Obudziłam się
rano wypoczęta z nowymi nadziejami na życie. Chciałam się zmienić, przede
wszystkim być silniejsza i bardziej stanowcza i wszystko wskazywało na to, że
mogłam tego dokonać. Szpitalne otoczenie nie działało na mnie jakoś negatywnie
a raczej motywująco. Miałam przeczucie, że już będzie lepiej, jak i z moim
zdrowiem tak też z moim postrzeganiem i odbieraniem życia.
Do obchodu lekarza nie wolno było mi nic jeść
także dzielnie czekałam na jego wizytę. W międzyczasie sprawdziłam pocztę i ku
mojemu zdziwieniu dostałam dwie zwrotne wiadomości odnośnie wysłanego przeze
mnie CV. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ jedna z nich była z sklepu odzieżowego
z centrum handlowego a druga z kawiarni hotelowej. Zaproszono mnie na rozmowy i
wystarczyło się teraz tylko umówić lecz nadal nie wiedziałam kiedy planowali
mnie wypisać. Bardzo zależało mi na pracy bo byłam pewna, że chciałam się sama
utrzymywać a wczorajsza kłótnia z mamą tylko mnie w tym utwierdziła.
- Dzień dobry – lekarz wszedł do sali i
standardowo podszedł do mojego łóżka by
odczytać kartę - Jak się czujesz? – spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami,
w które lubiłam się patrzeć. Odłożyłam na bok tableta i koncentrowałam się na
mężczyźnie. Był przystojny i jeszcze bardziej przyciągał do siebie wzrok.
- Dobrze. Panie doktorze mam pytanie –
niepewnie spojrzałam na Niego a on odłożył kartę i podszedł bliżej łóżka.
- Tak?
- Kiedy będę mogła wyjść? Bardzo mi zależy ponieważ
muszę się umówić na rozmowę kwalifikacyjną a czym prędzej tym lepiej – starałam
się być uprzejma i przybrać błagalny wzrok by przekonać lekarza, by w miarę
możliwości szybko mnie wypisał. Wiedziałam, że w tamtym momencie jedynie mogłam
przekupić Go swoim uśmiechem bo poza tym wyglądałam fatalnie.
- Co to za praca? - czułam, że chciał
stwierdzić czy w ogóle byłam w stanie wykonywać tą pracę, natomiast to nie było
nic ciężkiego w stylu zbieranie owoców czy pomoc kucharki.
- Kelnerki bądź sprzedawczyni w sklepie
odzieżowym. To wiele dla mnie znaczy i pozwoli mi stanąć na nogi – usiłowałam w
nienachalny sposób pozyskać zgodę z Jego strony.
- Dzisiaj mamy poniedziałek więc w środę
dostaniesz wypis lecz będziesz musiała wpadać do nas na badania kontrolne i
słuchać się zaleceń. Dzisiaj też koniec z kroplówkami, pielęgniarka zaraz Ci to
odłączy. - te słowa wywołały u mnie wiele radości i poczułam się znacznie
lepiej. W końcu widziałam, że wszystko zaczęło się układać i szło w dobrą
stronę.
- Jasne, dziękuję – szeroko uśmiechnęłam się do
lekarza którego mój szczery uśmiech też musiał rozbawić, gdyż usłyszałam Jego
cichy chichot. Od razu odpisałam na maile z pytaniem czy byłaby możliwość
spotkania w piątek, ewentualnie w czwartek, natomiast chciałam sobie zostawić
ten jeden dzień gdyby coś się obsunęło. Tryskałam radością i miałam nadzieję,
że ten stan utrzyma się cały dzień. Miałam dosyć kłótni, sprzeczek i
nieporozumień. Miałam plan na życie i chciałam go zrealizować. Przez to co
działo się ze mną przez ostatnie dni, czułam się mądrzejsza i silniejsza.
- Cześć – ujrzałam Marcina, który z uśmiechem
na twarzy wszedł do sali. Nie umknęła mu moja radość, którą emanowałam.
- Hej – dałam mu buziaka w policzek i usiadł
obok łóżka dokładnie mi się przyglądając, przez co, przez chwilę poczułam się
jakbym była brudna lub miała coś dziwnego na twarzy. - Czemu tak na mnie
patrzysz?
- Promieniejesz – nie dowierzał temu co widział,
co było tylko potwierdzeniem tego, że byłam na dobrej drodze by zmienić swoje
życie.
