sobota, 8 marca 2014

The experience cz 122

Obudziłam się jakoś około godziny 8 i już nie mogłam usnąć. Postanowiłam nie marnować czasu na leżenie w łóżku, więc zeszłam do kuchni, gdzie ku mojemu zaskoczeniu, siedzieli rodzice, a byłam szczerze przekonana, że będą już w pracy. To był dobry moment by porozmawiać z nimi o tatuażu. Niedługo zbliżały się moje 19 urodziny, więc chciałam by to był właśnie prezent ode mnie- dla mnie. Miałam jeszcze miesiąc czasu na zastanowienie i przemyślenie wszystkiego dokładnie, natomiast zdawałam sobie sprawę z tego, że do tatuażystów również obowiązywały kolejki.
- Cześć – przywitałam się z rodzicami i po wstawieniu wody na herbatę, zasiadłam przy stole. Byłam zestresowana tą rozmową i nawet nie byłam na nią przygotowana, z początku chciałam to odwlec, ale wolałam mieć to już za sobą. Znałam swoich rodziców i podejrzewałam jaka będzie ich reakcja, natomiast cały czas miałam nadzieję, że mnie zaskoczą swoim poglądem i spojrzeniem na ową sprawę.
- Hej, co tam? – tato popatrzył na mnie z uśmiechem. Miał dobry humor i nie chciałam mu go odebrać, jak i psuć dnia. Zastanawiałam się czy tego nie zostawić na wieczór, ale tego dnia późno kończyłam pracę a następnego już mogło nie być takiej okazji jak ta.
- Chciałabym z Wami porozmawiać – najpierw spojrzałam na tatę a później na mamę. Nadal byłyśmy skłócone i od miesiąca czasu nie rozmawiałyśmy. Przez relację jaka w tamtej chwili panowała pomiędzy nami, byłam przekonana, że będzie przeciwna mojemu pomysłowi natomiast jak na tamten moment, bardziej liczyłam się ze zdaniem taty.
- O czym? – mama nadal się nie odzywała, lecz patrzyła na mnie. Jeszcze przed chwilą tego nie robiła, wyraźnie dała mi znać, że czeka na więcej słów z mojej strony. To tato prowadził naszą rozmowę i zachowywał się jak głowa rodziny. Wydawało mi się, że zauważył moje zdenerwowanie i to jak się bawiłam swoimi dłońmi by przenieść nerwy na nie.
- Chciałabym sobie zrobić tatuaż na urodziny – powiedziałam to patrząc w oczy tylko tacie. Nie było sensu owijać w bawełnę czy krążyć wokół tematu. Teraz pozostawało mi czekać na rozwój akcji. W głowie stawiałam zakłady, kto pierwszy zacznie rzucać nożami i wyskoczy z sprzeciwem. Tata milczał a mama kręciła głową na znak niezgodności z moim pomysłem.
- Nie wiem czy to jest odpowiedni moment, jesteś młoda i nie wiesz co będziesz robiła w przyszłości. Czy w pracy nie będzie Ci to przysparzało problemów – tato podchodził bardzo racjonalnie do moich słów i nie zachowywał się tak jak mama, która ewidentnie od razu odrzucała myśl, którą wyraziłam. Miał rację i nie mogłam się z tym nie zgodzić.
- Wiem, myślałam nad tym, ale jestem zdecydowana. – chciałam dać im do zrozumienia, że decyzję podjęłam i byłam pewna, tego co chciałam zrobić.
- W jakim miejscu? – podczas gdy tato zadawał kolejne pytania mama wstała od stołu i w sporej odległości stała przy szafce i patrzyła na nas. Nie zgadzała się ze mną ani nie była zadowolona, że tata kategorycznie się nie sprzeciwił.
- Nadgarstek – chciałam powiedzieć to normalnie, ale głos mi się trochę zachwiał. To był poniekąd gwóźdź do trumny. Mama odwróciła głowę a tata popatrzył najpierw na mamę a później na mnie. Mama wyraźnie gryzła się w język by się nie odezwać, ale przeczuwałam, że długo nie wytrzyma.
