poniedziałek, 3 listopada 2014

The experience cz 185

Nadszedł dzień, który od początku wiedziałam, że będzie ciężki, bo przecież nie łatwe było wpatrywanie w pomnik zamiast na twarz ukochanego brata. Tęskniłam za Nim i to bardzo, ale już umiałam z tym żyć. Po tylu miesiącach żalu, smutku i frustracji, wreszcie potrafiłam iść na przód. Czułam, że Maciek był ze mnie dumny i to było najważniejsze.
Pogoda jak na 1 listopada była naprawdę ładna, świeciło słońce, któremu towarzyszył lekki wiatr. Ubrałam się w czarną sukienkę, do tego botki i skórzaną kurtkę. Tak naprawdę tego dnia nic nie było ważne, ubiór, pogoda, samopoczucie. Ten dzień należał do Niego, mojego Brata i wszystkich tych, których Bóg wezwał do siebie.
Razem z tatą i Marcinem już o 9 pojechaliśmy na cmentarz, gdzie kłębiło się strasznie dużo ludzi. Na pomniku Maćka stał ogrom zniczy i co chwilę ktoś pojawiał się z nowymi. Byli to ludzie ze szkoły, znajomi, nauczyciele, współpracownicy taty oraz mamy, sąsiedzi i szereg innych osób, które znały mojego Maćka. Było mi miło, że każda z tych osób pamiętała o Nim i odmawiała za Niego modlitwę. Obok mnie, taty i Marcina, stali też dziadkowie, przyszła również mama wraz z swoim nowym partnerem, co chyba było zdecydowanie nie na miejscu i zaskoczeniem dla nas wszystkich.  Gdy mama podeszła do mnie, żeby przywitać mnie całusem w policzek, bardzo mechanicznie odsunęłam się od niej, wtulając się w Marcina, tak jakbym chciała się schronić przed ogromnym ciosem. Brat objął mnie ramieniem i oboje patrzyliśmy przed siebie, ignorując mamę. Nie wiem czemu tak się zachowałam, nie chciałam jej odtrącać, ona też zasługiwała na szczęście, ale nie w takich okolicznościach i nie w ten sposób. Mogła zrobić to na neutralnym gruncie, po uprzedniej rozmowie i wyjaśnieniach. To miejsce nie było odpowiednie na takie zachowania.
Później już całą swoją uwagę skupiałam na Maćku, na wspomnieniach, na tym ile pięknych chwil nas łączyło, na tym, czego mnie nauczył, co wniósł do mojego życia. Był dla mnie wzorem, chociaż czasem towarzyszyło mi wrażenie, że był wyimaginowany. Bałam się tego, że pomimo iż był mi bardzo bliski, to stawał się daleki. Jakby nasze wspólne 18 lat życia nigdy się nie zdarzyło, a było jedynie snem,

Staliśmy tam gdzieś do godziny 14, a później pojechaliśmy na obiad do dziadków. Było czuć niezręczną atmosferę, która podejrzewam była spowodowana zachowaniem mamy. Nie wiedziałam co ona sobie myślała, zabierając tam ze sobą swojego nowego faceta. Denerwowało mnie to, że postawiła siebie w centrum zainteresowania, szczególnie w tym dniu, gdzie każdy powinien był skupić się na Maćku. Nie akceptowałam jej zachowania, ani tego, co zamierzała przez to osiągnąć.
Później pojechaliśmy do domu, gdzie każdy odpoczywał, bo stanie pięciu godzin każdemu dało się we znaki. Tata poszedł się zdrzemnąć, a Marcin oglądał jakiś film w telewizji, a ja oczekując na Piotrka, postanowiłam dosiąść się do brata.
- Nie mogę przestać myśleć o mamie… - męczyła mnie ta sytuacja. Z jednej strony byłam na nią potwornie wściekła, a z drugiej było mi jej żal, bo każdy się od niej odwrócił.
- Wiesz co? Mam to w dupie, mam na to kompletnie wywalone, niech robi co chce, ja nie chce brać w tym udziału – Marcin zaskoczył mnie swoją postawą, ponieważ zawsze stawał po jej stronie. To był znak, że ona naprawdę go skrzywdziła, zawiodła jego zaufanie, bardzo rozczarowała. Pomimo jego słów czułam, że było inaczej, szczególnie, że tak emocjonalnie zareagował.
- A mnie jest jej trochę szkoda... – nie wiem skąd wezbrały się we mnie te uczucia. Na cmentarzu wyraziłam ogromną niechęć co do jej osoby, a obecnie miałam mętlik w głowie.