- Aż tak widać? - jeszcze szerzej uśmiechnęłam się do brata aż
pokazując swoje zęby. Czułam się inaczej, w końcu poczułam, że miałam kontrolę
nad swoim życiem i to ja rządziłam. - Jak w domu? Była dzika kłótnia? -
chciałam zaspokoić swoją ciekawość ale w sumie bardziej chodziło mi o to czego
miałam się spodziewać.
- Nie myśl o tym ale o sobie – Marcin złapał
mnie za rękę i próbował maskować to co się wczoraj wydarzyło, jakby chciał
rzucić to w niepamięć lecz miałam jedno postanowienie, którego planowałam się ściśle
trzymać, wszystko wyjaśniać do końca, nie pozostawiać na później albo nie
omijać tego.
- Myślę i dlatego chcę wiedzieć. Proszę –
patrzyłam na Niego prosząco, niemal miałam wzrok jak kot ze shreka.
- No rodzice się pokłócili. Tata stał za Tobą
murem ale mama nie dawała za wygraną. Nie chciało mi się tego słuchać więc
wyszedłem z domu. Wy się pokłóciłyście, że ona jest taka zła na Ciebie ? -
Marcin musiał nie wiedzieć o zajściach z poprzednich dni.
- Tak, jakoś w tamtym tygodniu. Zaspałam i nie
poszłam do szkoły a ona się wściekła i miałyśmy sprzeczkę. Później słyszałam
jak mówiła tacie, że jesteśmy rozpieszczeni itp. Generalnie to co wczoraj jej
tutaj powiedziałam, zamierzam jej udowodnić, że się myliła. - mówiłam z
niesamowitym spokojem i opanowaniem. Wracając wspomnieniami do ostatnich dni Nie
czułam się przygnębiona a wręcz przeciwnie byłam dumna z siebie i swoich
zamiarów. Nie miałam powodów do smucenia się.
- O czym Ty mówisz? - Marcin chciał dowiedzieć
się co planowałam lecz dopóki nic nie było pewne, chciałam to zachować dla
siebie. Zamierzałam podzielić się tym dopiero jakbym dostała pracę. To był mój
priorytet i na tym miałam zamiar się skupić.
- To nic pewnego ale obiecuję Ci, że pierwszy
się dowiesz. Trzymaj za mnie kciuki – podstawiłam mu otwarte dłonie do twarzy
by dmuchnął na szczęście. Gdy to zrobił mocno zacisnęłam pięści i trzymałam je
przy sobie, by nic się nie ulotniło.
- Co Ty kombinujesz – Marcin chciał przeniknąć
we mnie i znaleźć choćby najmniejszy punkt zaczepienia ale byłam nieugięta, nic
nie chciałam zdradzić.
- Dowiesz się w swoim czasie – może to było
naiwne lecz wierzyłam, że jak zachowam to dla siebie, to wszystko o czym
marzyłam się spełni. Traktowałam to jako swego rodzaju magię, byłam głęboko przekonana,
że marzenia się spełniały i nikt nie był w stanie odebrać mi tej wiary. -
Marcin jedź do domu co tu będziesz siedział? Niedługo przyjdzie Martyna z
Filipem więc nie będę sama, zresztą nie potrzebuję nadzoru przez cały dzień.
Masz też swoje sprawy – nie chciałam żeby wszystkiego podporządkowywał
siedzeniu ze mną w szpitalu. W końcu były wakacje i nie mógł ciągle
przesiadywać przy mnie w szpitalu.
- Nie marudź – brat nie chciał przystać na moje
słowa natomiast wiedziałam, że marnował czas będąc ze mną. W tym czasie mógł zrobić
wiele innych rzeczy, a tak to grzał krzesło obok łóżka. Ja naprawdę nie
chciałam Go wyganiać ani pozbywać się.
- Nie jestem obłożnie chora ani umierająca, byś
ciągle przy mnie był. Zmykaj do domu, idź na basen, z kumplami na piwo. Są
wakacje więc nie siedź bezczynnie – uśmiechałam się do brata chcąc Go przekonać
by zmienił zdanie, co w cale nie było takie łatwe ale koniec końców udało się.
- Dobra, ale wpadnę wieczorem – brat wstał z
krzesła i ucałował mnie w czoło. Widziałam, że zgodził się ale bardzo
niechętnie, miał wiele obaw w sobie i oporów. Miałam nadzieję, że mu to
przejdzie.