- Gosia, wiem, że masz 18 lat i możesz sama zdecydować i nie potrzebujesz naszej zgody, ale proszę, pomyśl nad innym miejscem. To jest bardzo widoczne miejsce, chodzi tylko o Twoją przyszłość. – Tata złapał mnie za rękę i dodał otuchy i siły. Był opiekuńczy i rozumiałam o co mu chodziło, byłam w stanie posłuchać Jego prośby i przemyśleć to wszystko jeszcze raz, może faktycznie zastanowić się nad innym miejscem.
- Dobrze – uśmiechnęłam się do Niego.- Idę do siebie – dałam mu buziaka w policzek i zrobiłam sobie herbatę z która poszłam do swojego pokoju. Gdy byłam na samej górze usłyszałam głos mamy, która nie była zadowolona z przebiegu rozmowy i przeczuwałam, że zaraz wybuchnie, nawet nie musiałam zbyt długo czekać.
- Ja nie wierzę! Pozwalasz jej na to?! Nie widzisz, że to ten chłopak ma na nią taki wpływ? Mówiłam, żeby znalazła sobie innego, normalnego, ale nikt mnie nie chciał słuchać! To wszystko przez Niego, nigdy wcześniej nie było mowy o jakiś tatuażach aż do kiedy On się nie pojawił! – Wyszłam z swojego pokoju by przysłuchiwać się rozmowie rodziców. W pierwszej chwili chciałam zejść na dół i bronić Bartka, lecz postanowiłam poczekać na rozwój akcji. Bolały mnie słowa mamy i że obwiniała Bartka za moją chęć zrobienia tatuażu. On nie był niczemu winny i nie wiedziałam dlaczego tylko dla mnie było to takie jasne. Ponad to, uważała Go za nienormalnego chłopaka co było przegięciem. Chciałam z nim spędzić całe swoje życie a ona nie potrafiła Go zaakceptować. Nigdy nie dawała znać, że On jej się nie podobał, wręcz przeciwnie, zawsze odnosiła się do Niego z sympatią i szacunkiem a tu takie coś. Jej słowa dały mi do zrozumienia, że już wcześniej rozmawiała o tym z tatą, że komunikowała mu swoją niechęć do Bartka.
- Uspokój się. Ona jest dorosła i sama podejmuje decyzje. Mam się tak samo zachowywać tak jak Ty? Żeby i do mnie straciła zaufanie? Tego chcesz?! Żeby całkowicie się od nas odsunęła? – tato zachowywał rozsądek i myślał realnie. Miał rację i doskonale o tym wiedział, tak jak ja i pewnie mama również, która w życiu się do tego nie przyzna. Miała swoje racje i broniła ich jak lwica.
- Chcesz żeby zmarnowała sobie życie przez Niego?! Mówiłam Ci, już dawno powinniśmy to rozgonić! Nie widzisz, że On ma na nią zły wpływ? Nigdy się ze mną nie kłóciła a teraz zobacz jak się zachowuje! – było mi bardzo przykro, że wszystko zrzucała na Bartka. On nic nikomu nie zawinił. Problem tkwił w mamie i we mnie, ale nie w Nim. Obrażając Go, obrażała mnie. Swoimi słowami powodowała, że moja złość na Nią, jeszcze bardziej się spotęgowała. Nie mogłam już dłużej tego słuchać. Krzycząc do taty musiała zdawać sobie sprawę z tego, że usłyszę jej słowa.
- Nawet się nie waż! – zbiegłam na dół i stanowczo krzyknęłam w jej stronę. Stanęłam obok taty by w razie czego mógł mnie przytrzymać albo stanąć pomiędzy mną  a mamą. Miałam łzy w oczach i ogromną złość w sobie.
- Co? – udawała głupią i stwarzała pozory, że nie wiedziała o czym mówiłam. Może to brutalne, ale rzygać mi się chciało na jej kłamstwa. Już miałam dosyć jej udawanej szczerości.
- Dobrze wiesz co! Jeżeli będziesz próbowała Nas rozdzielić to zapomnij, że masz córkę! Do końca życia mnie nie zobaczysz! – może to był szantaż, ale musiałam jasno dać jej do zrozumienia, że niszcząc moją więź z Bartkiem niszczyła Naszą.
- Gosia spokojnie – tato położył swoją dłoń na moim ramieniu, chcąc dać mi znać, że zagrałam nazbyt odważnie, natomiast zdawałam sobie sprawę z tego, co mówiłam i jaki był kierunek moich słów.
