Hej! Już spieszę z wyjaśnieniami, bo przecież post miał pojawić się w
sobotę 7 lutego, tą datę zaplanowałam sobie dawno temu i robiłam wszystko by
rozłożyć to w czasie. Uwierzcie mi, że jest mi ogromnie przykro, że to wszystko
wyszło jak wyszło. Zupełnie tego nie planowałam i na pewne sprawy po prostu nie
ma się wpływu.
W zeszłą środę pojechałam z rodzicami na poszukiwanie mebli do
pokoju i w drodze powrotnej spontanicznie zajechaliśmy do mojej mamy siostry.
Na miejscu okazało się, że jej córka, która ledwie co urodziła dziecko jest w
szpitalu i ciocia musiała jechać zająć się wnuczką. Poprosiła mnie bym została
u niej na kilka dni i zajęła się domem i jej 6 letnim synem, tak więc, jak
stałam tak zostałam. Bez ubrań na zmianę, kosmetyków, ładowarki do telefonu,
czegokolwiek. Na następny dzień padł mi telefon, a że w domu były tylko
ładowarki do iphona to niestety zostałam odcięta od świata. Później przyszła
zmiana pogody i padł internet. Z początku byłam naprawdę sfrustrowana, ale
teraz wiem, że taki odpoczynek był mi bardzo potrzebny.
Odcięłam się trochę od tych wszystkich technik, zaszyłam z Kubą-
moim kuzynem, w jego pokoju, graliśmy we wszystkie gry planszowe jakie
mieliśmy, godzinami układaliśmy klocki lego, oglądaliśmy bajki, dużo czytaliśmy
i pomimo wielu obowiązków (bo później
Kuba się rozchorował i latałam z chusteczkami, herbatkami, antybiotykami i tak
się stało, że teraz sama jestem przeziębiona) naprawdę odpoczęłam. Mam
nadzieję, że teraz wiedząc to wszystko, wybaczycie mi moją nieobecność i
jeszcze raz przepraszam, że tak długo musieliście czekać na tego posta. Dla
mnie najważniejsza jest rodzina i nawet chwili nie wahałam się czy zostać u
cioci i jej pomóc. Ja się bardzo cieszę, że mogłam się przydać, a przy tym sama
zaliczyłam małe ferie.
Teraz zapraszam Was na ostatnią część The experience!
Życie
przynosi nam różne rzeczy, doświadcza nas w różne emocje, sytuacje i relacje z
innymi ludźmi. Poznajemy masę osób, a przez to poznajemy także siebie. Patrząc
na człowieka, mamy wiele wiary, że to właśnie ta osoba doświadczy nas ogromem
sympatii i ciepła. Czasem włącza się przeczucie i na jego podstawie kogoś
odrzucamy a kogoś innego przyjmujemy z otwartymi ramionami. Nigdy nie wiemy co się
tak naprawdę wydarzy, nie wiemy co nas
czeka. Zaczynając rozdział życia, który nazwałam „Doświadczenie” nie
spodziewałam się, że w ciągu tego rozdziału moje życie tak bardzo się zmieni.
Wiedziałam, że każdy dzień, tydzień, miesiąc, rok przynosi coś nowego, na nowo
się zakochujemy, poznajemy siebie. Myśląc o przyszłości kojarzą nam się tylko
pozytywne zdarzenia. Robiąc bilans tego, co się wydarzyło nie jestem w stanie
powiedzieć jaki jest wynik. Nie obchodzi mnie także, czy wydarzeń pozytywnych
było więcej czy mniej, to jest mało ważne, najważniejszy jest wynik końcowy.