- Będę czekać – pomachałam mu na do widzenia i
już zniknął z pola widzenia. Poszłam do toalety trochę się umyć i ogarnąć
ponieważ już miałam dosyć ciągłego leżenia, gdy wróciłam wzięłam się za
czytanie książki. Będąc w szpitalu w końcu miałam czas by zająć się
czynnościami, za którymi tęskniłam. Ten pobyt miał same plusy, minusów nie było
albo po prostu ich nie zauważałam.
- Zabieram Cię – obróciłam się twarzą do drzwi
by zobaczyć kto pojawił się w sali i kto chciał mnie gdzieś zabrać. Moim oczom
ukazał się Bartek z wózkiem. Byłam zaskoczona Jego widokiem i słowami. Byłam też
mocno zdezorientowana.
- Gdzie? Ale ja nie mogę – miałam leżeć w łóżku
i nie ruszać się bez pozwolenia lekarza więc tym bardziej nie rozumiałam Jego
planów, za to na Jego twarzy malował się uśmiech, którego bardzo dawno nie
widziałam. Mimo mojego zdziwienia zaistniałą sytuacją, uśmiechałam się do Niego
i byłam pogodna.
- Rozmawiałem z lekarzem, za godzinę będziesz z
powrotem, chodź – Bartek podszedł bliżej i odchylił kołdrę bym szybciej
znalazłam się na wózku który miał ze sobą. Musieliśmy się spieszyć ponieważ
mieliśmy tylko godzinę. Gdy już usiadłam
na wózku, Bartek z tajemniczym spojrzeniem zabrał mnie z sali.
- Dokąd Ty mnie zabierasz? - starałam
dowiedzieć się gdzie zmierzaliśmy, ale mój chłopak nie chciał mi nic
powiedzieć. Nie bałam się ani nie byłam zaniepokojona, byłam po prostu ciekawa
co znowu wymyślił. Bartek nic nie odpowiedział tylko patrzył przed siebie i
dzielnie pchał wózek na którym siedziałam. Po jakiś dziesięciu minutach byliśmy
na dworze a Bartek zmierzał w stronę parku znajdującego się na terenie
należącym do szpitala.
- Trochę świeżego powietrza Ci nie zaszkodzi. -
uśmiechnął się sam do siebie i przystanął w cieniu, obok ławki na której
usiadł. Był ostatni tydzień czerwca a pogoda była piękna, taka słoneczna i
przyjemna. Poczułam się jeszcze lepiej wdychając świeże powietrze i łapiąc
pojedyncze promienie słońca, które przedostawały się przez drzewa. Milczałam, nie
chciałam zagłuszać śpiewu ptaków i cudownej aury, która nas otaczała.
Wiedziałam, że mieliśmy z Bartkiem wiele do wyjaśnienia i przeczuwałam, że to trochę wywoła negatywnych emocji jak i podwyższone
ciśnienie z racji tego, że oboje byliśmy trochę nerwowi.
- Gosia ja Cię przepraszam za to jak się
zachowywałem. Nie wiem dlaczego wtedy byłem tak zazdrosny o tamtego chłopaka,
nie wiem co mi strzeliło do łba, byłem taki głupi. Obiecuję Ci, że będę robił
wszystko by to się nie powtórzyło. Przepraszam – obrócił wózek tak abym
patrzyła na Niego, siedzieliśmy naprzeciwko siebie i dokładnie widziałam co
malowało mu się na twarzy. Nie widziałam potrzeby by drążyć ten temat ponieważ
nie chciałam się z nim kłócić, cieszyłam się, że zrozumiał swój błąd i chciał
go naprawić i to było dla mnie najważniejsze, więc postanowiłam dać mu szansę i
wybaczyć to jak się zachował. Nowe życie, nowe poglądy i nowe myślenie.
- Dobra – uśmiechnęłam się tak szeroko, że aż
zęby było mi widać. Nie chciałam go zadręczać i przedłużać tego tematu. W końcu
miałam iść naprzód a nie cofać się.
- Tak po prostu ? - nie dowierzał moim słowom i
był bardzo zaskoczonym moim zachowaniem. Nie był przyzwyczajony do takich
naszych rozmów, w sumie ja również nie byłam. Czułam się dosyć dziwnie, nie
poznawałam siebie ale raczej z tej pozytywnej strony.