- Zobacz jak Ona się zachowuje! Jak jakaś gówniara a nie jak dorosła osoba! Z kim się zadajesz takim się stajesz!– mama próbowała wpłynąć na tatę by ten nie stawał za mną, chociaż wtedy tego nie robił. Dalej raniła mnie swoimi słowami i powodowała, że kompletnie zaczynałam tracić do niej zaufanie i szacunek.
- No widzisz jakie masz zdanie o mnie, a później się dziwisz, że się kłócimy! To nie Bartek jest tu winny lecz Ty i zapamiętaj to sobie! – wyprowadzenie Jej z błędu nie było proste i na pewno moje słowa nie spowodowałyby , że nagle odczepiłaby się od Bartka. Poznała moje zdanie i o to mi chodziło, chociaż i tak wiedziałam, że miała to gdzieś. Dla Niej liczyła się tylko Ona. Najchętniej sama wybrałaby mi chłopaka z dobrej rodziny, bogatego, już z zaplanowaną przyszłością.
- Dziewczyny uspokójcie się bo tak się nie dogadacie i jeszcze pogorszycie sytuację. – Tato podszedł bliżej do mamy jakby pokazać jej, że brnęła za daleko, a tym samym chciał ją uspokoić.
- Jej zwróć uwagę! Tak nie może być, że własne dziecko Nas nie szanuje! Manipuluje Tobą i chce Nas skłócić, bo tylko to potrafi. Kłóci się ze mną, z Bartkiem, Asią, Marcinem. I to jest może moja wina?! – broniła się, ale poszła za daleko. Żałowałam, że poprzedniego dnia, przy Niej, powiedziałam tacie, że nie układa mi się z Bartkiem. Cios z Asią był żałosny bo sama wiedziała jak wyglądała sytuacja. Co do Marcina to ostatnimi czasy akurat się nie kłóciliśmy, więc to była tylko zasłona dymna, ale przegięła i miałam jej kompletnie dość.
- Wiesz co? Jesteś okropną matką a jeszcze gorszym człowiekiem! Nie wpieprzaj się w moje życie, bo ono już Ciebie nie dotyczy – z łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju gdzie zamknęłam na drzwi na klucz i rozpłakałam się na dobre. Miałam Jej po dziurki w nosie i zastanawiałam się, gdzie podziała się moja dawna mama. Ja też zawiniłam, ale jeszcze kilka dni temu chciałam załagodzić sytuację pomiędzy Nami a teraz z pierdoły, jaką był tatuaż, wyłoniła się lawina oskarżeń, pretensji i obelg.
- Gosia, otwórz – to był tata, pukał w drzwi i chciał jeszcze ze mną porozmawiać, ale nie miałam na to najmniejszej ochoty. Poniekąd też byłam zła na Niego, że twardo nie stanął za mną i pozwolił mamie na obrażanie mnie i Bartka.
- Daj mi spokój! – opierałam się o drzwi i płakałam. Nie chciałam Go zranić, tylko po prostu chciałam pobyć sama. – Chcę być sama – dałam mu do zrozumienia, że nie otworzę mu drzwi i nie potrzebuję rozmowy. Miałam dosyć tego domu i wiecznych kłótni. Wszystko zmieniło się odkąd Maciek umarł i już nie miałam takiego wsparcia w domu. Zostałam sama, Marcin wyjechał na wakacje, mama szalała a tata próbował zachować ze wszystkimi dobre relacje.
- Proszę, jestem tutaj sam – tata był zdenerwowany i czułam, że przesadziłam w swoich słowach. Musiały one zaboleć mamę a tata pewnie chciał mi to wytłumaczyć.