Mam
swoją prawdziwą miłość, człowieka, który nie jest dla mnie całym światem, on
jest kimś więcej. Rozszerza moje horyzonty, moje spojrzenie na świat, jest
linią ratunkową. Nagle wszystko nie jest tylko czarne albo białe. Życie ma
wiele różnych odcieni. Niektóre z nich są bardziej kolorowe a inne tylko wpadają
w szarość, ale nic nie ujmuje życiu na wartości. Każda chwila z którą spotykamy
się w naszym życiu doświadcza nas w nowe zdarzenia, każda sekunda życia, czegoś
nas uczy. Życie to ciągłe podróżowanie, nie tylko w przyszłość, ale także w
przeszłość. To za sprawą wspomnień jesteśmy w stanie cofnąć się do tego, co już
miało miejsce. Nie potrzebujemy do tego wehikułu czasu. Wszystko co jest nam
potrzebne do życia mamy w zasięgu ręki. Możemy podróżować nie tylko w
przeszłość i przyszłość, ale także w głąb siebie. Każdy z nas powinien poznawać
siebie lepiej, zastanowiać się nad swoim zachowaniem, nad tym co jest
priorytetem, ale także nad swoimi wadami i błędami. Niczego nie żałuję w swoim
życiu, wiem że to co obecnie mam, jest wypadkową wielu wydarzeń. Nie byłabym w
tym miejscu gdyby nie śmierć Maćka, rozstanie z Bartkiem, wyprowadzka z domu,
pobyt w szpitalu… To wszystko doprowadziło mnie do stanu obecnego. Wtedy
największe pretensje miałam do Boga, wielokrotnie krzyczałam w jego stronę
wyrzucając z siebie to, co leżało mi na sercu, wylewając całą złość i ból,
który w sobie miałam. Teraz wiem, że nie powinnam. Nie podziękuję mu za to, że
mnie tego doświadczył, bo nigdy nie pogodzę się z tym, że zabrał mi brata, ale
już wiem jak z tym żyć. Wszystko dzięki jednej osobie.
Kamila
poznałam w najmniej oczekiwanym momencie swojego życia, kiedy to już straciłam
wiarę, że może mnie jeszcze coś dobrego
spotkać. Nigdy bym nie przypuszczała, że zakocham się w starszym o 5 lat
mężczyźnie i to z dzieckiem. Było to kompletnym zaprzeczeniem moich oczekiwań.
I to właśnie ta sytuacja uświadomiła mi, że to o czym marzymy, wcale nie musi
być tym, czego tak naprawdę potrzebujemy. Kamil sprawił, że nie tylko moje
życie się zmieniło, ale także ja sama. Inaczej podchodziłam do życia i
zauważałam zmianę w postrzeganiu pewnych rzeczy. Teraz nie chciałam już walczyć
ze światem, chciałam znaleźć swój złoty środek. Miałam wrażenie, że byłam
rozsądniejsza i wszystko to działo się dzięki jednemu człowiekowi. Kochałam go
całą sobą. Każdy nerw w moim ciele informował mnie, że potrzebuje jego. Kiedy
byliśmy razem czułam się kompletna, czułam, że było tak jak być powinno.
Moim
życiem nie rządził strach, ból, tęsknota. Wiedziałam, że mając przy sobie
Kamila, o nic nie musiałam się martwić. On stawał na straży mojego dobra.
Powierzyłam mu siebie, swoje życie, szczęście i dobro. Od tej pory, miałam
zapewnione maksymalne bezpieczeństwo. To było niesamowite, że kiedy patrząc w
jego oczy widziałam coś bezwarunkowego. Kiedy płakałam, nawet ze szczęścia, to
jego ciało całe się spinało, bo widok łez na mojej twarzy sprawiał mu ból.
Kiedy byłam zmęczona, zła, rozdrażniona, przytulał mnie do siebie i wtedy
działo się coś magicznego. Jego ciepło mnie uspokajało, odzyskiwałam równowagę.
Potrzebowałam go do życia. Nie wyobrażałam sobie swojej przyszłości bez jego
bezpiecznej przystani.