- Szkoda? Po co ona go tam zabierała? To nie jego rodzina, więc nie miał prawa tam przychodzić – Marcin wzburzył się i co rusz wyciągał mocniejsze dzieła z ust.
- Pewnie chciała by ją wspierał. Każdy ma prawo tam przyjść, to tak jakbyś zabronił Kamilowi by poszedł tam ze mną – Kamil też był obcą osobą dla Maćka, nie znał go, a ja chciałam by wieczorem był tam ze mną. To było naturalne, podejrzewałam, że mama musiała czuć się bardzo samotna i dlatego tak postąpiła.  
- Kamil to inna sprawa. Tu chodzi o mamę. Nie wierzę, że jej bronisz – Marcin robił się zły na mnie, a ja bałam się, że zaraz się pokłócimy a nie o taki efekt mi chodziło.
- Nie bronię, ale staram się zrozumieć. To nasza mama – złapałam brata za rękę, chcąc przekonać go do zmiany swojego nastawienia.
- Moją już nie jest, ona wybrała kogo bardziej kocha – Marcin poderwał się z kanapy i zamknął się w swoim pokoju. Znałam go już na tyle dobrze, by wiedzieć, że chciał być sam. Nie chciałam dłużej zamęczać go tym tematem. Zresztą w całym domu rozszedł się dźwięk dzwonka do drzwi, więc pospiesznie zeszłam na dół.
- Hej – uśmiechnęłam się do Piotrka, który mocno si do mnie przytulił i przywitał całusem w policzek.  
- Cześć, pięknie wyglądasz – Piotrek miał na twarzy czarujący uśmiech i wydawało mi się, że naprawdę wyprzystojniał, o ile można było tak powiedzieć. Miał na sobie ciemne jeansy, koszulę w kratkę i granatową kurtkę. Do tego modna fryzura i lekki zarost, a w dłoniach trzymał ogromny bukiet czerwonych róż.
- I kto to mówi – zaśmiałam się do niego i nie mogłam napatrzeć nowemu Piotrkowi.
- Proszę to dla ciebie – nie przestając się uśmiechać wyciągnął ku mnie kwiaty, które były naprawdę piękne.
- Dziękuję, z jakiej to okazji?
- Bez, po prostu zasługujesz na to by cię rozpieszczać – Piotrek całkiem wyluzowany patrzył na mnie, co było bardzo miłe.
 – Co chcesz do picia?
- Możesz zrobić herbatę – chłopak usiadł na krześle w kuchni a ja zajęłam się robieniem napoju dla nas dwojga.
- Co tam słychać? Opowiadaj – byłam bardzo ciekawa, co działo się w jego życiu, bo nie widzieliśmy się naprawdę kawał czasu. Miałam nadzieję, że poukładał sobie wszystkie sprawy i spokojnie zaczynał nowe życie, niemal tak samo jak ja.
- Dużo się dzieje. Znalazłem naprawdę dobrą pracę i już nie jeżdżę na taksówce. Przeniosłem się na studia zaoczne, więc nic mi nie koliduje. Dostałem teraz propozycję wyjazdu na staż do Rzymu na trzy miesiące – Piotrek ze spokojem mówił o nowym życiu i widać było, że był szczęśliwy. Byłam podekscytowana tym co mówił, naprawdę dobrze to prognozowało.
- Naprawdę, i co jedziesz? – cieszyłam się, że otwierały się przed nim nowe drzwi i mógł się realizować.
- Nie wiem, właśnie po to chciałem się z tobą spotkać – Piotrek wydawał się być trochę zagubiony i taki trochę rozdarty.
- Masz jakieś wątpliwości? Chłopaku, to ogromna szansa dla ciebie, wielkie możliwości, doświadczenie. Czego się boisz? – nie rozumiałam jego sceptycznego podejścia do tej propozycji. To była wielka rzecz, nie wiedziałam jak można było z tego nie skorzystać.
- Tutaj jest mi dobrze, mam ciebie i rodziców. Jestem szczęśliwy, bo wiem, że mam na kogo liczyć, a tam… Tak samo po powrocie… - chyba zaczynałam rozumieć. On dużo przeszedł, zdecydowanie za dużo, a przy tym zawiódł się na wielu ludziach, inni go stygmatyzowali. Chciał pielęgnować więzi, które do tej pory zawiązał a nie wystawiać je na kolejną próbę, ale byłam zdania, że skoro przetrwały  już tak wiele, to nic nie mogło tego zniszczyć.