- Nie obchodzi mnie to, odejdź – nie chciałam z nim rozmawiać i wysłuchiwać o tym, jak się zachowałam. Podeszłam do okna i zobaczyłam jak mama wyjeżdżała z posesji a po dwudziestu minutach tata zrobił to samo. Miałam masę myśli w głowie i kompletny mętlik. Wolałam już mieszkać w starym mieszkaniu niż w pięknym domu z okropną atmosferą. Nie wiedziałam co robić i czy powinnam była tam zostać czy wyprowadzić się, przynajmniej na kilka dni. Miałam do kogo pójść i przenocować te kilka nocy, dopóki nie zdecydowałabym co dalej. Tylko do końca nie wiedziałam do kogo. Bartek, Filip, Martyna czy dziadkowie? To w sumie było mało ważne, postanowiłam korzystać z tego, że byłam sama w domu, więc wyciągnęłam torbę z szafy i spakowałam najpotrzebniejsze ubrania, takie, które wystarczą mi na kilka tygodni – spodnie jeansowe krótkie i długie, kilka bluzek, marynarka, sweter, sukienki itp. Oprócz tego i kosmetyków poszłam do pokoju Maćka i wzięłam nasze wspólne zdjęcie i kilka jego koszulek. Leciały mi łzy, ponieważ rozstawałam się z Jego pokojem, który był mi bardzo bliski. Miałam nadzieję, że już niedługo znowu będę mogła wejść do niego i wtulić się w Jego pościel. Wzięłam też laptopa, ładowarki, album ze zdjęciami no i biżuterię, która była pamiątką od brata. Z szuflady wyciągnęłam karty kredytowe i położyłam je na stole w kuchni. Samochód był moją własnością, kupiłam go za swoje pieniądze, więc postanowiłam go wziąć. Trochę tych rzeczy miałam, ale nie wiedziałam kiedy wrócę do domu. Gdy się ubrałam, wzięłam swoją torbę  i wyszłam z domu. Nieopodal zauważyłam tego samego chłopaka co kilka dni temu kręcił się wokół naszego domu. Tym razem poznałam Go i doskonale wiedziałam kim był, Wojtek, chłopak, który zabił mojego brata. Czułam jak złość się we mnie zbierała i zaczynałam szczerze nienawidzić tego chłopaka. On ponosił odpowiedzialność za śmierć Maćka, a tym samym za pasmo nieszczęść jakie miały miejsce od tamtej pory. Podbiegłam do Niego i zaczęłam okładać go pięściami po klatce piersiowej, wykrzykując jak Go nienawidzę. Próbował się bronić i po chwili złapał moje ręce tak, że mnie ubezwłasnowolnił.
- Co Ty tu robisz? Czego chcesz?! Zostaw mnie! Nienawidzę Cię! – krzyczałam w Jego stronę, cały czas próbując się wyrwać. Płakałam coraz mocniej i po chwili już brakowało mi sił. Zrobiło mi się trochę słabo i już miałam dosyć. Ten dzień był fatalny.
- Uspokój się, proszę – chłopak spokojnym i cichym głosem starał się mnie uspokoić, dużo Go to kosztowało i nie dało się ukryć, że on też cierpiał, miał na sumieniu życie człowieka. Gdy spojrzałam w Jego oczy, zauważyłam łzy.
- Czego chcesz?! Po co tu przychodzisz?! Jeszcze mało krzywd mi wyrządziłeś? Chcesz jeszcze bardziej zrujnować mi życie?! No pytam się!- wrzeszczałam na Niego z całych sił, dawno na nikogo tak się nie darłam. Byłam cholernie zła na Niego, tak bardzo Go nienawidziłam….  Oczywiście, że On nie ponosił odpowiedzialności za całe zło w moim życiu, ale wtedy tego nie rozumiałam, szczególnie po porannej kłótni z mamą.
- Przepraszam, już dawno chciałem Ci to powiedzieć –  widziałam kilka łez, które spływały mu po policzku i wtedy mnie puścił. Wtedy też zauważyłam jak cierpiał, że nie tylko ja byłam zraniona, ale on też. Już do końca życia musiał zmagać się z tym co zrobił. Odwróciłam głowę w drugą stronę, ponieważ było mi głupio za swoje nerwy. Ta cała moja złość nie była na Niego lecz na mamę, a Jego obecność sprawiła, że to na nim się wyżyłam, wyładowałam całą złość jaką w sobie dusiłam.
- Przepraszam za moje zachowanie, mam fatalny dzień – wytarłam łzy i czekałam na reakcję z Jego strony.
- Przestań, to ja przepraszam. Naprawdę nie chciałem Go zabić. – zrozumiałam, że przyszedł pod dom po pewnego rodzaju rozgrzeszenie. Wisiał na nim naprawdę spory ciężar i zrozumiałam Jego postępowanie, chciał zrobić cokolwiek, by chociaż trochę mu ulżyło. Zachowywał się tak, jak ja, kiedy chciałam zobaczyć sprawcę by poczuć się lepiej.
