drugie, czasem zmiany są gorsze a czasem lepsze, ale przez to nabieramy doświadczenia. To właśnie one są naszą historią i wyniesione z nich nauki świadczą o naszej mądrości. Tylko głupiec boi się żyć i korzystać z tego, co daje świat. Nawet jak napotykamy na kłody, to zawsze są one po coś. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdy czujesz dobro od drugiej osoby, to momentalnie zaczynasz myśleć o przyszłości i o tym, co razem dobrego i fajnego możecie stworzyć. Wiadomo, że od razu całego świata nie zbawicie, ale jesteście w stanie chociaż jego najmniejszy fragment uczynić lepszym. Wielu jest frustrowanych ludzi, którzy niszczą to, co  zbudowali inni, ale nie można się poddawać, trzeba walczyć i wierzyć. Gdy już dokonasz rzeczy, o której myślałeś, że jest niemożliwa, stawiasz sobie nowe cele i czujesz zadowolenie z siebie. A samozadowolenie i dowartościowanie siebie i bliskich, jest podstawowym elementem życia. Gdy uwierzysz, że jesteś dobry i pokochasz samego siebie to i ktoś pokocha Ciebie.



Koniec.



Z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze i informacje zwrotne! Jestem szalenie ciekawa jakie towarzyszą Wam odczucia, czy może czujecie się zawiedzeni a może miło połechtani. Proszę, niech każdy z Was na ten ostatni post The experience podzieli się chociaż jednym słowem.
Jako, że muszę już lecieć, to jutro bądź po jutrze, pojawi się post o tym, co będzie dalej. To, co zdradzę Wam już dzisiaj to to, że wilk będzie syty i owca cała. Do jutra!

Ps. Na pewno nie przestanę pisać, nigdy tego nie zrobię. Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa ;)