- Piotrek, twoi rodzice zawsze przy tobie będą, a my jesteśmy przyjaciółmi i tak będzie na zawsze, nie ważne jak daleko będziesz. Jako twoja przyjaciółka nakazuję ci jechać i wrócić z ogromnym fachem w ręce. Nie pozwolę ci zmarnować tak wielkiej szansy – złapałam go za dłoń i mocno ścisnęłam. Wiedziałam, że zrobię wszystko, by skorzystał z tego co oferował mu los, chociażbym miała siłą go zaciągnąć na lotnisko i wsadzić do samolotu.
- Będę potwornie tęsknił za tobą – chłopak dał mi do zrozumienia, że podjął decyzję i pomimo, że będzie nam ciężko to wierzyłam, że damy radę. Takie przyjaźnie przetrwają każdą próbę. Z Piotrkiem było tak samo jak z Filipem, z niektórymi osobami po prostu nie dało się stworzyć  związku, bo to były lepsze materiały na przyjaźnie, które niezależnie od okoliczności i partnera, zawsze przetrwają.
- To tylko 3 miesiące, może przez ten czas cię odwiedzę – uśmiechnęłam się miło do chłopaka, by poczuł, że będę obok, niezależnie czy będzie oddalony o kilometr czy tysiące.
- Jesteś najlepszym człowiekiem na ziemi – Piotrek poderwał się z krzesła i przytulił mnie mocno, na co się głośno zaśmiałam. To było miłe, że ktoś mnie doceniał i uważał, za wartościową osobę. Nasze „czułości” przerwał dzwonek do drzwi, a to wskazywało na to, że był to Kamil, a ja nie zdążyłam nawet uprzedzić Piotrka o jego istnieniu.
- Poznasz kogoś teraz, ok? Ani słowa o Bartku, miłości i związku, ok? – szybko dałam Piotrkowi wskazówki jak miał się zachowywać, nie chciałam by z czymś wypalił.
- Ok, nowy chłopak? –  Piotrek miał na twarzy wielkie rozbawienie i zanim doszłam do drzwi, chłopak zadał jeszcze jedno pytanie.
- Tylko znajomy, serio, proszę ani słowa – odwróciłam się jeszcze w stronę przyjaciela i pospiesznie wyjaśniłam mu osobę Kamila i otworzyłam drzwi, bo nowy gość zaczynał się niecierpliwić. – Cześć – uśmiechnęłam się do chłopaka i dałam mu całusa w policzek.
- Hej – Kamil wszedł do środka i przystanął przy mnie, oboje wpatrywaliśmy się w Piotrka. Wiedziałam, że nadejdzie trochę krępująca sytuacja, ale moc była ze mną, przynajmniej miałam taką nadzieję.
- Piotrek – przyjaciel nie czekał aż sama przedstawię go Kamilowi, tylko wyciągnął dłoń w kierunku Kamila.
- Kamil – ten zrobił to samo i uśmiechnął się do chłopaka, chociaż widziałam niepewność na jego twarzy.
- To mój przyjaciel – postanowiłam wyjaśnić Kamilowi osobę Piotrka, chociaż i tak czułam, że brzmiało to beznadziejnie. Nigdy wcześniej mu o nim nie opowiadałam, ale w sumie o Martynie i Filipie też mu za wiele nie mówiłam.
- Tak, znamy się jakoś od roku. Gosia ze swoim tatą pomagała mi ostatnio – Piotrek też próbował wyjaśnić naszą znajomość, ale nie wiedziałam z jakim skutkiem to nam wychodziło. Śmiać mi się chciało, bo to wyglądało naprawdę komicznie.
- Idziemy na ten cmentarz? – usłyszałam Marcina, który swobodnie schodził z góry a kiedy zobaczył naszą trójkę, głośno się roześmiał i przystanął na chwilę  – Już nie powiem kogo mi tutaj brakuje – Marcin popadł w jakąś histerię śmiechu, co było naprawdę frustrujące. Ja kryłam się z tym, że Piotrek był moim byłym chłopakiem, a on puszczał taki tekst, że chyba każdy z zgromadzonych wiedział, że mówił o Bartku. Piotrek również głośniej się zaśmiał , po czym popadł w ramiona Marcina a ja poczułam się bezsilna.