- Wiem – poczułam wstyd za swoje wcześniejsze zachowanie, słowa… podałam mu dłoń by mógł ją uścisnąć i zrozumieć, że rozumiałam to całe zdarzenie. Minęło już pół roku od tamtego momentu i ja już się podniosłam, chociaż po moim zachowaniu mógł odnieść całkiem inne wrażenie, ale nie chciałam mu tego tłumaczyć.
- Wybaczysz mi kiedyś? – nie znaliśmy się i nie potrzebował tego, przynajmniej tak mi się wydawało. Miał inny tok rozumowania, w sumie tak jak każdy człowiek.
- Czemu akurat ja? Są jeszcze moi rodzice i mój drugi brat – byłam ciekawa czemu akurat wybrał mnie. Może chciał od każdego uzyskać wybaczenie? Nie wiedziałam czym było ukierunkowane Jego zachowanie.
- Bo wiem, że Ty  najbardziej cierpisz – cały czas mnie zaskakiwał.. W głowie zadawałam sobie pytanie, czy czasem mnie nie śledził, ale przecież zauważyłabym.
- Skąd? – byłam bardzo podejrzliwa, ale w końcu był mi całkowicie obcy. Wiedział o mnie znacznie więcej niż ja o nim, a to nie było komfortowe.
- Moja mama jest pielęgniarką. Poznała Cię po nazwisku jak byłaś ostatnio w szpitalu. Usłyszała od lekarza, że twoje schorzenie było związane z psychiką. Później widziała Twoich rodziców i brata i oni wyglądali jakby się otrząsnęli z tego wszystkiego, a Ty… – wszystko co mówił, brzmiało bardzo realnie i uwierzyłam mu. Przejął się moim stanem zdrowia i przez to narastały w nim wyrzuty sumienia. Już wszystko wiedziałam i miałam jasny obraz zaistniałej sytuacji.
- Rozumiem. Już ze mną dobrze, dziękuję za troskę. To dzisiejsze zachowanie to był wynik kłótni z mamą. Przepraszam, że wyładowałam się na Tobie, ale akurat znalazłeś się pod ręką. – ja też miałam poczucie winy. Zachowałam się jak histeryczka za co się naprawdę wstydziłam.
- Nie ma sprawy – na Jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chyba krzywdy swoimi ciosami mu nie sprawiłam – Chociaż uderzenie masz mocne – a jednak, wyczuł to.
- Kilka razy dostałam lekcję boksowania – musiałam się wytłumaczyć za swoje ręce. Myślałam, że te kilka godzin na siłowni już dawno nie pozostawiły po sobie śladu, a jednak się myliłam. –  Co do Twojego pytania, to już  dawno Ci wybaczyłam. Przepraszam, ale śpieszę się do pracy – skłamałam odnośnie jazdy do pracy, miałam jeszcze z 3 godziny, ale nie chciałam się z nim szczególnie za kumplować. Sprawa pomiędzy nami była jasna i klarowna i musiało mu to wystarczyć.
- Jasne, dziękuję – uścisnął ponownie moją dłoń i zawróciłam do samochodu zabierając torbę, którą pozostawiłam przy furtce. Pewnie odjechałam sprzed domu chociaż nie miałam pomysłu jak spędzić wolny czas. Mogłam jechać do Bartka, ale nie chciałam go przytłaczać swoimi problemami w szczególności gdy poniekąd poszło nam o Niego.

Postanowiłam zadzwonić do Martyny, miałam nadzieję, że przyjaciółka znajdzie dla mnie trochę czasu i pozwoli mi się u niej ogarnąć.


Dziewczyny! Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet :) Świętujcie, a ja zmykam do pracy :) 

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział !!! Dziewczyno, wiem, że już wiele osób Ci to mówiło, ale ja też muszę.
    Masz wielki talent, Twoje opowiadanie są genialne! :)
    Spełnienia najskrytszych marzeń KOBITKO ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział oby tak dalej i ja osobiście uważam że mama Gosi jest straszną hipokrytką i naprawdę wspolczuje jej ze musi i z tym zmagać pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. super.kiedy kolejna?

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiste kiedy nowa część ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy kolejna część?? ;) patrzyłam dziś ze 6 razy już :-D

    OdpowiedzUsuń