Co
było piękne w miłości, to to, że nie zamierzałam tylko brać, ale pragnęłam
jeszcze więcej dawać. Poczynając od prostych gestów – wiedziałam, że uwielbiał
mnie w sukienkach i spódnicach, więc kiedy tylko się widzieliśmy starałam się być właśnie w takim stroju. Wiedziałam, że
lubił jak pisałam mu sms zaraz po przebudzeniu, jak nieoczekiwanie wpadałam do
jego pracy by dać mu całusa i zaraz po tym wracałam do domu. Pomagałam mu przy
Kacprze – czasem odbierałam malca z przedszkola, czasem ugotowałam obiad dla
moich chłopaków, a czasem tylko wyręczałam Kamila w zakupach dla syna.
Widziałam uznanie w jego oczach, a to było dla mnie największą nagrodą. Jemu
bardzo zależało, abym z jego synem miała jak najlepsze kontakty i tak właśnie
było.
Te
wszystkie sytuacje sprawiały, że mogliśmy na siebie liczyć i wiedzieliśmy, że
właśnie takie było nasze przeznaczenie.
Kochałam tego faceta całym swoim sercem, byłam gotowa powierzyć swoje życie w
jego ręce. Miałam tylko jedno marzenie, by do końca życia być z nim. Codziennie
dziękowałam Bogu, za uczucie, którego doznałam przy Kamilu. Nie rozumiałam jak
przeżyłam 19 lat swojego życia nie mając tego w sobie. Teraz nie wyobrażałam
sobie jakby pewnego dnia miało mi tego zabraknąć. Może to, co teraz powiem
kogoś zdziwi, ale chociażby Kamil umarł, zabrakło go fizycznie, zawsze będę
miała w sobie to uczucie. Ono było wewnątrz mnie, głęboko zakorzenione w mojej
tożsamości. Teraz definiując siebie, określałam swoją osobę, właśnie dzięki
temu co podarował mi Kamil. To on nadał wartość mojej osobie.
Dzięki
niemu czułam się silna, czułam, że pokonam wszystko to, co zostało mi
przeznaczone. Wiele razy przypominałam sobie to, co już było za mną i
podziwiałam tą dziewczynę, która odważyła się żyć, dążyć o swoje szczęście.
Może wiele razy wyglądało to tak, jak błądzenie po omacku, albo permanentne
zmęczenie z towarzyszącą nostalgią, natomiast to był sposób by przetrwać i
pokonać ból. Najpierw by z czymś można było walczyć, trzeba się z tym oswoić.
Teraz miałam przy sobie Kamila, który nie walczył za mnie, ale on dodawał mi
energii i wiary w sens życia. Obecnie wiedziałam po co stawiamy kroki na tej
ziemi, gdzie jest w tym wszystkim logika. To ja pokonywałam problemy, robiłam
to sama, a Kamil tylko motywował mnie do działania.
W głowie cały czas
dźwięczały mi tylko dwa słowa "Kocham Cię". Szczerze? To trudno było
mi uwierzyć, że tak potoczyło się moje życie, że teraz układałam swoją
przyszłość przy człowieku, który pojawił się całkiem znienacka i to w jednym z
gorszych momentów mojego życia. W końcu widziałam sens swojego jestestwa i
każda chwila spędzona z tym chłopakiem sprawiała, że moje serce wykonywało
fikołki i pojawiał się uścisk, od którego się uzależniłam.
Ten wieczór spędzałam u
Kamila, stwierdziliśmy, że przyda nam się parę chwil, które spędzimy razem.
Nasze relacje znacząco się zmieniły, w końcu byliśmy stu procentową parą
związaną miłością. Widziałam w nim całe swoje życie i nawet jeszcze coś więcej.
Kamil porozkładał na
ziemi masę poduszek a przy pomocy krzeseł, szaf, koca i prześcieradła zbudował
po środku pokoju namiot, a wokół zapalił masę świeczek, które rzucały delikatne
światło. Kiedy skończyłam przygotowywać kolację, Kamil podał mi lampkę wina i
usiedliśmy w naszym zamku. Czułam się dosłownie jak księżniczka, a otoczenie
było rodem z bajki.
- Kocham cię całą sobą -
na kolanach podreptałam do chłopaka i patrząc mu intensywnie w oczy złożyłam
najnamiętniejszy pocałunek na jaki było mnie stać.