- Tak, już idziemy, dacie nam 5 minut? – zwróciłam się do brata i przyjaciela, a oni niemal czerwoni z śmiechu kiwnęli twierdząco głowami – Chodź – pociągnęłam Kamila za rękę i poszliśmy do mojego pokoju. Przez całą drogę zastanawiałam się jak mu to wyjaśnić, bo naprawdę mój brat i przyjaciel wprowadzili nas w zakłopotanie.
- O co chodzi? – Kamil był spokojny, a na twarzy miał lekki uśmiech, co mi dało nadzieję, że wcale się wszystkiego nie domyślał.
- Wiem, że to tam na dole głupio mogło wyglądać i jeszcze ta docinka Marcina…. Chciałam byś poznał Piotrka, bo to ważna osoba w moim życiu. On, Filip i Martyna, których mam nadzieję niedługo poznasz to trójka moich jedynych przyjaciół, w sumie znajomych także. – starałam się wyjaśnić istotę Piotrka w moim życiu, tak by nie dać mu do zrozumienia, że Piotrek był kimś więcej.
- Byliście kiedyś razem, prawda? – Kamil bardzo swobodnie zadał to pytanie. Zaskoczyło mnie to, że w ogóle się nie krępował, ale to był ten typ człowieka, który był bardzo szczery i otwarty, a to było w nim naprawdę fajne.
- Przez miesiąc, ale lepiej wychodzi nam bycie przyjaciółmi – wypowiedziałam swoją spostrzegawczą myśl co do charakteru mojej znajomości z Piotrkiem.
- Okej – chłopak podszedł odrobinę bliżej mnie i szerzej się uśmiechnął. To spowodowało, że i na mojej twarzy zagościła ogromna radość, ale i lekka niepewność.
- Czyli nie jesteś zazdrosny? – tym razem to ja zrobiłam krok do przodu i patrzyłam chłopakowi w oczy, szukając odpowiedzi.
- O byłego chłopaka? – po tym pytaniu chłopak zrobił jeszcze jeden krok do przodu, co spowodowało, że nasze ciała były już naprawdę blisko siebie – Też coś – prychnął śmiechem w moim kierunku, na co zrobiłam podobnie.
- Też coś – wyminęłam go śmiejąc się sama do siebie. To była naprawdę śmieszna wymiana zdań i taka niby szczera, ale z dużą dozą humoru. – Chodź – wzięłam go za rękę i zeszliśmy na dół. Cała nasza czwórka, czyli brat, były chłopak, obecny znajomy i ja, udaliśmy się Marcina samochodem na cmentarz. Tata stwierdził, że zostanie w domu, podobno nie czuł się najlepiej, podejrzewałam, że  powodem była mama. Byłam pewna, że zabolał go widok jej z nowym facetem. Co innego myśleć o rozstaniu a naocznie to zobaczyć. Mnie też to bolało, bolała mnie świadomość, że mama ma inne życie, ale to tacie obiecywała miłość, wierność, oraz że go nie opuści aż do śmierci.  
Na cmentarzu od razu poszliśmy nad grób Maćka. Kamil nie przestawał trzymać  mnie za rękę, co było bardzo miłe i pokrzepiające. Na szczęście przez panujący mrok mogliśmy uniknąć wzroku Marcina z Piotrkiem. Największe zaskoczenie miało miejsce wtedy, gdy  w ciszy całą naszą czwórką staliśmy sobie nad grobem Maćka i nagle zjawił się Bartek... Najpierw lustrował nas wzrokiem, a dopiero po chwili zapalił znicza. Nigdy nie podejrzewałabym, że się tam zjawi. Już mniej byłam zaskoczona widokiem partnera mamy, niż jego. Czułam się strasznie głupio, niespokojnie i jakbym traciła grunt pod nogami. Na twarzy Marcina była złość, niemalże nią kipiał, nigdy go takiego nie widziałam, a po jego twarzy poznałam, że miał ochotę go stamtąd wygonić, Piotrek też co chwilę na mnie patrzył, a Kamil tylko wzmocnił uścisk. Tylko osobę z moim szczęściem mogło spotkać coś takiego. Taki wieczorny meeting moich byłych chłopaków, nad grobem zmarłego brata…. Jeszcze brakowało by sobie wspólnie poszli na piwo i w ogóle się zaprzyjaźnili. To było okropnie krępujące, a Bartek w ogóle się nie spieszył. Po zapaleniu znicza, odmówił modlitwę, podszedł bliżej mnie, dotknął mojego ramienia i odszedł. Dopiero wtedy wypuściłam powietrze i mogłam odetchnąć. Czułam dreszcze na całym ciele, jakby nagle moim ciałem wstrząsnął jakiś prąd. Jeszcze chwila a doszłoby do jakiś rękoczynów, bo Marcin ewidentnie miał na to ochotę.