- Tak, a czego się spodziewałeś? Chcę być
szczęśliwa i cieszę się, że sobie to wyjaśniliśmy. - złapałam go za rękę a on
przytulił mnie do siebie. Starałam się przypomnieć sobie kiedy ostatni raz to
robiliśmy lecz nie przychodziło mi to łatwo.
- Kocham Cię – to wyznanie spowodowało, że
poczułam się lepiej, a mój zmysł słuchu był ewidentnie zadowolony. Te dwa słowa,
były istnym miodem na uszy, które przez ostatnie dni słyszały same przykre
rzeczy.
- Ja Ciebie też – zanurzyłam się w Jego ustach
i było mi w nich bardzo dobrze. Po skończonym pocałunku nie mogłam powstrzymać
się od śmiechu. O matko, byłam tak szczęśliwa, że nabrałam ochoty by żyć i
zmierzyć się ze wszystkim co los chciał postawić na mojej drodze. Nie było dla
mnie rzeczy niemożliwych. Ciekawa byłam, jak długo utrzyma się taki stan. - Przejdziemy się? Chciałabym nacieszyć się tą
pogodą - popatrzyłam na Niego a on od razu wstał i szedł za mną pchając wózek.
Mieliśmy tyle zaległych spraw, że nie chciałam dłużej czekać z ich poruszeniem.
- Rozmawiałeś z tatą? Co w końcu z mieszkaniem?
- dawno o tym nie rozmawialiśmy a tydzień temu Bartek był na obiedzie u taty by
poruszyć temat samodzielnego mieszkania. Byłam ciekawa czy doszli do
porozumienia.
- O matko, nic Ci nie mówiłem? - Jego reakcja
uzmysłowiła mi, że naprawdę mieliśmy duże zaległości – Byłem wtedy u ojca i
rozmawialiśmy i stanęło na tym, że on opłaca mi mieszkanie i rachunki a ja będę
się sam żywił i ubierał. Mam rentę mamy i jeszcze kasę za pracę w klubie a
teraz w wakacje coś sobie więcej przyrobię więc będę miał na cały rok. Ojciec
też opłaci mi wyjazd na wakacje. No i co najważniejsze to mam już wynajętą
kawalerkę i już w niej mieszkam. - byłam bardzo zaskoczona tym co mówił.
Tydzień czasu a tyle się wydarzyło. Sama nie wiedziałam kiedy minął ten tydzień
i jakim sposobem przez tak krótki czas, mogło się tak wiele zmienić.
- Wow. Jestem w szoku. Jak Ci się mieszka?
Gdzie jest w ogóle to mieszkanie? -
pragnęłam dowiedzieć się czegoś więcej by być na bieżąco z tym, co działo się w
Jego życiu, . Cały czas nie mogłam wyjść z podziwu, że tak szybko udało mu się
to załatwić ale wiedziałam, że nie byłoby to możliwe bez pomocy ojca.
- W centrum, obok galerii handlowej. Mieszkanie
jest nowoczesne, ładne i przytulne. Jest kuchnia połączona z mini salonem,
łazienka i jeden oddzielny pokój. Jest naprawdę fajnie – czułam, że był
zadowolony z obrotu spraw i z tego jak to wszystko się rozwiązało. Ogromnym
sukcesem było to, że Jego rozmowa z tatą przyniosła takie efekty, osiągnęli naprawdę
duży kompromis.
- To super, jestem z Ciebie dumna – odchyliłam głowę by spojrzeć na chłopaka, on też był podniecony samodzielnym mieszkaniem. Przed nim nowy rozdział w życiu i zazdrościłam mu tego, lecz ja też planowałam przewartościować swoje życie, może nie tak bardzo jak on ale na pewno znacznie. Nie chciałam się wyprowadzać z domu głównie z jednego powodu, tam był pokój Maćka z którym byłam bardzo związana i pragnęłam jak najdłużej być blisko niego.
- To super, jestem z Ciebie dumna – odchyliłam głowę by spojrzeć na chłopaka, on też był podniecony samodzielnym mieszkaniem. Przed nim nowy rozdział w życiu i zazdrościłam mu tego, lecz ja też planowałam przewartościować swoje życie, może nie tak bardzo jak on ale na pewno znacznie. Nie chciałam się wyprowadzać z domu głównie z jednego powodu, tam był pokój Maćka z którym byłam bardzo związana i pragnęłam jak najdłużej być blisko niego.