To było niczym czyste,
pozbawione skazy powietrze, słońce przebijające się przez chmury rzucało
światło na nasze twarze. Ta chwila mogła trwać i trwać, a życie mogło się
zatrzymać. W takich momentach pęd ludzi i czasu przestawał mieć jakiekolwiek
znaczenie. Liczysz się ty i twoja druga połowa, dzięki której razem stanowicie
jedność. Osiągacie jakiś poziom szczęścia, który masz wrażenie, że zbliża was
do maksymalnego, chociaż masz wrażenie, że z każdym dniem to uczucie narasta.
Udaje ci się zaspokoić większość potrzeb i to, co dostajesz od drugiej osoby
jest motorem do życia jak i największą wartością. Wtedy zdajesz sobie sprawę z
tego, że po to te wszystkie problemy, po to cały ten trud życia, by walczyć właśnie
dla takich chwil. Przecież, gdyby ciągle było tak wspaniale to, czy umielibyśmy
to w należyty sposób docenić? To
wszystko przypomina wschód słońca, który wielu ludzi nie docenia i skupia się
na zachodzie. Ale dla mnie piękniejszy jest wschód, kiedy słońce, symbolizujące
zalety, dobro, miłość przedziera się przez chmury, traktujące jako wady, złość,
nienawiść. Dobra, pozytywna masa odgania to, co złe i przynoszące smutek. I czy
tak nie jest z nami i naszym życiem, w którym na zmianę pojawiają się wschody i
zachody słońca? Oczywiście, nie z tą samą częstotliwością i regularnością, ale
z przyjętą symboliką. Życie jest pełne porażek, smutku, bólu, ale zawsze
wychodzi słońce i nie ma możliwości, że nie przedrze się przez chmury.
Wschody słońca powinny być dla nas największą nadzieją na lepsze jutro. Ta
przyjęta teoria jest optymistyczna i chyba takie nastawienie do życia
najbardziej mi pasuje. Człowiek przeżywa wiele upadków, doświadcza wielu ran,
ale gdyby nie to, nie mielibyśmy doświadczeń i nie tworzylibyśmy
hierarchii wartości. Gdy jedno tracimy, zyskujemy drugie, czasem zmiany
są gorsze a czasem lepsze, ale przez to nabieramy doświadczenia. To właśnie one
są naszą historią i wyniesione z nich nauki świadczą o naszej mądrości. Tylko
głupiec boi się żyć i korzystać z tego, co daje świat. Nawet jak napotykamy na
kłody, to zawsze są one po coś. Wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
Gdy czujesz dobro od drugiej osoby, to momentalnie zaczynasz myśleć o
przyszłości i o tym, co razem dobrego i fajnego możecie stworzyć. Wiadomo, że
od razu całego świata nie zbawicie, ale jesteście w stanie chociaż jego
najmniejszy fragment uczynić lepszym. Wielu jest frustrowanych ludzi, którzy
niszczą to, co zbudowali inni, ale nie można się poddawać, trzeba walczyć
i wierzyć. Gdy już dokonasz rzeczy, o której myślałeś, że jest niemożliwa,
stawiasz sobie nowe cele i czujesz zadowolenie z siebie. A samozadowolenie i
dowartościowanie siebie i bliskich, jest podstawowym elementem życia. Gdy
uwierzysz, że jesteś dobry i pokochasz samego siebie to i ktoś pokocha Ciebie.
Koniec.
Z
niecierpliwością czekam na Wasze komentarze i informacje zwrotne! Jestem
szalenie ciekawa jakie towarzyszą Wam odczucia, czy może czujecie się
zawiedzeni a może miło połechtani. Proszę, niech każdy z Was na ten ostatni
post The experience podzieli się chociaż jednym słowem.
Jako,
że muszę już lecieć, to jutro bądź po jutrze, pojawi się post o tym, co będzie
dalej. To, co zdradzę Wam już dzisiaj to to, że wilk będzie syty i owca cała. Do
jutra!
Ps. Na pewno nie przestanę pisać, nigdy tego nie zrobię. Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa ;)