- Zaraz wrócę – Marcin pospiesznie zrobił znak krzyża na klatce piersiowej i poszedł w kierunku, w którym odszedł Bartek. Zaskoczył mnie swoim zachowaniem i po raz kolejny czułam się wbita w ziemię. Miałam w sobie ogromny strach i szok co do zachowania brata. Patrzyłam to na Kamila to na Piotrka, wysyłając im nieme pytanie.
- Zajmę się tym – Piotrek też odszedł w kierunku chłopaków a ja wpatrywałam się w Kamila, który mocno mnie do siebie przytulił.
- Chcesz tam iść? – chłopak odsunął mnie trochę od siebie, tak żebym mogła spojrzeć mu w twarz.
- Nie, chcę zostać z tobą –  szeptem odpowiedziałam na zadane mi pytanie i ponownie wtuliłam się w chłopaka. Wierzyłam, że Piotrek wiedział co robić, więc uznałam, że mogłam mu zaufać. Bałam się zachowania Marcina, czemu on nie chciał odpuścić? Podejrzewałam, że mogło chodzić mu o to, co wcześniej mówił o partnerze mamy. On uważał, że pewne osoby nie powinny były przychodzić nad grób członka naszej rodziny. Poza tym w końcu jego frustracja sięgnęła zenitu. Miałam żal do siebie, że w domu nie dokończyliśmy naszej rozmowy. Powinnam była mu jakoś pomóc, pomóc by się pozbył wrogości, która w nim tkwiła.
To nie był koniec krępujących sytuacji, dosłownie po 5 minutach przyszedł Wojtek, który był sprawcą wypadku, w wyniku którego umarł Maciek. Widziałam niepewność na jego twarzy, ale postanowiłam mu pomóc i lekko uniosłam kąciki ust i  skinęłam mu głową. On miał prawo tam być i zapalić znicza, wierzyłam, że było mu ciężko. Był młody i musiał zmagać się z tak wielkim brzemię, a ja nie zamierzałam dokładać mu katuszy. Podczas wypadku w którym poznałam Kamila, zrozumiałam, że pewne sprawy wymykają się nam spod kontroli. Przebaczyłam Wojtkowi, wiedziałam, że do końca życia będzie miał na sumieniu śmierć mojego brata. To była największa kara, jaka mogła go spotkać.
- Kto to był? – Kamil odezwał się dopiero wtedy, gdy Wojtek odszedł. Widziałam niepewnym wzrok, połączony z niemym pytaniem, czy to  mój kolejny były.
- To on był sprawcą wypadku w którym Maciek…. – nie dokończyłam ponieważ tego nie trzeba było mówić na głos.
- Dziewczyno, ty to masz szczęście – Kamil wzmocnił uścisk jakby znowu chciał pokazać, że nieustannie był przy mnie.
- Lepiej było nie wychodzić z domu….
- Chodźmy może już stąd, co? Zanim ktokolwiek znowu tu przyjdzie - chłopak spojrzał na mnie bardzo czule, a ja byłam mu niezmiernie wdzięczna, że cierpliwie to znosił. To na pewno nie było łatwe zarówno dla mnie, jak i dla niego, ale on był tak zadziwiająco spokojny, skupiał się na mnie a nie na tym, co działo się dookoła. Lekko uśmiechnęłam się do chłopaka i wspólnie poszliśmy na parking, gdzie spotkaliśmy Marcina z Piotrkiem, Bartka już z nimi nie było. Na szczęście żaden z nich nie miał oznak bójki, więc śmiałam sądzić, że do niczego pomiędzy nimi nie doszło. Nic nie mówiąc, wsiedliśmy do samochodu i wróciliśmy do domu. Po minie Piotrka wiedziałam, że nic złego się nie stało, a tego dnia już nie miałam siły by zajmować się zachowaniem Marcina. Bardzo chciałam odpocząć i przestać się zamartwiać.