- Dobra a teraz Ty mów. - zaskoczył mnie swoimi
słowami ponieważ nie wiedziałam o czym dokładnie mówił i co chciał usłyszeć.
Trochę się bałam bo ja też miałam wiele mu do wyjaśnienia i trochę mnie to
przerażało ale byłam w stanie sobie z tym poradzić.
- A co chcesz wiedzieć? - chciałam by sprecyzował
temat dalszej rozmowy, by nie ruszyć czegoś co mogłoby go za bardzo zdziwić czy
zaskoczyć.
- Gosia, wszystko. Ja ciągle nie wiem co Ci
jest, że tutaj jesteś, co mówią lekarze i tak dalej. - zatrzymał się i ukucnął
przede mną patrząc mi głęboko w oczy. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam być
z nim szczera i zacząć od początku. Bez sensu było coś zatajać.
- Tata w nocy w piątek przyszedł do mojego
pokoju i zastał mnie z wysoką gorączką i później straciłam przytomność. Byłam
odwodniona i wyczerpana. Przez ostatnie dni nie czułam się najlepiej, byłam
bardzo śpiąca i rozdrażniona. W piątek pojechałam z Martyną na przejażdżkę
rowerową, która jak się później okazało, była zbyt dużym wysiłkiem dla mnie. -
mówiąc to unikałam Jego wzroku, bałam się tego co mogłam zobaczyć w Jego
oczach.
- Ale czym to było spowodowane? – zdawało mi
się, że przeczuwał jaka była przyczyna ale widocznie chciał usłyszeć to prosto
ode mnie a nie opierać się na domysłach.
- Przez ostatni czas miałam problem z jedzeniem
ponieważ nie czułam głodu. To nie było tak, że specjalnie nie jadłam. Podobno jest
coś takiego jak psychogenna utrata łaknienia i najczęściej jest ona spowodowana
stresem. W moim przypadku nałożyło się na to wiele spraw, głównie śmierć Maćka
ale jak już byłam taka rozdrażniona to nie potrafiłam się dogadać z Tobą czy z
mamą. To wszystko się skumulowało - delikatnie starałam mu się to wytłumaczyć
by jak najlepiej zrozumiał stan w jakim się znajdowałam. Bartek milczał a ja
nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie chciałam czekać na Jego słowa, musiałam
zareagować. - Słuchaj, tu nikt nie jest winny, takie rzeczy się zdarzają,
czasami nie mamy wpływu na chorobę. Może mogłam coś zrobić i wcześniej wziąć
się w garść ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Uwierz mi, że
poniekąd cieszę się, że tak się stało a wszystkie sprawy potoczyły się w tą
stronę. Chodzi mi głównie o mamę, gdyby nie to, jak się zachowywałam nie
dowiedziałabym tego się co o mnie myśli. Nie zamierzam dać jej za wygraną a wręcz przeciwnie pokazać na co mnie stać.
Więc nie rób takiej miny bo ja nie widzę minusów z pobytu w szpitalu. -
głaskałam go po policzku chcąc zdjąć z Niego niezadowolenie jakie się na nim
mieściło.
- O czym mówisz? - Bartek wstał i znowu
ruszyliśmy ale tym razem w stronę szpitala. Wiedziałam, że nie rozumiał moich
słów i tego co wydarzyło się pomiędzy mną a mamą.
- Ona uważa, że jestem niewdzięczna i robię co
chcę. Ponad to, rozpieszczona i zawsze wszystko miałam podsuwane pod nos.
Pokłóciłam się z nią kilka dni temu, później usłyszałam jak kłóciła się z tatą
i co mu powiedziała a wczoraj jej o tym zakomunikowałam. Nie zostawię tego tak,
ale proszę Cię nie pytaj o więcej dowiesz się w swoim czasie, na razie nie chcę
zapeszać. - byliśmy prawie na miejscu a Bartek kręcił głową na znak
bezradności.
- I pomyśleć, że Cię kocham – oboje
wybuchnęliśmy śmiechem i skierowaliśmy się do sali. Akurat była pora obiadowa
więc zjadłam zupę ponieważ jak na razie mogłam przyjmować tylko płynne posiłki.
Bartek chwilę ze mną posiedział a gdy przyszła Martyna, poszedł zostawiając nas
same.