Oczami Marcina

Pomimo, że nie okazywała jak ją to bolało, wiedziałem, że wewnątrz toczyła ze sobą ogromną walkę. Kamil był dla niej odpowiednim partnerem, on sprawił, że ona stała się inna. Była taka jaka kiedyś była przy Maćku i gdy pierwszy raz zobaczyłem ją taką promieniejącą, przysięgłem sobie, że nie pozwolę nikomu zniszczyć tego, co ich łączyło i kiedy pojawił się Bartek, poczułem, że przez jego ciągłą obecność w naszym życiu, ona nigdy nie będzie szczęśliwa, że ciągle będzie wracała do punktu wyjścia. To dlatego nie mogłem odpuścić kiedy Bartek pojawił się na cmentarzu. To miejsce nie było dla każdego, a on nie miał prawa się tam zjawiać. Wydawało mi się, że Maciek też by tego nie chciał, przecież ten chłopak tak bardzo skrzywdził naszą siostrę, sprawił, że była pozbawiona życia, a Maciek nigdy by mu tego nie wybaczył.
- Zaraz wrócę – spojrzałem na siostrę i pospiesznie poszedłem za Bartkiem. Może to nie było odpowiednie miejsce, ale musiałem się z nim rozprawić. Już dawno powinienem był to zrobić, od dawna miałem ochotę się z nim rozprawić. Dla mnie to był gnój, a taka osoba nie miała prawa tam być, zarówno tam jak i w życiu Gosi.
- Marcin, zaczekaj – za sobą usłyszałem głos Piotrka. Od razu wiedziałem, że poszedł za mną na polecenie siostry. Ona nadal bała się o tego idiotę.. I gdybym nie był świadom, że Gośka wścieknie się na mnie, gdybym mu coś zrobił, to chętnie bym mu porządnie przyłożył. Dogoniłem go dopiero na parkingu, już chciał wsiadać do samochodu, gdy podszedłem bliżej niego.
- Nigdy więcej tutaj nie przychodź! – miałem ochotę go szarpnąć, uderzyć, przyłożyć tak, by się nigdy nie podniósł, by już nigdy nie pojawił się w życiu mojej siostry.
- Chyba coś ci się pomyliło – Bartek pewny siebie odwrócił się w moją stronę i cynicznie się uśmiechał. Moja złość na niego jeszcze bardziej wzrosła.
- Nie chcę cię już nigdy tutaj widzieć! Masz się wynieść z jej życia! – nie wytrzymałem, miałem dosyć tego idioty. Niech sobie chodzi nad groby swojej rodziny, a naszą zostawi w spokoju.
- Grozisz mi? – założył ręce na klatce piersiowej i nie spuszczał ze mnie wzroku. Zachowywał się jak pewien siebie palant, już wtedy wiedziałem, że nie warto było sobie nim zajmować rąk.
- Ostrzegam. Zostaw Gosię i całą naszą rodzinę w spokoju. – nie chciałem dać się sprowokować. Robiłem to dla swojej rodziny, do której on już nie miał wstępu.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić – denerwowało mnie to, jak ten cyniczny dupek zwracał się w moją stronę. Nie mogłem uwierzyć, że w kimś takim zakochała się moja siostra.
- On ma rację, zostaw Gośkę w spokoju, ona jest szczęśliwsza bez ciebie – Piotrek włączył się do rozmowy i na szczęście stanął po mojej stronie. Bartek tylko się roześmiał, co chyba obu nas zdenerwowało.
- A Ty kim jesteś? Jej kolejnym pocieszycielem? Jeden jej nie wystarcza? To ty jesteś temu winien! – Bartek zrobił krok na przód w kierunku Piotrka. Wydawało mi się, że bardziej go nienawidził ode mnie.
- Stul pysk gnoju! Mnie możesz obrażać ile zechcesz, ale na nią słowa nie powiesz! – Piotrek nie wytrzymał i czułem, że chciał mu przywalić, już prawie sięgał po jego kurtkę a to byłby naprawdę niezły widok, ale położyłem mu dłoń na ramieniu.

- Nie bawię się w przedszkole – po tych słowach, Bartek wsiadł do samochodu i odjechał czym jeszcze bardziej nas wkurzył, ale miałem nadzieję, że co nie co zrozumiał. Zamierzałem bronić Gośkę, dbać o jej szczęście. Wiedziałem, że następnym razem, nie powstrzymam się przed wystawieniem pięści. Byłem w stanie pogrążyć niebo i zmienię by on w końcu zniknął z jego życia, by ona była najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, bo zasługiwała na to jak nikt inny. 


Czekam na odzew z Waszej strony. Trochę się denerwuję zastanawiając się czy ujęcie tematu ze strony Marcina przypadnie Wam do gustu. Proszę zostawcie chociaż jedno słowo, bardzo mi na tym zależy :)
Jednocześnie witam wszystkich nowych czytelników! Chciałam zauważyć, że w naszym gronie mamy chyba  pierwszego mężczyznę! ;)